Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Pierwsze dni po wyzerowaniu licznika czyli nowy kraj, nowe zwyczaje, nowe życie

Mija 4 dzień od wyjazdu. Czas więc na kilka słów, które zapewne będą szokiem dla wielu czytelników. Kilka osób wie - one czekają na zdjęcia :)

Wyjechaliśmy. Tak, nie wyjechałem, ale wyjechaliśmy. Nie pomyliłem się i nie trzeba drugi raz czytać. Decyzję podjęliśmy jakoś na przełomie stycznia i lutego. Utrzymywanie dwóch mieszkań, dwa razy opłaty za prąd, wodę, śmieci, rozłąka, zamykanie spraw w Polsce - to wszystko zdecydowało, że zdecydowaliśmy się wyemigrować razem, na zawsze. Ostatni tydzień przed wylotem, to była ostra jazda bez trzymanki. Tak naprawdę w piątek 12 lipca zaczęliśmy wszystko wyrzucać z szaf, wkładać do kartonów i wywozić z domu. Wcześniej to, co się dało sprzedaliśmy, albo oddaliśmy za pół darmo. Ale przynajmniej coś z tego mieliśmy. Następnie rozkładanie mebli, foliowanie, przewożenie, montowanie w miejscu docelowym. Później trzeba było "zdać" mieszkanie, dokonać odprawy online, przenocować u rodziny i wysłać kartony firmą przewozową. Dzięki Bogu udało się wysłać też klatkę i przewieźć króliczka, bez którego Misia by nie wytrzymała...Dziś się śmiejemy, że jest to najdroższy królik w historii :)
Nadszedł dzień wylotu...
 Żegnaj Polsko...

Do miejsca docelowego dotarliśmy o 23.00, więc nie było możliwości odebrania kluczy do nowego mieszkania. Przenocowaliśmy u przyjaciół, którzy wyciągnęli do nas rękę i dzięki którym w ogóle się zdecydowaliśmy na wyjazd. To wielogodzinne rozmowy z A. umacniały nas w przekonaniu, że to dobra decyzja, to Jej zapewnienia, że nam pomoże w sprawach formalnych na miejscu, sprawiły, że nie było strachu przed wylotem. Następnego dnia stanęliśmy przed drzwiami, szklanymi wejściowymi drzwiami ( tu to nie jest problemem, podobnie jak otwarte szyby w samochodach ).

 Pierwsze chwile po dotarciu do mieszkania....
\
 Kuchnię i łazienkę dostaliśmy odpicowane, z czego się bardzo cieszymy :)
 Przed wejściem do domu...
 Widok z góry :)
 Pierwszy dzień był dla mnie tragiczny, nie potrafiłem powstrzymać łez. Chciałem się nawet nie rozpakowywać i wracać następnym lotem. Ale mi przeszło. Jak wszystkim, którym zależało na Ojczyźnie. Nie jestem pierwszy, nie będę ostatni... 
Zdjęcie zrobione już po emigracyjnej depresji.

 Dzieci od początku czują się tu jak w raju. Cały czas mówią, że jest pięknie w nowym domu...
 Dużo spacerujemy, z podkreśleniem na My, gdyż dzieci biegają tylko i wyłącznie :P

 Kościół katolicki
 I ślub szkocki :) Żanetę zafascynowały kilty. Nawet wiem dlaczego :)

 Główna ulica miasteczka
 Pierwsze zakupy i pierwszy szok cenowy. Pisałem o tym już wiele razy, ale rzeczywistość jest jeszcze bardziej szokująca.Na zdjęciu każde z dzieci trzyma kartonik soczków Capri-Sun , zakupiony w sieci ASDA. W Polsce nasze ememsy też lubiły je pić, ale kupowaliśmy je od święta i tylko kilka sztuk. Różnica?
W Polsce jeden soczek kosztuje ok. 1,50, zależy gdzie się go kupuje. Najtaniej spotkaliśmy się chyba w Tesco z ceną 1,20. Czyli Polak zarabiający 1100 zł kupi sobie 916 soczków ze swojej "irlandzkiej" pensji. Tutaj karton, w którym jest 10 soczków, kosztuje 2 f. Czyli typowy mieszkaniec UK, kupi swojemu dziecku z pensji 500 kartonów czyli 5000 soczków. Różnica 1/5. Polak musiałby zarabiać 5000 zł, żeby żyć na poziomie mieszkańca wysp. I tak jest z wszystkimi rzeczami. A są jeszcze większe przeceny, przy których totalnie wysiadamy - np. 2 butelki Toniku Schweppes kosztują obecnie 1,49 - tzn. tyle kosztuje pierwsza butelka, a drugą bierze się za darmo. Takich produktów jest tysiące. Dokładając do tego fakt, że ilość rzeczy, o których w Polsce nawet nie słyszeliśmy ( np. Nesquik - kakao o smaku bananowym, truskawkowym czy kakao Snickers lub Milky Way ) jest ogromna, pokazuje, gdzie jest nasze miejsce w szeregu.
Za dwie pary butów 16 f. Drogo? Przeliczając na polskie złotówki 90 zł. Nie przeliczając - to jakby 16/1000 z wypłaty... Dodatek rodzinny na dzieci tutaj to ponad 130 f. Z dodatku za jeden miesiąc rodzic może kupić sobie i dziecku rower ( 70+40 f ) i jeszcze starczy na buty...
Misia ze swoim ukochanym wózkiem i lalą :)
Góry widoczne z naszej miejscowości
Okolice szkoły podstawowej
Miejski park
I radość, radość, radość. Tu ludzie są szczęśliwi. To widać, to nie jest kłamstwo. Oczywiście, są również ludzie po drugiej stronie, nawet widziałem takiego dzisiaj. Siedział na ławce, pił piwo i wyglądał nie za dobrze. Pomyślałem sobie, że może spotkało go jakieś nieszczęście, że może ma problem. I rzeczywiście go spotkało - gdy usłyszałem "która godzina?" zrozumiałem...
Jedno jest pewne, powódź nam nie grozi przy takim odpływie :P


Lody, które jedliśmy wczoraj. 8 rożków, w tym 4 Cornetto z Algidy i 4 z Cadbury. Na paragonie cena 2,4 f. Czyli 12 zł gdy ktoś przelicza, co daje 1,5 zł za jednego rożka. Nie przeliczając...nie, już nie będę Was dołował...
Szkoła podstawowa, do której Misia będzie chodziła za rok
i przedszkole, które być może już w sierpniu ją powita ( w listopadzie Michałka - wszystko zależy od tego, czy będą miejsca )

Na koniec dzisiejszy widok z okna w naszym domu...
... i śpiące po 7-godzinnym spacerze nasze kochane MM-sy
Na koniec podkreślę - to inny świat, w którym ceny są dostosowane do możliwości obywatela ( dobre żelazko Philipsa 20 f, dobra pralka 230 f, dobra lodówka Samsung 600 f, telefon Samsug Galaxy SIII - 300 f - razem 1150 f). Kupicie tyle z jednej minimalnej pensji w Polsce? Nawet na lodówkę chyba nie starczy...

Tutaj wszystko się dzieje spokojnie, powoli, bez pośpiechu. Wszyscy sobie starają się pomóc, nie oczekują potwierdzenia na papierze na każdą pierdołę i są przede wszystkim życzliwi. Wiem, że będę spał spokojnie, gdyż brygada K-T-R nie wpadnie mi do mieszkania, szukając dowodów na oszukanie fiskusa, nie będzie pytała o przekazy pocztowe czy przelewy. Chore Państwo - moja Ojczyzna została hen daleko. Tęskno mi do Niej i nie tęskno. Jeśli znajdę pracę, już na pewno nie będę chciał wrócić, nigdy. Odwrotnie - tu będę chciał sprowadzić najbliższych. W końcu dom jest tam, gdzie my, a pierwsze cztery dni pokazały, jak europejczycy, którym się nie przykręca śruby żyją. 

Z emigracji pozdrawiają Ż, A & MM