Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

wtorek, 28 lutego 2012

Chorowite dni




Dziś krótko. Dzieci od kilku dni nam chorują. Katar i kaszel dominują. Gorączki brak. Michałek zaraził Michalinkę, dlatego też szybciej wydobrzał. Śpi spokojnie w nocy, czasem jeszcze mu się luzuje w gardełku, noski zapchane mają, ale jest lepiej niż było. Michasia jednej nocy kaszlała bardzo, że się w ogóle nie wyspaliśmy z Adamem. Misia śpi z nami dopóki nie będzie miała nocnych napadów kaszlu. Ostatnie dwa dni były spokojne, nie kaszlała przez sen, za to rano nie potrafiła przestać.  Dziś od razu zadzwoniłam do Adama i mówię "idziemy do lekarza" ale okazało się, że lekarz był krótko i właśnie kończył pracę. Była 11 godzina! Przepisujemy się do przychodni blisko nas, żeby w razie czego iść od razu. Tym bardziej, że nasza lekarka już nie pracuje, to i łatwiej jest się przenieść. Kaszel ustąpił, zrobiłam domowy syrop z cebuli, czosnku i miodu, według wskazówek Adama. Razem zawsze damy radę, jesteśmy jak zgrany zespół, który razem podejmuje decyzje. Poczekamy do jutra, jeśli Misia będzie miała znowu napad kaszlu, który powoduje wymioty, pójdę z nią od razu. Może konieczny będzie antybiotyk? Spróbujemy na razie domowych sposobów, bo syropki nie pomagają. Poprawa jest znaczna, gdyż w dzień dzieci czują się dobrze. Niestety pogoda jest zdradliwa, wiał wiatr, i tak pewnie wirusa złapał Michaś. Tak więc odpędzamy choroby. Chcę już wiosnę! A tu znowu sypnęło....

P.S. Niebawem notka ze zdjęciami Misiaczków. 
Pozdrawiam Żaneta

niedziela, 26 lutego 2012

Ziarenko piasku, sznurki i system czyli nocne przemyślenia taty

Kiedyś jakiś mędrzec powiedział, iż gwiazd na niebie jest więcej, niż ziaren piasku na Ziemi. Patrząc na dzisiejsze niebo bez lunety, mieszkając w centrum miasta, gdzie światła rozpraszają ciemności nocy, nie da się dostrzec cudu natury, jej piękna i potęgi. A jeśli już coś tam można zobaczyć, to jest to jedynie namiastka tego, co kryje wszechświat. Dlatego bardzo się cieszę, że są osoby, które poświęcają swój czas i mają możliwość pokazania nam, zwykłym, zabieganym ludziom tego, co jest istotą życia, odkrycia choć w części tego "organizmu" w którym żyjemy ( a może niestety na którym pasożytujemy ). Jednym z nich jest norweski fotograf Terje Sorgjerd, który sfilmował pomiędzy 4 a 11 kwietnia 2011 roku następujące ujęcia:
<LINK>


Drugi film pochodzi z obserwatorium na pustyni Atacama w Chile, które jest jednym z najbardziej suchych miejsc na świecie. Na niektórych obszarach tej rozciągającej się na 450 km pustyni mglistej, nigdy nie zanotowano opadów ( od rozpoczęcia ich pomiarów ).


<LINK>


Patrząc na te filmy, skłaniam się ku zdaniu wspomnianego mędrca, że rzeczywiście gwiazd na niebie może być więcej niż ziaren piasku na Ziemi.  Nasza Ziemia jest więc również takim małym, ziarnkiem piasku w bezkresie kosmosu, posiadającym ruch obrotowy, pędząca ruchem obiegowym po orbicie w kształcie elipsy wokół drugiego ziarenka piasku ( o objętości milion razy większej od objętości Ziemi ), które różni się od naszego tym, że wysyła energię, dzięki reakcjom zachodzącym w jego wnętrzu i temperaturze sięgającej w centrum do kilkunastu milionów K.


