Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 29 lipca 2012

Piękna gra Polaków!

Nasi wspaniali siatkarze pierwszy mecz na Olimpiadzie wygrali z prawdziwą klasą. Duma mnie rozpiera, emocje były niesamowite, patrzyłam i sama nie wiedziałam co się dzieje :) Kibice dopisali i są najlepsi na świecie. Za Agnieszkę Radwańską również trzymaliśmy kciuki, choć się nie udało. Pięknie grała także tenisistka stołowa, mimo przegranej, więc mamy zdolnych ludzi. Życzymy jak najwięcej medali, choć najważniejsze, by Oni sami byli z siebie zadowoleni. 
A my cieszymy się z pierwszego medalu oraz gratulujemy Pani Sylwii Bogackiej.

Misiaki na początku meczu rozłożyli się na podłodze i piknikowali. Oni to potrafią wymyślić sobie zajęcie :)




czwartek, 26 lipca 2012

Wspólne chwile w objęciach deszczowego nieba

Przepraszamy, że tak długo się nie odzywaliśmy, ale trochę wypoczywaliśmy. Mamy nadzieję, że poniższa długa notka zrekompensuje Wam ( stałym czytelnikom ) naszą nieobecność. Niektóre fragmenty pisała moja żona, niektóre ja, więc się nie zdziwcie, gdy raz będzie rodzaj męski a raz żeński użyty :)
Wakacje, choć nieidealne przez pogodę i kilka innych czynników, były mile spędzonym czasem. Robiliśmy wszystko by dzieci nie nudziły się w pokoju, więc bez względu na pogodę wychodziliśmy na spacery, długie spacery, lody i inne nadmorskie atrakcje. Plażowaliśmy troszkę, tyle na ile pogoda pozwoliła.
Podróż pociągiem  ( dwunastogodzinną podróż ) zaliczamy do tych mniej miłych wspomnień. Podróż nad morze była bardzo męcząca, najlepiej spała Misia i bardzo dobrze zniosła podróż. Michałek się często wiercił, miał mało miejsca, wykopywał mnie z siedzenia, więc troszkę na podłodze przesiedziałam. Z powrotem już było wygodnie i dużo lepiej, gdyż jechaliśmy pierwszą klasą. A najśmieszniejsze ( a może najbardziej denerwujące ) jest to, że dużo ładniejszą drugą klasą niż ta pierwsza jechałam do Piotrkowa Trybunalskiego, a Adam kilkukrotnie do Warszawy. Z tego wynika, że do Warszawy dają lepsze wagony niż na Śląsk? Tym bardziej, że trasa z Katowic do Warszawy jest "ciut" krótsza niż z Bielska do Władysławowa... A może chodzi o to, że to TLK. Widać TLK ma 1 klasę gorszą niż IC lub EC drugą.

 
Miny dzieciaczków na widok plaży pełnej piasku - bezcenne. Wiemy, że Misiaki niczego się nie boją, więc do wody zaraz by w ubraniu wskoczyły, ale niestety moczenie nóg musiało im wystarczyć. Tylko jednego dnia przez cały pobyt się kąpaliśmy, znaczy ja z dziećmi wszedłem troszkę dalej do wody, dla Żanetki było za zimno.

 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W trakcie pobytu we Władysławowie byliśmy również w Cyrku Zalewski, podziwialiśmy wielbłądy, konie, lwice, kozy, akrobacje na linie, magię oraz klauna, który podbił serca dzieci. Misia gdyby mogła, poszłaby z klaunem do domu :) Było super. Nadmienię, że w cyrku jednym z elementów pokazu była jazda czwórki śmiałków na stojąco na truchtającym koniu. Oczywiście Żaneta nie przepuszcza takiej okazji, uważa, że trzeba chwytać dzień. I ma rację. Ale było fajnie :P Szkoda, że nie mogłem tego nagrać ani zrobić zdjęć... Trzy fotki udało się pstryknąć :)

Michalinka i Michał uwielbiali gonić się na trawie przy pomniku... My chwilkę odpoczywaliśmy, a oni bawili się w najlepsze. Michaś korzystał z wózka jedynie do spania, a tak to już niechętnie z niego korzysta. Częściej Misia w nim jeździła. Dzieci mamy bardzo towarzyskie, mniejsze dzieci od siebie głaskali po głowie, każdemu machali na do widzenia, oj śmiechu było dużo. 
 
 

Pojechaliśmy podczas jednego z pochmurnych dni do Gdyni, gdzie poszliśmy do portu i popłynęliśmy statkiem. To był bardzo wietrzny dzień... ale było bardzo fajnie :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Możemy powiedzieć, że na pewno odpoczęliśmy od codzienności i nawdychaliśmy się świeżego powietrza :)

Autka i helikoptery na pieniążek były okupywane przez Misiaków. Misia wyszukiwała trampoliny lub zamku do skakania. I miała okazję wyszaleć się na dmuchanych cudach, a Michałek przeszedł samego siebie. Nagraliśmy go, jak wspina się na szczyt wysokiego zamku - zjeżdżalni. Biliśmy mu brawa nie tylko za odwagę, ale także za jego sprawność ruchową. 

 
 
 
 
 
 

Wypożyczyliśmy też tandem, ale po godzinie jazdy żałowałem swojej decyzji. Dobrze, że nikt znajomy mnie nie widział...
Kolejnego dnia Żanetka wybrała się sama z dziećmi :P Pedałowała ile się dało :P

Każdego dnia po spacerach wyglądaliśmy z Adasiem jak zbite psy :P Oczywiście padaliśmy ze zmęczenia. Dzieci również, nawet na spacerkach padały :P
 
 
 
 

Chmury burzowe opuściły nas tylko na 2 dni podczas całego pobytu. Ale humoru nam nie popsuły :)
Szkoda tylko, że nie trafiliśmy na pogodę. Bo ta była w kratkę, jak zaczęło wiać, trzeba było się ubierać, a gdy słońce wyszło zza chmur to się rozbieraliśmy znowu do krótkiego rękawka.
 
 
 

Nasze ulubione zdjęcia:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Misia i Michał zajadali się goframi, lodami, obiadkami itp. smakołykami. Uwielbiali tańczyć podczas karaoke w klubie "Drewutnia".
 
 

Jedzenie na plaży smakowało najlepiej :)

Spacerki często wyglądały tak:

Wyjeżdżaliśmy nieco opaleni, średnio wypoczęci, ale zadowoleni.

Po powrocie odwiedziliśmy nową kawiarnię :P

Na koniec filmik:
Gorąco pozdrawiamy! Żaneta i Adam