Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Co w mej duszy gra

Wreszcie przysiadłam i postanowiłam coś napisać. Ostatnio mało angażuje się w naszego bloga, jakiś brak chęci i czasu na notki powoduje u mnie blokadę pisania. Wszystko zwalam na Adama, to On zajmuje się blogiem i jestem mu bardzo wdzięczna za to, że mu się chce. Lubię kiedy są posty z nowo poznanych miejsc i wiem, że Adam najlepiej opisze wszystko i wybierze najpiękniejsze zdjęcia. Tym razem postanowiłam napisać coś od siebie, o moich emigracyjnych odczuciach i jak ja na to wszystko patrzę. Zmobilizowałam się, i teraz na pewno postaram się bywać tu częściej jako autor postów, a nie tylko odpowiadając na komentarze, co lubię czynić :) 

Najważniejsze co chcę napisać - jestem szczęśliwa, dzieci nie chorują ( odpukać ), odkąd zmieniliśmy mieszkanie, co ogromnie mnie cieszy. Michał każdej nocy kaszlał, często Misiaki były przeziębione, a teraz zapomniałam co to choroba ( u dzieci ). Ja mimo mojej ciągłej alergii jestem pełna życia, choć czasem mam dość i odcięłabym sobie ten nos. Nie wiem, czy ktoś umie sobie wyobrazić codzienny katar, wodę z nosa i ciągle zatkany nos... i tak od pół roku? Dziennie idzie tona chusteczek, a ja marzę tylko by był dzień, w którym nie kicham i robię śniadanie bez trzymania chusteczki przy nosie. I tak jest dużo lepiej, bo czuję zapachy i dobrze odczuwam smak, ale katar alergiczny został, a do tego drapanie w gardle. Czas wybrać się do lekarza, a najlepszy czas na to będzie jak zacznie się szkoła, bo wtedy nie musimy ciągać dzieci ze sobą. Poproszę o testy na co jestem uczulona, i może dostanę jakiś środek do nosa. To będzie już pełnia szczęścia kiedy skończą się te moje zdrowotne problemy. 
A co po za tym?
Szkocja to mój dom, czuję się tu bardzo dobrze, przestałam tęsknić za Polską. Lubię to miejsce, tych ludzi w większości miłych i sympatycznych. Do klimatu przywykłam i mi odpowiada, nie ma upałów, ani srogich zim, często pada drobny deszcz, a nie ulewy czy burze. Zresztą odkąd tu jesteśmy burzy jeszcze nie było. Częściej wieje, co mi nie przeszkadza. I jedyne czego mi brak to lepszego porozumiewania się, ale daję radę. Staram się i wreszcie nie boję się odezwać :P 
Panuje tutaj taki spokój, który mnie wciągnął, i wreszcie mam wieczory z mężem, nie ma gonitwy, szybko po dzieci do przedszkola, potem obiad, bo tata zaraz do pracy. Teraz to Adam wraca na obiad i już mamy czas dla siebie. Nie lubię być sama w nocy, dużo lepiej zasypia się, kiedy ma się przy sobie ukochaną osobę. Adam ostatnie dwa dni pracuje po 10 h i wziął dodatkową sobotę. Wiem, że robi to dla nas, i widzę, że jest zmęczony, ale nie narzeka, tylko jeszcze idzie umyć naczynia po obiedzie. Z nowej pracy jest zadowolony, choć jest jedna taka co się na Polakach wyżywa, bo "superwajzor" jest i dumna jak paw. Ale nie ma się co przejmować, tylko robić swoje.
Zmiany u nas na lepsze, więc tylko się cieszyć. Ostatnio Adamowi połamały się okulary, w PL to wiązałoby się z ogromnymi kosztami za nowe oprawki i szkła. Tutaj zapłaciliśmy jedyne 30f za okulary razem z dokładnym badaniem wzroku. I kto by się spodziewał, w tak małym punkcie optycznym, taka profesjonalna obsługa. Po roku pobytu nadal nas coś nowego zadziwia i pewnie nie raz nas coś zaskoczy.
Tak sobie rozmawialiśmy kiedyś z Adamem, że przyjaźń na odległość nie zdała egzaminu, nie ma już takiej więzi, i jest dużo mniejszy kontakt, a jeszcze samemu trzeba o sobie przypomnieć, bo miło jest pogadać i opowiedzieć sobie co nowego, co słychać. Dlatego też z tego miejsca chce bardzo podziękować wiernym przyjaciołom A. i P. za to, że są , że się często widzimy na Skype, za ich pomoc i zainteresowanie, oraz za pogaduchy o wszystkim, dobrze mieć takich przyjaciół jak Wy, szczerych i prawdziwych. 
Oczywiście nie mogę doczekać się spotkania z naszymi przyjaciółmi, choć kontakt zmalał, wiemy, że jesteście i jak tylko będziemy w PL to się zobaczymy ( Celinko i Ewo ) a Kasia może do nas kiedyś zawita? Kto wie ? 
W Szkocji również poznaliśmy wspaniałych ludzi ( Polaków ). Kolega Adasia, też Adam to wspaniały przyjaciel, pomocny i bezinteresowny, ma super rodzinkę, a dzieci uwielbiają ich 10-letnią córkę Paulinkę. Kiedy się odwiedzamy zawsze czas za szybko leci, bo tak jest w dobrym towarzystwie, zawsze są śmiechy oraz poważne rozmowy o życiu. Krysia robi najlepsze drinki pod słońcem. Miło jest mieć gości lub być gościem, bardzo lubię taki wspólny czas :) 

Rozpisałam się, to co chciałam to chyba wszystko napisałam, więc pokaże Wam ostatnie zdjęcia z wieczornego spaceru podglądając króliki, gdyż jest ich tu bardzo dużo. Nam z Adamem udało się zobaczyć nawet lisy, podczas wspólnego spaceru bez dzieci. 

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby w domu kochali się tak jak na dworze :P
 Uwielbiam....
 Adaś prosił - " stańcie obok siebie", na co oni buziaczkami się obdarowali, a ja "szybko cykaj, bo to się może nie powtórzyć " :)
 Najlepsi przyjaciele
Pozdrawiam 
Mama Żaneta

15 komentarzy:

  1. Faaajna z Was rodzinka! I cudownie, że Wam się szczęści :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy myslalas o tym, zeby podjac prace? Chyba nawet part-time byloby dobra opcja jak dzieciaki beda w szkole i przedszkolu? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jak na razie, a part-time to już mi się w ogóle nie opłaca. Michalinka będzie chodzić do szkoły od 9 do 15, a Michał ma przedszkole, troszkę dalej od domu od 12.30 do 15.15, więc nie ma jak, ani nie ma takiej potrzeby bo z jednej pensji mamy godne życie, Dzieci podrosną to czegoś poszukam, a tak wolę ten czas poświęcić rodzinie. W domu jest też co robić, nie obijam się :P A gdybym miała coś na popołudnie, to gdzie czas dla siebie z Adamem? Więc jak widzisz, jest dobrze, noża na gardle nie mamy. To tyle w temacie :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Krolikow rzeczywiscie jest zatrzesienie! Nam tez kicaja po ogrodzie, ale nigdy w takiej ilosci naraz! :)

    A probowalas na alergie cos bez recepty? U nas jest cala masa medykamentow i wiem, ze ludzie w pracy czesto stosuja te srodki, a do lekarza ida dopiero jak to nie pomaga.

    Mnie, po 10 latach nadal co i rusz cos zaskakuje, czasem pozytywnie, a czasem wrecz przeciwnie. ;) Musze przyznac, ze opieka medyczna w Anglii jest bardzo tania! Ja tez nosze okulary, ale mimo, ze mam ubezpieczenie, za szkla + oprawki place jak za zboze. Na szczescie od kilku lat wada juz mi sie nie zmienia, wiec i portfel odpoczywa. ;)

    Haha, z dzieciakami mamy tak samo, ze jak czasem grzecznie obok siebie stoja, albo razem sie bawia, to tracam meza zeby pstryknal fotke, bo nie wiem kiedy sie to powtorzy. ;)

    Ciesze sie, ze porozumiewanie sie idzie Ci coraz lepiej. Nadal pamietam swoje poczatki, jak przez pierwsze 3 miesiace balam sie odezwac. :) A ja uczylam sie angielskiego w Polsce dlugie lata! Tym bardziej podziwiam Ciebie, ze juz po roku jestes w stanie sie dogadac. A zapisalas sie na lekcje angielskiego? Slyszalam, ze w Anglii maja takie darmowe zajecia organizowane dla cudzoziemcow (tutaj zreszta tez, moj maz z tego skorzystal).

    Ogolnie ciesze sie, ze nie tesknisz za Polska i podoba Ci sie nowy dom! Pisz czesciej, tak ogolnie o zyciu i jak Wam sie tam mieszka! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, brałam tabletki i nic nie pomagały, maść do smarowania dzieciom pleców dawałam do nosa, i nic nie czułam nawet. Kiedy leżę mam kompletnie zatkany nos i trudniej mi się oddycha w nocy. Podejrzewam uczulenie na naszego królika, lub siano bądź trociny, gdyż na powietrzu mi się poprawia, to w domu się męczę. Ale jak nie pójdę to się nie dowiem, a w PL miałam katar alergiczny tylko na wiosnę kiedy pyliło, a teraz za długo to trwa.

      Co do lekcji, to są tu takie darmowe, na razie się nie dowiadywałam, czasu mi brak na razie :) Strach mi minął, jak nie rozumiem to mówię i tyle, jak za szybko mówią, czy coś, ale się o coś zapytać prostego nie ma problemu. Z czasem będę się poprawiać :) Mamy w domu lekcje angielskiego na płycie, więc wezmę się za to.
      Pozdrawiamy gorąco :)

      Usuń
  4. Współczuję kłopotów z alergią, bo sama zmagam się z tym codziennie i wiem co to znaczy.
    Cudne zdjęcia, a Misiaki na nich wyglądają jak aniołki ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nasze dwa aniołki ;)
      To wiesz najlepiej

      Usuń
  5. I dobrze, że u was tak pozytywnie, tak właśnie powinno być :) :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Alee Wam zazdroszczę! I gratuluję odwagi i sukcesu. Żyjecie godnie. W Polsce niestety się tak nie da.
    Tosinki też zapomniały...szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie bardzo rozumiem o co biega z Tosinkami ?

      Usuń
    2. Chodzi o to, że kontakt z Martą również się urwał.

      Usuń
  7. Smutne to co piszesz o przyjaźni, niestety jak jesteśmy w potrzebie, lub nasze życie się zmienia ( nie zawsze na lepsze) wtedy na prawdę okazuje się kto zostaje z nami nie tylko na dobre..
    Też zdziwiła mnie informacja o braku wymienionej rodzinki, jak mieszkaliście w PL, nieraz wspominałaś, że są Wam bliscy. Pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze nie wyobrażam sobie tygodnia z zapchanym nosem i katarem. Pędź kochana do lekarza niech coś zaradzi. Przeuroczy widok- obdarowujące się buziakami Misiaki :)
    Przyjaźnie? Chyba mam tylko jedną przyjaciółkę taką od serca. Reszta albo dość dobrzy znajomi albo znajomi tylko wtedy gdy coś potrzebują. buziaki :*

    OdpowiedzUsuń