Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 15 lutego 2015

Raz, dwa, trzy - koniec "gry"

No więc mamy naszych trzech muszkieterów w komplecie :) a w zasadzie dwóch muszkieterów i jedną muszkieterkę ( musiałem się upewnić czy taka odmiana istnieje - więc już wiem, że nawet powstał film "Muszkieterka" w 2004r. ). Ale zanim o tym co teraz, chciałem wrócić do dnia narodzin. 
9 lutego w godzinach rannych Żaneta zaczęła odczuwać regularne skurcze, które się nasilały z każdą godziną. Oczywiście nie rzuciliśmy się w ogień, nie panikowaliśmy, nie ubieraliśmy się w biegu :) Trzecia ciąża jest już w pewnym stopniu jakimś wykorzystaniem doświadczeń z poprzednich porodów. Oczywiście w głowie świeciła żółta lampka z napisem "może być szybciej niż poprzednio", jednak rozum odpowiadał "spoko majonez, mamy dużo czasu". Gdzieś koło godziny 10.30 postanowiliśmy zadzwonić do szpitala i zapytać czy już jechać ku przeznaczeniu. O dziwo udało się nam porozumieć i wiedzieliśmy, że to już pora. Tak więc ruszyliśmy w drogę. Oczywiście wcześniej był czas pożegnań...
 W szpitalu w sumie spędziliśmy 14 godzin. Zwiedziliśmy 4 sale, poznaliśmy 3 położne. Ale po kolei. Zaraz po przyjeździe skierowano nas na 2 piętro, gdzie trafiliśmy do sali podzielonej na 8 części, każda oddzielona szczelnym parawanem. Była to sala przejściowa, gdzie spędziliśmy kilkadziesiąt minut w oczekiwaniu na wstępną ocenę postępu akcji porodowej. Tam też daliśmy nasz plan porodu, w którym spisaliśmy jak chcemy, żeby wyglądał nasz poród. Po kilku chwilach przyszła położna i zrobiła badanie ginekologiczne. Gdy okazało się, że poziom "otwartych drzwi" oceniono na 3cm skierowano nas do sali znajdującej się na 5 piętrze, gdzie mieliśmy poczekać do momentu, gdy drzwi uchylą się na 5 cm. Gdy weszliśmy do środka, nie mogliśmy uwierzyć w to co widzimy - wszystko idealne, czyste, nowe, tylko dla nas. Włącznie z toaletą, prysznicem, bezpłatną telewizją, radiem i telefonami na linie stacjonarne.
Widok z okna mieliśmy na Necropolis - jedno z bardziej znanych miejsc w Glasgow, które opisywaliśmy tutaj.
Gdy okazało się, że już nadszedł czas ( koło 15.00 ), przeniesiono nas na trzecie piętro, gdzie trafiliśmy do sali porodowej. Miejsce podobnie jak poprzednio tylko dla nas i wyposażone tak, jak na cywilizowany kraj przystało. Żaneta przylgnęła do urządzenia widocznego na zdjęciu :) i nie była to suszarka :P ale aparat do podawania tzw. "gazu". Czy był bardzo pomocny w bólu? Nie, ale lepiej się Żanecie oddychało.
Mocne bóle nadeszły po 15.30. Walczyliśmy trzy godziny, by o godz. 18.37 powitać Mateuszka.
Mateusz ważył 4,04kg, mierzył 51 cm, a obwód główki zmierzono na 37 cm
Po narodzinach przeniesiono nas do kolejnego, ostatniego już pokoju, w którym przebywaliśmy już do końca pobytu. W dalszym ciągu było to "intymne" miejsce, w którym mogliśmy "delektować" się wspólnymi pierwszymi chwilami.
 Jako że w domu zostały nasze małe skarby, poprosiliśmy jeszcze przed porodem, że chcemy wyjść jak najszybciej ze szpitala. Okazało się, że umożliwiono nam powrót do domu o 1.00 w nocy, czyli po 6 godzinach od narodzin.
 Otrzymaliśmy specjalną kartkę, która w kolejnych dniach umożliwiła nam rejestrację dziecka i otrzymanie certyfikatu urodzenia.
Mateusz przygotowany do pierwszej przejażdżki samochodem.
Powitanie w domu - szczęśliwa babcia
 Dzieci były w szoku rano, że już jesteśmy w domu. Michalinka nie mogła się doczekać, żeby przytulić brata. Swoją drogą, przez całą ciążę nasza córcia się dopytywała o wszystko, oglądała książki o narodzinach i jest obecnie uświadomioną 6-latką. Gdy byliśmy w szpitalu, babcia zadzwoniła, żeby powiedzieć, że u nich wszystko w porządku i przy okazji nadmieniła rozmowę naszych dzieci o tym, jak się urodzi dziecko. Michalinka powiedziała wtedy do Michałka: "nie wiesz jak się rodzi dziecko? wychodzi niunią"...
 Misiaki w komplecie
Michalinka od samego początku chciała pomagać, wcieliła się idealnie w rolę starszej siostry. Chce przytulać Mateuszka, trzymać na kolanach, pomaga w przewijaniu, w kąpaniu itp. Michałek też się stara, ale widać jednak tą subtelną różnicę dwóch lat i płci...
 Mój synuś :) a tata nieogolony :P
 U mamusi na rękach śpię z otwartą buzią, bo czuję jedzonko :P
 Podczas zabawy z Mateuszkiem Misia zasnęła i taki oto widok nas zastał
 Wspólne zdjęcie na bloga
 Pierwsza kąpiel - nie była to uśmiechnięta sprawa, ale dużo łez też nie poleciało :)
 Wczoraj odwiedziła nas po raz trzeci położna, żeby pobrać krew z pięty Mateuszka. Badanie to ma na celu wykrycie trzech rzadkich chorób: Fenyloketonurii (PKU), Wrodzonej Niedoczynności Tarczycy (WNT) i Mukowiscydozy. Dodam, że niektórym nie podoba się to, że położna tak często przychodzi w UK do domu. Uważają to za naruszenie prywatności. A nam się to podoba. I pomimo tego, że to już trzecia ciąża i wszystko wiemy, nie przeszkadza nam to w ogóle. A czasem jest nawet śmiesznie. Na przykład podczas drugiej wizyty położna chciała zobaczyć, czy Żaneta potrafi karmić piersią. Gdy moja żona jej pokazała jak to robi, to aż otwarła usta i powiedziała "perfect". Nie wiem czy było to wyrażenie podziwu, czy położna słucha polskich piosenek i chciała zanucić jakąś ich piosenkę, ale śmiesznie było bardzo :)
Poniżej zdjęcia z ostatnich kilkunastu godzin
To ja Mateusz, już zaczynam obserwować świat :)
Podsumowując - porody w Polsce nie należały do złych - może dlatego, że wybieraliśmy szpital dużo wcześniej i świadomie podejmowaliśmy decyzję gdzie chcemy rodzić i za każdym razem był to Ujastek w Krakowie. Jednak poziom opieki, możliwość zindywidualizowania porodu do najmniejszych szczegółów według tego, jak go sobie wyobrażamy, poziom techniki, UPRZEJMOŚĆ, nie pozostawiają złudzeń. Poród w UK jest dużo przyjemniejszy i cieszymy się, że mogliśmy przeżyć te wspaniałe chwile. 
No ale co miłe, szybko się kończy. Jesteśmy już w domu, w piątkę. Mamy trzy pociechy i jak to mówimy - raz, dwa, trzy - koniec "gry". Wystarczy :)

