Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 8 sierpnia 2012

Łatwo mówić...

Mój post postanowiłam napisać pod wpływem przeczytanych komentarzy pod notką Adama. Nie wiem co sobie niektórzy myślą, ale na to wychodzi, że ja to siedzę na tyłku i nic nie robię. Ale zacznę od przedszkola, jak to u nas wygląda. W kwietniu były zapisy, jako jedni z pierwszych, zaraz pierwszego dnia wypełniliśmy zgłoszenie przez internet i wybraliśmy 5 przedszkoli, do których chcemy posłać Michalinkę. Do żadnego się nie dostała,( na naszym osiedlu to jest bardzo trudno o miejsce w przedszkolu ) pewnie głównym powodem było to, iż ja nie pracuję w chwili wypisywania wniosku, tylko mam zamiar iść do pracy. Jednak my nie rezygnowaliśmy, dzwoniliśmy z pytaniem, czy aby ktoś nie zrezygnował i mówiliśmy jak bardzo nam zależy. Dyrektorka przedszkola, prosiła by zadzwonić kolejny raz we wrześniu, bo wtedy okazuje się, że może ktoś zrezygnuje. To nie wszystko. Gdy już wiedziałam, gdzie będę pracować, obdzwoniliśmy z Adamem wszystkie przedszkola w tej okolicy i tylko w jednym było miejsce, jednak tam przyjmowanych osób było 200 i renoma tego przedszkola troszkę nas odstraszyła. Liczymy nadal, że we wrześniu coś się znajdzie i Misia będzie mogła być przedszkolakiem. 
Ja niedługo idę do pracy, ale nie chcę tu nic opisywać więcej na ten temat, zostawię to dla siebie na razie, ale trzymajcie kciuki. Ostatnio jestem przesądna :P Zbyt wielkiego pecha mieliśmy ostatnio. Ratujemy się jak możemy, jeżeli nie wyjdzie tu w Polsce, nic nas tu nie trzyma. Długi trzeba spłacić, na czym bardzo nam zależy. I to nie jest wszystko takie proste jak niektórzy w komentarzach piszą. Nie mamy osoby w 100 % dyspozycyjnej, która zostawałaby z dziećmi. Z Michałkiem będzie babcia, jednak problem pojawia się co z dniami kiedy babcia nie może, a dziadek nie czuje się na siłach, i z tym uporać się musimy i jakoś rok przetrwać, dopóki Michaś nie pójdzie do przedszkola, a z tym powinno pójść już łatwiej, bo oboje będziemy ( mam nadzieję ) pracować. 

Dziękujemy wszystkim za ciepłe słowa otuchy, może czasem narzekamy, ale każdy miałby dość. A co do wakacji, te z pewnością były ostatnie i nie powinno nikogo obchodzić dlaczego i za co na nie pojechaliśmy. Adam pracował przez dwa lata na dwóch etatach i miał prawo do odpoczynku. Nie znając człowieka osobiście łatwo jest stawiać wyroki...
 Teraz musimy stanąć na nogi... I wierzę w nasz sukces, gdyż jestem optymistką, dopiero rzeczywistość sprowadza mnie na ziemię. Ale miło jest mieć czasem głowę w chmurach, a nie zawsze umoczoną w błocie.  
Pozdrawiam, Żaneta

18 komentarzy:

  1. Rozumiem Zaneto wszystko i zgadzam się, ale muszę się przyczepić do jednego zdania. Piszesz, że nikogo nie powinno obchodzić dlaczego pojechaliście na wakacje. A ja myślę, że to normalne, że ludzie o tym piszą - w końcu opisujecie tu swoje życie, ostatnio często mówicie o finansach, więc nie ma się co dziwić i oburzać, gdy komentujący pytają. Mnie samą zdziwiła notka o urlopie, w świetle Waszych wcześniejszych opisów dramatycznej sytuacji finansowej.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w pracy!:-) Mam nadzieję, że wyjdziecie z długów i sytuacja się poprawi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdanie o wakacjach dodałem ja, Adam. Pisząc o problemach finansowych, nie prosiłem nikogo o pomoc, więc nie chciałbym aby ktoś rozliczał nasze wydatki. Żaneta dużo przeszła, o wielu rzeczach nie piszemy na blogu. Ja też rok temu znalazłem się na ostrym zakręcie zdrowotnym i potrzebowaliśmy tych wakacji jak powietrza. Może to nieodpowiedzialnie, ale wolę być żywym nieodpowiedzialnym człowiekiem, niż odpowiedzialnym numerem w statystykach zgonów. A naprawdę było już bardzo źle. Zresztą nie ważne. Niech każdy sądzi co uważa. Każdy odpowiada za swoje życie. Ja napisałem tylko o błędzie sprzed kilku lat, o kredycie, który spowodował pętlę zadłużenia. A co do Żanety - nie ma wspanialszej kobiety i matki niż Ona. Widzę jak cierpi z powodu obecnej sytuacji i wiem, że cokolwiek zrobimy, zrobimy razem i dla jednego celu - dobra naszej Rodziny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem - to dużo wyjaśnia!

      Usuń
    2. Aha - i absolutnie nie chodziło mi o rozliczanie wydatków. Chciałam tylko powiedzieć, że ciekawość ludzka jest normalna. Zwłaszcza, gdy niejako wystawia się swoje życie na świecznik - bo blog chyba tym jest.

      Trzymam kciuki:-)

      Usuń
  3. Powodzenia w pracy!! :) Uda Wam się, zobaczycie, za pare lat będziecie się z tego śmiać! Tego Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój syn chodzi do przedszkola w Sosnowcu i w jego grupie był chłopczyk co miał 2 lata-czyli, że jeśli porozmawiałoby się z dyrektorem placówki to istnieje taka możliwość, jeżeli nawet nie teraz to mozna próbować od stycznia bo wtedy rocznikowo będzie miał 3.Jeżeli jesteście w tak złej sytuacji finansowej to miasto może Wam dołożyć do opłaty za przedszkole jak i wyżywienie.Ale trzeba próbować, chodzić osobiście do dyrektora nawet co 2 tyg i pytac czy jest miejsce dla Michalinki bo wtedy widzą, że nam naprawde zależy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Katowicach jest inaczej, trzeba zgłosić dziecko przez internet, i to miasto przydziela dziecko do danego przedszkola, dyrektor nie ma nic do gadania. Dopiero gdy jakieś dziecko zrezygnuje może ( z tego co wiem ) dać kogoś na jego miejsce i wtedy liczy się lista na której Misia jest 17. Co nie oznacza, że nie rozmawiamy i nie działamy.
      Co do pomocy miasta się nie wypowiadam.

      Usuń
  5. Przypomniała mi się historia pewnej rodziny (mojego kuzyna) Oboje z wykształceniem wyższym. On znalazł pracę w szkole. Najpierw urodził im się synek, następnie córeczka. Ona dopiero teraz ma pracę! Młodsza córeczka jest o miesiąc młodsza od Misi. Z kolei syn ma 6 lat. Ona nie pracowała od narodzin synka. I nie dlatego, że nie chciała. Po prostu nie ma tutaj żadnej pracy! Mówiła, że weźmie dosłownie wszystko. Wiadomo przecież, że z pensji nauczyciela nie wykarmi się 4 osobowej rodziny. Gdyby im matka jego nie pomagała byłoby bardzo źle. Na szczęście Ona znalazła pracę (wprawdzie w księgarni), ale jest zadowolona, bo w ogóle pracuje. A o pracę było baaaardzo ciężko.
    Nawet ta praca nie rozwiązuje ich problemów, ale to zawsze coś. A jak widzę ich idących całą 4 na spacer to mi się gęba cieszy. Nawet te problemy finansowe wtedy nie są ważne. Najważniejsze, że mają siebie i to się liczy.
    I jestem pewna, że u Was wszystko się ułoży. Pamiętajcie, że rodzina to największy skarb! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście w rodzinie siła i my również się nie poddajemy, chcemy jak najlepiej dla dzieci. Pozdrawiam! Dziękujemy!

      Usuń
  6. Żanetko, nie potrzebnie się tłumaczysz. Kto Was dłużej zna i czyta wie jak wygląda sytuacja, a resztą nie ma się co przejmować :*

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja trzymam za Was kciuki.
    Szkoda, że jesteście tak daleko, chętnie bym pomogła przy dzieciach. Jestem na rencie ale do Was mam z 500 km chyba
    Byłam już nianią a od października znowu będę się opiekować rocznym chłopcem bo Mama wraca do pracy

    Denerwuje mnie wszech obecne gadanie o aktywizacji dzieci, jak to dobrze wpływa na ich rozwój przebywanie z rówieśnikami. A jak ktoś chce dać dziecko do przedszkola to miejsc nie ma.

