Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 27 października 2012

"Ocalić te dzieci. Rzecz o Januszu Korczaku"

W dniu wczorajszym miałem przyjemność zobaczyć spektakl "Ocalić te dzieci. Rzecz o Januszu Korczaku", który po raz wtóry był prezentowany na deskach Siemianowickiego Centrum Kultury. Już z recenzji pojawiających się po premierze wiedziałem, że jest to niesamowita opowieść o życiu i działalności Janusza Korczaka, a konkretnie ostatnich latach, kiedy to po wybuchu II wojny światowej sierociniec, który prowadził stał się częścią warszawskiego getta. Nazywając owe dzieło artystyczne niesamowitym, brałem pod uwagę kilka czynników. Po pierwsze spektakl, którego aktorzy zebrali brawa od publiczności na stojąco, oparto na amatorach - dzieciach, młodzieży oraz dorosłych mieszkańcach Siemianowic Śląskich, jak również członków Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Po drugie zachwyciła mnie mnogość kostiumów, dekoracji, rekwizytów oraz ich precyzyjne wykonanie, co pokazuje pełen profesjonalizm organizatorów spektaklu. Nie można też nie zatrzymać się na autorce scenariuszu - Pani Karolinie Michalik, która w bezbłędny sposób potrafiła dotrzeć do młodego odbiorcy, opowiadając historię o trudach życia w getcie poprzez przysłowiową pracę domową teraźniejszej nastolatki.
W trakcie spektaklu opartego na trzech scenach, widzimy dantejskie sceny na ulicach getta, rozmowy Korczaka ze swoimi pracownikami na temat bieżącej sytuacji jak również przyszłości, zaręczyny Felka i Esterki, spotkania z podopiecznymi z sierocińca ( w tym przygotowywanie ich do śmierci ), czy też chyba najbardziej tragiczną i dramatyczną decyzję lekarza o "pomocy w przejściu do lepszego świata" najmłodszym dzieciom.









Najbardziej wzruszył mnie chłopiec grający rolę małego żydowskiego dziecka, który zwrócił się w kierunku widowni i wyciągnął czapeczkę, by zbierać pieniądze na chleb. Był tak autentyczny, że kilka osób wyjęło portfele i chciało mu wrzucić pieniądze. Duże wrażenie wywarło na mnie również wykonanie piosenki "Warszawo ma" przez "małą żydówkę", która zrobiła to tak autentycznie, jakby rzeczywiście całe centrum kultury przeniosło się w czasie i miało przed sobą brudną, obdartą dziewczynkę, która resztkami sił śpiewa piosenkę o ukochanej Warszawie. Ale ostatnia scena - wyjazdu Janusza Korczaka z dziećmi do Treblinki - była najmocniejszym emocjonalnym ciosem i wywołała łzy u wielu osób, także tych młodych, co pokazało, że z tą naszą empatią i uczuciami nie jest tak źle, jak to przedstawiają niektóre media. Zresztą już to, że sala była wypełniona po brzegi ( 300 osób ) i przyjechała młodzież z miejscowości sporo oddalonych od Siemianowic pokazało sukces autorów spektaklu jak również to, że warto wskazywać młodym pokoleniom prawdziwe wartości i nie bać się ich odrzucenia. Bo mamy bardzo mądrą i emocjonalną młodzież wbrew powszechnej opinii...



 
 
Poniżej linki do fragmentów spektaklu oraz piosenki "Warszawo ma".




Janusz Korczak mówił: "Dzieci NIE BĘDĄ DOPIERO, ale JUŻ SĄ LUDŹMI, tak LUDŹMI SĄ, a nie lalkami, można przemówić do ich rozumu, odpowiedzą nam, przemówmy do serca, odczują nas".
I Korczak przemawiał do nich. Przemawiał również przez swoją twórczość. Kto ze starszych czytelników nie czytał "Króla Maciusia Pierwszego" czy "Kajtusia Czarodzieja"? 90% moich znajomych przynajmniej raz w życiu sięgnęło po te pozycje książkowe. Pamiętam, że gdy byłem małym brzdącem, do Króla Maciusia wracałem szczególnie często. Bajka ta, miała w sobie coś magicznego. Ile razy płakałem, gdy dochodziłem do momentu, gdy Maciuś miał zostać rozstrzelany, a później wysłany na bezludną wyspę...
Książki te czytają głównie dzieci ( ale nie tylko ). Bo to dla dzieci i o dzieciach pisał Henryk Goldszmit, który przybrał pseudonim literacki Janusz Korczak ( zaczerpnął go z powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego pt." Historia o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie" - tak, tak - Janaszu, a skąd się wziął Janusz niech czytelnicy sami poszukają :) )
Warto sięgnąć do twórczości Janusza Korczaka, gdyż jest to swojego rodzaju encyklopedia miłości, pozytywnych wartości i zasad,  którymi powinniśmy kierować się w codziennym życiu...



