Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 31 marca 2013

Wielkosobotnie rozważania

Jest już prawie północ, poza mną wszyscy w domu słodko śpią. Kolejny dzień za nami, kolejny przed nami. "Szpital" się ewakuował, po chorobie u dzieci nie ma śladu, natomiast rozwija się ona u piszącego niniejszy post. Bolą mnie ręce i nogi, ciężko mi się oddycha i odczuwam dyskomfort lewego ucha - słabiej na nie słyszę i czuję za uchem ból. Prawdopodobnie zarazek od dzieci został mi przekazany w spadku. Tak więc nie mogąc spać, postanowiłem siąść i napisać co mi w duszy nie gra...
Praktycznie rzecz biorąc od grudnia nic nie jest tak jak powinno - pogoda do niczego - dni słonecznych jak na lekarstwo, wiosna niby przyszła a jakoś jej nie widać, ciągłe choroby i siedzenie w domu - to wszystko powoduje u mnie coraz większą niechęć do wszystkiego. Jutro, a w zasadzie to już dziś - Wielkanoc, a ja patrzę za okno i myślę, czy przypadkiem nie zapomnieliśmy wyciągnąć choinki i bombek, a zza rogu wyłoni się lada chwila św. Mikołaj. 
Włączam wiadomości na jednym z portali - temat dnia to rozkapryszony dzieciak próbuje wywołać wojnę światową przeciwko mocarstwu, którego przywódcy uważają się za równie ważnych co ten "niepozorny" młokos. Kolejne wiadomości to zapowiadane opady śniegu. Gdzie? M.in. na Śląsku - w "porywach" do 20 cm. Pięknie. Same ciekawe wiadomości. Już nawet przyroda "zwariowała". Tak, wiem, to ludzie się przyzwyczajają do pewnych tradycji, rzec można stereotypów, takich jak opłatek w Wigilię, jajko na Wielkanoc, czy śnieg w grudniu. Oczywiście wszystko może się zmienić, wszystko da się przeżyć. Nie narzekam, w końcu za kilkanaście tygodni będę w innym miejscu, w innym państwie i będą tam inne zwyczaje. Przywykłem już do tej myśli, że wyjeżdżamy. Zrozumiałem, że gdzie indziej będzie nasz dom. Ale wiem też jedno i tego nauczę moje dzieci - Ojczyzna jest tutaj, w Polsce. To  "dom", do którego zawsze możemy wrócić.
Dziś słowo "dom" napisałem w cudzysłowiu, gdyż skojarzenia z tym słowem nie równają się temu, czemu powinny - czyli moim odczuciom. Dom powinien zapewniać bezpieczeństwo, powinno się w nim czuć dobrze i bezpiecznie, powinno chcieć się do niego wracać. Niestety Polska od jakiegoś czasu nie jest takim domem dla mnie, dla mojej rodziny i wydaje mi się, dla wieluset tysięcy Polaków. Dane statystyczne nie kłamią - kilka milionów Polaków w ostatnich kilku latach wyjechało ze swojej Ojczyzny by szukać pracy, pieniędzy, szczęścia, normalności gdzie indziej. Nawiasem mówiąc polecam dzisiejszy artykuł.
Swego czasu po opublikowaniu naszych planów o wyjeździe, ktoś napisał nam w komentarzu, że gdybyśmy nie chodzili co jakiś czas do restauracji i nie wyjeżdżali co 2, 3 lata na wakacje, to wówczas nie mielibyśmy długów. Nie odpowiedziałem wówczas na ten komentarz, ponieważ chciałem to zrobić w tym miejscu. Dla mnie normalnością jest sytuacja, że stać mnie z pensji 2 razy w miesiącu zaprosić moją żonę na kolację w restauracji. Normalnością jest to, że po przepracowanym roku, chciałbym wypocząć z rodziną na wakacjach. Jeśli jest to luksus to jestem wariatem. Nie chcę być robolem, który wraca z pracy, siada z żoną i zastanawia się co kupić na kolejny obiad, żeby starczyło do ostatniego. Kolejny dzień tak samo i kolejny... Nawet najtrwalsze związki mają problemy w takich chwilach. Musi być czas na odpoczynek, na relaks. Telewizor nie jest moim szczytem relaksu... Dziś, jeśli ktoś nie jest krezusem, to albo siedzi cicho, żeby nie narazić się na głupie komentarze, albo bierze sprawy w swoje ręce i wyjeżdża. My robimy to drugie. 
Polska od czasu "katastrofy" smoleńskiej i "odejścia" wspaniałego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz z żoną oraz wieloma znamienitymi osobistościami w Państwie, przeobraziła się w stwór, który dla mnie ma rosyjskojęzyczną nazwę. Ten blog nie jest od politykowania, ale wierzcie mi drodzy czytelnicy, że za naście lat nasze dzieci zapytają nas o to, co się wtedy stało. I co wówczas im odpowiemy? Nie chciało nam się dociekać? Woleliśmy słuchać informacji podanych na tacy? Życie toczyło się tak szybko, że to co poza nami nie było ważne? Tak powiecie? To skończcie czytać ten post i oglądnijcie inne blogi, tam gdzie jest tylko słodko i na temat, który koi Wasze serce i nie zmusza do myślenia. A jeśli jest inaczej, jeśli poszukujecie i nie drażni Was odmienność, inne zdanie i poglądy, nie kończcie czytania tego posta, ponieważ chcę Wam pokazać film Anity Gargas pt. "Anatomia upadku". Zobaczcie ten film do końca, wsłuchajcie się w słowa prostych ludzi mieszkających w Smoleńsku, posłuchajcie opinii ekspertów, profesorów akademii i wówczas możecie napisać w komentarzu, że jestem moherem, zwykłym zerem, że macie już dość słuchania o katastrofie sprzed 3 lat i o tym niby zamachu.
A ja Wam wówczas odpowiem, że "jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy...".


Kończę pisać posta, a na zegarze wybiła pierwsza. To pokazuje, że napisanie niezbyt wymyślnego tekstu zajmuje również sporo czasu...Idę spać z nadzieją, że będzie lepsze jutro. W końcu Chrystus Zmartwychwstał. Alleluja!
                                                                      Adam

4 komentarze:

  1. Wesołych Świąt, kochani! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Wszyscy normalnie myślący ludzie to wiedzą.Reszta bez komentarza po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Adamie popieram ten wpis w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam
    czytam Waszego bloga od bardzo dawna, ale sie nigdy nie udzielalam. Adamie-jezeli moge tak napisac,ytuacja w PL zmusiala nasz rowniez do emigracji-po 3 latach powiem wprost NIE ZALUJE.Stac nas nie tylko na kolacje, ale rowniez na wczasy dwa razy do roku na poludniu Europy. Nie czuje sentymentu do mojej ojczyzny. Skonczylam studia, moj maz rowniez i co nam to dalo?Ze zarabialam 1100zl a wynajmowalismy mieskzanie za 1000zl?Zycze Wam powodzenia i trzymam kciuki, jestescie silni wiec powinno Wam sie udac. A co do stwierdzenia wczasy-luksus...wczasy to normalna rzecz, ktora zarown Wam , ale i Misiakom sie nalezy.Pozdrawiam.Marta

    OdpowiedzUsuń