Oglądając filmy takie jak te powyżej, uspokajam się. Nawet w najtrudniejszych momentach są dla mnie lekarstwem ( podobnie jak muzyka klasyczna lub filmowa ), a poza tym przypominają mi, po co żyję. W tym cudownym, niepojętym dla nas świecie, gdzie wszystko toczy się swoim rytmem, nie liczą się pieniądze, ilość posiadanych zer na koncie, najnowszy sprzęt czy sława. To kiedyś się obróci w pył. I to będzie mgnienie w stosunku do czasu istnienia wszechświata. Ważna jest harmonia z naturą i życie według zasad, wyznawanych wartości. Myślę, że jeszcze wielu rzeczy nie wiemy ( chodzi mi o naukowców, bo ja to na pewno ), nie wszystkie zagadki wszechświata zostały przed nami odkryte. A to z jednego prostego powodu - nie dorośliśmy do tego jako populacja ludzka. Nie potrafimy nawet umiejętnie korzystać z daru, który posiadamy - z naszej Ziemi. Jesteśmy jak małe pasożyty, które wyniszczają Jej wnętrze oraz powierzchnię, a dodatkowo zatruwamy powietrze, którym sami oddychamy. I ktoś na "górze" ( mam na myśli ludzką "górę" ) pociąga za sznurki, żeby zwykły człowiek miał się o co martwić, żeby gonił za dobytkiem i uznaniem, żeby był top model czy też idolem, żeby pracował, pracował, pracował. Żeby zapomniał, że jest tylko istotą w wielkim Wszechświecie, w którym nie ma takich reguł, jakie tu mu narzucono. Tylko jest problem - ja chcę pamiętać, chcę mieć marzenia, chcę żyć a nie wegetować, szukając pieniędzy od pierwszego do ostatniego. Chcę mieć czas na bycie z rodziną, na wspólne spacery i zwiedzanie choćby tego najbliższego świata. A co mi gwarantuje nasz SYSTEM? - będę pracował do 67 roku życia lub dłużej ( jak dożyję ) a następnie otrzymam emeryturę w wysokości takiej, że będę mógł za nią kupić papier toaletowy. No, może jeszcze starczy na waciki do uszu. Pojechać na wycieczkę też będę mógł - palcem po mapie. Poza tym dzieci już będą dorosłe, a potrzebują mnie teraz... Co na to SYSTEM?
- Każdy musi pracować.
Zgadzam się, ale dlaczego nie każda praca jest tak samo doceniania? Dlaczego muszę szukać dodatkowych źródeł dochodów, nie będąc wynagradzanym za pracę podstawową tak, żebym nie był zmuszony do szukania innych zajęć? Dlaczego za odejście z pracy nie dostanę odprawy w wysokości 200 tysięcy ( już nie piszę o 570, żeby nie było, że się czepiam )? Dlaczego nie zarabiam miesięcznie 24 tysiące tylko ponad 12 razy mniej? Bo moja praca jest mniej warta niż tej drugiej osoby? To ja się chętnie zamienię i sprawdzimy kto dłużej wytrzyma w czyjej pracy. Co ty na to SYSTEMIE?
A teraz wracam do muzyki i nocnego nieba na pustyni Atacama...


Na moim niebie świecą trzy gwiazdy:

 
 


Kocham Was gwiazdeczki :):):) 
Tata Adam

środa, 22 lutego 2012

Walka z nadwagą - relacja

Kochani! Zacznę od tego, iż nikogo nie zamierzam namawiać na dietę, którą ja stosowałam. Możecie spróbować na początek jeść normalnie, tylko zrezygnować lub bardo ograniczyć spożywanie słodyczy, cukrów i tłustych potraw. Nie chcę by ktoś przeze mnie podupadł na zdrowiu. Byłam bardzo zdeterminowana, miałam nawet do siebie wstręt, dlatego zdecydowałam się na Dietę Dukana. Jestem bardzo zadowolona z efektów, choć te 3, 4 kg jeszcze bym zrzuciła. Jak się uda to super, a jak nie, to poczekam z tym do wiosny/lata. Bardzo ważne jest by przy tej diecie pić dużo wody. Bardzo tego pilnowałam, szczególnie w pierwszych pięciu dniach. Można pić nawet podczas spożywania posiłku, dzięki czemu jest się bardziej nasyconym. Najlepiej kupić też zestaw witamin, ja podjadałam dzieciom, gdyż wiadomo owoce są niedozwolone w pierwszej i drugiej fazie diety. Czasem miałam bóle mięśni, odczuwałam słabość, myślę, że brakowało mi wtedy jakichś witamin, dlatego trzeba być przygotowanym :). Nie chcę tu opisywać każdego dnia, bo notka nie miałaby końca, dużo porad i wiadomości brałam z tej strony , jest tam wszystko zrozumiale opisane, a także są przepisy. Znalazłam w sieci bardo fajny blog kulinarny , używałam tych przepisów, które mnie zaciekawiły, były proste do wykonania i zawierały potrawy, które lubię. Polecam również książkę Dukana "Nie potrafię schudnąć", koszt ok. 20 zł. Szkoda, że dostałam ją dopiero na walentynki bo jest bardzo ciekawa i zawiera wszystkie ważne informacje oraz przepisy. Pierwsze pięć dni diety schudłam ok. 3 kg. Była to faza I - faza uderzeniowa ( ataku na tłuszcz ). Jadłam serki wiejskie light ( można sobie urozmaicić smak ziołami lub czosnkiem granulowanym ), jogurty naturalne light 1% z dwiema łyżkami otrębów owsianych, robiłam "dukanowski" chleb - po 3 dniach nie mogłam na niego już patrzeć! Serek homogenizowany odtłuszczony, wszystko o jak najmniejszej ilości tłuszczu, szynka z kurczaka i indyka light, tuńczyk w sosie własnym, chudy twaróg no i oczywiście jajka w każdej postaci. Obiady to w większości kurczak gotowany w ziołach lub pieczony w jajku z otrębami na suchej teflonowej patelni. Z otrąb można też robić placki. Są ważnym elementem diety, tak jak woda. Najlepsze danie, które mogłabym jeść bardzo często , ale jest kosztowne to ryba pieczona w foli do pieczenia. Zakochaliśmy się z Adamem ( który wiernie dotrzymywał mi towarzystwa ) w łososiu właśnie z piekarnika. Doprawiony wedle uznania. Jedliśmy także tilapię, dorsz pewnie będzie równie smaczny. Natomiast to czego nie wolno - zero pieczywa, ziemniaków, makaronów, ryżu, soków, tłustych mięs, słodyczy i tego w czym jest cukier, np. ketchup, puszkowane produkty typu kukurydza. Niektóre wymienione potrawy powoli są wprowadzane w Fazie III. W późniejszym etapie mojego odchudzania jadłam kromkę pieczywa ciemnego dziennie. Faza II to na przemian spożywane warzywa + nabiał. Jeden dzień warzywa, drugi nabiał. Można też 5/5. 5 dni warzywa/5 dni nabiał. Dzień warzywny - przykładowy przepis. Śniadanie -kromka chleba ciemnego lub pieczywa dukana z szynką, sałatą, pomidorem. - lub sałatka - pomidor, ogórek, sałata lodowa. polane np. łyżką jogurtu. Obiad -warzywa gotowane z kurczakiem / rybą - kalafior lub brokuł z kurczakiem - zupa brokułowa /szpinakowa na chudych kostkach. -zapiekanka warzywna ( ugotowane warzywa np. marchew, kalafior, brokuł, fasola szparagowa mieszamy z ugotowanym pokrojonym kurczakiem i zalewamy dwoma doprawionymi jajkami, wszystko w naczyniu żaroodpornym. Na górę można dać odrobinę startego sera, do polania sos beszamelowy. ) Dzieciaki się zajadały tą zapiekanką :) Kolacja -sałatka -omlet System naprzemienny stosuje się aż do uzyskania upragnionej wagi. Trzeba pamiętać, że w tej diecie do końca życia trzeba mieć jeden dzień w tygodniu białkowy/proteinowy. Szczegóły na stronie, którą podałam. Faza III jest bardzo ważna, żeby nie było efektu jojo. Stosuje się ją przez 10 dni na każdy kilogram zrzuconej masy ciała, czyli jeśli schudłam 10 kg, to 100 dni trzymam dietę. Jestem właśnie w tej fazie i muszę bardzo uważać, bo mam czasem wielkie zachcianki :/ Ochotę na "słodkie" zastępowałam colą light, za to herbaty nie piłam, bo nie potrafię bez cukru, a słodzika nie używałam wcale. Powiem szczerze, że dni bardzo mi się dłużyły. Siedziałam dosyć długo w domu z dziećmi, bo troszkę chorowały i wtedy czas się wlókł. Oczywiście miałam kryzysy. Im dłużej byłam na diecie tym się pogłębiał. Był czas, że wszystkiego miałam dość, ale wróciło po jakimś czasie wszystko do normy. Podnosiło mnie na duchu to, że czasem skusiłam się na coś zakazanego, a dalej chudłam, bo znam umiar. Resztki z obiadu od dzieci lądowały w koszu, czasem kusiło by choć kęs wziąć, ale myślałam wtedy o tym, że cała moja praca pójdzie na marne. I bywało też tak, że zjadłam odrobinę ciasta przy gościach. Nie jestem osobą, która nie może żyć bez słodkiego, jak nie widzę to nie mam potrzeby, dlatego chowałam po szafkach co się dało. :) Oprócz diety codziennie ćwiczę - 10 minut minimum. Robię brzuszki, rowerki, nożyce, przysiady i znowu brzuszki, aż do wyczerpania sił. Później się rozciągam, żeby nie mieć zakwasów i uniknąć skurczy. Z ćwiczeń nie zrezygnuję, gdyż brzuch jest moim największym kompleksem i choć cieszy mnie fakt, że ciuchy mam luźne a brzuch się nie wylewa ze spodni, to jednak wymaga on wiele pracy. Tak jak napisałam na początku nie namawiam nikogo, bo każdy z nas jest inny. Organizm różnie reaguje na zmiany. Jedni dobrze znoszą tą dietę, dla innych może być powodem chorób. Trzeba brać pod uwagę konsekwencje. Podsumowując! Na diecie schudłam 10 kg. Ale wcześniej schudłam jeszcze 8 kg - przez powrót do pracy. Gdybym pokazała Wam moje zdjęcia po porodzie, gdzie ważyłam 95 kg, z tym zdjęciem obecnym to dopiero byłaby różnica! Dietę zaczęłam z wagą 87,2 kg, teraz mam 77,2 kg. Chciałam mieć 72 kg, ale 74 byłoby moim wielkim osiągnięciem. I nawet teraz pisząc to sama się dziwię, że tak się otworzyłam, bo moja waga była dla mnie zawsze tematem tabu. Cieszy fakt, że z rozmiaru 48 spadłam na, no właśnie 46 jest luźny, wiec? Obstawiam 44 w porywach 42. Zobaczymy w sklepie :) Czuje się dużo lepiej, mam więcej sił na tańce z dziećmi. Uwielbiam ruch! Muszę jednak uważać na pokusy, nie chcę mieć efektu jojo, więc dalej trzymajcie za mnie kciuki :). Cieszę się, że mogę spojrzeć w lustro, choć nie mam figury modelki. Nie miewam też depresji związanych z własnym wyglądem :) I mogę być szarą myszką dla kogoś, ważne jest jednak to, że znam swoją wartość . Jestem radosna, bo wspaniale jest się czuć dobrze we własnym ciele! Dziękuję mężusiowi za wsparcie i wiarę we mnie oraz zakupy dukanowe :P Dziękuję także Marcie za odpowiedzi na każde moje pytanie i rady! Wsparcie bliskich jest bardzo ważne. To miłe jeśli ktoś zauważa efekty pracy nad własnym wyglądem. Dziękuję również za miłe komentarze pod notką Adama z moim wizerunkiem. 
Pozdrawiam gorąco! 
Mama Żaneta