Powyższy tekst bierze udział w konkursie "Blogerzy dla Korczaka" - <LINK>

wtorek, 23 października 2012

Testowaliśmy konsolę Xbox Kinect


Zostaliśmy jakiś czas temu zaproszeni do przetestowania konsoli XBOX KINECT 4GB. Gdy rozpakowywaliśmy paczkę, emocje sięgały zenitu, gdyż wcześniej słyszeliśmy pozytywne opinie na temat Xboxa od znajomych. Sprzęt był dla nas nowinką, więc zabraliśmy się najpierw do czytania instrukcji obsługi. Jako, że nawet laik da sobie radę z Xboxem, po 10 minutach sprzęt był gotowy do użytku. 
Do przetestowania dołączono zestaw 3 płyt z grami ( niektóre w wersji demo ). Na pierwszy ogień poszły gry Disneya. Gdy Żaneta stanęła na środku i zaczęła machać rękami w stylu tańca "zulus czaka", dzieci patrzyły na Nią jak na kosmitkę :) Za drugim razem już nieśmiało Michalinka dołączała się do "wiosłowania", a po 30 minutach już nie chciała nas dopuścić do telewizora. Michałek był trochę wycofany i nie rozumiał do końca tego wszystkiego, co wyraźnie pokazuje, że podobne zabawy są dla dzieci bliżej 3 niż 2 roku życia. 
Konsola była u nas przez dwa tygodnie. W tym czasie ( wraz z Przyjaciółmi których zaprosiliśmy ) jeździliśmy "wózkami po kopalni", lataliśmy miedzy domami wcielając się w Piotrusia Pana, graliśmy w tenisa ziemnego, golfa oraz ćwiczyliśmy aerobik. Ostatnia wymieniona "gra" była w użytku tylko jeden raz, gdyż zaserwowaliśmy sobie takie ćwiczenia, że następnego dnia ciężko nam się było zwlec z łóżka.
Konsola XBOX Kinect to świetny sposób na nudę, na codzienne spędzanie czasu w gronie rodzinnym, na udane popołudnie czy weekend. Warto wydać pieniądze i grać całą rodziną w zawody sportowe ( m.in. tenis ziemny, stołowy, kręgle, rzutki, golf itp. ) czy inne gry typu Piotruś Pan czy Toy Story. 
Jeżeli mielibyśmy tylko coś doradzić, to kupujcie konsole z pamięcią 250 GB, gdyż ta z 4 GB, którą mieliśmy na próbę, "chodziła" ciut wolno jak dla nas. 
Miłej zabawy!

Poniżej krótki film z poczynań naszej Michalinki w trakcie gry. Nas ( mnie i Żanety ) nie wrzucam. Zostawię te fragmenty do momentu, gdy będziemy kręcić film komediowy :P

 
Dziękujemy firmie Edelman Polska oraz Pani Aleksandrze Malinowskiej za umożliwienie nam testowania tak "fajnego" - jak to określiła Michalinka - sprzętu :)

poniedziałek, 22 października 2012

2 latka Michałka

Synku Nasz kochany!
 Dziś są Twoje urodzinki, z tej okazji pragniemy życzyć Ci samych radosnych dni, pięknych wspomnień, niezapomnianych chwil i oczywiście zdrówka! Kochamy Cię z całego serduszka i jesteś dla nas najważniejszy! Dziękujemy Bogu, że mamy takie wspaniałe dzieci. Jesteś Naszym Skarbem! Nie da się opisać Naszej wielkiej miłości.


Przyjęcie urodzinowe wyprawiliśmy dzień wcześniej. Był tort, miła atmosfera, goście. Tym razem rodzinnie - babcie, dziadkowie, i ciocia. 







Może ktoś ze zdjęć zauważył czerwone oczka Michałka. Niestety Misiaczki znowu chore. Angina tym razem. Kaszlemy aż tchu brak. Misia na antybiotyku, Michałek na razie na syropkach. Dziś byliśmy u lekarza. Michałkowi oczka ropieją - rano wstał i miał oczy sklejone tak, że nie potrafił otworzyć, a z nosa leci jak z kranu... Masakra....

Mama Żaneta i Tata Adam

niedziela, 14 października 2012

Teatrzyk najlepszej mamy na świecie :)

Żanetko, poniższy film jest odpowiedzią na Twoje dylematy czy jesteś dobrą matką, czy gdzieś nie popełniłaś błędu. 

