Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

piątek, 15 lutego 2013

Pusia - wymarzony prezent Michalinki

Michalinka bardzo pragnęła mieć króliczka. Marzyła o nim już od kilku miesięcy. Nie mieliśmy więc innego wyjścia - musieliśmy go kupić, pomimo niezbyt wielkich funduszy. Marzenia małego dziecka są bardzo ważne, szczególnie te "jedyne", "wyśnione". Ich niespełnienie jest dla dziecka małą"tragedią". Dlatego ważne jest, aby potrzebę posiadania zaspokoić. I nie chodzi o to, żeby spełniać każdą zachciankę dziecka, ale wybrać te najistotniejsze i przy okazji uczyć dziecko, że nie zawsze dostajemy tego co chcemy, ale gdy jesteśmy grzeczni, wywiązujemy się ze swoich obowiązków, to czeka za to nagroda ( niekoniecznie droga i zależna od sytuacji materialnej rodziców ). Michalinka początkowo prosiła o wiele rzeczy, ale tłumaczyliśmy Jej, że to wszystko kosztuje, że nie mamy tyle pieniędzy i ostatecznie tuż przed urodzinami na pytanie "co chcesz dostać na urodziny?" usłyszeliśmy odpowiedź: "królika. I nic więcej! Jeden prezent, ale jaki taki piękny!". Jakoś tak to zabrzmiało. Byliśmy dumni z córeczki.
Króliczek przyjechał dzień przed urodzinami, wieczorem. Pierwszy raz widziałem Michalinkę aż tak szczęśliwą, wyściskała nas chyba za cały kolejny rok :). Wspólnie urządziliśmy klatkę, nasypaliśmy królikowi jedzonka, daliśmy poidełko i włożyliśmy go do klatki. Michalinka wymyśliła imię - Pusia.
Pusia na początku bardzo się bała, ale wczoraj chodziła już po naszym łóżku, a Michasia co chwilę ją głaszcze co wcale Pusi nie przeszkadza. Cieszymy się, że mogliśmy sprawić radość córeczce w tak ważnym dla Niej dniu. To pierwsze urodziny, które na pewno zapamięta :)











Wybrane zdjęcia z imprezy urodzinowej poniżej
















Tort - 70 zł, składniki na sałatki - 30 zł, chleb - 15 zł, 
makijaż zrobiony Żanecie przez dzieci - bezcenny



A teraz trochę inny temat...
Padło w e-mailu pytanie o co chodzi z lipcem z poprzedniego posta. Jak s stali czytelnicy zapewne domyślają, chodzi o wyjazd. Podjęliśmy decyzję o opuszczeniu naszego kochanego kraju - niestety nie czujemy tej wielkiej miłości, którą obdarza nas Ojczyzna, a o której mówią rządzący tym krajem. Wręcz przeciwnie. Ciągle mamy wrażenie, że szuka się sposobu jak by tu dokręcić śrubę i znaleźć nowy przychód do ogródka ( czyt. budżetu Państwa ). Jak to jest, że w jednym kraju zwykła pensja wystarcza na opłaty, wyżywienie i jeszcze zostaje na małe przyjemności, a w drugim nie pokrywa nawet bieżących opłat. Dlaczego czuję się źle w swoim kraju? Dlaczego żeby przetrwać trzeba żyć na kredytach, pożyczkach albo mieć dobrze płatną pracę, o której marzy 90% społeczeństwa, a ma ją pozostałe 10? Dlaczego jak jednemu powodzi się dobrze, a drugiemu źle, to w gdy drugi się odzywa, mówiąc o trudach i złych chwilach, wczas pierwszy szuka dziury w całym, próbując wykazać jak to jest sam sobie winien i że nikogo to nie interesuje. 
Dlatego w lipcu wyjeżdżam, biorę swoje życie w swoje ręce. Mam już kupiony bilet oraz załatwione ubezpieczenie. Czy nie żal mi będzie pracy? Oczywiście. To wiele lat doświadczeń i szkoleń w różnych zakresach. To chwile radości, ale i przelanych łez. To z jednej strony poświęcenie do końca, a z drugiej smutek, gdy patrzy się na konto po przelanej wypłacie. Praca, którą pozostawiam za sobą kryła wiele pozytywów, ale i negatywów - to cudowni przyjaciele i zawistni obłudnicy. To docenianie, słowa pochwały, ale i teksty o tym, że nie ma ludzi niezastąpionych.To wreszcie wspaniała młodzież o której media trąbią, że niby jest taka zła. Moim skromnym zdaniem, młodzież w większości to zdolni i inteligentni ludzie. To media chcą byśmy tak postrzegali świat - pełen złych ludzi i tragicznych wydarzeń. To dla nich pożywka. Ale to nie o młodzieży wątek. 
Tak więc wyjeżdżam. Będę od lipca pisał na blogu na bieżąco co się działo po przylocie oraz w kolejnych dniach. Mam nadzieję, że uda mi się w 3 miesiące sprowadzić mo Rodzinę do siebie. Gdzieś usłyszałem, że jak się nie uda w 3 miesiące, to może być krucho. Wierzę, że w obcym kraju znajdziemy zrozumienie i będziemy mogli odbić się od finansowego dna. Są dwa wyjścia - albo zrealizuję marzenia, albo skończę gdzieś na ulicy w obcym kraju, z dala od bliskich. Patrząc na dzieci bawiące się z Pusią jestem optymistą. Co będzie po wyjściu z samolotu? Nie wiem. Szczerze - boję się.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Nie widzę, nie słyszę, mam przerwę na kawę


 Róbta co chceta - to jedno z określeń, które nigdy nie będą pasowały do mojej żony Żanety.  Nie widzieć, nie słyszeć swoich dzieci i robić sobie przerwy co jakiś czas na kawę? Nie, to nie ten typ kobiety. Żaneta to wspaniała mama, która troszczy się o Michalinkę i Michałka przez 24 godziny na dobę. I nawet jak znajdzie czas dla męża ( czyt. dla piszącego te słowa ), to lewym okiem patrzy na córkę, a prawym na syna, czy przypadkiem czegoś nie majstrują. W nocy śpi czujna niczym lekarz na dyżurze w szpitalu w przerwie pomiędzy przyjmowaniem kolejnych pacjentów. Często nawet nie wiem, że wstawała w nocy, a zdarza się, że zasypiam w towarzystwie żony, a budzę się ze śpiącym obok Michałkiem. Mam twardy sen i zdarza się, że nie słyszę nocnych przemieszczeń pomiędzy pokojami.
Boli mnie to, że Żaneta nie czuje się spełniona jako osoba pracująca. Nie uważa ani obecnej, ani poprzedniej pracy za udane. Ale tak mamy w tym kraju - 70% ludzi nie realizuje swoich marzeń zawodowych, albo nie są one finansowane tak jak tego by chcieli. Wierzę, że uda Jej się w końcu spełnić w tej sferze. Moja żona dla mnie jest wzorem - nie mamy ostatnio zbyt dużo chwil na rozmowy, a jak już są to są ważniejsze tematy niż słodzenie sobie na wzajem, ale chciałbym aby o tym pamiętała. 
Nasze dzieciaki rosną w zastraszającym tempie i za niedługo dogonią rodziców :P Michał zachowuje się coraz spokojniej, chyba wyrasta z buntu dwulatka. Zaczyna bawić się z siostrą i jest ciut mniej kłótni. Ostatnio nawet poda sobie ręce w samochodzie podczas jazdy i dają sobie buziaki na powitanie ( ale to nie zawsze ).
 Michalinka zaczyna tworzyć coraz lepsze prace artystyczne i może będzie z Niej malarka :P Poniższy rysunek powstał bez pomocy osób trzecich.
 Synuś Mamusi - te same piękne oczy, ten sam cudny uśmiech, te same noski, tylko ... różne włoski :P
 Noszę okulary jak Tata
 Czy wyglądam jak Sylwek Stalone?
"You're talking to me?"
 "Faceci w rajtuzach" czy "W samo południe"?
 Czyż nie wyglądam głupio w tych okularach?
 Jak ja wyglądam na tych zdjęciach! Lepiej ich nie wrzucaj na bloga Tatusiu!
Ulubiona zabawka Misi
 Za dwa dni mam urodzinki :) więc pokażę jakie robię minki :P
Dziś wrzuciłem więcej zdjęć Michałka, gdyż jak napisałem powyżej w środę są urodziny Michalinki i po nich pojawi się więcej zdjęć solenizantki. Ale jak na razie jest to nasz ostatni post, gdyż przez jakiś czas nie będziemy mieli dostępu do Internetu. Postaram się z komórki autoryzować komentarze, które się pojawią. Jak tylko odzyskamy łączność, odezwiemy się na blogu.

 A w lipcu nastąpią w naszym życiu ogromne zmiany. Mam nadzieję, że na lepsze, że dzięki nim zapewnimy normalne życie naszym dzieciom. 3majcie się!