Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 15 sierpnia 2013

O szukaniu pracy, wózkach sklepowych, kolejkach do taksówek i troskliwości miejscowych :)

Witajcie kochani.

Nawiązując do komentarzy pod poprzednim wpisem, chcielibyśmy podziękować wszystkim za ciepłe słowa. Cieszymy się, że są ludzie, którzy mają dobre serca i trzymają za nas kciuki. Przepraszamy za długą nieobecność, ale chcieliśmy „trochę” tu pożyć, żeby napisać coś konkretnego. Tak więc zaczynamy podróż przez codzienne szkockie życie…

Przez pierwsze dwa tygodnie każdy dzień zaczynałem praktycznie od przeglądnięcia nowych ofert pracy. Wstawałem o 5 – 6 rano i do 7.00 miałem już w jednym palcu ogłoszenia z kilku najważniejszych stron na których ogłaszają się pracodawcy. Około 8.00 kończyłem wysyłanie  e-maili z CV na wybrane oferty. Jednak nie przynosiło to rezultatów, więc poszedłem osobiście do jednego z lokalnych pracodawców. Dzięki temu od kilku dni mam pracę. Nie jest to jeszcze full time, ale wierzę, że z czasem i to mi się uda. Praca nie należy do najłatwiejszych - jest to praca fizyczna, polegająca na rozdzielaniu produktów na konkretne palety. W ciągu godziny trzeba „przerzucić” 200 wypełnionych kartonów ( w ciągu dnia 1250 ). Trzeba się szybko poruszać i szukać palet z największą ilością kartonów, gdyż wtedy wyrabia się limit. Na razie mam poranną zmianę. Zaczynam o 7.00, a kończę ok. 14.00. Wychodzę z domu o 5.30, a wracam o 15.15, więc „kawałek” do pracy mam.

Miasteczko w którym mieszkamy jest ładne i spokojne. Oczywiście jak wszędzie zdarzają się jednostki aspołeczne, ale nie ma porównania z Katowicami. Wyjątkiem są sklepowe wózki, a konkretnie to co się z nimi wyprawia – to jedyna rzecz, która tu jest in minus. Ludzie są tutaj tak wygodni, że biorą wózek, robią zakupy i zamiast odstawić go na miejsce, to CZĘSTO idą z nim na przystanek albo postój taksówek i tam zostawiają. I to nie młodzież, ale ludzie po 40, a nawet i starsi. Ostatnio spotkaliśmy dwie babcie po 70, które dopchały wózek do jaskini hazardu, zostawiając go w pobliskiej wnęce, a same rzuciły się w nurt marzeń o wielkiej wygranej. Następnego dnia rano wózek stał tam, gdzie go przemiłe Panie zostawiły. Wózki są praktycznie wszędzie, ale najwięcej jest ich w pobliżu przystanków autobusowych. Najciekawsze jest to, że minął prawie miesiąc i dalej nikt z nimi nic nie robi. Leżą sobie i czekają nie wiemy na co… Sklepy – kolejny szok. W Katowicach idąc do SCC, mijało się więcej ochroniarzy niż kupujących. W samym Tesco zabiliby Cię wzrokiem, gdyby wychodząc koło kasy „zapikała Ci bramka”. Tutaj jest 1 lub 2 ochroniarzy. Widzieliśmy kilka razy, jak klienci wychodzili i włączył się alarm przy bramce. I co? I nic. Ochroniarz podszedł, uśmiechnął się, zapytał czy wszystko ok i że pewnie coś nie zostało rozmagnesowane. A ludzie? W ogóle nie odwracają wzroku, nie reagują na „pikanie” alarmu. Po prostu tu się wychodzi z założenia, że klient nie jest złodziejem, tylko pewnie coś zapomniał skasować lub doszło do jakiegoś błędu sprzętowego. Poza tym w sklepach jest toaleta dla mężczyzn z dzieckiem, gdzie toalety dostosowane są do wysokości dziecka, w pokoju dla rodzica z małym dzieckiem jest przewijak, pieluchy, fotel, a dla kupujących w rozmiarach XXXXL, którzy mają problem z poruszaniem się, są elektryczne wózki do jazdy po sklepie. I nie chodzi mi o osoby niepełnosprawne, lecz otyłe, których tu nie brakuje. Tu otyłość nie jest wstydem, tu powrót z pracy w ubraniu roboczym i zakupy w tymże ubraniu są normalne, tu nikt nikogo nie ocenia. Tu nie mówi się wiele o tolerancji. Ona jest widoczna…

Teraz trochę o komunikacji miejskiej. Bilet całodniowy kosztuje 4f, miesięczny 38f, co w stosunku do pensji 1000f jest ceną niewygórowaną. Porównując do Polski, a konkretnie KZK GOP, gdzie przy pensji 1000 zł, bilet kosztował coś około144 zł to niemal tanie, luksusowe przejazdy. Tu praktycznie nie ma przystanków. Są przy bardziej ruchliwych ulicach, a w tych mniej uczęszczanych dzielnicach trzeba wiedzieć gdzie się zatrzymuje autobus lub po prostu machnąć ręką. Jadąc autobusem też wystarczy nacisnąć stop, żeby wysiąść tam, gdzie się w danej chwili jest. Ale i tak więcej osób jeździ…. taksówkami. Tak, tak, to nie pomyłka. Gdy pierwszy raz byliśmy w Tesco, widzieliśmy kilkanaście osób na dworze z siatkami. Myśleliśmy, że czekają na autobus. Okazało się, że w sklepie jest bezpłatny telefon do firmy taksówkarskiej. Po podniesieniu słuchawki, automatycznie łączy się z operatorem i mówi się gdzie ma przyjechać taxi i dokąd będzie kurs. Podaje się też imię. Po 3 minutach ( nie dłużej niż 5 ) podjeżdża taxi, wysiada kierowca, woła imię i pomaga pasażerowi załadować zakupy. Jadąc kiedyś do sklepu po większe zakupy, zapłaciliśmy z Żanetą 2f za dwa bilety ( dzieci do lat 5 bezpłatnie jeżdżą ), a za powrót taksówką z zakupami ( pod sam dom ) zapłaciliśmy 2,30f.

Jechaliśmy też pociągiem. Połączenia kolejowe są tu drogie, nawet na miejscową kieszeń, więc raczej z tego rodzaju połączenia nie będziemy korzystać zbyt często. Taniej jest w pewnych godzinach, ale i tak bilet autobusowy jest tańszy.


Mieszkamy tu prawe miesiąc. W tym czasie odbyły się tu już dwie duże imprezy dla dzieci. Nie pamiętam nazwy, ale nie o to chodzi. Pamiętam, jak w Polsce kilkukrotnie braliśmy udział w festynach, odpustach itp. I ZAWSZE musieliśmy za coś płacić – a to za zamek dmuchany, a to za malowanie twarzy lub inne „przyjemności”. Dlatego szokiem dla nas jest to, że tutaj, gdy jest organizowana impreza dla dzieci, wszystko jest za darmo. Poniżej na zdjęciach zobaczycie jaką frajdę miały dzieci z zabaw. Pierwsza organizowana była na głównej ulicy w naszym mieście, a druga w znanym w Szkocji muzeum. To miłe uczucie, gdy idzie się na imprezę, gdzie dzieci chcą pomalować twarz, wszystkiego dotknąć, na wszystko się wspinać, po wszystkim zjeżdżać i nikt nie chce ( poza objazdowymi lodziarniami J ) od Ciebie żadnych 5 złotych…

Czy jest tu więc coś gorszego? Na pewno kilka rzeczy się znajdzie. To, co my zauważyliśmy, to przede wszystkim smak tutejszego mleka. Nie potrafimy się do niego przyzwyczaić – ani w kawie, ani w kakao, ani w niczym innym. Dlatego kupujemy Łaciate, przywożone z Polski. Kosztuje 0.75f czyli ok. 3,7 zł a jest i tak tańsze niż miejscowe. Po mleku drugą rzeczą są słodziki. Dodają je tu do wszystkiego. My jesteśmy zwolennikami cukru, a nie zamienników. Więc szukanie wody smakowej bez aspartamu czy innych sweetenersów podchodzi pod szukanie w zabawę „zimno, gorąco”. Nawet 90% soków do wody mineralnej jest oznaczonych napisami „no sugar”, jakby było się z czego cieszyć. Przez pierwsze dwa tygodnie nie znaleźliśmy soku z cukrem. Żałujcie, że nie wiedzieliście mojej miny, gdy znalazłem sok bez dodatku aspartamu… to było przytulanie z butelką niczym w Dirty Dancing. Nie do końca przepadamy też za tutejszym mięsem. Jak trafimy „pork” to jest nawet ok, ale „beef” zbytnio nam nie smakuje. Ale to kwestia gustu..