    Co do pomocy miasta fakt lepiej się nie wypowiadać.
    Też mieliśmy trudną sytuację "Tata chorował, Mama straciła pracę i musieliśmy się udać o pomoc do opieki społecznej, moja siostra chodziła jeszcze do szkoły. Po 50 wywiadach, podpisywaniu prawie własną krwią oświadczeń, że NA PEWNO nie mamy żadnych innych dochodów Mops wypłacił nam 100 zł z zaznaczeniem, że o następną pomoc możemy się starać za 3 miesiące. Siostra miała jechać na kolonię ze szkoły dla biedoty ale nasze dochody przekroczyły kwotę dopuszczalną o dosłownie 2,60 na osobę i morza siostra nie widziała.
    Teraz ma lepiej, ale tylko dlatego, że wyjechała za granicę potem zabrała męża i córkę i żyją na całkiem przyzwoitym poziomie mimo, że tylko szwagier pracuje bo w drodze jest siostrzeniec :)

    Mam nadzieję, że Wasz los też się odmieni na lepsze Trzymam kciuki.:)
    Igulka

    OdpowiedzUsuń
  8. Zanetko, nie musisz sie tlumaczyc, jestem pewna, ze nikt Cie nie potepia! Przeciez nie siedzisz calymi dniami zbijajac baki i dlubiac w nosie! Ty zajmujesz sie swoimi dziecmi, a kazdy wie, ze przy takiej dwojce ma sie pelne rece roboty. Mysle, ze kazdy stwierdza po prostu fakt, ze druga pensja troche by Wam pomogla. Trzymam kciuki, zeby Ci sie udalo!
    I doskonale rozumiem, ze nie zawsze mozna liczyc na pomoc dziadkow, my mamy ten sam problem, jedyny dziadek "na miejscu" pracuje, wiec jakakolwiek pomoc odpada. My rozwiazalismy ten problem przez pojscie meza do pracy na nocna zmiane (wymieniamy sie opieka nad corka), ale nie kazdy ma taka mozliwosc.
    Jeszcze raz zycze powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  9. My jesteśmy z Czeladzi więc zupełnie niedaleko. Hania dostała się do przedszkola,składaliśmy tylko do jednego jedynego, bo podpytałam trochę i podpowiedziano mi, że jak się zapisuje do kilku tzn.tak jakby do żadnego- bo co mają zrobić przy naborze? Jak mają rozstrzygnąć, że akurat to a nie inne ma przyjąć dziecko? My zaryzykowaliśmy, ale również Hania jest od ukończenia roczku w żłobku - tak, że ponoć na takie dzieci też troszkę inaczej patrzą. Nie wiem,pomijam fakt paranoi panującej w tym temacie w naszym kraju - człowiek chce pracować i nie może bo musi siedzieć w domu z dzieckiem, dziecka do przedszkola nie przyjmą - bo nie pracujesz i możesz sama zająć się pociechą, no to chyba tylko w Polsce tak jest!!. Ale na pewno tak jak piszesz musisz chodzić i pytać. Trzymam kciuki i za Twoją pracę i za Misię.

    OdpowiedzUsuń
  10. nie zgadzam się z tym tytułem posta ''łatwo mówić'' cóż niektórzy mają jeszcze gorzej,bo np oboje są bez pracy itd

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja uważam,ze pani Zanetka wcale nie powinna pracowac poki co...sory ale Misia w przedszkolu, to jest 500 zł. Opiekunka dla Misiaczka to hm...900 zł , a wiemy jakie sa zarobki jesli nie ma sie znajomosci . To tylko rozumieja ci co zarabiaja 1200-1500 zł.
    A choroby dzieci ? bo przedszkole to tez choroby wiec leki i znowu koszty...
    I tak swietnie sobie radzicie pani Zanetko!!
    wierze,ze za niedlugo mina te problemy fin i bedzie super:)!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja za dwoje płaciłam niecałe 300 zł od 8-14 (czasami dłuzej) w sasiednim miescie (wyższe ceny niz w Katowicach) a babcia nie kosztuje Choroby owszem ale i tak uwazam ze lepsze przedszkole niz siedzenie w domu do zerówki. Mam synka miesiac starszego od Misi i juz rok chodzi radząc sobie lepiej niż dzieci starsze
      A po drugie nawet cięzka praca jest jednak wytchnieniem od domowych obowiazków i ciągłego siedzenia z dziećmi mimo ogromnej miłości do nich

      Usuń
  12. Ja napiszę tak...nikt nie wie jaka faktycznie jest sytuacja Pana Adama i Pani Żanety. Łatwo osądzać , sugerować itd . Prawda jest niestety taka , że najlepiej się mają osoby , które namiętnie korzystają z pomocy Opieki Społecznej , do tego pracują na czarno. Żyć nie umierać ! Ten , kto uczciwie pracuje ledwo wiąże koniec z końcem. Na pewno nie jest łatwo podjąć decyzję o wyjeździe za granicę i pozostawieniu tutaj osób , które się tak bardzo kocha....ale może warto pomyśleć o wspólnym wyjeździe chociaż na jakiś czas ? Na pewno byłoby Wam łatwiej...
    Powodzenia życzę i wierze , że się uda :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń