Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 3 grudnia 2014

Misiakowy świat - o rozwoju szkrabów

Witajcie kochani. Dziś postanowiłam napisać o postępach Misiaczków. Jacy są na co dzień i jak idzie im nauka.

Michalinka
Zacznę od córci, która według nas robi ogromne postępy. Do szkoły chodzi od sierpnia, a jej szkocki akcent już słychać w wymawianych słowach. W listopadzie mieliśmy zebranie z nauczycielką. Tutaj wygląda to inaczej niż w Polsce - każdy rodzic ma wyznaczoną godzinę spotkania i jest to rozmowa w cztery oczy o dziecku. Dowiedzieliśmy się, że Michasia należy do grupy "top" i nie ma żadnych problemów z nauką - należy do grupy czterech najlepiej uczących się dzieci. Byłam w szoku, że potrafi napisać sama to co Pani im dyktuje po angielsku. Nie tylko pisanie idzie jej świetnie, z matematyką również bardzo dobrze sobie radzi. Oczywiście dumni jesteśmy ogromnie, bo Misia zrobiła wielki progres od początku roku
Michalinka uwielbia pisać, ma swój notes gdzie pisze sobie słówka, zazwyczaj zwierzątka, ale nie tylko i rysuje to co napisze.
Często bierze kartkę i sama sobie w domu dyktuje i pisze tak jak słyszy, oczywiście po polsku jak i po angielsku. Jeszcze miesiąc temu pisała tak jak chciała litery alfabetu i kazała nam to przeczytać, to co napisała ( języki nam się wyginały od " mphatwnk" ), teraz cudownie sama czyta, z dłuższymi wyrazami ma jeszcze problem. Ale wciąż nas zadziwia córa kochana. 
Po szkole z chęcią odrabia zadanie lub tuż po obiedzie, a później bawi się z bratem w przeróżne zabawy. Telewizor poszedł w odstawkę, bajeczki lecą maksymalnie 2 godziny w ciągu dnia. Dzieci wolą wyżywać się artystycznie, o czym zaraz napiszę.   
 Tak wyglądają zadania domowe ( zdania samemu się wymyśla ). Na każdy dzień tygodnia jest jedna kartka - do czwartku, bo w piątek zadanie się oddaje, a weekend jest dla dziecka wolny. Teraz Misia dostaje zadanie do środy i jedna kartka z matematyki.
Jak to wczoraj zobaczyłam, to nie wierzyłam, że sama to napisała, tak ładnie, starannie, pisanie to już dla niej pestka. :) A jak miło dostać takie wyznanie.... ( pokazałam jak się pisze prawidłowo love, ale stwierdziła, że woli swoją wersję :P )

 Michałek. 
Lubię i zawsze chwalę go za to jak wspaniale potrafi się sam bawić, układać auta w korki, wyznaczać im trasy, budować wieżę czy zamki, a po zabawie sam wszystko sprząta i daje na swoje miejsce. Czasem prosi o pomoc jak jest tego dużo. Cieszy mnie to, że dzieci wiedzą, że porządek w ich pokoju to część ich obowiązku i w ten sposób nam pomagają. Michaś uwielbia też różnego rodzaju gry np. memory i jest w tym całkiem dobry - wygrywa czasem ze mną, bez żadnej taryfy ulgowej. Coraz ładniej rysuje i również próbuje pisać pojedyncze litery alfabetu lub cyfry podpatrując zegar. W przedszkolu jest bardzo grzeczny i opiekunki zawsze go chwalą. Za to w domu to mały nerwusek i uparciuch. Ma uraz do szalików i nie chce sobie dać powiedzieć, że inny szalik nie będzie go drapać, więc nosi chustę na szyi. Jest bardzo dzielnym i silnym chłopcem, nieraz się dziwimy, że nie płacze jak sobie coś poważnego zrobi. Lubi się przytulać, zresztą obydwoje są wrażliwi i kochani. 
Michałek sam napisał swoje imię na powyższym obrazku, wcześniej miał napisane przeze mnie na innej kartce. 

Dzieci lubią się razem bawić w pieska i budują budę - Michał najczęściej jest psem. Bawią się także w chowanego czy wspólne zabawy autami, zwierzakami i klockami - nawet lalki wożą razem, bo każdy ma wózek i opiekuje się swoim dzieckiem :) Ale są też chwile kiedy Misiaki trzeba rozdzielić, bo krzyczą na siebie, czasem się biją lub Michał w złości uderzy Misię, a powodów jest zawsze wiele - no i wtedy każde siedzi w innym pokoju, a my tłumaczymy i ich godzimy. Wolimy kiedy panuje zgoda, bo kochają się bardzo, ale wiadomo jak bywa :) 
Zobaczymy co w ich zachowaniu zmieni nowy członek rodziny :)

Pisałam wyżej, że dzieci wyżywają się artystycznie. Oni potrafią godzinami siedzieć przy stoliku wycinając i tworząc przeróżne rzeczy.  Starsza siostra pomagała bratu odrysowywać kółka i tak powstał Pan Robótka w wersji Michała i Michalinki. Oni lubią być twórczy jak Pan Robótka. Wycinanie serwetek z kartek to też niezła frajda. Dlatego u nas dużo schodzi papieru, bo każda twórcza zabawa wymaga dobrych sprzętów. Więc klejenie, wycinanie, malowanie farbami to u nas na porządku dziennym :) Najładniejsze prace chowamy na pamiątkę.
 Pan Robótka w wersji Michałka
 a tu w wersji Michalinki oraz sygnalizacja świetlna
A na koniec daję filmik jak Michalinka czyta książeczkę ze szkoły.



Do napisania
Mama Żaneta

niedziela, 23 listopada 2014

Obrzygany świat



Świat wokół jakiego na co dzień nie znamy -
świat męczący, niewyspany, świat obrzygany.
Zwraca mama, zwraca - a jakże - tata,
zwraca córcia, która co chwilę do toalety lata. 

Jedynie Michał do zwrotu się nie przymierza
i oszczędza prania sypialnianego pierza.
On się wirusowi tak łatwo nie podda
i pola walki wrogowi szybko nie odda.

Pralka działa więc na całego,
od wczesnego ranka do wieczora późnego,
w chwilach jej przerw słychać suw żelazka po materiale.
 Nie są to dni optymistyczne wcale.

Wszyscy na poprawę zdrowia liczymy
i na to, że święta bez "siostry rzyganki" spędzimy

niedziela, 16 listopada 2014

Czekamy na ... kolejny cud :)

Jak często używasz łóżka, to doczekasz się brzuszka!
No to w końcu ujawniamy, na Mateuszka czekamy!!!
Troje MMsów mieć będziemy. Więcej nie chcemy:P



Mamy ogromną chęć i radość podzielenia się z Wami cudowną informacją. W 2015 roku na świat przyjdzie kolejny Misiaczek - Mateuszek :) Dzidziuś ma się dobrze, dwa badania USG już za nami i więcej nie będzie. Pozostały tylko wizyty z położną i badania krwi i moczu. Jak to tu wszystko wygląda również zamierzamy opisać w innej notce. Mamy porównanie, wiec warto Wam pokazać tę różnicę. Na wieść o bobasku cudownie zareagowały Misiaczki. Szczerze i prawdziwie się nasze skarby ucieszyły. Michalinka się naprawdę wzruszyła, uważa na mnie, bym się nie schyla, i chętnie we wszystkim pomaga, a Michałek każdemu by opowiadał, że mama ma w brzuszku dzidzi :) Mam wspaniałą rodzinę, a niedługo będzie nam jeszcze weselej. I w sumie była to ciąża planowa, na zasadzie jak nie wyjdzie teraz to postaramy się za rok, jak Michałek będzie także chodził do szkoły. Ale dobrze się stało, wiadomo na początku łatwo nie będzie, gdyż godziny zaprowadzania i odbierania dzieci są różne, ale od sierpnia w godzinach od 9 do 15 będę cała dla naszego maluszka, a na początku pomoże babcia przy starszakach. Trzymajcie proszę kciuki by ciąża przebiegała jak dotychczas bezproblemowo i za nasze zdrowie, które w ostatnim okresie jest bardzo chwiejne. 
Synuś chyba czuje , że o Nim piszę bo kopie jak szalony, a ja uwielbiam to uczucie :) Gdyby nie te kopniaki, to wcale nie czułabym się w ciąży.
A więc odliczamy i cieszymy się każdym dniem :) 