P.S. Choć wyznajemy zasadę "nigdy nie mów nigdy: :P
Tata Adam

piątek, 13 lutego 2015

6 lat minęło jak jeden dzień

Kochana Michalinko!


Dziś mija 6 lat od momentu Twoich narodzin. Urodziłaś się 13 lutego 2009r. w piątek. Twoje szóste urodzinki również wypadają 13 lutego w piątek :) Może są ludzie, którzy wierzą w przesądy, w czarne koty, w piątki 13. Dla nas jest to szczególny dzień, w którym zostaliśmy po raz pierwszy szczęśliwymi rodzicami. 
Kochamy Cię nad życie nasza córeczko! 


Ze wszystkich kwiatów świata
chcielibyśmy zerwać... słońce
i dać je potem Tobie
złociste i gorące.
Słoneczko jest daleko,
ale się nie martw Michalinko
narysowaliśmy drugie,
jest prawie takie samo.
Teraz Cię wycałujemy,
jak możemy najgoręcej,
bo tak Cię kochamy bardzo,
że już nie można więcej.

wtorek, 10 lutego 2015

Mateusz ( Matthew Stanley )


09 lutego 2015r. o godzinie 18:37 urodził się

Matthew Stanley


Kochany Syneczku, Maleńki Okruszku, 

dałeś nam ogrom szczęścia swym przyjściem na świat,
niechaj dobry Bóg błogosławi każdy Twój krok, 
a serce napełni wiarą, miłością i nadzieją. 

 Życzymy Ci, aby świat stał przed Tobą otworem, 
abyś w życiu napotykał zawsze życzliwych ludzi, 
którzy pomogą Ci spełnić marzenia.

 Kochamy Cię!
Mama i Tata