Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 5 marca 2017

Progress

Zgodnie z obietnicą chcę napisać Wam o postępach Adama. 
Wkrótce czekają nas duże zmiany, ale zacznę od początku. 
Zaczęło się od podawania małej ilości wody Adamowi, gdyż widziałam jak był spragniony a w ustach miał sucho, więc za pozwoleniem pielęgniarki, której pokazałam, że Adam potrafi ciągnąc z takiej gąbeczki do czyszczenia jamy ustnej, podawaliśmy wodę. Po zdjęciu tracheotomii pytałam lekarza o to czy Adam mógłby chociaż pić, na co powiedziała lekarka, że to niebezpieczne dla jego płuc. Trochę mnie to zmartwiło , bo widziałam, że z połykaniem Adam nie ma problemów oni również to wiedzieli, gdyż zrobili blue test ( czyli podali niebieski płyn na język ). I widzieli, że Adam bardzo dobrze przełyka. Aż w końcu pewnego dnia kiedy dziura w gardle się zarosła jeden z pielęgniarzy zdecydował się podać wodę z kubka, widząc to lekarz kazał spróbować dać coś do zjedzenia. Adam bez problemu otwierał usta i jadł. To był przełom, choć ja wiedziałam dużo wcześniej, że Adam to potrafi ale miał wtedy rurkę. Obecnie je normalne dania  ( takie miękkie lub zgniecione i troszkę mniejsze porcje, choć i to się zmienia z dnia na dzień ). I tak już je i pije od trzech tygodni na pewno.  Nie tylko w tym są postępy. Adam na tyle opanował ruchy rąk, że potrafi się podrapać, dotknąć czy nawet utrzymać kubek, ale na razie lewa ręka jest bardziej sprawna. Cewnik wyrywa sobie prawie każdego dnia, tak go nie lubi, ale ma niestety problem z oddaniem moczu dlatego kiedy ma sprawdzany pęcherz i kiedy jest pełny a Adam nie wysikał się, wtedy ponownie zakładają cewnik. Jest co raz lepiej z Adasiem. Widzę to po tym jak patrzy i rozumie wszystko. Słucha mnie i reaguje na polecenia czego nie robił wcześniej. Bardzo dużo Adam się drapał w tej chwili zmieniło się z "bardzo często " na "czasami". Od tygodnia jest regularnie sadzany na wózek - mogę wyjść z nim na świeże powietrze, pojeździć po szpitalu. Jeżeli jesteśmy już przy wózku to Adam dostał wózek inwalidzki od państwa zupełnie za darmo. W dodatku trzy razy przychodzili fachowcy ( ze szpitala skąd przyjechał wózek ) żeby dopasowywać, poprawiać i zmieniać by było jak najlepiej dostosowany do Adama. Dla mnie SZOK! I tak sobie jednego dnia wracaliśmy do sali ze spaceru i poprosiłam Adama by potrzymał jogurt, który mu kupiłam bo nie miałam gdzie go dać, On otworzył lewą rękę i trzymał, kiedy dojechaliśmy do pokoju poprosiłam Adasia żeby dał mi jogurt na co On otworzył rękę i normalnie podał mi. Dla mnie to duży postęp ponieważ wcześniej jak Adam coś złapał to już nie chciał puścić, trzeba było wszystko na siłę wyciągać z Jego rąk. Za drugim razem zdejmowałam Adamowi polar i zapytałam, po zdjęciu jednego rękawa, czy może pochylić się do przodu to wyciągnę polar zza Jego pleców a Adam wykonał to o co został poproszony. Ja dumna z niego przytuliłam Go a Adam śmiał się ze mnie ( On naprawdę ma czasem ze mnie niezły ubaw ). Nic na to nie poradzi, ze ma żonę wariatkę, która stosuje terapię śmiechem i rozśmiesza męża na różne sposoby :) . Lubię kiedy się uśmiecha i ma takie zadowolone oczy... Czasem Adam się tak mocno śmiał, że był cały czerwony i miałam wrażenie, że się zapowietrzył. Jak sami widzicie ruszamy powoli do przodu, choć do odzyskania sprawności jeszcze długa droga i sporo pracy. Dlatego prawdopodobnie w następnym tygodniu (nie znam konkretnej daty ) Adam zostanie przeniesiony do ośrodka rehabilitacji gdzie są specjaliści od uszkodzeń mózgu. I tam czeka Go intensywna rehabilitacja i to również będzie miał finansowane. Tak sobie myślę, i niestety jest to prawdziwe, że gdyby Adamowi ta choroba przydarzyła się w Polsce byłby na straconej pozycji. Nie stać by nas było na wózek i rehabilitacje , a nie mówiąc już o dostosowaniu mieszkania do potrzeb Adama. Tu z każdej strony oferują pomoc. Jest też opieka dla osób które są opiekunami osób chorych , niepełnosprawnych. Wystarczy wyrobić kartę opiekuna, która upoważnia do zniżek, darmowego basenu, masażu, by troszkę odciążyć takie osoby od stresów i nakłonić do wyjścia z domu. Oni oferują szereg różnej pomocy - zabiegi pielęgnacyjne, porady prawne, pomoc w postaci świadczeń i dotacji, grupy wsparcia, szkolenia, co tygodniowy telefon "zaufania" - po prostu przyjacielska rozmowa, by dowiedzieć się jak się czuje osoba chora oraz opiekun i cała rodzina, co u nas słychać i wspieranie na duchu. Takie coś powinno być w każdym kraju. 17 marca mam spotkanie z grupą polskich opiekunów, którzy zjeżdżają się z całego regionu. Chętnie się tam udam i dowiem troszkę więcej, poznam ludzi. 
Mam w sobie teraz wiele rożnych emocji, cieszę się bardzo, że Adam będzie rehabilitowany ale także martwię się jak to będzie w nowym miejscu bo już przywykłam i polubiłam bardzo ludzi ze szpitala, w którym Adam obecnie przebywa. A 13 marca minie 6 miesięcy odkąd Adaś jest w szpitalu. Czeka mnie zrobienie prawa jazdy by ułatwić sobie i dzieciom życie i nie tracić czasu na autobusy. Ten ośrodek jest dużo dalej niż szpital ( 12 minut jazdy autobusem ), jedzie się tam środkami komunikacji około 2 godziny plus 1 mila na nogach. Jest to ośrodek na odludziu za miasteczkiem dlatego dojazd będzie utrudniony. I martwię się tym, że nie będę widzieć codziennie Adama, bo to nie jest wykonalne. Ciągle czekam na przedszkole dla Mateuszka, decyzję z benefitem oraz na większe mieszkanie. Te w którym mieszkamy jest prywatne, wynajmowane a czekam na mieszkanie z urzędu, może we wtorek uda mi się troszkę przyspieszyć. Nie ukrywam, że głowę mam przepełnioną wszystkim - od szpitala i dzieci po finanse i zakupy. Proszę Was o dalsze trzymane kciuków za Adama, Jego szybki powrót do zdrowia i domu, oj bardzo bym chciała mieć już Adama w domu. Nie będzie jak dawniej, lecz będziemy razem wszyscy w domu. Łatwo tez nie będzie ale siła jest w nas. Zobaczymy jak będzie postępować rehabilitacja. Obiecuję dać znać za miesiąc jak Adam sobie radzi. Na koniec pokaże Wam kilka zdjęć Adama, bardzo schudł ale wygląda już naprawdę dobrze. Jest bardzo dzielny i silny. Podziwiam go i żal mi go, że nie potrafi powiedzieć i wyrazić swoich uczuć. Czekam na dzień kiedy będziemy mogli znowu porozmawiać.... Zostawiam Was kochani i wracam do obowiązków domowych. Pozdrawiam! 


Mama / Żona Żaneta 

Tydzień w szpitalu ( pełno rurek i kabli ) - intensywna terapia w Polsce to OIOM


A to zdjęcie sprzed tygodnia
 Adam zadowolony że siedzi no i żonka przyszła :)

 Zwiedzamy i spacerujemy
 Świeże powietrze
 Sam trzyma kubek!
 Nogi też w ciągłym ruchu
" A spojrzę się w ten aparat "
 Na spacerze miło się śpi a dzieci solidarnie zamknęły oczy
 Opalamy się
 My na skype

26 komentarzy:

  1. Żanetko! Popłakałam się z radości! Anioł Stróż czuwa nad Waszą rodziną. Adam jest silny dzięki Waszej miłości. Nadal gorąco o Was myślę i zarliwie się modlę o szybki powrót do zdrowia dla Adama. 3maj się dzielna kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli Adam jest dalej w śpiączce czy wybudził się już? Wygląda na wybudzonego. Jeszcze trochę i znowu będziecie razem <3 trzymamy kciuki.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co napisać, bo mnie wstrząsnęła ta notka. Nie sądziłam że choroba aż tak może człowieka zmienić, raptem pół roku, a Adam jakby zupełnie inna osoba:( Łzy same leciały, i nadal mi tak bardzo źle kiedy to wszystko oglądam, ale najważniejsze że są postępy, że nie jest gorzej, i mam ogromną nadzieję że będzie coraz lepiej. Adam ma wspaniała żonę, podziwiam Cię za tyle siły która masz w sobie, za tą walecznosc, miłość, oddanie. Jesteście wspaniała rodzina, a Adam na pewno w końcu stanie na nogi !! My wszyscy tutaj w to wierzymy i wspieramy was całym sercem.

    OdpowiedzUsuń
  4. rety jest Pani mega mega dzielna osobą..... normalnie tyle rzeczy ogarniać!!! szok. Fajnie ze jest juz lepiej .... nigdy nie komentowałam a czytam blog odkad misia sie urodziła gdyż tez mam Michasie urodzona w podobnym okresie :-) trzymam kciuki mocno Marta T.

    OdpowiedzUsuń
  5. I to jest właśnie prawdziwa miłość... Trzymam za Was kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój Boże, jak choroba zmienia człowieka. Najważniejsze że jest coraz lepiej. To daje nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Potrzeba tylko czasu i wiele cierpliwości. Oczywiście o miłości nie wspominając. Podziwiam Cię, jesteś bardzo dzielna i silną kobietą. Zdaje sobie sprawę że są chwile załamania, ale nigdy nie wolno tracić nadziei. Wszystko w rękach Boga.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę że powoli wychodzicie na prostą, kroczek po kroczku. Michał to cały tata. Wierzę całym sercem że już nie długo będziesz mogła zabrać Adama do domu i będziecie razem, wierzę i Wam tego życzę że szczerego serca. A Ciebie Żanetko podziwiam, podziwiam Cię za tak szczerą miłość. Jeśli czegokolwiek będziecie potrzebować, wiesz gdzie mnie możesz znaleźć.
    Ściskam mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Żanetko jesteś wielka ! Trzymam kciuki za Waszą rodzinkę
    MARTA

    OdpowiedzUsuń
  9. Super wieści !!!!! Trzymam kciuki dalej :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo się ciesze, ze Adam poczynił takie postępy :) Jesteś bardzo dzielną kobietą. Czekam na więcej pomyślnych wiadomości. Pozdrawiam serdecznie. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurczę jak zobaczyłam Adama to strasznie sie postarzal, przepraszam za słowa ale wygląda zle. I pracuję z takimi ludzmi , powrót do pełnego zdrowa jest raczej juz nie możliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo optymistyczna wiadomość. Na pewno podbuduje wymęczoną i jakże dzielną kobietę. A jeśli chodzi o powrót do pełnego zdrowia - to nie my i nie wygląd o tym decyduje.
      Mój znajomy ma ponad 80 lat, po 2 latach od udaru wyglądał nadal strasznie, teraz (3,5 roku) już mówi i jest coraz lepiej. A Pan Adam jest dużo młodszy. A taki wpis jak powyższy odbiera motywację działania.

      Usuń
    2. Strasznie współczuję 'tym ludziom', z którymi pracujesz...zero wrazliwosci...Zanetko jestem całym sercem z Wami i wierzę, ze miłość i ciężka praca zaprocentuja. Zresztą Adam poczynil już mega postępy. Ściskam serdecznie - Martka

      Usuń
  12. Anonimowy - coś niezdrowego jest w tej Pani szczerości. Chyba wiadomo, że zwykła grypa może zmienić człowieka, a co dopiero długotrwała choroba. A wie Pani co? Nie byłabym taka pewna tej Pani ludzkiej wiedzy. Dla Boga nie ma nic niemożliwego i jestem pewna, że wiara budowana w drugim człowieku, również przez słowa bliźnich, jest poręką cudu. Żaneto - wierz pomimo przeciwności. Wierz w Tego, Który dał Adamowi życie.

    OdpowiedzUsuń
  13. ... Zresztą Anonimowy ( z dn.21.03) nie powinnam Cię oceniać, może oceniam Cię zbyt ostro. Namawiam jednak do podtrzymywania na duchu innych, bo naprawdę nie znamy niczyjej przyszłości. Niech każdy z nas westchnie do Pana za Adama, wierzę, że modlitwa tak jak i miłość pomaga w przyjęciu cudu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystko jest możliwe. Ludzki organizm jest zdolny do regeneracji nawet po bardzo ciężkich chorobach. Pan Adam zrobił tak wielkie postępy, ze aż trudno w to uwierzyć. Z pewnością proces zdrowienia będzie długi, ale wszystko w swoim czasie. Szczęśliwie, ma dobrą opiekę medyczną, w planie rehabilitację i przede wszystkim baaaaaardzo kochająca rodzinę - a to dobrze wróży na przyszłość. Podziwiam Panią Żanetę i trzymam kciuki za dalsze postępy męża.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dużo siły i wytrwałości życzę!!!przesyłam wszystkie dobre i pozytywne myśli!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochani- życzę Wam wszystkim sił, owoców rehabilitacji i wszystkiego co tylko Wam trzeba. Oby wszystko z mieszkaniem i prawem jazdy oraz przedszkolem poszło jak najszybciej. Powodzenia i pamiętamy o Was. Pozdrawiamy serdecznie i ściskamy mocno ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. pelnym zdrowiem to w dzieijszych czasach malo kto sie cieszy , ciagle ktos chory na cos w nasyzm otoczeniu , ja widze bardzo duzy postep po notkach , taki postep ktorego niektorzy nie uzyskuja przez kilkanascie lat lezac , z calego serca wierze, ze na tym blogu pojawi sie notka Adama :) musi tak byc:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Żanetko dużo cierpliwości i siły masz w Sobie i to jest coś niezwykłego! Bardzo Cie podziwiam. Znam Adama i bardzo wierzę,że odzyska siły. Pozdrawiam gorąco z Wełnowca. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspominam Adama miło i ciepło. Dziwnie pisać bez tytułu Pan, ale już jestem na to za stara;) Znamy się z Eucharystycznego Ruchu Młodych. Sympatyczny, dobry, przyjacielski i pełen energii Animator. Będę się modlić o Twoje zdrowie. Będzie dobrze! Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudowne wieści. Mocno trzymam za Was kciuki i wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzymam kciuki. Będzie dobrze. Małymi krokami , a zarazem jakże wielkimi dojdziecie do zdrowia.
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  22. Zanetko!spokojnych, zdrowych Świąt Zmartwychwstania Panskiego Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
  23. To już prawie 2 mce od poprzedniego wpisu.Czy Adam został już przeniesiony do nowego miejsca? Jak sobie dajesz radę? A Mateuszek już w przedszkolu? Trzymaj się! Dziennie o Was myślę!

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej trafiłam na wszego bloga po latach... bardzo przypadkowo...
    I akurat w takim dla was trudnym czasie... 3 mam za was kciuki! Aby, mąż wrócił do zdrowia!
    Przesyłam was troszkę swojej energii przyda wam się teraz! Powodzenia

    OdpowiedzUsuń