Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 14 czerwca 2015

Wycieczka do Ayr - czyli czas przedszkolaka mija bezpowrotnie

Najczęściej powtarzanym słowem na wycieczce było "quickly" czyli szybko. I nie chodzi o to, że jechaliśmy szybko czy że szybko trzeba było na wycieczce chodzić. Szybko zleciał czas spędzony w przedszkolu, szybko dorastają nasze dzieci, szybko mija życie. Niestety, ale to prawda. Ale tym bardziej trzeba brać z życia to co najlepsze, bo nie wiadomo co jutro przyniesie. Na wycieczkę każde dziecko musiało jechać z rodzicem, więc z racji braku wyboru pojechał tata czyli ja ( mama została z najmłodszym w domu, żeby odebrać Michalinkę z wycieczki, która wracała wcześniej ). Tata więc wziął wolne w pracy i zapakował się z synem do autokaru. Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że mamy czas wolny - prawie 5 godzin i każdy wykorzystuje go z dzieckiem jak chce. Jedni poszli na całe 5 godzin na plac zabaw, inni połowę czasu spędzili w piaskownicy a drugą połowę w restauracji, a jeszcze inni poszli do centrum miasta do McDonalds. Tata zdecydował, że wraz z Michałkiem podzieli czas następująco - 3 godziny nad morzem, 1,5 godziny na placu zabaw i 30 min w restauracji. Warto było - tyle Wam powiem. Pogody na kąpanie oczywiście nie było, bo to nie ta pora w Szkocji, ale i tak było pięknie. Poniżej zdjęcia z tych magicznych chwil.
Wycieczka była udana. Zaczerpnęliśmy świeżego powietrza, odpoczęliśmy od zgiełku i hałasu, Michał z tatą pochodził po szerokiej i pustej plaży ( tylko kilka osób w sumie z czterech autokarów zdecydowały się na pójście na plażę ), moczyliśmy nogi w ciepłej wodzie i podziwialiśmy przyrodę - szum morza, czystość wody, śpiew i lot mew, zbieraliśmy muszelki i cieszyliśmy się z bycia razem. W ciągu tygodnia nie ma takich chwil, więc tata docenia takie momenty - syn jeszcze tego nie zauważa bo jest za mały. Ale widok śpiącego Michałka w autokarze w drodze powrotnej mówi samo za siebie :)
Pozdrawiam, Tata Adam

2 komentarze:

  1. Troche dziwnie, ze na pozegnalnej wycieczce, zamiast zintegrowac dzieciaki i zapewnic im ostatnie wspolne zabawy, wyslali kazdego w swoja strone. ;)

    Czyli od wrzesnia bedziecie miec kolejnego szkolniaka w domu... Ale ten czas leci. A ja pamietam jeszcze jak Michalek byl taki malutki jak Mateusz...

    Widoki przepiekne! Wspaniala i szeroka jest tam plaza, chociaz podejrzewam, ze woda lodowata i podziwiam Michalka, ze nogi zamoczyl! :)

    OdpowiedzUsuń