Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Byle jak czyli interes się kręci

Leczymy dzieci od stycznia. Chorują na zmianę - raz Michał, raz Michalinka, z tym, że Michał przechodzi choroby dłużej i gorzej. I wbrew komentarzom pod poprzednim postem, nie jest to wina nie szczepienia, lecz zwykłego wystawienia dziecka na choroby spotykane w przedszkolu. Michalinka nie chodziła do żłobka, nie miała dużego kontaktu z dziećmi ( poza podwórkiem oraz dzieckiem sąsiadki ) i dlatego poza trzydniówką, do czasu rozpoczęcia edukacji przedszkolnej, nie było zbytnich problemów. Jestem dumny, że z żoną uchroniliśmy nasze dzieci od szczepionek, które mogły ( nie musiały ) wyrządzić ogromne szkody w organizmach naszych maleństw. Gdybyśmy dziś mieli na nowo możliwość wyboru, podjęlibyśmy taką samą decyzję. Tym bardziej, że czekając na wizytę rozmawiam z innymi rodzicami, którzy mają podobne problemy, pomimo tego, że szczepili dzieci. 

Wracając do choróbsk, które męczą nas od stycznia - "zwiedziliśmy" już trzy przychodnie i czworo lekarzy od urodzenia Michalinki. Większość wizyt wspominamy dobrze, jednak jest jedna lekarka, która działa na nas jak płachta na byka. To właśnie u Niej w styczniu pojawiliśmy się z chorobą Michalinki. Przepisała antybiotyk, dziś nawet już nie pamiętam jaki, ale chyba był to Amotaks. W każdym razie każda kolejna wizyta to kolejna dawka antybiotyku tego lub innego. A na dodatek Jej sposób badania! Osłuchanie Michałka polegało na przedostatniej wizycie na przyłożeniu stetoskopu i oderwaniu go po mniej więcej 0,8 sek.! Żałuję, że nie miałem kamery. Lekarka MÓWIĄC, osłuchiwała synka, przyłożyła trzy razy stetoskop na mniej niż sekundę i stwierdziła, że osłuchowo bez zmian. Całe badanie trwało mniej niż 6 sekund z dwóch stron... a po 3 dniach, gdy stan się pogarszał, poszliśmy do innej lekarki w tej samej przychodni i okazało się, że już jest zaawansowane zapalenie oskrzeli... Lekarka po prostu badała po swojemu - czyli byle jak. I dziwnym trafem, zawsze przepisywała lekarstwa, które akurat widniały na Jej notesie, czy kalendarzu. Jako, że drzwi były na tyle cienkie, że wszystko było słychać, to wiemy, że również dziecko przed nami oraz te po nas, również otrzymało ten sam lek. Niesamowite, prawda? Zastanawiam się czy to niechlujstwo, czy też działanie z premedytacją... Czy Wy też macie podobne doświadczenia?


Ostatnio Misia złapała zapalenie uszu, obustronne, ostre, surowicze. Była niedziela, Michalinka strasznie płakała. Wylądowaliśmy w Chorzowie u laryngologa przy szpitalu. I kolejny antybiotyk - Augmentin. Coś mi się kojarzyło, gdzieś świtało, coś przypominało, ale nie wiedziałem w którym kościele dzwoni. Myślałem, że to już brała, kiedyś wcześniej... 
Po 5 dniach przyjmowania leku pojawiła się biegunka i wymioty, które nie ustawały. Grypa jelitowo-żołądkowa - pomyśleliśmy. W tym czasie Michał przyjmował ( na wspomniane wcześniej zapalenie oskrzeli ) przepisany odpowiednik Augmentinu - Amoksiklav. Następnego dnia również i On zaczął chlustać i robić kupki do spodni, gdyż nie wytrzymywał nawet z dotarciem do WC ( na noc musieliśmy założyć pampersa ). Przyszła myśl - a może to po antybiotykach? Olśnienie przyszło późno - już wiem, skąd pamiętam nazwę Augmentin. Naszej znajomej wnuczka wylądowała w szpitalu po jakimś antybiotyku i czyżby..... Dzwonię. Potwierdziła - to był Augmentin. Decyzja natychmiastowa - odstawiamy. W poniedziałek rano idziemy na kontrolę do laryngologa. Lekarzowi mówię o objawach i tym co było. Lekarz wysłuchuje i  .... przepisuje Augmentin. Twierdzi, że Misia ma anginę i dlatego wymiotuje i nie ma apetytu. Czas przyjmowania - następne 8 dni. Przestaliśmy logicznie myśleć, kupujemy kolejną buteleczkę leku - tylko 25 zł. Przez cały dzień Michalinka już się dobrze czuła, żadnych wymiotów, biegunki, zaczęła mieć apetyt, zjadła kromkę rano, na obiad rosołek i wieczorem wzięła kupiony Augmentin. Godzinę po zaśnięciu krzyk, płacz. 2 chlusty, cała podłoga w resztkach niestrawionego jedzenia. Michalinka męczyła się z odruchem wymiotnym 30 minut, nie miała już czym wymiotować, oczy wręcz wychodziły z oczodołów. I ten ból brzuszka w okolicach pępka... Płakaliśmy z Nią. Dziś rano nie dostała już antybiotyku. Nie będziemy wykańczać dziecka. Osłona nic nie daje. Misia zjadła śniadanie i czuje się bardzo dobrze. ŻADNYCH objawów.

