Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

piątek, 6 czerwca 2014

Podstawa to dobra zabawa :)

Mieliśmy w tym tygodniu pojechać na wycieczkę z przedszkola do Almond Valley, gdzie dzieci miały bawić się ze zwierzętami, przejechać się pociągiem, traktorem i pobawić się na placu zabaw. Wstaliśmy o 7.00 rano, zrobiliśmy kanapki i w deszczu ruszyliśmy w kierunku przedszkola. Po kilkunastu minutach czekaliśmy już na autokary, których miało przyjechać cztery. Na 15 minut przed odjazdem Żaneta miała tak mokre buty, że nie było możliwości by w nich pojechała na całodniowy wypad. Zadzwoniłem po taksówkę, zapytałem czy kierowca da radę w 15 minut pojechać pod wskazany adres, poczekać 2 minuty i wrócić. Stwierdził, że tak. Tak więc Żaneta pojechała zmienić buty i po 12 minutach była już z powrotem. Autobusów dalej nie było. Pięć minut później obok oczekujących rodziców z dziećmi ( których nawiasem mówiąc było w sumie ponad 100 ) przejechał karawan złożony z trzech samochodów. Pomyślałem "zły znak" i nie pomyliłem się. Po 40 minutach oczekiwania okazało się, że z wycieczki nici, ponieważ autobusy nie przyjechały. Zszokowała nas reakcja rodziców, którzy spokojnie się rozeszli, nie było krzyków, awantur, "100 pytań do" itp. Mimo, że niektórzy wzięli wolne w pracy, musieli zmienić plany, żeby pojechać z dziećmi tego dnia na wycieczkę, po prostu spokojnie poszli do domów, a dzieci z porannej zmiany poszły na zajęcia do przedszkola. Ta sytuacja pokazała wyraźną różnicę w mentalności między Polakami a Szkotami ( znam z doświadczenia ). Tu ludzie są naprawdę spokojniejsi, nie "plują jadem" wokoło - jak to nazywam. 
Jako, że pogoda nie sprzyjała do spaceru, poszliśmy do sklepu i kupiliśmy nowe parasolki, które dzieci dumnie pokazały na zdjęciu :)
Sobie też kupiliśmy parasol "dla dwojga" :)
A później.... a później postanowiliśmy wynagrodzić dzieciom nieudaną wycieczkę i poszliśmy po raz pierwszy do pobliskiego miejsca zabaw dla dzieci, które zostało stworzone w budynku, który był kiedyś... kościołem. Tak, tutaj nie mają z tego powodu jakichś problemów - jeśli budynek przestaje spełniać swoją funkcję i zostaje sprzedany, to właściciel może zrobić z nim co chce ( jeśli nie jest zabytkiem oczywiście ).
Poniżej kilka zdjęć z dobrej zabawy MMsów
Witraże w oknach nikomu tu nie przeszkadzają...
Sala jest duża, ma trzy poziomy, więc cena 3,80 funta za cały dzień zabawy nie jest wygórowana.
Rodzice mają swój kąt dla siebie :)
Dodatkowo można wykupić karnet za  10 funtów - wtedy przez cały miesiąc dziecko może bawić się tam od otwarcia do zamknięcia :) Czyli za 3 godziny pracy mogę wykupić dwójce dzieci 30-dniowy dostęp do nieograniczonej rozrywki... ( czuję się jakbym sprzedawał jakieś usługi typu NC+ :P )
W każdym razie - podstawa, to dobra zabawa!

1 komentarz:

  1. Właśnie ten spokój mnie przyciągnął tutaj, na wyspy.
    Na salę zabaw muszę się też niebawem wybrać bo słyszałam że ceny bardzo korzystne są - z resztą jak wszystko inne.

    OdpowiedzUsuń