wtorek, 21 lutego 2012

Zabawa z aparatem

Cześć! Dziś zajmę Wam tylko chwilkę, bo jestem zmęczona. Ostatnio uwielbiamy z Michałkiem pstrykać sobie fotki, tzn. ja Jemu, Mamusi i Tatusiowi, a Tatuś i Mamusia mnie i Michałkowi. Chyba namieszałam :). W każdym razie uwielbiam pozować do aparatu i robić przeróżne miny. Michałek, gdy tylko widzi aparat, biegnie pod ścianę i ustawia się do zdjęcia, ale jeszcze nie potrafi "udawać" tak jak ja :) W końcu kto tu jest starszą siostrą? :)
 Od kilku tygodni w kółko mówię Tatusiowi, że chcę zostać aktorką lub/i piosenkarką. Dwa w jednym - a co :) Ale chyba bardziej chcę zostać aktorką. Nie, piosenkarką. Nie, aktorką. Nie wiem... Dobrze, że Michałek nie ma takich problemów jak ja. Jak to fajnie być małym :P
 Powiem Wam coś po cichutku - Michałek świetnie tańczy! On chyba będzie kiedyś tancerzem. W następnym poście, który napiszę za kilka dni ( bo teraz czas na teksty Mamusi ), wstawię rękami Tatusia film o popisach tanecznych mojego braciszka.
No, myślę, że na dziś wystarczy. Buziaki dla moich blogowych koleżanek i kolegów :* :* :* 
Misia

niedziela, 19 lutego 2012

DD i lepsze samopoczucie

Zapewne się zapytacie co to owe DD. Nie, to nie żadne Dzień Dobry, lecz nazwa diety, która się zwie Dietą Dukana. Gdy usłyszałem po raz pierwszy o niej z ust mojego słoneczka, popytałem tu i ówdzie w czym rzecz. Oczywiście ile osób, tyle opinii. Przeważały negatywne, a że po niej włosy wypadają, a że organy wysiadają, albo że efekt joja spowoduje jeszcze gorszą otyłość. Tak więc podchodziłem do sprawy zrzucenia kilogramów przez Żanetę właśnie tą metodą trochę sceptycznie. Jednakże znając już moją małżonkę wręcz na wylot, widziałem po Jej reakcjach na moje "wywody", że nic nie wskóram. Pomyślałem - no cóż - spróbować nie zaszkodzi. W razie czego będę bacznie obserwował efekty tej diety cud. Dziś po dwóch miesiącach wróciłem do zdjęć z grudnia i prawie usiadłem z wrażenia. Jeżeli przebywa się na co dzień z daną osobą to oczywiście widać, że zmienia się zewnętrznie, jeżeli te zmiany są duże. I te zmiany widziałem, ale dopiero po porównaniu zdjęć, można zobaczyć efekt jaki przyniosła Dieta Dukana. Nie przypuszczałem, że to jest możliwe w tak krótkim czasie, bez negatywnych skutków dla zdrowia. A jednak. Żaneta nie odmawiała sobie zbyt wielu rzeczy, ograniczając jedynie ilości spożywanych pokarmów oraz dzieląc dni na białkowe i inne, o których mój skarb napisze w swoim poście. Nie chcę zabierać przyjemności Żanecie w opisywaniu diety, więc wrzucam na koniec dwa zdjęcia - z grudnia 2011 i obecne z lutego 2012. Sami oceńcie. Tylko proszę bez mądrości typu - "wróci do wagi z efektem jojo", "zachoruje bo nie je tylu witamin ilu potrzebuje" itp. Wiem, co moja żona je i jest bezpieczna. Wiem także, że przy Jej sile woli, o efekcie jojo nie ma mowy :).


Zdjęcie z grudnia 2011
 Zdjęcie z lutego 2012
Kochanie, jestem z Ciebie dumny. Wiem, że czujesz się teraz lepiej, że jesteś szczęśliwsza patrząc w lustro, ale pamiętaj, że moja Miłość do Ciebie oparta jest na czymś mocniejszym niż li tylko pociąg do ciała. Kocham Cię za Twoje serce, za Wartości, które kryjesz w sobie, za Twoją dobroć, czułość i wszystkie inne wspaniałe cechy. I tylko dlatego dziś Kocham Cię mocniej niż wczoraj, ale mniej niż jutro - bo każdy dzień nas coraz bardziej łączy...
Tata Adam

piątek, 17 lutego 2012

Bałwanek

Dziś znowu nieustannie padały płatki śniegu, znowu było na dworze bajecznie biało, znowu dzieci miały ubaw po pachy tarzając się w śniegu...
Ja tymczasem wróciłem o godz. 22.25 z pracy. Rano wstałem o 5.30, żeby dojechać na 7.00 i tak naprawdę tylko dzięki zbiegowi okoliczności jakim był upór Michałka przed położeniem Go spać, zobaczyłem dziś swojego synka. Zwykle Michaś chodzi spać około 20.00. Michalinka wytrzymuje o wiele dłużej i dlatego o zobaczenie się z córcią nie martwiłem się zbytnio. A wiem, że jeżeli nie ma kogoś z nas w domu to wytrzymuje o wiele dłużej :). Dziś był odjazdowy dzień w pracy, sporo zrobiliśmy rzeczy, nagrałem z młodzieżą dwa spoty reklamowe na konkurs, a później była dyskoteka - stąd tak długi pobyt w pracy. Nie powiem - przekraczając próg mieszkania, byłem wykończony. Ale gdy tylko dzieci usłyszały Tatusia, rzuciły się w moją stronę, wtuliły i wycałowały. To w jednej chwili wynagrodziło cały trud i zmęczenie... Wcześniej, gdy byłem w pracy, było mi bardzo przykro, że nie mogę pójść z Rodzinką na spacer w takim magicznym, pełnym andersenowskiej magii dniu, ale wówczas moja ukochana żonka postarała się poprawić mi humor, wysyłając poniższe zdjęcie. I kto by się smucił w takiej chwili? Nawet bałwanek się śmieje :) A ja mam szczęście, że mam uszy, bo w innym przypadku miałbym uśmiech dookoła głowy przez tegoż białego dżentelmena w kapelusiku :)
Pozdrawiamy bardzo serdecznie autorów wpisów pod poprzednią notką:


 Agatę z USA ze stanu Connecticut
Mamę Rozalki
Driadę
Kasię, mamę Iskiereczek
Agnieszkę, mamę Izabeli i Martynki
Lenę
Majkę
Igę
~ma :)
zuzannębb
Mamęka
Madisę26
Kasię z Sosnowca


oraz wszystkich, którzy nas odwiedzają, ale nie zdecydowali się pozostawić po sobie "śladu".
Tych którzy podali adresy stron, pozwolimy sobie dodać do linków. Pozdrawiamy!
Tata Adam

czwartek, 16 lutego 2012

Witamy

Ostatnio otrzymujemy sporo wiadomości o "powrotach" osób, które kiedyś zaglądnęły na naszego bloga i teraz znów nas odwiedziły, bądź piszą do nas osoby, które czytają naszego bloga, ale nigdy dotąd się nie odzywały. Bardzo się cieszymy, że jesteście! Gdy istnieje świadomość, że po drugiej stronie pamiętnika jest ktoś, kto aktualnie czyta niniejsze słowa, ułatwia to pisanie i wzmacnia chęci do regularnego dodawania postów. Oczywiście głównym powodem dla którego prowadzimy bloga, są nasze dzieci, lecz zanim One sięgną do tych tekstów minie sporo czasu. Więc poczucie Waszej obecności jest dla nas budujące. I nie chodzi o to, żeby wszyscy się z nami zgadzali. Czasami wymiana zdań jest potrzebna, ale gdy wnosi coś do tematu i należy wówczas zachować netykietę czy jak kto woli zasady savoir-vivre'u ( to tak nawiasem do komentarzy pod poprzednim postem ). Witamy również naszych czytelników z dalszych stron ( informacje czerpiemy dzięki zainstalowanemu niedawno licznikowi GEOSTAT ): ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii,  Kuwejtu, Niemiec, Rosji, Turcji, Kanady, Holandii, Belgii, Francji, Austrii, Włoch, Łotwy, Australii, Szwecji, Norwegii, Danii, Jemenu, Czech, Finlandii oraz Rumunii. Cieszymy się, że Polacy przebywający/mieszkający w tylu krajach, przeglądają również "polskie strony" i utrzymują kontakt z polakami mieszkającymi w kraju. Zakładam, że czytają nas Polacy, gdyż mało jest osób innych narodowości, uczących się naszego języka, a dodatkowo jeszcze czytających bloga zwykłej polskiej rodziny. Jeszcze raz witamy i przy okazji gorąco namawiamy Was do założenia takiej - internetowej formy pamiętnika. Naszym zdaniem, to wspaniała rzecz, która pozwoli młodszemu pokoleniu trochę zrozumieć nas - "starych", gdy sięgnie do tych tekstów. Jeżeli prowadzicie takie blogi ( apel również do rodziców z Polski ), to podajcie swoje strony w komentarzach, żebyśmy mogli zaglądać do Was. Niestety nie mamy czasu, aby wyszukiwać blogi prowadzone przez innych blogujących rodziców, a tak byłoby nam dużo łatwiej.
Czekamy więc na adresy Waszych blogów, a Tobie Kingo, życzymy szczęśliwego rozwiązania i czekamy na wpisy blogowej koleżanki Emilki :) Masz rację, cuda się zdarzają, a żaden człowiek nie jest nieomylny, nawet lekarz jak widać. Sami sobie piszemy historię i czasami nasze pragnienia mogą kreować rzeczywistość - coś a'la samospełniająca się przepowiednia. Cieszymy się Waszym szczęściem.
Mamy zamiar w czerwcu zorganizować w Katowicach spotkanie blogujących rodziców ( z Polski, bo zza granicy raczej nikt nie będzie mógł ), do którego nie doszło podczas pierwszej próby ze względu na to, że byliśmy pochłonięci sprawami przygotowań do przyjęcia na świat Michałka. W każdym razie chcielibyśmy spotkać się w wąskim lub szerszym gronie, zwiedzić ZOO i Wesołe Miasteczko, a przede wszystkim poznać się, porozmawiać, powymieniać się ubrankami itp. Piszcie w komentarzach, co o tym pomyśle sądzicie. Tylko prosimy o konstruktywne wypowiedzi. Pozdrawiamy !!!
Nowe koleżanki? Hmm, jestem za!
Tata Adam

środa, 15 lutego 2012

Hop do łóżeczka i takie tam

Kochani! Dziś notka nieco humorystyczna.  Jako ,że wczoraj mieliśmy Dzień Zakochanych, obdarowaliśmy się z mężusiem drobnymi prezentami. Nie zabrakło wśród nich tych śmiesznych :). Ja dostałam kuszącego lizaka wiadomo w jakim kształcie, a Adamowi dałam dzwonek i tu się zaczyna historyjka właśnie związana z tym przedmiotem. Na dzwonku widnieje napis " Zadzwoń jeśli masz ochotę na SEX ".
Misia podchodzi do tatusia i pyta ( Adam był w trakcie otwierania prezentu )
- co to?
- dzwonek
- a co on robi?
- dzwoni, i jak tatuś nim zadzwoni to mamusia wskoczy szybko do łóżeczka... ( śmiejąc się non stop )

Następnego dnia Michalinka wspina się po ów dzwonek. Bierze do ręki i dzwoni po całym mieszkaniu, po czym przychodzi do mamusi i mówi - " mama! Do łózka! " i wszystko jasne, tylko tatusia w domu nie było...

 Teraz z innej beczki. Michalinka nie umie powiedzieć "Twój", więc przeczytajcie czym zastępuje to słowo.
Rozmowa z mamusią :
- mamusiu? To chój telehon?
- tak
- zaraz ci pozyce ( zabierając ze stołu )
- chyba zaraz mi oddasz?
- a moze pozyce?

I tak pożyczam swój telefon.


Część trzecia to opis Misi jako małej mamusi.

