Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

wtorek, 3 czerwca 2014

Nie jestem synem Koryntu. Nie jestem też ascetą...

Pozwólcie, że poniższy post będę przeplatał zdjęciami z ostatniego spaceru nad jezioro... Nie chciało mi się też przelogowywać bloggera, więc po raz kolejny piszę z konta Żanety :P 

 Zbliżamy się do magicznej daty, kiedy kalendarz zatoczy koło i odmierzy pełny rok pobytu w „nowej Ojczyźnie”. W tym czasie często biłem się z myślami – czy dobrze zrobiliśmy wyjeżdżając z Polski.
 Tuż przed wylotem wzięliśmy kartkę do ręki i wypisaliśmy sobie wszystkie plusy i minusy. Wynik: 18:3 na korzyść zmian ( na minusie była tęsknota, obawa przed nowym i strach przed 
"drogim codziennym życiem". Teraz, po kilkunastu miesiącach, po dniach wspaniałych, po chwilach słabości, po przeżytych na obczyźnie świętach, czynność powtórzyliśmy. Pewnie ciekawi jesteście z jakim skutkiem? Plusy przestaliśmy liczyć przy punkcie 24, natomiast tylko jedna rzecz przemawia po stronie Polski – tęsknota. Tylko lub aż..
 Wiele łez przelanych zostało za ludźmi, których się kocha, za miejscami które chciałoby się ponownie odwiedzić. Jednakże nic poza TĘSKNOTĄ nie ciągnie nas do Polski. Ktoś by mógł powiedzieć, że zachowaliśmy się jak „dzieci Koryntu”, zostawiając Ojczyznę dla lepszego życia, większych pieniędzy. A ja na to odpowiadam, że nie czuję się jak kurtyzana, ale nie jestem też ascetą, żeby zgadzać się na to, co dzieje się w Polsce.
 Nie po to człowiek pracuje, żeby nie móc kupić dzieciom jakiejś drobnostki idąc na spacer - a do tego w naszym życiu dochodziło, w Polsce która tyle trąbiła o byciu państwem opiekuńczym, gdzie rodzice dostają żałosne dodatki rodzinne, gdzie rodzice dzieci niepełnosprawnych muszą walczyć o swoje oczywiste prawo do otrzymywania pieniędzy za opiekę nad dzieckiem, za pobyt którego w ośrodku państwo wydałoby  kilka razy więcej. Wiele razy podkreślałem – my nie chcemy kokosów, my nie chcemy wystawnego życia – chcemy natomiast żyć normalnie.
 Brytyjczycy są ludźmi w czepku urodzonymi. Państwo nie da im tkwić w marazmie i w przypadku gdy gubią drogę, wyciąga co zakręt drogowskaz „idź w tą stronę – my Ci damy na paliwo, żebyś dotarł do celu”. Ba, nawet są rzeczy o których mi się nie śniło. Na przykład dla osoby takiej jak ja, która chce pójść na pełny kurs ( np. języka angielskiego ) i ma rodzinę na utrzymaniu, państwo oferuje 100 funtów tygodniowo dodatku jako forma pomocy. Dzięki temu uczestnicząc w zajęciach trzy dni w tygodniu, można iść do pracy na kolejne trzy dni i jakoś za 1000 funtów żyć. 
 Nie są to kokosy jak wspomniałem, ale dodając do tego rodzinny benefit jest się w stanie NORMALNIE funkcjonować. Dodam, że na dwójkę dzieci wynosi on tutaj 134 funty. Kiedyś nie było limitu zarobku. Obecnie nie można przekroczyć 50 tysięcy funtów rocznie ( ok. 4 tysiące funtów miesięcznie! ), gdyż wówczas zasiłek jest pomniejszany, a po przekroczeniu 60 tysięcy trzeba go w całości zwrócić. Chciałbym tyle zarabiać :)  - wtedy żaden zasiłek nie byłby mi potrzebny :P
Czy 134 funty – dużo to czy mało? W Polsce 154 zł na dwójkę dzieci chyba wypada ( ale nie można przekroczyć w czteroosobowej rodzinie więcej niż 2160 zł miesięcznie brutto ), prawda? 

Tutaj za 134 funty możemy dzieciom kupić:
w Primarku ( ceny uśrednione )
-         2 pary spodni ( 10f ),
-         6 t-shirtów ( 14 f ),
-         10 par skarpetek ( 5 f ),
-         4 piżamy ( 12 f ),
-         2 swetry ( 12 f ),
-         1 sukienka letnia ( 9 f ),
-         1 krótkie spodenki ( 3 f )
-         2 pary butów ( 10 f )
w sklepie spożywczym – to co dzieci uwielbiają :)
-         16 deserków Nestle ( 6 f )
-         8 jajek niespodzianek( 4 f)
-         4 paczki lodów ( po 4 sztuki w każdej ) ( 6f)
-         4 czekolady ( 3 f )
-         1 kakao Nestle 500g ( 3f )  
-         2 serki białe Philadeplphia 200 g ( 2 f )
w supermarkecie polska półka:
-         pasztet Duda ( 3 f )
-         10  mlek Łaciate ( 10 f ) 
-         4 soki malinowe Łowicz ( 4 f ) 
-         4 czekolady Wedla ( 4 f )
-         2 słoiki buraków ( 3 f ) 
-         4 soki Tymbark 2 l ( 8 f ) 
Powyższe artykuły dają w sumie kwotę miesięcznego zasiłku tzw. rodzinnego na dwójkę dzieci.
Jeżeli ktoś mógłby zrobić porównanie po polskiej stronie byłoby fajnie. Oczywiście to tylko przykładowe produkty, ale chcę na nich wykazać różnicę w tym podstawowym zasiłku. 
 Chciałem podkreślić, że nie znam ludzi, którzy tego zasiłku na dziecko nie pobierają. Dlaczego o tym piszę? Gdyż w PL na forach jest nagonka na Polaków w UK, że niby jadą, żeby żyć z zasiłków. Kompletna bzdura! Tutaj Polacy pracują bardziej ciężko i za mniejsze pieniądze niż Brytyjczycy. Child Benefit jest tylko dodatkiem dla WSZYSTKICH rodzin z dziećmi, w których dochód jak już wspomniałem jest mniejszy niż 60 tysięcy funtów rocznie ( tj. 5 tysięcy funtów miesięcznie czyli około 25 tysięcy złotych). 
Są oczywiście inne benefity / zasiłki, ale to zbyt szeroki temat, aby go tutaj opisywać. Podkreślę jedynie moje stanowisko, że jak wszędzie są ludzie, którzy pracują i mają jakieś dodatki, ale są też "zasiłkowe hieny", które próbują zasiłkami zastąpić pracę. Dla mnie to nieetyczne i niepotrzebne. Państwo powinno to ukrócić, gdyż powoduje to rodzące się patologie. Praca powinna być podstawowym źródłem dochodu, a jeśli komuś się nie chce pracować, to państwo nie powinno go dotować w takich wysokościach jak to się robi w UK, gdzie maksymalna wysokość zasiłków dopiero teraz po wielu debatach została ograniczona do uwaga .... 500 funtów tygodniowo. Czyli są tutaj ludzie, którzy miesięcznie otrzymywali więcej niż 2000 funtów zasiłku ( teraz maksymalnie jest 2000 funtów ) ....
O, znalazłem artykuł, który został niedawno dodany na ten temat:
Sami oceńcie czy tak powinno być.
 
Podsumowując: cieszymy się, że podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Jest nam tutaj dobrze. Wypełniamy radością każdy dzień, gdyż nie wiemy co przyniesie jutro. Zawsze będziemy tęsknić, zawsze będzie w sercu rana, ale tak musiało być. Patrzymy do przodu i torujemy drogę naszym dzieciom, które za "x" lat wsiądą do swojego samochodu i pojadą własną drogą, w przez siebie wybranym kierunku. Oby kierowali się wtedy tylko "dobrymi kierunkowskazami" . Pozdrawiamy!

7 komentarzy:

  1. Oby tylko tak dalej, fajnie ze się wam udało. Chciałabym aby w końcu życie w Polsce tak dobrze wyglądało, ale to tak szybko raczej nie nadejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku to już rok? Aż się wierzyć nie chce. Zawsze będę powtarzać że podjęliście najlepszą decyzję- tą o wyjeździe. Chyba nie trzeba za bardzo robić porównania by zorientować się gdzie zasiłki są lepsze. 154 zł to marne grosze! Ubranka dla dzieci w Polsce są megaaa drogie. Wchodząc ostatnio z kuzynką do sklepu (żadnego markowego) złapałam się za głowę słysząc cenę spódniczki dla jej 1,5 rocznej córeczki- 40 zł!
    Piękne zdjęcie u góry :) Moim zdaniem Misiaki coraz bardziej do siebie podobni. buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio również zaczęłam myśleć na poważnie o wyjeździe... Niestety, na to trzeba mieć również pieniądze, aby móc zacząć nowe życie na emigracji :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak... rodzinne w pl to kpina nigdy nie kupwalam dzieciakom ubran z h&m gdym miala kupi to co kupilam ostanio w pl musialabym kupuc 5 razy mniej wiec wyszlo by jakies 5 ubran tu za ten dodatek kupilam cala reklamowke w tum buty i parasolka. Na prawde nie ma co porownywac.... buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie moge uwierzyc, ze to juz prawie rok. Szybko zlecialo!
    Tak samo uwazamy z mezem. Tesknimy za rodzina, ale to jedyne co ciagnie nas do Polski. Nas na szczescie nikt nie oskarza o porzucenie ojczyzny. Zreszta tego typu oskarzenia moga pochodzic wylacznie od ludzi, ktorzy mieli w Kraju mnostwo szczescia lub "wtyki", albo i jedno i drugie. Dobrze sobie radza wiec uwazaja, ze ci co narzekaja sa leniwi albo niezaradni...
    Zreszta ciagle slysze to od matki "wracajcie, JAKOS sobie poradzicie". No wlasnie, jakos... Nie wroce do kraju gdzie przyszlosc jest tak niepewna, nie zrobie tego swoim dzieciom... Poza tym mieszkam tu juz ponad 10 lat, tutaj urodzily sie moje dzieci, wsiaklam juz w to srodowisko... A zreszta, niech sobie mowia co chca...
    My mamy troche gorzej bo w Stanach zasilki sa tylko dla skrajnie ubogich, nawet kiedy jedna osoba pracuje i zarabia w miare przyzwoicie, rodzina juz sie nie zalapie... Nie ma dodatkow na dzieci, jedynie ulgi podatkowe. Ale pracujemy oboje i moze nie mamy kokosow, ale stac nas na godziwe zycie, drobne przyjemnosci i nawet wakacje w Polsce od czasu do czasu. I o to chodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniale, ze emigracja Was nie rozczarowala:) Ludzie pozytywnie myslacy (a tacy jestescie) zwykle ciesza sie ze wszystkich dobrych, czasem malych, czasem wiekszych rzeczy, natomiast negatywni i marudy - na wszystko narzekaja. Bedzie tylko lepiej a tesknota troszke zmaleje, zreszta przyjdzie czas, ze bedziecie sobie na wakacje jezdzic do Polski i po tym co tam zobaczycie bedziecie sie tylko utwierdzac w slusznosci Waszej decyzji. Zreszta i tak to wiecie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żanetko, Adamie, Wasza ojczyzna jest tam, gdzie Wasze miłości.
    A reszta? A reszta to tylko scenografia. Raz gorsza, raz lepsza.
    Zrobiłabym tak samo jak Wy. Gdybym miała jakąś motywację... więcej sił.
    I pewnie tak zrobię. Jeśli Bozia da mi się doczekać na własną rodzinę. Bo oglądając tv, czytając gazety dochodzę do wniosku, że nie do końca takiego świata chce dla swoich dzieci...
    A zarazem gdzieś w sercu tli mi sie nadzieja, jakaś maleńka nadzieja, że w tym kraju kiedyś w końcu będzie dobrze...
    Całuski dla Was :)

    OdpowiedzUsuń