Jesteś cudowną żoną i mamą, a Twoja czułość, wrażliwość i troska o nasze M&Msy niedługo zaowocuje. Michałek i Michalinka będą wspaniałymi ludźmi, ponieważ mają wspaniałą mamę. Nawet zabawa w teatrzyk pokazuje Twoje ciepło i Twoją miłość. 
Dziękuję :*


niedziela, 7 października 2012

TŚL

Dziś niedziela, trochę wolnego czasu się znalazło, więc postanowiłem dorzucić swoje pięć groszy. Od , początku września życie toczy się pomiędzy domem, przedszkolem, domem dziadków, moją pracą, pracą żony, ponownie domem dziadków i naszym domem, w którym spędzamy wspólnie mniej więcej 2 godziny, zanim dzieci pójdą spać. Czas pędzi niesamowicie, ale wolę takie przyspieszenie, niż to, aby Misia siedziała z Michałkiem w domu, zamiast się rozwijać w przedszkolu.

Codziennie rano zaprowadzam Michalinkę do przedszkola. Gdy tylko Misia się obudzi ( lub gdy my ją obudzimy ) zaraz pyta, czy dziś idzie do przedszkola. Radości jest co niemiara gdy odpowiedź jest pozytywna. Ubieramy się więc, czeszemy i udajemy się w drogę. Przekraczając próg przedszkola, każdego dnia słychać płacz dzieci, które czepiają się ubrań rodziców i nie chcą zostawać same. Nas na szczęście to ominęło. Misia przepada za przedszkolem, a najbardziej za Natanielem i Bartkiem, cokolwiek miałoby to znaczyć :) Tal więc wchodzimy do szatni, Misia zmienia buty, kurtkę, sweter i gdy już jest gotowa, idzie do sali. Tak, to nie pomyłka - idzie, a nie "my idziemy". Po tygodniu aklimatyzacyjnym nadeszła wiekopomna chwila, gdy pewnego ranka doszło do następującej rozmowy:
Tata - Misiu, ubrałaś już buty zmienne?
Misia - Tak Tatusiu
Tata -  No to powodzenia ( Michalinka się tuli ) Chodź.
Ruszamy w kierunku sali. Udało się nam zrobić dwa kroki, gdy nagle Misia robi dwa szybsze kroki, zachodzi mi drogę, wyciąga rękę w moją stronę i mówi:
Misia: Stop
Staję. Misia mówi:
Misia: Dalej nie można. Ty zostań tutaj, ja idę do sali.
Pobiegła na koniec korytarza, zrobiła mi papa jeszcze przed salą i wtedy dopiero udało mi się zaczerpnąć powietrza. Nasza córcia stwierdziła chyba, że jest za duża na to, aby inne dzieci widziały, że ktoś ją odprowadza do przedszkola :) To samo zrobiła babci i tak samo robi każdego dnia, gdy próbuję pójść dalej niż pokazała mi za pierwszym razem.
Poza samodzielnością, Misia na każdym kroku okazuje swoją mądrość. W czwartek podczas przebierania w szatni Misia ściągała spodnie, bo pod spodem miała getry. Mówię do Niej w pewnym momencie, że "nie będzie Ci za ciepło, bo masz spodenki zamiast dżinsów", na co nasza córcia doniosłym głosem odrzekła: "Tato! To nie są spodenki tylko getry!" No i musiałem dołączyć do śmiechu rodziców przebierających swoje dzieci obok...
Michalinka bardzo rozwinęła swoją mowę oraz zdolność zapamiętywania. Niestety jest na tyle wygodna/cwana/leniwa, że nie chce się z nami dzielić nowymi wiadomościami, wierszykami, piosenkami, poznanymi w przedszkolu.
Kilka dni temu z Żanetą słyszymy jak Misia w toalecie mówi wierszyk o jeżyku: "Na dywanie siedzi jeż, co On robi to my też...". Mówiła ślicznie, więc gdy już wyszła poprosiliśmy, żeby nam też go powiedziała, gdyż go nie znamy. Na naszą prośbę Misia odpowiedziała rozbrajająco: "ale ja nie znam go" :P
Gdy tylko wrócimy wieczorem do domu, Misia i Michał zaczynają swoje harce. Nasze M&M-sy mają trudne chwile i widać, że pomimo ogromnej miłości i troski w sytuacjach trudnych, na co dzień rywalizują o zabawki i pozycję w rodzinie :). Oczywiście ten uśmieszek na końcu jest wpisany teraz, w chwili rozluźnienia, bo czasami, jak to już wspomniała Żaneta, ten uśmiech jest schowany bardzo głęboko...
Nasze dzieci mają też ciekawe pomysły. Ostatnio musieliśmy spać w czwórkę na naszym łóżku przez część nocy, gdyż Michał wpadł na genialny pomysł, aby umyć podłogę olejkiem OLBAS, który leżał w najwyższej szafce, na którą Michał potrafi się jak widać wspinać ( o czym się dowiedzieliśmy ostatni, gdyż Misia nie raczyła nas o tym poinformować ). Jak już weszliśmy do pokoju dzieci, to zapachu olejku starczyło nam na następne dwa lata. Dwukrotne mycie podłogi i wietrzenie pomogło dopiero późną nocą...
Kolejną zabawą Michałka jest zabawa moim telefonem, a najbardziej uwielbia wysyłać smsy do .... samego siebie. Jak tylko naciśnie "wyślij" to zaraz się cieszy, że dostał odpowiedź... Pozostawię to bez komentarza. A dlaczego mam zapisany numer do siebie i to na pierwszym miejscu listy? Gdyż w innym wypadku agencja filmowa z którą współpracuję chyba przestała pracować, zajmując się tylko odbieraniem smsów od "Pana Michała". 
Poniżej zamieszczam film z zabaw dzieci, które uwielbiają Tańczyć, Śpiewać ( wymyślając tekst na poczekaniu ) i układać puzzle, ćwicząc Logikę, stąd tytuł posta TŚL :P Ostatnia część filmu o układaniu puzzli jest przydługawa, a dodatkowo w końcówce występuje Żaneta, która nie chciała tam się znaleźć, więc można skończyć oglądanie wcześniej :)
Pozdrawiam wszystkich blogowiczów i życzę wszystkiego dobrego na nadchodzące zimne dni. Adam

