Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 17 marca 2012

Wiosennie - tak przyjemnie :)

Grzechem byłoby nie wyjść w taką pogodę. Choć niektórzy są zmuszeni, gdyż nie mają takiej możliwości - i tu kierujemy gorące pozdrowienia dla Anielki i Marty, by szybko wyszły ze szpitalnej sali na tą piękną pogodę, a wyniki niech będą zadowalające - tego Wam dziewczyny życzymy!

Wybraliśmy się więc nakarmić kaczuszki i łabędzie pływające w stawie na sąsiednim osiedlu. Lubimy tam chodzić. Misia zadowolona, że zwierzątka jedzą chlebek właśnie od niej, najchętniej wskoczyłaby do nich do wody :) Na szczęście zawsze jest grzeczna i stoi tam, gdzie jej wskażę. Michałek całe karmienie kaczuszek przespał i obudził się dopiero jak szukaliśmy otwartego placu zabaw. Te piękne osiedlowe place, ogrodzone z każdej strony, pozamykane! I kiedy trafiliśmy na drugi taki zamknięty, Michalinka zaczęła mnie wręcz błagać, że chce na huśtawkę! I mówiła "błagam Cię mamusiu, chce huśtać", i przypomniało mi się o mini placyku przy przystanku autobusowym. Uff, dotarliśmy. Nawet pieluchę szybko Michasiowi na ławce zmieniłam ( nogi Misi posłużyły za podusię ) i dalej dzieciaki szalały. Jak Michałek wyjdzie z wózka to ciężko jest go później wsadzić z powrotem. I kiedy opadałam już z sił pchając Misię jedną ręką w wózku, a drugą trzymałam Synusia, stwierdziłam dosyć! I do akcji wkroczyły płatki Bobovita :), a konkretnie miodowe krążki. Michałek wołał "AM!" jak tylko skończył jeść. Spacerek trwał 3 godzinki, dużo przeszliśmy na nogach, wracaliśmy już autobusem. Było pięknie, wesoło i żal, że tatusia z nami nie było. Adam był w Krakowie co pewnie będzie chciał opisać w osobnej notce, bo wycieczka z młodzieżą była bardzo udana. A teraz czas na zdjęcia ( robione telefonem ). 

Ale się zajadały...

Karmiąca :)

Nasz śpiący Królewicz :P

Misia w swoim żywiole ( w cieniu troszkę już wiało )

I tak huśtając się, dzieci obdarowywały mnie na zmianę całusami! 

"Michałku pojedziemy jeszcze autobusem, nie idziemy do domku..."
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz