Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

wtorek, 20 czerwca 2017

Moja mała spowiedź

Nie wiem czy dobrze robię pisząc o moich odczuciach, ale jest to dla mnie forma wyrzucenia tego co we mnie siedzi. Nie jest łatwo i to wszyscy wiedzą, ale chciałabym być przede wszystkim rozumiana. Przychodzi mi często na myśl jak bardzo dosyć mam własnego życia mimo cudnych dzieci, choć i one potrafią świętego wyprowadzić z równowagi. Kocham całym sercem i daje z siebie ile mogę, i w tym wszystkim zatracam siebie. Nie mam kompletnie na nic czasu, ale do tego już przywykłam. Odkąd Adam jest chory i to ja jestem teraz "głową rodziny" , nie ma się kto zaopiekować mną. Czuję się czasem bardzo samotna. Uważam się za osobę bardzo pozytywną, uśmiecham się do ludzi, ale brak mi uczuć, które Adam mi okazywał.
 Gdy ktoś pyta co u mnie słychać to mówię, że w porządku lub, że jestem trochę zmęczona. Dzięki moim przyjaciołom uśmiecham się. Mam z kim wypić kawę, pogadać i wyżalić się, z czego ogromnie jestem wdzięczna. Cieszę się , że mam wsparcie. 
Pocieszam się faktem, że wkrótce będzie mieszkanie, które mi zaproponowano i będzie ono odpowiednie dla Adama, a wtedy koniec z długimi dojazdami, pokonywanie codziennie długiej drogi której mam także dosyć. Kiedy Adam wróci do domu ( nowego ) czeka mnie kolejna nowa rola, nie tylko żony i matki ale także opiekuna. Dni przelatują mi jak przez palce , a choroba Adama jakby trwała wiecznie, mam w sobie tyle sprzecznych myśli, i radość i obawy, zaczynam chyba już narzekać. Ale kiedyś musiała przyjść ta chwila. Radosna dla innych Żaneta jest skryta w domu. Wciąż myślę czy spotka nas kiedyś coś miłego? I wtedy mówię do siebie - może to wszystko jest po coś ? Może nie bez powodu spotykam na swojej drodze tyle wspaniałych osób? Czy los może aż tak bardzo wystawiać mnie na próbę? Nie potrafię dokładnie opisać co czuję, ponieważ to jest jedna wielka mieszanina uczuć. Czekam na chwilę kiedy to mnie Adam przytuli i powie " wszystko będzie dobrze". Kiedy to pisze robi mi się lepiej, działa na mnie uspokajająco i morze łez też już wylałam,więc mi lepiej. Nie byłabym wstanie tego powiedzieć, napisać jest prościej. Wierzę , że w końcu w naszym  życiu będzie z górki a nie pod. I choćby nie wiadomo ile osób mi powie "nie martw się będzie dobrze" to ja i tak będę się martwić. Nie da się inaczej. Będę się bać, będę myśleć że już nic się nie zmieni... ,że zostanie tak jak jest teraz do końca... Jestem bardzo silna, lecz psychicznie mam dość. Dobija mnie myśl, że nie mam jak pomóc Adamowi, że nie mogę nic zrobić poza wsparciem. Dzieci przywykły do nieobecności taty ale wciąż mówią ( w szczególności Michalinka) co robili i gdzie byli z tatą i pytają czy pamiętam. Niestety przyszedł ten czas , że muszę się przyznać do tego że jestem rozdarta emocjonalnie. 
Dziękuję moi cudowni przyjaciele - wiecie , że o Was mi chodzi, za pomoc, szczere rozmowy i uśmiech. Bo dlaczego miałabym się nie uśmiechać skoro to nie ludzie mnie skrzywdzili tylko życie?
Nie bójcie się kochani czytelnicy, jestem bardzo silna, uniosłam tyle, że gorzej być nie może tylko lepiej, Ale zobaczcie - jesteście teraz moimi dobrymi słuchaczami. I nie pisze tego byście pisali mi pochwały, proszę tylko dalej trzymajcie kciuki za Adama, ciepło o nim myślcie, gdyż więcej się nie da zrobić. 

Chciałam napisać jeszcze kilka słów co u Adma. 8 czerwca Adam obchodził urodziny i z tej okazji zorganizowałam spotkanie ze znajomymi w kawiarni kościelnej. Niestety nie odbyło się ponieważ Adam został dwa dni wcześniej przewieziony karetka do szpitala z gorączką 40 stopni przez infekcje moczu. W cewniku krew, Adam drgawki i majaczenie. Przeleżał około tydzień w szpitalu no i w urodziny wybraliśmy się tylko z dziećmi i ciastem ( tort marchewkowy robiony przez Karolinę ) do Adama. Był jeszcze słaby ale już czuł się lepiej. Obecnie nie ma cewnika i uczy się korzystać z toalety. Nie zawsze powie, że chce, ale jest często pytany. Z pamięcią Adama nie jest dobrze. Nie pamięta co się działo danego dnia, a imię pielęgniarza zna jak się zapyta.W niedzielę 18 tego był Dzień Ojca więc również pojechaliśmy z dziećmi ( bez Matiego ) dać prezent i spędzić razem czas. Adam jest bardzo szczęśliwy jak widzi dzieci. Z Matim jeżdżę dwa dni w tygodniu a z dziećmi w niedzielę. Lubią wozić tatę po korytarzu ( Adama to uspokaja ), oglądamy telewizję i staramy się miło spędzić czas. Jeżdżenie z całą trójką jest bardzo męczące dla wszystkich ( łącznie z personelem ). Zostawiam Was ze zdjęciami. Adam wygląda bardzo dobrze, od ostatniego postu z postępami nie wiele ruszyło do przodu. Czasem Adam mnie zaskoczy tym co powie i jak uważnie słucha książek, które mu czytam. 
Z góry Was przepraszam, ale myślę , że mam prawo trochę ponarzekać, wystarczy jakby się ktoś zamienił ze mną miejscami to zrozumie. Łapcie życie i korzystajcie z niego ( w granicach rozsądku oczywiście ). Na co dzień nie narzekam na swój los, to tylko dziś tak po prostu mnie naszło, bo się uzbierało. Pozdrawiam Was! 


"Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!

Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas.
Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!"