środa, 3 października 2012

To znęcanie czy kochanie ?

Ciężkie ostatnio miałam dni. Wynikało to ze złego zachowania dzieci i ich ciągłych kłótni i krzyków. Co jestem z nimi sama mam wrażenie, że robią wszystko by mi "dowalić". Nie zapeszam na razie jest w miarę dobrze, ale tamten tydzień chcę jak najszybciej zapomnieć. Dwa dni w tygodniu jadę z Michałkiem do pracy, by podrzucić Go do dziadka. Wychodzenie stało się masakrą, syn się zawziął, nie chce iść, krzyczał ( darcie się nie da się nazwać płaczem ) na całe osiedle i tak właśnie dawał w kość.Wszystko na "nie".  Na siłę nie umiałam doprowadzić Go na przystanek, co chwilę gubił celowo buty. Ja spocona i zdyszana, miałam dość choć to był początek dnia. Kolejnym razem niosłam Michałka całą drogę na rękach, gdyż nie chciał iść, bo nie pozwoliłam Mu zabrać rowerka. Zakwasy mam w rękach, w kolanie mnie coś boli, ale nie chce tu narzekać. I nie było mowy by zdążyć na autobus. Misia również mnie nie oszczędza. Nie słucha co się do niej mówi, potrafi krzyknąć głośno " NIE", gdy o coś Ją po raz kolejny proszę. Czasem zrobi minę lub pokaże język. Ale najgorsze są kłótnie między rodzeństwem. Ledwo zdążymy wrócić a już zaczynają się krzyki i kłótnie. No ręce opadają. Kocham Ich nad życie i zaczynam się zastanawiać, że może ja popełniłam gdzieś błąd. Czasami czuje się złą matką, która nie radzi sobie z emocjami. Załamuje mnie taka bezsilność. Nauczyło mnie to jednego - większego spokoju i opanowania. Czasami zbyt szybko się denerwowałam. Nie ma sensu Ich przekrzykiwać, lepiej rozdzielić i poczekać aż się uspokoją. Może niektórym wyda się to dziwne, ale w pracy to ja odpoczywam. Pisząc tą notkę Misiaki zdążyły pokłócić się trzy razy o wiaderko, o mopa no i szarpanina i ryki...ech... Kiedy to się skończy nie wiem, oby trwało jak najkrócej. Pozdrawiam z Łobuzowni! :)

Jak tańczyć to tylko w sukience
 Tańczymy labada, labada ( jak widać uszka były) :)



 Oczywiście Świnka Peppa ( Misia już śpi )
 :P
 "duda juja" czyli duża zjeżdżalnia

 co za radość!

P.S. Żeby nie było, że narzekam na własne dzieci, bo są wspaniałe, lecz swoje za uszami mają. A kryzysy to chyba każdy swoje ma :P