Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 22 lutego 2012

Walka z nadwagą - relacja

Kochani! Zacznę od tego, iż nikogo nie zamierzam namawiać na dietę, którą ja stosowałam. Możecie spróbować na początek jeść normalnie, tylko zrezygnować lub bardo ograniczyć spożywanie słodyczy, cukrów i tłustych potraw. Nie chcę by ktoś przeze mnie podupadł na zdrowiu. Byłam bardzo zdeterminowana, miałam nawet do siebie wstręt, dlatego zdecydowałam się na Dietę Dukana. Jestem bardzo zadowolona z efektów, choć te 3, 4 kg jeszcze bym zrzuciła. Jak się uda to super, a jak nie, to poczekam z tym do wiosny/lata. Bardzo ważne jest by przy tej diecie pić dużo wody. Bardzo tego pilnowałam, szczególnie w pierwszych pięciu dniach. Można pić nawet podczas spożywania posiłku, dzięki czemu jest się bardziej nasyconym. Najlepiej kupić też zestaw witamin, ja podjadałam dzieciom, gdyż wiadomo owoce są niedozwolone w pierwszej i drugiej fazie diety. Czasem miałam bóle mięśni, odczuwałam słabość, myślę, że brakowało mi wtedy jakichś witamin, dlatego trzeba być przygotowanym :). Nie chcę tu opisywać każdego dnia, bo notka nie miałaby końca, dużo porad i wiadomości brałam z tej strony , jest tam wszystko zrozumiale opisane, a także są przepisy. Znalazłam w sieci bardo fajny blog kulinarny , używałam tych przepisów, które mnie zaciekawiły, były proste do wykonania i zawierały potrawy, które lubię. Polecam również książkę Dukana "Nie potrafię schudnąć", koszt ok. 20 zł. Szkoda, że dostałam ją dopiero na walentynki bo jest bardzo ciekawa i zawiera wszystkie ważne informacje oraz przepisy. Pierwsze pięć dni diety schudłam ok. 3 kg. Była to faza I - faza uderzeniowa ( ataku na tłuszcz ). Jadłam serki wiejskie light ( można sobie urozmaicić smak ziołami lub czosnkiem granulowanym ), jogurty naturalne light 1% z dwiema łyżkami otrębów owsianych, robiłam "dukanowski" chleb - po 3 dniach nie mogłam na niego już patrzeć! Serek homogenizowany odtłuszczony, wszystko o jak najmniejszej ilości tłuszczu, szynka z kurczaka i indyka light, tuńczyk w sosie własnym, chudy twaróg no i oczywiście jajka w każdej postaci. Obiady to w większości kurczak gotowany w ziołach lub pieczony w jajku z otrębami na suchej teflonowej patelni. Z otrąb można też robić placki. Są ważnym elementem diety, tak jak woda. Najlepsze danie, które mogłabym jeść bardzo często , ale jest kosztowne to ryba pieczona w foli do pieczenia. Zakochaliśmy się z Adamem ( który wiernie dotrzymywał mi towarzystwa ) w łososiu właśnie z piekarnika. Doprawiony wedle uznania. Jedliśmy także tilapię, dorsz pewnie będzie równie smaczny. Natomiast to czego nie wolno - zero pieczywa, ziemniaków, makaronów, ryżu, soków, tłustych mięs, słodyczy i tego w czym jest cukier, np. ketchup, puszkowane produkty typu kukurydza. Niektóre wymienione potrawy powoli są wprowadzane w Fazie III. W późniejszym etapie mojego odchudzania jadłam kromkę pieczywa ciemnego dziennie. Faza II to na przemian spożywane warzywa + nabiał. Jeden dzień warzywa, drugi nabiał. Można też 5/5. 5 dni warzywa/5 dni nabiał. Dzień warzywny - przykładowy przepis. Śniadanie -kromka chleba ciemnego lub pieczywa dukana z szynką, sałatą, pomidorem. - lub sałatka - pomidor, ogórek, sałata lodowa. polane np. łyżką jogurtu. Obiad -warzywa gotowane z kurczakiem / rybą - kalafior lub brokuł z kurczakiem - zupa brokułowa /szpinakowa na chudych kostkach. -zapiekanka warzywna ( ugotowane warzywa np. marchew, kalafior, brokuł, fasola szparagowa mieszamy z ugotowanym pokrojonym kurczakiem i zalewamy dwoma doprawionymi jajkami, wszystko w naczyniu żaroodpornym. Na górę można dać odrobinę startego sera, do polania sos beszamelowy. ) Dzieciaki się zajadały tą zapiekanką :) Kolacja -sałatka -omlet System naprzemienny stosuje się aż do uzyskania upragnionej wagi. Trzeba pamiętać, że w tej diecie do końca życia trzeba mieć jeden dzień w tygodniu białkowy/proteinowy. Szczegóły na stronie, którą podałam. Faza III jest bardzo ważna, żeby nie było efektu jojo. Stosuje się ją przez 10 dni na każdy kilogram zrzuconej masy ciała, czyli jeśli schudłam 10 kg, to 100 dni trzymam dietę. Jestem właśnie w tej fazie i muszę bardzo uważać, bo mam czasem wielkie zachcianki :/ Ochotę na "słodkie" zastępowałam colą light, za to herbaty nie piłam, bo nie potrafię bez cukru, a słodzika nie używałam wcale. Powiem szczerze, że dni bardzo mi się dłużyły. Siedziałam dosyć długo w domu z dziećmi, bo troszkę chorowały i wtedy czas się wlókł. Oczywiście miałam kryzysy. Im dłużej byłam na diecie tym się pogłębiał. Był czas, że wszystkiego miałam dość, ale wróciło po jakimś czasie wszystko do normy. Podnosiło mnie na duchu to, że czasem skusiłam się na coś zakazanego, a dalej chudłam, bo znam umiar. Resztki z obiadu od dzieci lądowały w koszu, czasem kusiło by choć kęs wziąć, ale myślałam wtedy o tym, że cała moja praca pójdzie na marne. I bywało też tak, że zjadłam odrobinę ciasta przy gościach. Nie jestem osobą, która nie może żyć bez słodkiego, jak nie widzę to nie mam potrzeby, dlatego chowałam po szafkach co się dało. :) Oprócz diety codziennie ćwiczę - 10 minut minimum. Robię brzuszki, rowerki, nożyce, przysiady i znowu brzuszki, aż do wyczerpania sił. Później się rozciągam, żeby nie mieć zakwasów i uniknąć skurczy. Z ćwiczeń nie zrezygnuję, gdyż brzuch jest moim największym kompleksem i choć cieszy mnie fakt, że ciuchy mam luźne a brzuch się nie wylewa ze spodni, to jednak wymaga on wiele pracy. Tak jak napisałam na początku nie namawiam nikogo, bo każdy z nas jest inny. Organizm różnie reaguje na zmiany. Jedni dobrze znoszą tą dietę, dla innych może być powodem chorób. Trzeba brać pod uwagę konsekwencje. Podsumowując! Na diecie schudłam 10 kg. Ale wcześniej schudłam jeszcze 8 kg - przez powrót do pracy. Gdybym pokazała Wam moje zdjęcia po porodzie, gdzie ważyłam 95 kg, z tym zdjęciem obecnym to dopiero byłaby różnica! Dietę zaczęłam z wagą 87,2 kg, teraz mam 77,2 kg. Chciałam mieć 72 kg, ale 74 byłoby moim wielkim osiągnięciem. I nawet teraz pisząc to sama się dziwię, że tak się otworzyłam, bo moja waga była dla mnie zawsze tematem tabu. Cieszy fakt, że z rozmiaru 48 spadłam na, no właśnie 46 jest luźny, wiec? Obstawiam 44 w porywach 42. Zobaczymy w sklepie :) Czuje się dużo lepiej, mam więcej sił na tańce z dziećmi. Uwielbiam ruch! Muszę jednak uważać na pokusy, nie chcę mieć efektu jojo, więc dalej trzymajcie za mnie kciuki :). Cieszę się, że mogę spojrzeć w lustro, choć nie mam figury modelki. Nie miewam też depresji związanych z własnym wyglądem :) I mogę być szarą myszką dla kogoś, ważne jest jednak to, że znam swoją wartość . Jestem radosna, bo wspaniale jest się czuć dobrze we własnym ciele! Dziękuję mężusiowi za wsparcie i wiarę we mnie oraz zakupy dukanowe :P Dziękuję także Marcie za odpowiedzi na każde moje pytanie i rady! Wsparcie bliskich jest bardzo ważne. To miłe jeśli ktoś zauważa efekty pracy nad własnym wyglądem. Dziękuję również za miłe komentarze pod notką Adama z moim wizerunkiem. 
Pozdrawiam gorąco! 
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz