Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Co w mej duszy gra 2 - czyli teraz ja

Wczoraj próbowałem sobie przypomnieć co myślałem, gdy wsiadałem do samolotu rok temu z żoną, dwójką dzieci i podręcznym bagażem. Pojęcia nie mam. Wiem co czułem - strach. To było szaleństwo, jak jazda w ciemno bez trzymanki, ale podobno czasem w życiu trzeba zaryzykować, żeby odmienić swój los, trzeba przejść przez drzwi, choć nie wiesz, co za nimi spotkasz. Wiesz tylko tyle, że zostawiasz pracę, którą kochałeś, a która była źródłem stałego dochodu, ludzi, którzy towarzyszyli Ci przez wiele miesięcy ( lat ) życia. Wiesz, że rezygnujesz z mieszkania, które wynajmowałeś, sprzedajesz lub rozdajesz wszystko co miało dla Ciebie jakieś znaczenie, począwszy od mebli, a skończywszy na płytach CD. Zostawiasz za sobą to wszystko i jedziesz w świat, który znasz tylko wirtualnie i z opowiadań jedynej osoby, która wyciągnęła do Ciebie rękę, która sama postanowiła Ci pomóc. Nie wiesz czy Jej wierzyć, nie wiesz ile z tego co opowiadała, ma pokrycie w realnym życiu. Ale już postanowiłeś. Kupiłeś bilety. Siedzisz w samolocie z Rodziną i masz tylko to, co leci z tobą. Nic poza tym. Nie masz dokąd wrócić, bo są to drzwi, po których przekroczeniu nie ma powrotu. Dziś z perspektywy czasu uderzam się w głowę i zastanawiam się gdzie ja wtedy miałem głowę? Czy byłem aż tak odważny, aż tak szalony czy aż tak zdesperowany? A co by się stało, gdybyśmy wysiedli na lotnisku i nie byłoby tam nikogo, kto by nam pomógł? Ale był, a w zasadzie była - A****. To osoba, która odezwała się do nas poprzez internet. To Ona poprzez długi nocne rozmowy otworzyła nam oczy na inny świat, to w zasadzie dzięki Niej podjęliśmy decyzję o tym, że warto spróbować, że warto postawić wszystkie karty na stół i spróbować trafić "oczko". To Ona pomogła nam w nocy wydostać się z lotniska, przenocowała, pomogła wynająć pierwsze mieszkanie i podarowała nam kilka rzeczy na start. Nic nie musiała, nic nie chciała za to, zrobiła to z dobrego serca. To pierwsza osoba, którą poznaliśmy "po drugiej stronie drzwi". Dziękujemy jeszcze raz A****.

Pierwsze dni nie były łatwe. Wszystko było nowe, wszystko obce, wszystko inne. A przede wszystkim portfel. Portfel był pełen tylko na jeden miesiąc - wiedzieliśmy, że jeśli do tego czasu nie znajdę pracy ( co przy podstawowej znajomości języka angielskiego było brane pod uwagę ), będziemy mieć poważny problem. Wszystko było wyliczone, każda opłata, każdy wydatek. Dlatego też szukaliśmy pracy intensywnie. Czasem jednak trzeba było zjeść obiad lub po prostu odpocząć. Choć nie powiem - zdarzały się momenty, że A**** dopingowała nas do porzucenia nawet tych chwil i poszukiwania pracy bez ustanku :). Martwiła się o nas, czuła się w pewien sposób odpowiedzialna za nas - rozumieliśmy to.W tym czasie pierwszy raz poznaliśmy "Polaka" po odwrotnej stronie medalu. Celowo napisałem te słowo w cudzysłowiu - w końcu trudno pisać Polak o zwykłej szmacie. Cóż takiego się stało? W poszukiwaniu pracy, oprócz chodzenia i roznoszenia CV osobiście, pomagałem sobie wysyłając setki CV do potencjalnych pracodawców, odpowiadając również na polskie ogłoszenia. Owa wspomniana menda odpisała mi, że teraz jest trudno o pracę, ale chętnie dwa razy w tygodniu spotka się z moją żoną w wiadomym celu, płacąc 30f za spotkanie, co dałoby nam jak to nazwał "w tej trudnej sytuacji" 240 f miesięcznie. Ma szczęście s******** , że nie udało mi się go namierzyć.
Po dwóch tygodniach znalazłem pracę w której "zatrzymałem się" na rok. Praca była ciężka, ale dzięki niej poznałem różnych ludzi, których podzieliłem na Przyjaciół ( nie licząc tych z Polski ), Powietrze, Pomyłka oraz GMTO. 

"Przyjaciele" 
 A*** i jego wspaniała żona K***** - osoby bliskie naszemu sercu, które są naszymi bratnimi duszami. Lubimy się z Nimi spotykać. Oczywiście nie widujemy się często ze względu na brak czasu, ale każde spotkanie nas cieszy i ładuje pozytywną energią. To z Nimi możemy porozmawiać o wszystkim, to od Nich otrzymaliśmy wiele ciepła, to u Nich spędziliśmy drugi dzień świąt, które na obczyźnie przeżywa się wyjątkowo ciężko, gdy Rodzina daleko. Poza tym wiele im zawdzięczamy - na razie nie mamy jeszcze samochodu, a za każdym razem kiedy potrzebujemy, A*** jeździ z nami i pomaga nam w załatwianiu spraw. Można by rzec "prawdziwych Przyjaciół poznaje się w biedzie". Mam nadzieję, że kiedyś my będziemy mogli Im w czymś pomóc i odwzajemnić wyciągniętą do nas rękę.
Do przyjaciół zaliczam też J*******, choć łączą nas częściej wspólne przejazdy do pracy oraz pogaduchy. Jednak to człowiek, który jest otwarty, uczciwy, pomocny ( dobrze mówi po szkocku i kilka razy nam pomógł w sprawach urzędowych ), a przede wszystkim nie jest chciwy, w przeciwieństwie do kilku innych osobników o których poniżej.

"Powietrze"
Znalazłoby się ich kilkoro. Ludzie, których się omija, gdyż tak naprawdę nie ma się wspólnego języka lub co gorsze ma się zgoła odmienne zdanie niż oni w większości spraw. Tacy ludzie ( głównie chodzi mi o trzech typków w kapturach, z którymi pracowałem przez 2 miesiące w pierwszym miejscu pracy ) dziwią się, że ja przenosząc boxy z jagodami nie otwieram jednego z kilkudziesięciu małych pudełek i nie podjem sobie trochę. Dziwią się, że nie chodzę do toalety na dłużej, bo przecież "nie może mi nic pracodawca zrobić", dziwią się, że pracuję szybciej niż oni, zamiast przebierać noga za nogą. Nie ma dla nich problemu, że pierś z kurczaka która upadła na podłogę i którą "przypadkowo" nadepnęli, wrzucają z powrotem do pudełka do sprzedaży. To tylko przykłady, ale z takimi ludźmi dzieli mnie nie morze a wręcz ocean różności. I traktuję takich ludzi jak powietrze - są, czasem trzeba coś odpowiedzieć, coś wspólnie ustalić co dotyczy pracy, ale generalnie nie zwraca się na nich uwagi. Bo po co. Nie da się zmienić czyjegoś myślenia na siłę, kiedy człowiek jest już ukształtowany i od dzieciństwa pewne zachowania ma wpojone jako normalne. Dla mnie okradanie pracodawcy, czy traktowanie jedzenia jak śmieci jest nie do przyjęcia.

"Pomyłka" i "GMTO"
To boli. To cholernie boli, kiedy komuś zaufasz, kiedy myślisz, że spotkałeś kogoś, kto czuje jak Ty, kto jest twoim Przyjacielem, a okazuje się, że ten ktoś nie tylko udaje kogoś, kim nie jest, to jeszcze obgaduje Cię z innymi znajomymi przez telefon czy na czacie. Tu w Szkocji na szczęście do takiej pomyłki jeszcze nie doszło. Spotkałem natomiast kilkoro Polaków, którzy nie tylko nie pomagali swoim rodakom w potrzebie, a wręcz przeszkadzali lub utrudniali ich drogę do szczęścia. To ludzie typu G czyli gówno mnie to obchodzi. Ich nie obchodzi, że np. nie masz jak dojechać do pracy, że dopiero starujesz w nowym życiu. Pierwszą taką była W**** z którą pracowałem w B*******. Zapytałem drugiego dnia pracy ( pierwszego dnia szedłem tam i z powrotem piechotą 80 minut ) czy mogłaby mnie podwieźć odpłatnie do miasta w którym razem mieszkamy. Dodam, że pracowaliśmy razem w magazynie, roznosząc produkty spożywcze na palety. Odpowiedziała mi, że "nie będzie sobie brudzić samochodu". Nie powiem. Czułem się wtedy, jakbym dostał w twarz i to od razu z obydwu stron. Więcej nie poprosiłem. Drugim Polakiem był P**** z jednej z agencji zatrudnienia, do których udałem się w pierwszych tygodniach. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej ów człowiek wypytał mnie o wszystko, po czym stwierdził: "Pan jest nauczycielem, Pan nic nie umie". Do dziś mam niepowstrzymaną ochotę napisać do niego kilka słów... Jego nie obchodziło, że jestem sumiennym pracownikiem. On czuł się "wielki", że mógł odmówić komuś takiemu jak ja.
Poza wspomnianymi osobami była też A****, obszerna kobieta z polskiej wsi, pracująca w tej samej firmie co ja, która uznawała za noc straconą, jeśli kogoś nie poobgadywała, nie wyśmiała, nie rzuciła w kogoś fragmentem palety czy nie doprowadziła kogoś do łez. Jej nie obchodziło, że gdy była w pracy, atmosfera była napięta do granic możliwości, a w dni, gdy jej nie było, było cicho i spokojnie. Przykłady można by mnożyć, ale zakończę na jednym - na osobach, które nazywam "zarabiaczami". To Polacy, którzy dowożą do pracy innych Polaków, ale pobierają od nich opłaty. Nie myślę tu o zwykłej opłacie 1f, która jest oczywista. To osoby, które pobierają dwa funty od osoby za kurs w dwie strony, przewożąc czworo pracowników. Droga do pracy wynosiła 5 km. Czyli za 10 km pobierali 8f. Paliwo kosztuje 1,3f. Załóżmy, że samochód pali 8 litrów na 100 km ( choć uważam, że 7 ). Czyli na 10 km wypali 0,8 litra. To około 1,1f. Czyli po jednym dniu pracy kierowca ma 7 f na czysto. Za miesiąc to 140 funtów. Chyba zbyt dużo jak na pobieranie pieniędzy a konto utrzymania samochodu. Za to ładny dodatkowy zarobek...

Na szczęście etap tej pracy mam już za sobą. Obecnie pracuję w dużo mniej wymagającej fizycznego wkładu pracy i mamy fajną "załogę". Mam nadzieję, że do lipca przyszłego roku nie będę musiał jej zmieniać. Podoba mi się. Nawet bardzo. Przede wszystkim jest na rano, a południa i wieczory mamy dla siebie.Jest cudownie.

Powrócę na koniec do "Pomyłek". Jak już wspomniałem - tu w Szkocji na szczęście do takiej pomyłki jeszcze nie doszło. Ale wciąż w głowie mi szumi po uderzeniu jakie otrzymałem od kogoś, po kim bym się tego nie spodziewał. I był to atak nie na mnie, ale na moją żonę.
Zwrócę się bezpośrednio do tej osoby - było to podłe. Tak się nie robi komuś, kto uważa Cię za najbliższą Przyjaciółkę. Moja żona zaufała, ja poznałem się szybciej, że coś jest nie tak. Dobrze, że wtedy się zorientowała. Niestety, wiara w ludzi dzięki Tobie zmalała. Ale wybaczam. Chcę to zostawić za sobą, mieć spokój. Nie próbuj odbudować kontaktu, bo tego nie chcemy. Uszanuj to proszę.

Na koniec chciałbym wysłać gorące pozdrowienia wszystkim, których nam brakuje - Rodzinie, Przyjaciołom ( Kasi i Celince, Ewie z Rodzinką, Ani z Rodzinką ), Kasi z Chorzowa z Rodzinką ( nigdy nie zapomnimy ), Marcie z Rodzinką, A**** i P*****, Izie z Siemianowic z Rodzinką, Monice ( trzymam kciuki za twój taniec ) i Mateuszowi, "Szansie", koleżankom i kolegom z byłej pracy i wszystkim, których zapomniałem wymienić. Adam


"Jedno serce, dwie Ojczyzny"

PS. Bardzo prosimy o nie wysyłanie komentarzy, że to ten czy ta osoba skrzywdziła Żanetę, ponieważ nie ujawnimy o kogo chodzi. To nie było celem tego posta. To zapewne nikt kogo znacie, więc nie domyślajcie się. My wiemy o co chodzi, druga strona też i niech tak pozostanie.

23 komentarze:

  1. Choć tyle za Wami ważne, że razem, ważne,że na swoim i oby tylko było lepiej.Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa i również gorąco pozdrawiamy:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam panie Adamie i ciebie Zanetko ludzie sa rozni i niema sie nimi co przejmowac to poprostu zwykla zazdrosc ze wam sie udalo choc wiem jak takie slowa potrafia bolec i na dlugo zapasc w pamiec. Ja podziwiam was za odwage bo latwiej bylo by panu zostawic rodzine i wyjechac samemu ale widac jak wiele milosci jest w was dlamnie tez rodzina jest najwazniejsza i nigdy bym nie dopuscila by maz wyjechal sam Pozdrawiam Agnieszka N

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Agnieszko za wpis. Widziałem na FB że dodałaś komentarz. Masz rację, że miłość i rodzina jest najważniejsza. Widzę tutaj co robią ludzie, którzy przyjechali sami, zostawiając rodziny w Polsce. Oczywiście nie można generalizować, ale odsetek rozstań jest spory niestety...

      Usuń
  3. Niestety ludzie są różni. Ale jak przyjaciel zrani to boli najbardziej. Anka

    OdpowiedzUsuń
  4. Tacy są ludzie. Zazdrośni, zawistni "a żeby Ci sie kur... noga podwinęła!", bo nie daj Boże żeby ktoś miał lepiej ode mnie! Był ładniejszy, szczęśliwszy, miał samochód i dom. I nie daj Boże szczęśliwą niekłócącą i szanującą się rodzinę. Ja "przejechałam" się boleśnie parę lat temu na ludziach, którzy byli mi przecież obcy, ale więź jaka mnie z nimi łączyła momentami była dużo silniejsza niż ta rodzinna. Niestety, przeliczyłam się, tak mocno że minęło od tego czasu 5 lat, a mnie serce boli jakby się to wydarzyło wczoraj... Dlatego teraz jestem bardzo ostrożna w nawiązywaniu nawet tych zwykłych znajomości. Ale nie tracę nadziei, wierzę że istnieją dobrzy bezinteresowni ludzie. "Zanim zaczniesz podejrzewać u siebie depresję i zaniżysz swoją samoocenę, upewnij się, czy nie otaczają Cię idioci" :) A teraz cytat z dnia świra! Myślę że będzie pasował do tego postu :)

    " Gdy wieczorne zgasną zorze,
    zanim głowę do snu złożę,
    modlitwę moją zanoszę,
    Bogu Ojcu i Synowi.
    Dopi*** sąsiadowi!
    Dla siebie o nic nie wnoszę,
    tylko mu dosrajcie, proszę!
    Kto ja jestem?
    Polak mały! Mały, zawistny i podły!
    Jaki znak mój? Krwawe gały!
    Oto wznoszę swoje modły do Boga, Maryi i Syna!
    Zniszczcie tego skurw*****!
    Mojego rodaka, sąsiada, tego wroga, tego gada!
    Żeby mu okradli garaż,
    żeby go zdradzała stara,
    żeby mu spalili sklep,
    żeby dostał cegłą w łeb,
    żeby mu się córka z czarnym
    i w ogóle, żeby miał marnie!
    Żeby miał AIDS-a i raka,
    oto modlitwa Polaka!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to pojechałaś :):):):):):):):):):):) jeszcze nie mogę się przestać śmiać. Nie oglądałem tego filmu, ale jednak się skuszę. Mądre słowa :) A bezinteresowni ludzie żyją - przynajmniej tu w Szkocji... Pozdrawiamy!

      Usuń
    2. Kochanie nie oglądałeś bo usnąłeś :P Ja widziałam ten film do końca, wszyscy stali wtedy na balkonach i odmawiali tą "modlitwę" :)

      Usuń
    3. Ano widzisz, warto patrzeć na filmy do końca, nawet jeśli początki są "śmiertelnie ciekawe" a człowiek patrzący "śmiertelnie zmęczony" :)

      Usuń
    4. "Dzień Świra" to świetny film, także polecam nawet do wielokrotnego oglądania w wolnej chwili :)) Pierwszy raz jak go oglądałam myślałam że padnę ze śmiechu, za drugim razem już łzy leciały i już nie wiedziałam czy płaczę nad bohaterem, czy nad mentalnością Polaków czy już nad samą sobą... bo to tragiczny film, jak dla mnie. W każdym razie miło mi że tą "modlitwą" wywołałam uśmiech na Waszych twarzach :) Buziaki!

      Usuń
  5. Ja ostatnio doszłam do wniosku, że lepiej mieć 1-3 przyjaciół, na których w każdej sytuacji możemy polegać niż 10 osób, których nazywamy przyjaciółmi, a tak naprawdę nimi nie są.
    Także życzę samych prawdziwych przyjaciół :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda. Choć my mieliśmy kilkoro, a jedna z przyjaźni okazała się fałszywą podłą miną podłożoną pod moją żonę. Tobie również życzymy prawdziwych przyjaciół :)

      Usuń
  6. Mieliście ciężkie początki, my również, W ogóle wasz początek i nasz, to bardzo podobne historie:) My też jechaliśmy tu w ciemno, też stawialiśmy wszystko na jedną kartę, tylko nikt na nas tu nie czekał, no mieszkanie czekało:) U nas wszystko ustabilizowało się dopiero po ok. pół roku, przez ten czas też bywało niestety trudno, ale w sumie nikt nam żadnej krzywdy nie zrobił, nie obraził, nie było taskich przypadków jak u was, że M. miał jakieś problemy z polakami itd - na szczęście, ale nas z kolei oszukali na pieniądze i to anglicy, także bardzo niemiło:/ Na ludziach zawiodłam się, ale na jednej koeżance Polce oczywiście :/ No, ale od kwietnia jest już bardzo stabilnie, wszystko do przodu, najgorsze za nami, teraz tylko brakuje nam nowego, większego mieszkanka, ciszę się, że macie już to za sobą :)) Trzymam dalej za Was kciuki i całuję mocno! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymamy kciuki za Wasze nowe, większe mieszkanie - żeby pierwszy dzień na nowym nastał bardzo szybko. Pozdrawiamy!

      Usuń
  7. A ja wciąż Wam zazdroszczę tego wyjazdu...

    OdpowiedzUsuń
  8. "...pozdrowienia wszystkim, których nam brakuje - Rodzinie, Przyjaciołom..."a gdzie Tosinki?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A są :) Marcie z Rodzinką :P
      Ale jesteś spostrzegawcza :):):)

      Usuń
  9. Ja nadal Was podziwiam, ze mieliscie odwage rzucic na gleboka wode i siebie i dzieci! Najczesciej jedno z malzonkow najpierw wyjezdza i troche sie urzadza zanim sprowadza rodzine. Ale, tak jak mowia, do odwaznych swiat nalezy, a Wy momentalnie odnalezliscie sie w nowym "swiecie". :)
    Przykro mi tylko, ze zaledwie w ciagu roku za granica, natrafiliscie na tylu "Polakow"... Ja przez 10 lat w Stanach nie mialam (nie)przyjemnosci natknac sie na takich osobnikow. Chociaz przyznaje, ze na codzien drazni mnie ogolne zachowanie Rodakow. Co to nie oni, wszyscy sa najmadrzejsi, wszystko wiedza najlepiej, ich miejsce zamieszkania jest najwspanialsze, maja najwieksze domy, dzieci chodza do najlepszych szkol, takie puste przechwalki czego to ktory nie osiagnal. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Polacy są mistrzami w byciu bezinteresownymi w zawiści. Całe szczęście nie wszyscy tacy są. I oby tych drugich dane było wam spotykać znacznie częściej.

    OdpowiedzUsuń