Pewnego ranka Michalinka bawi się maskotką i mówi : "Ma kupe!". Poszła więc do pokoju szukać po szufladach pieluszki. Dałam jej i zaczęła się zabawa w małą mamuśkę. Słuchałam jej, obserwowałam i z dumy pękałam jaka potrafi być opiekuńcza.
Kiedy ubrała misiowi pieluszkę ( pokazałam jej , która strona idzie pod pupę ) , Michasia jeszcze 7 razy mu ją przebierała. Po kupce, zrobił siku po raz kolejny, na co Misia - " Mamusiu chce krem, ten do pupy", poprosiłam, żeby posmarowała miśka na niby. I tak smarowała delikatnie paluszkiem, potem zamykała pieluszkę, chwilę ponosiła i... powąchała pluszaka stwierdzając " znowu ma kupę" i powtórka - przewijanie i smarowanie. Miała niezłą frajdę. Jak już misio miał sucho można go było położyć spać. Michasia urządziła mu wspaniałe łoże i przykryła "kocykiem". Przychodzi po mnie i ciągnie mnie do pokoju " chodź coś zobacys" i widzę jak pięknie ułożyła swoją maskotkę do snu. Michałek nagle woła "am! " ( mama robi zdjęcie Misi ) , a Miśka do brata - " nie ma am! jadłeś już!"
 

I jak tu być poważnym? 

Mama Żaneta

wtorek, 14 lutego 2012

Kocham Cię moja Walentynko!

Dziękuję
Za każdy rok, miesiąc, dzień, godzinę i sekundę
Za dobroć, miłość i wsparcie, które zawsze w Tobie znajduję
Za to, że jesteś najwspanialszą Mamą i najcudowniejszą Żoną na świecie
Za to, że pojawiłaś się i zostałaś w mym życiu na zawsze
Za poczucie humoru
Za to, że nie ma dla Ciebie nic droższego niż nasza Rodzina
Za to, że dzięki Tobie czuję się potrzebnym człowiekiem
Za za drobiazgi, za "okruchy szczęścia" każdego dnia
Za marzenia...
Za uśmiech, który rozjaśnia wszystko
Za każdy pocałunek :*
Za to, że jesteś nie tylko Żoną, ale Przyjacielem
Kocham Cię!!!
Tata Adam

poniedziałek, 13 lutego 2012

Urodzinki czyli miłe złego początki

Dziś byłam w restauracji. Było wspaniale, cudownie i nie wiem jeszcze jak to opisać, bo nie umiem tylu słów. Na początek na stole pojawił się piękny tort, zrobiony specjalnie dla mnie! Mniam, mniam, ale był pyszny.
 Ale zanim przystąpiliśmy do jego konsumpcji - jak to Tatuś ujął ( ja bym tam powiedziała zjedzenia ) - najpierw zdmuchnęłam świeczkę w kształcie cyfry 3.
 Po torcie na stole pojawiły się przekąski we włoskim stylu ( tu poproszę Mamusię o pomoc ) - sałatka na którą składały się: rukola, suszone pomidory, kapary, oliwki, karczochy, mozzarella oraz szynka typu parmeńskiego, bułeczki, ciasto z pizzy, masełko czosnkowe, dip serowy.
 Wszystko mi smakowało i bardzo mi się w restauracji "Pod bocianem" podobało, co widać na zdjęciu poniżej :)
 Nie ma to jak siedzieć koło babci i dziadzia :)
 Kocham Was!
 Kto jeszcze nie był w tej restauracji, powinien ją odwiedzić i spróbować wszystkich specjałów , które są tam serwowane w menu ( znów Tatuś dodał dwa wyrazy ).
Poniżej możecie zobaczyć, jak wielką radość sprawiło mi, gdy wszyscy śpiewali mi "Sto lat"
Niestety dzień nie zakończył się szczęśliwie. Gdy wracałam do domu z Rodzicami, okazało się, że ciocia, która też wracała do swojego domu, została napadnięta, poturbowana i okradziona z wszystkiego co przy sobie miała. Ciociu - jest mi bardzo przykro, że w moje urodzinki ktoś zrobił Ci taką krzywdę. Bardzo Ci dziękuję, że przyjechałaś się ze mną zobaczyć. Mam nadzieję, że ten zły człowiek zostanie złapany i ukarany. Kocham Cię ciociu. Michalinka