niedziela, 9 listopada 2014

5 listopada - dzień Guya Fawkesa

Poniżej zdjęcia z dnia 5 listopada czyli hucznie obchodzonego w UK dnia Guya Fawkesa ( dzień spisku prochowego ). Jeżeli ktoś jest zainteresowany historycznym aspektem tego dnia, odsyłam go na koniec tego postu, gdzie przytaczam tekst zamieszczony pierwotnie w "Nowej Myśli Polskiej" w styczniu 2003r. Tekst ten zamieszczam jako ciekawostkę, gdyż po jego przeczytaniu znacznie zmieniłem zdanie dotyczące obchodów tego dnia, moja świadomość wzrosła i pojawiło się wiele znaków zapytania. Bo przecież intrygi rzeczywiście są nieodłączną częścią władzy...
To tyle zdjęć. Teraz rys historyczny tego wydarzenia, który pozwala zrozumieć, skąd takie zamiłowanie Brytyjczyków do pokazów sztucznych ogni oraz palenia ognisk w tym dniu. W większości mniejszych miast ten dzień jest huczniej obchodzony niż Nowy Rok, tylko wielkie miasta w Sylwestrową Noc proponują porównywalne lub lepsze pokazy niż w noc Guya Fawkesa...

W listopadzie 1605 roku mieszkańców Londynu zbulwersowała nagła wiadomość: grupa katolickich spiskowców zamierzała wysadzić w powietrze gmach angielskiego parlamentu, by zlikwidować całą rządzącą elitę polityczną kraju...

Schizma
Od czasu schizmy Henryka VIII, który zerwał z Rzymem, nie mogąc wymusić na papieżu zgody na unieważnienie małżeństwa, w Anglii szalał antykatolicki terror. Już w 1534 r. tamtejszy parlament zadecydował, że każdy, kto nie uzna nowej pozycji króla, jako głowy Kościoła anglikańskiego, winien jest zdrady stanu, zagrożonej karą śmierci. W tym samym roku na londyńskich szubienicach zawiśli pierwsi katoliccy kapłani; oprawcy, z iście sadystycznym zacięciem, zdjęli ze stryczka jeszcze żywe ofiary, by wykastrować je, wypruć wnętrzności i serca, następnie zaś obciąć głowy i poćwiartować ciała. W roku następnym zginęli pod katowskim toporem kardynał św. Jan Fisher i kanclerz królewski Tomasz More.

Szacuje się, iż w okresie panowania Henryka VIII męczeńską śmierć poniosło 72.000 katolików, w tym 2 kardynałów, 2 arcybiskupów, 18 biskupów, 13 opatów, 500 przeorów i zakonników oraz 38 doktorów teologii i prawa. Jan Kalwin, jeden z proroków Rewolucji Protestanckiej, w swych listach wysyłanych do Anglii, zachęcał jeszcze do zaostrzenia represji: „Kto nie chce zabijać papistów, jest zdrajcą: broni wilka, a owieczki pozostawia bezbronne”.

Równie surowe były późniejsze rządy Elżbiety I, zwanej Wielką. Podczas represji wymierzonych w wiernych Kościoła rzymskiego zgładzono wtedy więcej ofiar, niż miały ich na sumieniu Inkwizycja hiszpańska i rzymska razem wzięte, na przestrzeni trzech wieków! To wówczas (1585) parlament uchwalił prawo, na mocy którego można było skazywać na śmierć wyświęconych za granicą księży, powracających do kraju (w samej Anglii katolickie święcenia kapłańskie były od dawna zabronione), jak również wszystkie  osoby udzielające im pomocy.

Sprzysiężenie
Następca Elżbiety I, Jakub I, prezbiterianin ożeniony z katoliczką, początkowo przychylnie odnosił się do „papistów”. Ich nadzieje na poprawę losu okazały się jednak płonne. W procesach rekuzantów (osób uchylających się od udziału w nabożeństwach anglikańskich) sędziowie królewscy nadal ferowali surowe wyroki.

W 1604 r. grupa katolickich konspiratorów, pod wodzą Roberta Catesby, właściciela ziemskiego z Warwickshire, opracowała niezwykły plan usunięcia znienawidzonych władz. Postanowili oni zaatakować Pałac Westminsterski, będący siedzibą parlamentu, w dniu otwarcia posiedzenia, gdy wśród obradujących miał się znaleźć Jakub I, królowa oraz następca tronu. Sposób realizacji tego zamierzenia był, jak na owe czasy, wielce nowatorski...

Przygotowania
Uczestnicy sprzysiężenia wynajęli budynek, sąsiadujący z Pałacem Westminsterskim. W piwnicy domu jęli drążyć tunel, który prowadził pod gmach parlamentu. Niestety, grube na 3,5 m fundamenty okazały się za trudne do sforsowania, a sam tunel zalała woda. Wkrótce jednak udało się wynająć pomieszczenia magazynu węgla -  w budynku Izby Lordów, pod samą salą obrad! Spiskowcy rychło złożyli tam trzydzieści sześć beczek, zawierających łącznie 1630 kg czarnego prochu strzelniczego. Eksplozję spowodować miał płomień lontu, sporządzonego z konopnej liny, nasączonej roztworem azotanu potasu.
 Plan zakładał, że w dniu otwarcia parlamentu monarcha oraz wszyscy przywódcy polityczni protestantów zginą w gigantycznym fajerwerku. Zaraz po zamachu miało się rozpocząć powstanie w środkowej Anglii oraz desant emigrantów  z Flandrii na południowym wybrzeżu.

Wśród konspiratorów wyróżniał się zaangażowaniem i fachowością Guy Fawkes, pochodzący z szanowanej rodziny z Yorkshire. W 1593 r. Guy opuścił Anglię, by w szeregach armii hiszpańskiej walczyć przeciw protestantom w Niderlandach. Zasłynął tam odwagą, inicjatywą i wielką pobożnością. Teraz wykorzystywał zdobyte za granicą kwalifikacje w przedsięwzięciu, które miało wszelkie szanse zmienić bieg historii jego ojczyzny.

Kontratak władz
26 października 1605 roku lord Monteagle, jeden z nielicznych katolików w Izbie Lordów, otrzymał anonimowy list, ostrzegający go przed przybyciem na otwarcie parlamentu, przewidziane na dzień 5 listopada. Lord natychmiast powiadomił o liście władze.
5 listopada 1605 roku w magazynie węgla w budynku Izby Lordów aresztowano Guya Fawkesa, zaopatrzonego w krzesiwo i hubkę. Guy zdołał już zapalić lont, a do detonacji zabrakło zaledwie 15 minut!

Rozpoczęła się kontrakcja władz, nad podziw precyzyjnie wymierzona w uczestników sprzysiężenia. Robert Catesby i dwaj inni konspiratorzy nie dali się wziąć żywcem, polegli z bronią w ręku. Innych aresztowano, poddano okrutnym torturom i postawiono przed sądem.
30 i 31 stycznia 1606 roku, na dziedzińcu Pałacu Westminsterskiego, powieszono ośmiu spiskowców, wśród nich Guya Fawkesa; wydarto im wnętrzności, a ciała poćwiartowano. Parlament angielski nie omieszkał przy tej okazji określić prochu strzelniczego mianem „wynalazku tak nieludzkiego, barbarzyńskiego i okrutnego, że o podobnym nikt wcześniej nie słyszał”...

Teoria spisku
Niektórzy historycy skłaniają się dziś ku tezie, że afera Spisku Prochowego mogła być prowokacją angielskich służb wywiadowczych, dążących do skompromitowania „papistów” i zaostrzenia represji względem nich.

Intrygi i procesy fałszywie oskarżonych nie były w ówczesnej Anglii niczym nadzwyczajnym, o czym przekonały się na własnej skórze choćby dwie połowice Henryka VIII, Anna Boleyn i Katarzyna Howard, stracone wraz z domniemanymi kochankami, pod absurdalnym zarzutem spisku na życie monarchy.

Za panowania Elżbiety I mistrzami antykatolickich intryg byli zausznicy królowej – William Cecil, lord Burghley i sir Francis Walsingham. Ówczesne tajne służby angielskie zatrudniały ogromną liczbę agentów, penetrujących środowiska „papistów”. Szereg ówczesnych „spisków katolickich”, zdemaskowanych „w ostatniej chwili”, faktycznie od początku znajdowało się  pod kontrolą władz. Wątpliwości budzi dziś np. autentyczność dokumentów, zdobytych przez agentów Walsinghama, rzekomo potwierdzających knowania Marii Stuart, w efekcie uzasadniających wysłanie królowej Szkotów na szafot (jak się zdaje, chodziło tu o usunięcie prawowitej pretendentki do tronu Anglii, wszak wnuczki najstarszej siostry Henryka VIII, Margarety; dla katolików panująca wtedy Elżbieta I, owoc nieuznanego przez papieża związku Henryka VIII i Anny Boleyn, była bękartem, pozbawionym prawa do korony).

Znaki zapytania
Czy zatem uprawnione jest twierdzenie jednego z badaczy,  iż Spisek Prochowy „nie był konspiracją katolików przeciwko władzy, lecz raczej spiskiem władzy przeciwko katolikom”? Na to pytanie trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Prowadzący śledztwo Robert Cecil, lord Salisbury, przewodniczący rady królewskiej i osobisty sekretarz króla – w istocie szara eminencja i prawdziwy władca kraju – znany był z wielu intryg, jak i z nienawiści do wiernych Kościoła rzymskiego. Otwarcie wzywał on do „wytępienia katolików” za ich „zdradzieckie praktyki” i „nikczemność”. Zdemaskowanie kolejnego „spisku papistów” było mu niewątpliwie na rękę.

Pozostaje faktem, iż w sprawie tej pojawia się wiele wątpliwości. Przygotowania do zamachu, prowadzone w centrum Londynu, trwały 11 miesięcy (!). Czy można było niepostrzeżenie, w tak ruchliwym miejscu, drążyć tunel, pozbywając się jakoś (jak?) wielkiej ilości ziemi? Gdzie spiskowcy  zaopatrzyli się w tak ogromną ilość prochu (ponad półtorej tony), skoro od 1601 r. jego dystrybucja odbywała się pod ścisłą kontrolą władz? Czemu dzień otwarcia parlamentu był dwukrotnie odraczany? Kto był autorem anonimowego listu do lorda Monteagle’a, który umożliwił odkrycie konspiracji? Czy nie jest zastanawiająca sprawność stróżów porządku, którzy w ciągu zaledwie czterech dni pojmali lub zabili wszystkich uczestników sprzysiężenia?

Dzień Guya Fawkesa
5 listopada ustanowiono w Anglii „Dniem Dziękczynienia” oraz „Dniem radości narodowej”. Potocznie określa się go jednak jako Guy Fawkes Day – Dzień Guya Fawkesa. Z tej okazji, co roku, odbywają się pokazy ogni sztucznych i fajerwerków, a popularny obyczaj nakazuje palenie „guyów” – figurek przedstawiających katolickiego zamachowca.

Niegdyś, przed wiekami, Święta Inkwizycja zadowalała się często egzekucjami in effigie (w wizerunku) – miast prawdziwego heretyka palono jego portret lub kukłę. Guy Fawkes, katolicki żołnierz z Niderlandów, bojownik o rekatolicyzację Anglii, stracony rzeczywiście, wśród niewyobrażalnych mąk – każdego roku zabijany jest in effigie, w rytualnej zemście za „prochową zdradę” sprzed czterystu lat.

Więcej o samym Guyu Fawkesie możecie poczytać tutaj

niedziela, 2 listopada 2014

Halloween - zabawa czy okultyzm?

Zanim przejdę do sedna, pozwolę sobie zacytować obszerny fragment tekstu autorstwa księdza Jana Karpowicza.

"Po raz pierwszy zetknąłem się z tym "świętem" po przybyciu do Stanów Zjednoczonych, dokładnie do Detroit. W ciemny i dość zimny halloweenowy wieczór mój kolega postanowił pokazać mi coś co do tej pory było dla mnie czymś nieznanym. Tak więc miałem okazję zobaczyć na ulicach Detroit dzieci przebrane za wiedźmy, kościotrupy, wilkołaki. Apogeum zdziwienia, a może bardziej przerażenia, wywołał we mnie płonący dom (dla niektórych święto to było wspaniałą okazją aby spalić stare opuszczone domostwa). Patrząc z perspektywy czasu, było to dla mnie niepokojące spotkanie z inną "kulturą". Jednak do głębszej refleksji zmobilizował mnie dopiero obejrzany film "Halloween - Trick or Treat", który to w jasny sposób wskazuje, że korzenie tego święta wywodzą się z poganizmu, satanizmu i czarnej magii. Wstrząsające wrażenie wywarło na mnie świadectwo mężczyzny, który jako dziecko był przeznaczony na kapłana w kręgu satanistów, a który był świadkiem złożenia w ofierze szatanowi swojej koleżanki, od momentu narodzin przeznaczonej na ofiarę dla boga śmierci.
HISTORIA HALLOWEEN
Po krótkim wstępie, oddajmy głos historii cofając się do źródeł tego "święta", które, niestety, w dzisiejszych czasach wręcz konkuruje ze świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Halloween jest to festiwal pochodzący ze Szkocji a obchodzony w wigilię Wszystkich Świętych, czyli 31 października. W tradycji pogańskiej ponad 2 tysiące lat temu, ostatni dzień roku (31 października) świętowano potrójnie: 1) żegnano lato, 2) witano zimę i 3) obchodzono święto zmarłych. Dla Celtów data 31 października była przełomowa jako pożegnanie Starego Roku i powitanie Nowego Roku z racji zakończenia żniw. Święto Halloween zapoczątkowali Celtowie, którzy zamieszkiwali obecne tereny Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i płn. Francji. Celtyccy kapłani, nazywani druidami, czcili w tym dniu w szczególny sposób boga śmierci Samhain. Tak więc dzień ten stał się świętem śmierci, gdyż tego dnia bóg celtycki wywoływał duchy, złych zmarłych, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku. Według celtyckich wierzeń, w tym czasie złe duchy wędrowały po wsiach dokuczając ludziom. Celtowie spodziewali się prześladowań ze strony złych duchów, co wcale nie było dla nich czymś zabawnym. Ludzie ci wierzyli, że przez składane ofiary za grzechy zmarłych, winy mogą być odpuszczone a uwolnione dusze mogą osiągnąć niebieską chwałę. Celtowie również oddawali hołd słońcu, które uznawali za bóstwo, wierząc, że to właśnie słońce jest najlepszym przyjacielem, bo daje wzrost zbożu i ciepło dla człowieka. W dniu 1 listopada, który był również celtyckim Nowym Rokiem, składano słońcu ofiarę nie tylko ze zwierząt ale nawet z ludzi (byli to przeważnie mężczyźni, często kryminaliści, których palono w wiklinowych koszach pokrytych słomą). Celtowie rozpalając ognisko wierzyli, że w ten sposób mogą wspomóc boga słońca, który u schyłku lata wydawał się być słabszym niż bóg śmierci, wierzyli też, że ciepło ognia odpędzi złe duchy i skieruje je na inne drogi. Celtowie bali się tego wieczoru bardziej niż jakiegokolwiek innego dnia roku. Złe duchy wieczorem były wszędzie. Mówiono, że różnego rodzaju zaklęcia i czary podczas wigilii "Samhain" posiadały szczególną moc.
DRUIDZI
Celtowie mieli swoich satanistycznych kapłanów nazywanych druidami. Owi kapłani 31 października wyruszali od zamku do zamku domagając się jedzenia, a ci, którzy im odmówili byli przeklinani. Niejednokrotnie zdarzało się, że kapłani nie tylko oczekiwali na jedzenie ale żądali ofiary z ludzi, głównie chodziło o młode dziewczęta, które następnie były składane w ofierze szatanowi poprzez spalenie na stosie. Jeżeli wydana dziewczyna zyskiwała ich aprobatę, zapalali świecę uczynioną z ludzkiego tłuszczu i wkładali ją do wyrzeźbionej głowy Jacka 0-Lanterna, co miało chronić wszystkich domowników od demonów. Jeśli oczekiwania nie zostały zaspokojone następował czas trików, czyli sztuczek. Na drzwiach wejściowych do domu zawieszali heksagram, który był znakiem, że szatan lub jego demony mogą tej nocy bezkarnie gnębić ludzi, nawet zabijając któregoś z domowników. Uderzenia i dźwięki muzyki ogłaszały rozpoczęcie wędrówki kapłanów, dodatkowo wprowadzając atmosferę strachu. Często druidowie napadali na swoje ofiary, mordując je, po czym składali je w ofierze. Kapłani celtyccy byli ludźmi kontrolowanymi przez szatana - posiadali niezwykłą, dziwną a zarazem straszną moc. Owa noc była nasycona nie tylko wędrówką kapłanów ale również wszelkiego rodzaju sztuczkami czarnej magii. Nieodzownym atrybutem święta Halloween były noszone przez kapłanów duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Po przybyciu Celtów na kontynent północno-amerykański rekwizyt rzepy zastąpiła dynia. Wierzono, że każdy kapłan celtycki zawiera demonicznego ducha, który go osobiście prowadzi i kieruje nim. Nieodzownym elementem Halloween były przeraźliwie czarne stroje. Zwyczaj ten wywodzi się z przekonania, że właśnie tej nocy duchy zmarłych włóczą się po ziemi. Celem stroju miało być zmylenie złego ducha, by myślał, że jest to jeden z duchów i pozostawiał takiego człowieka w spokoju.
(...)
WSPÓŁCZESNE HALLOWEEN
Proponuję, abyśmy przez chwilę przyjrzeli się jak dzisiaj obchodzone jest Halloween. Czy w większości nie koncentruje się ono na ciemności, śmierci, strachu i złu? Chyba najbardziej niepokojące jest to, że z uśmiechem na ustach przebieramy nasze dzieci za wiedźmy, kościotrupy, szkielety, śmierć, wilkołaki i wysyłamy je w ciemność ulicy gdzie nasze aniołki, które mają służyć Bogu, powtarzają pogański rytuał druidzkich satanistycznych kapłanów: "treat or trick".
Część społeczeństwa zasłania się stwierdzeniem, że to tylko dla zabawy, dla "fanu", my przecież nie traktujemy tego poważnie. My może nie, ale nie wiemy czy szatan tego nie bierze na poważnie, przecież to jest jego święto. Ten wieczór zawsze był poświęcony jego czarnej i złośliwej magii. Biblia Szatańska wyraźnie mówi, że Halloween jest ich największym świętem. Doreen Irving (praktykowała okultyzm) napisała książkę "Set free to serve Christ' ("Uwolniony, by służyć Chrystusowi"). W tej to właśnie książce czytamy: "Prawdziwi czarodzieje cieszą się gdy chrześcijanie biorą udział w demonicznych tradycjach. Bardzo często demony mają dostęp do wielu ludzi. Czy myślicie, że TRICK or TREAT - to przeszłość bez żadnego znaczenia dzisiaj?
W USA okultyzm nieustannie zabija w czasie Halloween. W Australii media podają o powtarzających się corocznie ofiarach składanych z ludzi w Melbourne i Brisbane."
Do najnowszych niestety mało chlubnych kart halloweenowego szaleństwa należy dodać spalony w zeszłym roku anglikański kościół św. Jana, wybudowany w 1754 roku (Lunennburg, Nova Scotia). Kościół ten był drugim pod względem wieku kościołem anglikańskim w Kanadzie (pożar wybuchl zaraz po północy, policja bardzo mocno łączy ten incident z halloweenowym szaleństwem). W tę właśnie noc w samym miasteczku i okolicy policja zanotowała 22 wezwania do pożarów. Jedna z rozmówczyń nazwała tę noc “nocą piekła” a halloween jako przykład degradacji człowieka.
Drogi czytelniku, na ile było mi to dane, chciałem ukazać mroki i niepewności święta Halloween, ale ostateczną decyzję pozostawiam Tobie, który w tym momencie bierzesz odpowiedzialność nie tylko za zbawienie swojej duszy lecz również za zbawienie duszy Twojego dziecka. Mam świadomość, że nie można tylko zabrać dzieciom tego “święta”, nie dając nic w zamian. Zastanawiam się, czy dobrze przygotowany wieczór w gronie rodzinnym (np: wspólna modlitwa, dobry film) nie będzie lepszym prezentem niż halloweenowe szaleństwo.
Jeśli kogoś z czytelników zainteresował temat poruszony w tym artykule, zachęcam gorąco do obejrzenia filmu: "Halloween - Trick or Treat", który doskonale ukazuje tragizm wydawałoby się radosnego i niegroźnego święta jakim jest Halloween, szczególnie jeśli do tego przykłada rękę chrześcijanin. Zły tym razem omamił nawet chrześcijan, którzy pod pozorem niewinnej zabawy, uczestniczą w karnawale śmierci, gdzie głównym wodzirejem jest sam szatan."


Muszę przyznać, że tekst księdza Jana Karpowicza na który natrafiliśmy dopiero dzisiaj, poruszył mną do głębi. Wiedziałem oczywiście o korzeniach Halloween, wiedziałem, że nigdy z Żanetą nie pozwolilibyśmy naszym dzieciom przebrać się za duchy, wampiry czy kościotrupy, ale nie zastanawiałem się nigdy nad tym, czy udział w chodzeniu po domach i zbieraniu cukierków w przebraniu pirata czy księżniczki mimo wszystko może wpływać negatywnie na nasze życie. Powiedzieliśmy dzieciom, że to nie polski zwyczaj, że dla nas świętem jest 01 listopada, kiedy wspominamy wszystkich ludzi, którzy są świętymi czyli byli dobrzy i trafili do nieba. Nie tłumaczyliśmy jeszcze na czym polega bycie świętym, o męczennikach itp. bo uważamy, że to nie ten moment. Powiedzieliśmy dzieciom też, że 02 listopada obchodzimy Dzień Zaduszny czyli dzień, w którym wspominamy naszych zmarłych.
I poszliśmy tak jak setki innych dzieci z naszego miasteczka, aby zapukać do okolicznych domów i prosić o słodycze. To, co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze wyobrażenia - ludzie oczekujący w oknach na dzieci, z przygotowanymi reklamówkami w których mieli mniejsze paczuszki dla kilkudziesięciu przebranych dzieci. Czasem sami wrzucali słodycze, czasem prosili najpierw o wierszyk lub piosenkę. Co najważniejsze - wszyscy uśmiechnięci, radośni, otwarci i uprzejmi. Czy wiedzieli w czym uczestniczą? Czy to dla nich mogło być rzeczywiście święto Szatana? Nie mam pojęcia. Chcę wierzyć, że nie, że z dawnych czasów została tylko tradycja, która w żaden sposób nie jest hołubieniem zła.
 Pewności nie mam, więc z mieszanymi uczuciami wrzucam poniżej zdjęcia z naszego Halloween.

Dzieci już w szkole przygotowywały jabłuszka w czekoladzie.
Były występy w przebraniach
Gdy nadszedł wieczór zaczęły się wędrówki
Niektórzy oczekujący na dzieci wyglądali rzeczywiście strasznie
Poniżej efekty naszej "zbiórki"
2 godziny spaceru i efekt jak dla nas piorunujący... Czy weźmiemy za rok ponownie udział w Halloween? Jeszcze nie wiemy, musimy to przemyśleć. A co Wy o tym sądzicie?

sobota, 1 listopada 2014

Odwiedzin ciąg dalszy - tym razem dziadkowie :)

Po wyjeździe naszych przyjaciół nadeszła chwila, gdy odwiedzili nas dziadkowie - tym razem po raz pierwszy na lot zdecydowała się babcia Sylwia (mama Żanety) wraz z "przyszywanym" dziadkiem Andrzejem. Takie spotkania uzmysławiają jeszcze bardziej, jak dzieci potrzebują, żeby rodzina była blisko, że rozmowy przez komputer to nie to samo, bo do komputera ciężko się przytulić, a odwzajemnienie uczuć jest w tym wypadku nierealne. Chłonęliśmy więc każdy dany nam dzień, dziękując Bogu, że są samoloty i że ludzie potrafią przezwyciężać własny strach, że dla wnuków zrobią wszystko. Były spacery, wycieczki, gry, wspólne zakupy i robienie posiłków. Wspólnie też świętowaliśmy czwarte urodziny Michałka. Czas niestety szybko mija i dziś pozostały nam już tylko zdjęcia, które będą musiały wystarczyć na długie miesiące. Oczywiście jest jeszcze Skype, ale jak już pisałem, to nie to samo...
 Prezenty, które Michałek otrzymał na urodzinki ( od nas, babci Gabrysi i dziadka Stasia, babci Sylwii i "dziadka" Andrzeja oraz od Aldony i Pawła ). Nasz synuś dostał jeszcze prezenty od cioci Oli z rodzinką oraz od koleżanki Hani z rodzinką - dziękujemy wszystkim!
 Przy otwieraniu prezentów uśmiechom nie było końca :)
 Później był skromny torcik i odśpiewane "sto lat"
 I zdjęcia z kolejnych wycieczek
 Today I settled all family business, so don't tell me that you're innocent. Admit what you did :)
 Nasze dzieciaki uwielbiają to miejsce...
Ja będę sterem, żeglarzem, okrętem...
Nie bo ja!
Ja!
Ja!....
 Dziękujemy kochani! Do zobaczenia!!!