Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 19 września 2013

Praca, przedszkole i meble dla dzieci - czyli drugi miesiąc pobytu w Szkocji


Witajcie kochani. Przepraszamy za dłuższą nieobecność spowodowaną m.in. brakiem czasu oraz brakiem dostępu do internetu w ostatnich dniach. Wczoraj minęło dwa miesiące od momentu przyjazdu do Szkocji więc jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenia którymi chcemy się z Wami podzielić. Jak wiecie dwa tygodnie po przylocie znalazłem pracę – była to praca na part-time więc nie było jakiegoś hurraoptymizmu. Tym bardziej, że była to praca na telefon – gdy potrzebowali to dzwonili, gdy nie potrzebowali to nie dzwonili – najprościej opisując. Tak więc gwarancji pracy nie było żadnych. Poza tym zdarzało się, że dzwonili o 12.00, pytając czy chcę iść „dziś do pracy na noc na 19.00”. Wiadomo, że odmówić nie można, bo w początkowym okresie jest się „na tapecie” i jedna odmowa może sprawić, że sięgną po numer do kogoś innego… Tak więc żyliśmy z dnia na dzień z telefonem przy…. poduszce. Ale opłacało się. Po przepracowaniu 4 tygodni ( początkowo na rano, później na nocki ) zaproponowano mi pracę na full-time. Praca jest w tym samym miejscu, ale już z wpisaniem na „rotę”, co oznacza gwarancję zatrudnienia na 2 tygodnie do przodu i co najważniejsze ma się podane z wyprzedzeniem w które dni się pracuje, a które są wolne. Dzięki temu możemy zaplanować sobie jakieś wyjścia, sprawy do załatwienia itp. Pewnie kogoś zdziwi, że wolę pracować w nocy. Przemyślałem to dokładnie i jestem pewien, że to lepsze dla mnie i rodzinki. Gdy pracowałem w Polsce, wychodziłem o 7 rano do pracy i często gęsto wracałem po 18.00 (nigdy wcześniej niż o 15.00). Widziałem dzieci 3 godziny dziennie (w wersji optymistycznej 6 - co zdarzało się bardzo rzadko) i szły spać. Tutaj też miałem możliwość pracować w fabryce ryb, gdzie zaczynałbym pracę o 6.30 i kończyłbym o 15.00. Jednak godzinny dojazd sprawiłby, że wyjeżdżałbym z domu o 5.30 a wracał po 16.00. Czyli z rodziną spędzałbym maksymalnie 5 godzin. A mając nocki wracam ok. 3.30 do domu, biorę prysznic i kładę się spać przed 4.00. Wstaję tak jak wszyscy o 9.00 i do 18.00 jesteśmy razem – pełne 9 godzin. Poza tym jest czas na załatwianie formalności, zakupy, spacery itp. Według mnie to lepsza opcja. Oczywiście czas wieczorny, który mógłbym spędzić z żoną jest tu dużym minusem, ale dwa razy w tygodniu mamy „wakacje” i wtedy balujemy do późna :)

Kończąc temat mojej pracy – jest trudna, wymaga sporo wysiłku. Przerzucenie 1200 – 1500 kartonów po kilka kilogramów co noc spowodowało, że schudłem 15 kg. Ale dobrze mi to zrobiło (słowa żony :) ), poza tym tu praca jest godnie wynagradzana. Za minimalną stawkę krajową 6,19f za godzinę mogę kupić np.: chleb w Greggu (0,8f), paczkę sera 250g (1,6f), mleko łaciate 2% (0,8f ), pomidory w paczce 6 szt. (1f), 250 g Flory do kanapek ( 1f ) i starczy jeszcze na batony dla dzieci ( snickersy, marsy, milky way – 4 sztuki batonów w paczce kosztują 1f ). Gdy pomyślę ile można kupić w Polsce za minimalną stawkę godzinową…. Ostatnio kupiliśmy hulajnogę – składana, dobrej jakości – 9f czyli 1,5 godziny pracy. W Polsce za 1,5 godzinną pracę też pewnie można kupić hulajnogę…
Żaneta bardzo chciała żebym wstawił zdjęcie po zrzuceniu 15 kg więc żeby nie narzekała wrzucam

Kilka dni temu dostałem list z paskami wypłat od polskiego pracodawcy. Czytałem i oczy mi się otwierały coraz bardziej… Ile Wam pobierają na świadczenia zdrowotne, emerytalne, chorobowe, rentowe itp.? Bo mnie z wypłaty „uciekało” 500 – 730 złotych co miesiąc!!! A co z tego miałem? Wielki ból głowy. Kiedyś dostałem list z ZUS-u o wysokości przyszłej emerytury, która sięgnie iluś tam procent obecnej pensji. Gdy sobie policzyłem wyszło, że dostanę około 400 – 500 złotych emerytury. Żałosne. Gdybym odkładał te pobierane z pensji 500 złotych co miesiąc, to teraz po 15 latach miałbym 90 tysięcy bez liczenia odsetek – same wpłaty by tyle wyniosły!!! Złodzieje i tyle. Tu płacę 12f ( nie istotne czy będąc zatrudnionym czy samo-zatrudnionym ) miesięcznie! To daje nawet po przeliczeniu na złotówki 60 złotych…. A składka jest i na ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne. Jaka jest emerytura w UK? Jeśli przepracujesz 44 lata ( mężczyźni ) lub 39 lat ( kobiety ), uzyskujesz prawo do 100% państwowej emerytury, która wynosi około 107f tygodniowo, co daje 428 f miesięcznie ( wszyscy otrzymują tyle samo! nie ma znaczenia ile się zarabiało przez lata pracy ). To wystarczająca kwota biorąc pod uwagę, że uzyskując status emeryta, nie płaci się za mieszkanie, TAX ( podatek lokalny, woda, śmieci ), a od 60-go roku życia ma się już darmowe lokalne przejazdy (bus pass). Jedna osoba spokojnie wyżywi się za 50 f tygodniowo. Wiemy o tym na pewno, gdyż  sami obecnie przeznaczamy 40 – 50 funtów tygodniowo na 4 osoby. Nie jest to życie pełne luksusów, ale wystarcza nam na podstawowe potrzeby. Więc ktoś kto będzie sam miał dla siebie 50 funtów, też da radę. Może emerytura państwowa, równa dla wszystkich, nie jest duża, ale jeśli ktoś przez lata pracował, nie żył zbyt rozrzutnie, pewnie uzbiera kwotę wystarczającą na „spokojną starość”. Być może gdzieś tok rozumowania jest błędny, wówczas proszę o przybliżenie gdzie się mylę. Z rozmów z ludźmi tutaj wynika, że jednak po latach pobytu w UK nigdy już nie wrócą do Polski. Pomimo tęsknoty, wielkiej tęsknoty… I jeszcze jedno – tutaj kobieta w domu z małymi dziećmi lata spędzone na wychowaniu ma liczone do lat pracy – liczą się do EMERYTURY i odprowadzane są składki. W UK praca kobiet w domu jest szanowana i doceniana - w przeciwieństwie do Polski...


W komentarzu ktoś prosił o zdjęcia mieszkania, lecz nie ma co za bardzo fotografować, tym bardziej, że jest to mieszkanie tymczasowe, a za pół roku zdecydujemy co dalej. Znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy dali nam używaną sofę, komodę i stół z krzesłami z czego ogromnie się cieszymy - na ten czas nam to w zupełności wystarczy. Dzieciom kupiliśmy z pensji łóżka, szafy i komody – zdjęcia poniżej. Kupiliśmy je kosztem opłaty za mieszkanie, które wyrównamy po otrzymaniu Child Benefit na dzieci. Musieliśmy kupić łóżka i szafy dla dzieci, bo jednak spanie na materacu na dłuższą metę nie wchodziło w ich przypadku w grę, tym bardziej, że mieliśmy zapowiedzianą wizytę Pań pielęgniarek z NHS. Poza tym zaczyna już być u nas zimno, a my na razie ogrzewania nie włączamy na full, bo trzeba oszczędzać żeby na podstawowe opłaty było.


Co jeszcze u nas? Michalinka chodzi do przedszkola i jest bardzo zadowolona. Nauczycielki mówią, że jest wesoła i szczęśliwa, a Żaneta na to odpowiada, że Misia uwielbia przedszkole. To tylko 2,5 h dziennie od 12.45 do 15.15, lecz wystarczająco. Przez ten rok nauczy się języka i będzie mogła spokojnie pójść do szkoły, choć mogła iść już w tym roku, lecz bez języka byłoby Jej ciężko. My się jakoś dogadujemy, jeśli czegoś nie rozumiemy to szczerze mówimy. W przedszkolu mówią bardzo fajnie i wyraźnie, ze zrozumieniem nie ma jakiegoś dużego problemu, gorzej coś powiedzieć jak słów brak. Dlatego staramy się codziennie uczyć języka. Nie chcemy być jak niektórzy Polacy mieszkający tu kilka lat i nie potrafiący wydukać nawet najprostszych zdań po angielsku.


Reasumując – jest pięknie, jest wspaniale, tu Państwo nie mówi o drugiej „Irlandii”, tu Państwo nie nazywa się opiekuńczym w co drugim przemówieniu, tu życie codzienne pokazuje jak Państwo dba o człowieka. Tęsknimy bardzo, serce za ludźmi i niektórymi miejscami w Polsce płacze, ale rozum natychmiast przywołuje serce do porządku i pokazuje właściwą drogę.

Teraz miało być kilka słów o ruchu lewostronnym, o muzeach za darmo, segregacji śmieci i o pobycie w Edynburgu, jednak moja kochana żona zobaczyła przez moje ramię długość moich wypocin i stwierdziła, że resztę dokończę w kolejnym poście bo jak zaczniecie czytać to w połowie lektury zamkną się Wam oczy ze znużenia :) - a żony się trzeba słuchać :) Tak więc pozdrawiamy i do przeczytania! Tym razem nie będziecie musieli czekać 30 dni :P Na koniec jeszcze kilka zdjęć.
 Domowe zajęcia artystyczne :)
 Jeden z placów zabaw

Nad naszymi głowami kilkadziesiąt razy dziennie lądują niemałe samoloty
 Dzieci często zadzierają głowy do góry :P
Na pobliskim jeziorze widoki jak z pocztówki
Weekendowe place zabaw...
No i kuchnia mojej kochanej małżonki :) Zdrowa, tania i pyszna :) Oczywiście łosoś nie jest często na stole, ale raz na dwa tygodnie nas na niego stać
No i na koniec zdjęcie księżyca z naszego okna zrobione w dniu wczorajszym ( 18.09.2013 )

 Buziaki!!! Papa

14 komentarzy:

  1. Tym postem zachęciłeś mnie jeszcze bardziej do emigracji, już od jakiegoś czasu poważnie się nad tym zastanawiam, tu w Polsce to człowieka krew zalewa jak patrzy co się dzieje dookoła :/ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witajcie ;) Ja tez mieszkam w UK, co prawda nie w Szkocji, ale rowniez zyje mi sie tu 100 razy lepiej niz w Polsce :) Moja corka ma 5 lat i chodzi tutaj do szkoly. Tez jezyka nie znala, ale to nie byl dla niej zaden problem. Od razu zalapala kontakt z dziecmi :) Zycze Wam szczesliwej emigracji, przede wszystkim spokojniej sie spi, wiedzac ze stac nas na podstawowe rzeczy, a nawet troche wiecej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko o czym piszesz pokazuje, że podjęliście dobrą decyzję. Zatkało mnie po przeczytaniu co można kupić za godzinę pracy. Na prawdę masę rzeczy! Zastanawia mnie jak u Was sprawy się mają jeśli chodzi o coś takiego jak nasze rodzinne. Kiedyś obiło mi się o uszy, że w Irlandii państwo daje praktycznie na wyżywienie i leczenie dzieci.
    Ubyło Cię faktycznie sporo :) Wcinaj coś wysokokalorycznego bo jak tak dalej pójdzie to znikniesz :)
    Oj mi by się przydało tyle zrzucić.
    Fajnie jest widzieć misiaki takie uśmiechnięte i zadowolone :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam, czytam i aż sama buzia mi się raduje :) Bardzo się cieszę, że jest Wam tam dobrze, że Wy zadowoleni, dzieciaki szczęśliwe. Jesteście fantastyczną rodziną, zawsze to będę powtarzała:) Serdeczne uściski i pozdrowienia z deszczowej Polski :)


    Aaa, Pan Marek oczywiście francja-elegancja :D świetnie Pan wygląda!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się ogromnie, że wszystko się układa po Waszej myśli:)) Mebelki cudne, dzieciaki zadowolone:)) Rzeczywiście różnicę widać z daleka panie Adamie:)) Mnie notka nie zanudziła, więc jakby była dłuższa to przeczytałabym do końca;d. Trzymajcie się tam zdrowo:) Pozdrowionka i buziaki z bardzo zmiennego Śląska, raz deszcz raz słońce:**

    OdpowiedzUsuń
  6. No to albo jest pięknie i wspaniale albo musicie oszczędzać jak Pan napisał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pięknie i wspaniale, w porównaniu do PL. Tu się normalnie żyje, a musimy oszczędzać bo to normalne życie dopiero zaczęliśmy. I starcza na opłaty, jedzenie i podstawowe rzeczy.

      Usuń
  7. Misiaki świetnie się prezentują, nie wspomnę o Tobie, Adamie:-) Widać, że jesteście szczęśliwi i że sprawy idą dobrym torem. Powiało optymizmem, wspaniale, tak trzymajcie i piszcie, piszcie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest nowy post! Super, juz mialam dolaczyc do listy martwiacych sie o Was czytelnikow! :)
    Bardzo sie ciesze, ze uklada sie Wam coraz lepiej! Jestem w szoku, ze utrzymujecie sie bez problemu z jednej pensji (przynajmniej nic nie wspominacie o ewentualnej pracy Zanetki)! W Polsce to niemal nieosiagalne przy przecietnych zarobkach!
    Co do przedszkola Misi, to nawet te 2.5 godziny kontaktu z czystym angielskim szybko przyniosa efekty, zobaczycie! Kilka miesiecy i bedzie uczyc Was jezyka! ;) Dzieci lapia jezyk niemal mimochodem. Moja corka chodzi do polskiej opiekunki, ale poniewaz sa tam dwujezyczne dzieci, "przynosi" nam do domu angielskie slowka, a nam szczena opada! :)
    I ja rowniez znam takie jednostki, ktore zyja w Stanach 20 lat, ale mieszkaja w polskiej dzielnicy, pracuja w polskich zakladach i ani be, ani me po angielsku. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniale czytać takie miłe wieści. Widać, że jest Wam tam lepiej, więcej czasu spędzacie razem i przede wszystkim lepsze są perspektywy na przyszłość niż w Polsce.
    Ja z chęcią przeczytałabym dłuższą notkę, mam nadzieję, że będziemy mogli częściej czytać o tym, co u Waszej rodzinki słychać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się że Wam się powodzi coraz lepiej ! :) A dwa miesiące to zbyt krótki okres, by się przyzwyczaić do nowego miejsca. Teraz minie rok odkąd mieszkam w nowym miejscu, i dopiero od niedawna mówię że "wracam do domu". Chociaż miewam takie momenty, że sobie myślę: "co ja tu do jasnej cholery robię??", ale już bardzo rzadko. Człowiek jak musi przyzwyczai się do wszystkiego :)
    Trzymam Was za słowo, że na następną notkę nie będziemy musieli czekać miesiąc ;p Ściskam Was mocno i gorąco, trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak strasznie sie ciesze ze wam sie układa :) może kiedyś i na nasze drodze stanie ktos i wyciągnie pomocną dłon do wyjazdu bo teraz niestety a czytając o zarobkach i opłatach to faktycznie ja co miesiąc mam problem bo do 10 mi brakuje :( nie ma przyjemności czasem coś rodzice wesprą ale generalnie lipa :( mieszkam w Sosnowcu wiec byłam niedaleko was :)
    Adam wygladasz super bez tych 15kg :) Żaneta miała raceje zebyś wkleil fotke
    Żanetko ciesze sie że jesteście tam razem innej opcji nie widziałm bo jesteście super parą :)
    ściskam was mocno i czekam na wiesci o seregacji śmieci i muzeach :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Adam wyglądasz po prostu extra!
    Cieszę się, że u Was pozytywnie, czytam o tych emeryturach i oczy przecieram, tego nie wiedziałam... ach.. muszę się zebrać Żanetko i mejla napisać, całuję mocno wszystkich :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe spostrzeżenia. Cieszymy się, że tu trafiliśmy.

    OdpowiedzUsuń