Na koniec żart z życia – ludzie są tutaj uprzejmi, czasami, aż nazbyt. Gdy dziecko idzie 5 kroków przed Tobą, pytają się czy się nie zgubiło, gdy stoisz przed wózkiem przysklepowym i myślisz o czymś, pytają czy można Ci w czymś pomóc. Pewnego dnia byłem w sklepie, gdzie najpierw wywołałem dwa zdjęcia i później poszedłem z nimi po żywność. Gdy poszedłem do kasy samoobsługowej, położyłem zdjęcia na górze maszyny. Gdy kasowałem żywność, podeszła do mnie przemiła Pani z obsługi i w języku angielskim z idealną „gwarą” szkocką coś powiedziała. Nie jestem poliglotą, a jak się uczyłem w szkole to języka rosyjskiego i z zamiłowania niemieckiego. Więc przyjeżdżając tutaj, miałem dwa słowniki i kilka podstawowych zwrotów w głowie. Więcej rozumiałem, niż potrafiłem powiedzieć. Ale ze słów przemiłej Pani nie rozumiałem niczego. Wzięła do ręki moje zdjęcia i pokazywała na Biuro Obsługi Klienta. Nie miałem kompletnie pojęcia o co chodzi. Więc mówię „I don’t underestand”. Pani patrzy na mnie i coś mówi. Mówię więc, że „I buy”. Pani nie rozumie. Mówię do siebie już trochę zdenerwowany: „That’s my, kurcze!”,  a Pani na to, że coś tam ok, bo „think” że ktoś „lost”. I zrozumiałem, że Pani nie chce mi powiedzieć, że nie zapłaciłem, tylko, że myślała, że ktoś zapomniał! I dodała: „że po angielsku to jest photo, a nie kurcze”…

Rozpisałem się. A chciałem jeszcze napisać jak długo tu trwa dzień ( jak długo jest jasno ) i jak dobrze to na nas wpływa ( widno się robi ok. 4.15, a „blank ciemno” ok. 22.40 ), o ruchu lewostronnym, o muzeach za darmo, segregacji śmieci i o pobycie w Edynburgu ( jechałem na rozmowę o pracę ). Ale o tym w kolejnym poście. Pozdrawiamy!

Dobrze, że mamy Lidla :)
Jeden z placów zabaw





Gumowce na deszcz, bieganie po kałużach to ulubiona zabawa dzieci :)














To jedna rzecz, za którą musieliśmy zapłacić :)















Na pace... :P








W poszukiwaniu królików :)


W muzeum...















 Taki tutejszy żarcik...



 Ile jest cukru w czym...











 Podobizny przestępców stworzone na komputerze przez M&Msy
 Pierwsza tęcza

 Segregacja śmieci...
 W jednym z parków









 Czekając na "noc spadających gwiazd"







POZDRAWIAMY !!!

25 komentarzy:

  1. Długo Was nie było, ale za to notka jest "na bogato" - tyyyle zdjęć! Jak zwykle wesoła rodzinka, jak zwykle urocze Misiaki. Widać, że jesteście szczęśliwi. Miło Was zobaczyć:-)
    Podoba mi się pizza z pomidorami i pierwsza tęcza! Pozdrawiam ciepło. Basia.
    P.S. Wspaniale, że jest pierwsza praca. I jak szybko - u nas to raczej marzenie ściętej głowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochani oby wszystko się Wam poukładało na dobre. Ps. Wpraszam się na wakacje ;D A może i na ferie zimowe ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. :) miło słyszeć, że u Was się wszystko powoli układa, i zobaczyć uśmiechnięte buźki dzieciaków. Ja jestem ciekawa przede wszystkim: jak sprawa z przedszkolem? maluchy zaczną je w tym roku? i jak w GB wygląda kwestia opieki zdrowotnej? Co np. ze szczepieniami(choć zdaje się Wy dzieci nie szczepicie)? Macie tam od początku ub. zdrowotne??

    pozdrawiam ciepło i czekam na wieści - mam nadzieję, że szybciej niż za miesiąc:)
    eM.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia i widać, że wszyscy jesteście strasznie szczęśliwi. Fajnie, że już udało się znaleźć pracę. Teraz będzie już z górki! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super dzieci,wspaniali rodzice i cudowne widoki..Tylko pozazdroscic :) -pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochani dobrze wiedziec ze wszystko ok ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudownie po dłuższej nieobecności wiedzieć, że u Was wszystko w porządku!
    Często czytałam, ale rzadko komentowałam..

    Niezmiernie miło się patrzy na ludzi szczęśliwych - szczęśliwych mimo przeciwności losu. Bardzo Wam zazdroszczę tej miłości, którą macie dla siebie i dla Misiaków.

    Życzę Wam dużo szczęścia, spokoju, porozumienia, tam gdzie teraz jesteście.
    Trzymam kciuki za Wasze nowe życie!

    OdpowiedzUsuń
  8. cudownie :)
    Aż serce rośnie czytając jacy jesteście szczęśliwi i jak jest pozytywnie :)

    podejrzałam Was od którejś z dziewczyn na blogach :) i czekam niecierpliwie na kolejną notkę

    wspaniała z Was rodzinka, niech Wam się wiedzie.

    OdpowiedzUsuń
  9. No i cudownie, że u Was cudownie! Uśmiechy na twarzach, wszyscy razem! Żyć nie umierać! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestescie najlepsi !! Wielbie Was od dobrych paru lat:-) i wciaz trzymam kciuki. Gratuluje pierwszej pracy .. Nie martw sie ze na pewno ciezko bywa ale to poczatki. Z czasem bedzie i lepiej i lzej. Calusy i piszcze czesciej bo teskno!!!
    Kara

    OdpowiedzUsuń
  11. Poprawiliście mi humor na cały tydzień chyba :D Warto było czekać.
    Lubię czytać takie notki, cieszy mnie fakt że sobie dajecie radę, że jesteście razem i jesteście szczęśliwi. Z notki wnioskuję że mentalność ludzi jest o wiele na wyższym poziomie niż tutaj... zazdroszczę Wam tego wyjazdu ogólnie :)

    Jak dzieciaki pójdą do szkół, a Żanetka sobie ogranie pracę to już w ogóle będziecie mogli odetchnąć :)
    Misia to już taka duża panna normalnie! Piękna dziewczyna kiedyś z niej będzie! Michaś też rośnie jak na drożdżach :) Fajne macie te dzieciaki :)


    Z tymi wózkami to dobre, ale że nawet pracownicy później nie szukają tych wózków?? Toalety dla tatusiów z dzieckiem... wózki dla otyłych. Nie no, dbają o swoich klientów nie ma co! Nie to co tu... Podoba mi się to, że jak piszesz tam nikt nie patrzy na nikogo, kto jak wygląda, nie ocenia... chciałabym żeby i tak było tu.
    Co do ciuchów roboczych... mojej brzydszej połowie czasami się zdarza właśnie robić zakupy w takim stroju. Pracuje ostatnio od rana do nocy praktycznie, więc często się zdarza że z montażu prosi szefa aby go wysadził gdzieś na mieście, by nie wracać już na firmę, bo mu się później nie chce lecieć, a tez kawałek ma. Czasami on musi zrobić zakupy jakieś, bo ja nie mam np już pieniędzy przy sobie, albo czegoś zapomnę kupić. Dla niego nie jest to żaden problem. Ale mówi że jak stoi w kolejce, to tak go obcinają od stóp do głów, a wiadomo że może być gdzieś pobrudzony i w ogóle... ostatnio wyskoczył z pracy do banku bo musiał wpłacić pieniądze na konto, też poleciał "na szybko" w stroju roboczym, to opowiadał, że miał problem by kasjerka go obsłużyła... kazała mu czekać bo ona jakieś pieniądze liczyła czy coś, akurat jak była jego kolej, a wcześniej leżały sobie spokojnie obok niej, jak obsługiwała innych. Lubemu się spieszyło więc powiedział, że po kredyt przyszedł, a kasjerka od razu uśmiech od ucha do ucha, odłożyła kasę na bok i "zapraszam!" Potem oczywiście jak podszedł powiedział że żartował, i chce tylko pieniądze wpłacić. Kasjerka zrobiła się czerwona jak burak podobno, ale nic już nie odpowiedziała. Oczywiście bierzemy te sytuacje na wesoło :)


    Widzę że pracuje Pan na produkcji zapewne jakiejś, a swojego czasu także pracowałam w takim miejscu. Oj zapierdziel był nieziemski, a wrzucanie kartonów na palety to w ogóle był kosmos... pamiętam że to był obowiązek operatora, ale że operator miał wszystko w... ciemnych strefach swego ciała, my kobiety musiałyśmy to robić, bo przecież trzeba wyrobić normę! Groźby i latanie do kierownika nic nie dały. Robiliśmy akurat wielkie poduszki o wadze ok 2 kg. Niby nic, ale po zgrzaniu opakowań (z dużych opakowań robiły się takie płaskie i cienkie) w jednym kartonie musiało się znaleźć 48 sztuk... łatwo sobie policzyć ile taki karton ważył. Ja na początku wypełniałam te poduszki, potem przypadło mi zgrzewanie opakowań, a że stałam tuż przy paletach to na mnie wypadło również pakowanie i wrzucanie kartonów na palety. 8 kartonów na palecie. Pomijam juz fakt że nie mogłam dosięgnąć najwyższego poziomu... to kręgosłup myślałam że mi pęknie na pół ;/ Pot leciał mi ciurkiem po plecach... no, bardzo mile wspominam, nie ma co! Pewnie jest gdzieś zapisane w jakiejś mądrej książce ile kobieta może dźwigać, ale kto by się tym przejmował, jak trzeba ogarnąć zlecenie raz dwa, bo się nie zarobi! (akord). Ale ogólnie nie było tam tak źle, pomijając te kartony i jedną piekielna maszynę do zgniatania poduszek, praca była cięzka, ale można było zarobić jak się człowiek sprężył, no ale niestety firma ma kłopoty i pozwalniała pracowników.

    No, to się rozpisałam! Ciekawe czy będzie się Wam chciało to czytać :PP

    Kochani pozdrawiam i ściskam Was i Wasze dzieciaczki :) Jak tylko będziecie mieli czas to piszcie! A jak nie będziecie mieli czasu, to skrobnijcie chociaż jedno zdanie, bo mnie już głupoty ostatnio przychodziły do głowy... nie ładnie tak przywiązać czytelnika i samego sobie go później zostawiać hihi :P Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Troche Was nie bylo, ale taka dluga notka skutecznie wynagradza czekanie! ;)
    Ciesze sie, ze pomalu wszystko sie uklada.
    Praca sie Adamie nie przejmuj, wiekszosc z nas, imigrantow zaczynala od pracy fizycznej. Ale jak juz czlowiek sie "zahaczy" i zaczyna zarabiac, to mozna na spokojnie szukac czegos lepszego i na pelen etat. :)
    U mnie, w Stanach tez ludzie sa bardzo tolerancyjni w stosunku do wygladu innych. Widze mezczyzn w brudnych, roboczych ubraniach, albo dla odmiany, w pomietej, rozciagnietej odziezy. Kobiety robiace zakupy w pizamie i papilotach. Co gorsza, czesto widze tak ubrane jednostki w kosciele albo w pracy. Mimo, ze mieszkam tu 10 lat, nadal czasem krzywie sie na takie niechlujstwo. :) I wozki elektryczne dla otylych (ktorych rzecz jasna w USA nie brakuje) tez sa w niemal kazdym supermarkecie.
    A z tymi "pozyczanymi" wozkami sklepowymi to sie usmialam! Tutaj jest ten sam problem i myslalam, ze tylko w Stanach mieszkaja takie leniuchy. Tutaj jest to jednak powszechne zjawisko tylko w biedniejszych dzielnicach, gdzie ludzie chodza piechota. Komunikacja miejska jest w malych miejscowosciach znikoma i wiekszosc ludzi podjezdza pod sklep autem, nie ma wiec potrzeby zabierania wozka.
    Ze smakiem miesa i produktow mlecznych doskonale Was rozumiem, tez zajelo mi sporo czasu, zeby sie przyzwyczaic. Mleko staramy sie kupowac organiczne, smakuje ono znacznie lepiej, ale wszystkie jogurty sa dla mnie przeslodzone.
    Ze slodzikami jest tu tak samo, jakis koszmar! Ja wlasciwie pije tylko wode mineralna, a soki dla maluchow wyciskamy wlasne.
    Swietne macie tam festyny dla dzieci. Tutaj za wszelkie takie imprezy sie placi, a przy okazji za kazda dodatkowa atrakcje.
    Czy to nie ciekawe, ze do pewnego momentu, im dalej na polnoc, tym dzien jest dluzszy? My jestesmy troche na poludnie w stosunku do Polski i teraz szaro jest dopiero okolo 5:30 rano, a o 20:30 jest juz praktycznie ciemno...
    Jeszcze raz, bardzo sie ciesze, ze zaczyna Wam sie pomalu ukladac i trzymam kciuki za dalsze powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Odkąd jesteście za granicą wchodząc do Was strasznie się wzruszam. Cieszę się bardzo, że wszystko układa się po Waszej myśli. W Waszym wypadku w 100% sprawdza się stwierdzenie, że po burzy zawsze wychodzi słońce. :) Adasiu gratuluję pracy a jednocześnie trzymam kciuki za to by udało się znaleźć coś lżejszego. Czytając porównanie tego jak jest w Szkocji w w Polsce odnosi się wrażenie że Polska to jakby "koniec świata". Taksówka? W życiu nie jechałam bo ceny są megaaa kosmiczne. Festynowe atrakcje za darmo? Jeśli nie masz 40 zł w kieszeni to nawet się nie ma co ruszać z domu. Chyba, że dziecko będzie zadowolone obserwowaniem dzieciaków korzystających z owych atrakcji.
    Ps. A toaleta dla kobiet z dziećmi jest? :)
    buziaki :*
    Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisaliśmy bo toaleta dla kobiet z dziećmi to uznaliśmy za rzecz oczywistą :) Są albo pokoje oznaczone samym dzidziusiem - do przewijania, plus toaleta, a w niektórych miejscach jest przy każdym znaczku jest narysowany bobas i w damskiej i w męskiej plus mała umywalka i dostosowana do wysokości dzieci. A spłuczki są jak klamki w większości :)
      Dziękujemy i również bardzo pozdrawiamy!

      Usuń
  14. Czytam i mam ochotę lecieć pakować walizki... Ostatnio przechodzę spory kryzys zawodowo-finansowo-obywatelski i do szału doprowadza mnie to, że w Polsce nie mam żadnych szans na lepsze życie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Moi kochani. Cieszę sie razem z Wami że już troche stanęliscie na nogach.Mam nadzieje że wszystko sie dobrze ułoży. Pozdrawiam Was serdecznie i caluje ciocia Weronika

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochani, czekamy na wieści :) i zdjęcia oczywiście :)

    Pozdrawiamy z Polski!

    OdpowiedzUsuń
  17. Super wyglądacie i cieszę się z waszego szczęścia. Będę śledzić dalsze wasze losy i mam nadzieję że się spotkamy. Wiem co to znaczy mieszkać za granicą także wiem że wszędzie jest dużo lepiej niż tutaj w Polsce. Super wyglądacie i piszcie często co u was słychać!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochani cieszę się że wszystko u was jest ok i będę śledzić wasze dalsze losy. Mieszkałam tyle lat za granicą więc wiem że nie jest łatwo ale wszędzie jest dużo lepiej niż u nas w Polsce. Mam nadzieję ze się kiedyś spotkamy i pozdrawiam was gorąco i życzę dalszego szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że wszystko u was w porządku, czekam na kolejny wpis ;) i zdjęcia mieszkania ;)
      czytam was od czasu jak urodził się Michaś, pozdawiam

      Mama Michała

      Usuń
  19. Aż mam ochotę się tam przenieść... :)
    Już czuję,że zajrzę tu, jeszcze nie raz. :)
    Pozdrawiam.

    + zapraszam. http://moja-elizka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Misiaki co u Was wciaz taka cisza:-( odezwijcie sie!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Kochani strasznie czekamy na nowy wpis :) Litości ...
    Martus

    OdpowiedzUsuń
  22. Miśki minął już miesiąc od ostatniej notki! Czekam na nową na dniach, mam nadzieje! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Co u Was??? Skąd to milczenie???

    OdpowiedzUsuń