Laryngologa nie oceniam negatywnie, gdyż miał prawo się pomylić. Poza tym dokładnie zbadał Misię, dostrzegł coś w uszach, o czym na razie nie chcę pisać, bo musimy potwierdzić lub zaprzeczyć to badaniami, które zlecił.  Ale jestem zły na lekarkę rejonową, która po przepisaniu "X" antybiotyku, powinna zastanowić się, czy nie należałoby sprawdzić na jakie leki Michalinka dobrze zareaguje, a nie wypisywać pierwszy lepszy. Ale tak jak wspomniałem, w tym kraju większość ludzi patrzy li tylko wyłącznie na stan portfela/zer na koncie, mając gdzieś drugiego człowieka. Dla pieniędzy truje się ludzi dosypując sól drogową do mięs, dla pieniędzy "odnawia" się mięso, dla pieniędzy kupuje się tańsze kurczaki z salomonellą i poddaje obróbce cieplnej, żeby wprowadzić na rynek, dla pieniędzy podmienia się gatunki mięsa czy ryb zastępując te droższe tańszymi. To dla pieniędzy, co poniektórzy wciskają szczepionki i na portalach zachwalają ich dobre skutki. To dla pieniędzy w parówce dla dziecka jest 40% mięsa, a reszta to konserwanty, ulepszacze i resztki z innych mięs...  

Można by wyliczać w nieskończoność. Kiedy komuś się nie chce, albo się myli to smutne, to pół biedy. Ale najgorsze jest to, że w "byle jak" często ktoś ma interes...

15 komentarzy:

  1. 100% racji! A na dodatek artykuł który niedawno przeczytałam: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/parowki-moga-szkodzic-dzieciom/50357

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Adamie... zgadzam się w zupełności z tym, co Pan pisze. Szkoda tylko, że do tych wniosków dochodzimy na skórze tych, którzy nie potrafią się jeszcze samodzielnie obronić... W tragicznym państwie przyszło nam żyć!!!


    OdpowiedzUsuń
  3. A to ja narzekam na lekarzy.... Masakra...

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna Michasia.
    Nie wiem jak w innych krajach, ale w UK leki dla dzieci są w 100% refundowane i dzieci też tak dużo nie chorują, nawet te przedszkolne, ale to pewnie poniekąd jesat zasluga ostrej polityki w przypadku przyporwadzania do placowek dzieci chorych. Jezeli dziecko zachoruje, natychmiast wzywani sa rodzice i musza zabrac dziecko w miare szybko z placowki. Jezeli zwymiotuje, nie mzoe sie pojawic w placowce przez 2 nastepne dni itp. Nie wiem jak jest w Polsce.
    Powodzenia kochani! Zdrowka dla maluchow!

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas też ten rok nie wygląda ciekawie. Synek już był trzy razy na antybiotyku.. a mamy dopiero kwiecień. Jak nie chodził do przedszkola chorował raz, góra dwa razy w miesiącu. W zeszłym roku we wrześniu poszedł do przedszkola pierwszy raz i ciągle coś. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. My również mieliśmy przeboje z lekarzami aż trafiliśmy do doktor Grabowskiej w Katowicach.Zbadała dzieci od stóp do głów, bada dokładnie, sprawdza węzły chłonne, gardło, nos,uszy, kręgosłup czy prosty,stopy- czy dobre ułożenie no dosłownie wszystko!!!!Nasza wizyta u niej z dwójką dzieci trwa zawsze godzinę!!Bardzo ładnie wyprowadziła mi synka z ciągłych chorób.Teraz złapią od czasu do czasu katar i to jest wszystko!!A odkąd jeździmy do niej dzieci nie brały żadnego antybiotyku!! Niestety przyjmuje tylko prywatnie ale koszt wizyty za 2 dzieci to 100 zł więc w porównaniu z tym co wydawałam na lekarstwa chodząc do lekarza rodzinnego to nic!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za namiary, to ważna wiadomość :)

      Usuń
  7. My również mieliśmy przeboje z lekarzami aż trafiliśmy do doktor Grabowskiej w Katowicach.Zbadała dzieci od stóp do głów, bada dokładnie, sprawdza węzły chłonne, gardło, nos,uszy, kręgosłup czy prosty,stopy- czy dobre ułożenie no dosłownie wszystko!!!!Nasza wizyta u niej z dwójką dzieci trwa zawsze godzinę!!Bardzo ładnie wyprowadziła mi synka z ciągłych chorób.Teraz złapią od czasu do czasu katar i to jest wszystko!!A odkąd jeździmy do niej dzieci nie brały żadnego antybiotyku!! Niestety przyjmuje tylko prywatnie ale koszt wizyty za 2 dzieci to 100 zł więc w porównaniu z tym co wydawałam na lekarstwa chodząc do lekarza rodzinnego to nic!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Serce pęka gdy rodzic patrzy jak dziecko się męczy, dlatego współczuję Wam bardzo.
    Moja córka swego czasu chorowała co miesiąc. W grudniu zaczęłam podawać jej tran i często wietrzyć pokój, co u nas jest dość odczuwalne, bo mieszkamy w domku, w którym i tak w zimę jest dość chłodno, ale mimo to wietrzyliśmy. I nie wiem czego to zasługa, czy tranu, czy wietrzenia, czy może i tego i tego ale od grudnia mamy spokój(odpukać).
    Czy Wasze dzieci nie są alergikami? Alergicy chorują dość często, Może warto pomyśleć pod tym kątem, z tym że wiem iż tak małym dzieciom testów się nie robi bo są niemiarodajne. Mimo to alergia u rodziców jest sygnałem że i dziecko może być alergikiem. Przykładem jest moja siostrzenica, która po nagminnym spożywaniu nabiału choruje bez przerwy.

    Życzę dużo zdrowia dla dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również dajemy tran i wietrzymy. Raczej nie są alergikami ale nie badaliśmy ich pod tym kątem

      Usuń
  9. Życzę powrotu do zdrowia. Ja też nie mam szczęścia do lekarzy, oprócz lekarza rodzinnego (bez zarzutów zdecydowanie niesamowita lekarka!).
    Ja jak miałam 11 lat strasznie często chorowałam i wykryto u mnie alergię- olcha, brzoza. Może u Misiaków też to ma jakieś inne podłoże? Kto wie? W każdym razie mam nadzieję, że znajdziecie odpowiedniego lekarza, który pomoże maluchom! Jeszcze raz zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mieszkam w Stanach, ale tez mam problemy ze sluzba zdrowia, co prawda pod nieco innym katem. Poniewaz opieka medyczna jest tu prywatna, wiec nasza pani pediatra, zawsze bada corke bardzo dokladnie, a jak zdarzylo sie, ze mala miala 41 stopni goraczki przez 3 dni, to zaraz wyslala nas na dokladne badania do szpitala. Niestety, przez liczne sprawy sadowe, lekarze boja sie podac cokolwiek malym dzieciom. Corka za kazdym razem dostaje ten sam antybiotyk, po ktorym zawsze ma biegunke, a poniewaz nadal nosi pieluchy, konczy sie to strasznymi odparzeniami. Mala nie dostaje nawet oslon, mamy tylko podawac jej jogurt, ktory nic nie pomaga. Co gorsza ten antybiotyk (jedyny, ktory uwazaja za bezpieczny u maluchow) jest slabiutki i trzeba go podawac przez dluuugi czas...
    Tak wiec nie tylko w Polsce jest na co narzekac...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bidnre Misiaki. mam nadzieje że im juz lepiej.

    Narzekacie na nasza służbę zdrowia a zobaczycie dopiero w UK jak na zapalenie płuc dostaniecie paracetamol i nawet lekarz was nie osłucha tylko pielęgniarka...Podobnie jest w Szwecji. Takze przed wyjazdem zaopatrzcie sie we wszystkie mozliwe leki.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie odważyłam się nie zaszczepić dziecka. Darowalam rotawirusy, bo moim zdaniem to jest wlasnie wyciaganie kasy. Ale rzeczy tylu zapalenie opon mózgowych, tężec, krztusiec, heinego-medina... to poważne choroby wyeliminowane dzięki szczepieniom. i tylko szczepienia mogą uchronić ludzi przed nawrotem. takie moje zdanie :)

    współczuję chorujących dzieciaków, przy zerowej odporności Misiaków to pewnie byle kichnięcie i choroba :(
    my też z uk, i choć pogoda w kratkę to dużo lepszy ten wyspiarski klimat od kontynentalnego...

    dużo zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tu jeszcze raz ja :)
    Osłonka nie zadziała błyskawicznie. Dopiero po dwóch dniach po dwa razy dziennie jest poprawa.
    Przy zapaleniu oskrzeli czy anginie wymioty są czymś normalnym. Mój synek przy oskrzelach wymiotuje trzy pierwsze dni. Najczęściej wieczorem i w nocy. W dzień czuje się dobrze. Przy anginie też wymiotował i w ciągu dnia nic nie wskazywało na to, że wymioty będą.
    Zdarzało się, że zwymiotował zraz po podaniu antybiotyku.. Dostał drugą dawkę od razu i ok.
    Teraz miał szkarlatynę i dostawał amoksiklav dziesięć dni. Pierwsze dni też wymiotował.
    Zdrówka życzę.

    OdpowiedzUsuń