Nasza trzylatka

Kochana córeczko. Jest godzina 5:30. Ty z Mamusią smacznie sobie w łóżeczku chrapiesz, a ja chciałbym skrobnąć dla Ciebie kilka słów.
Dziś kończysz 3 latka. Wspólnie z mamą zastanawiamy się, kiedy to minęło? Jeszcze niedawno byłaś w brzuszku mamusi, a my myśleliśmy o tym, jak to będzie przy "zmianie Twojego mieszkania na nowe". Później się urodziłaś, taka tyciusieńka - nasza Michelle z Katowic. Jak miałaś 5 miesięcy, pierwszy raz na dłużej sama usiadłaś bez podpórki, a później to już ruszyłaś z kopyta :), a raczej z kolan :). Jeszcze w 2009 roku przyjęłaś chrzest, a 31.12.2009 postawiłaś pierwsze samodzielne kroki. Gdy obchodziliśmy Twój pierwszy roczek, okazało się, że zostaniemy po raz drugi rodzicami. Od Twoich narodzin minęło blisko 1100 dni, a minęły one jak co najwyżej jeden rok. W tym czasie wydarzyło się tyle rzeczy, że same linki do tych wydarzeń zajęły by z dwie strony tego bloga. Były to cudowne dni. Ale przecież szczęśliwe chwile płyną szybko...
Pozwól, że w dniu Twoich urodzin życzenia zostawimy tylko dla siebie i razem z Mamusią szepniemy je Tobie na uszko :) a tu zostawimy miejsce dla Twoich blogowych znajomych. Kochamy Cię córeczko!
 
Tata Adam

niedziela, 12 lutego 2012

Dziecięce piosenki w wykonaniu Misi

Nasza córcia niedługo kończy 3 latka. Dziś postanowiliśmy nagrać kilka piosenek w Jej wykonaniu, żeby miała pamiątkę tego, co śpiewała do trzecich urodzin. Niestety nie daliśmy rady nagrać wszystkich piosenek, ponieważ Misia ma "momenty", kiedy daje się filmować. Dziś wystarczyło Jej chęci na kilka ulubionych utworów :) Jak zobaczycie na filmie, Misia "nie wyraziła zainteresowania" liczeniem od 1 do 10, zastępując to piosenką "Stary niedźwiedź..", a wyliczankę "Jeden, dwa była pchła..." wypowiedziała od niechcenia. Ale "gwiazdy" już tak mają :P

sobota, 11 lutego 2012

Spotkanie z Iskierkami :)

W środowe popołudnie wybraliśmy się na spotkanie z naszymi nowymi koleżankami - Małgosią, Magdą i Olą oraz ich Rodzicami Kasią i Wojtkiem. Mimo, że na dworze było mroźno, nam było ciepło, bo nie mogliśmy się doczekać spotkania.
 Mamusia już przed spotkaniem powiedziała, że jedziemy do Iskiereczek, żeby poznać nowych Przyjaciół. Mamusia mówiła, że już rozmawiała przez telefon z mamą Kasią, ale spotkanie w prawdziwym świecie pokazało, że rozmawianie "na żywo" jest o wiele lepsze.
 Rodzina, którą poznaliśmy jest w największym skrócie - wspaniała. Tatuś powiedział, że bardzo mu przypomina rodzinę Marty i Karola, bo są równie skromnymi, szczerymi i kochającymi ludźmi. I ma Tatuś rację, bo po wejściu do mieszkania na początku bardzo się wstydziłam, ale dziewczyny szybko mnie ośmieliły i później była wspaniała zabawa. Na koniec były nawet przytulańce :) Mamusia, gdy wracaliśmy do domu powiedziała, że w domu Iskierek można od razu wyczuć atmosferę miłości, czułości i wzorowego wychowania.
 Madzia i Ola opiekowały się nami z wielkim zaangażowaniem. Były szczęśliwe, że mogą ponosić Michałka czy pobawić się ze mną. Michałek najpierw zainteresował się aparatem fotograficznym. Mógłby na rękach Madzi spędzić cały wieczór :)
 Małgosia, która jest w prawie tym samym wieku co ja, dzieliła się ze mną swoimi zabawkami i po pierwszej tremie bawiłyśmy się tak, jakbyśmy chodziły od dwóch lat do tego samego przedszkola. Ola również bawiła się z nami.
 Później Magda puściła na komputerze moje ulubione piosenki i bawiłam się w rytm: "Pieski małe dwa" oraz "Pan Tik Tak".
Michałek w tym czasie "przylgnął" do Oli i częstował się ciasteczkami.
 A później Królewicz był wożony :P...
 ... i jeździł na koniku
 Dziwię się Małgosi, że nie bała się o swoje zabawki, bo pod koniec Michaś tak płakał za nimi, że myślałam, że zabierze je ze sobą.
 A ja w trakcie spotkania wcinałam wiele rzeczy, m.in. czekoladę i pyyyyszną galaretkę. Dziękuję!!!
W tym czasie kiedy my się bawiliśmy, Mamusia i Tatuś Iskiereczek poczęstowali moich Rodziców wspaniałymi smakołykami i rozmawiali, rozmawiali i nawet nie zauważyli, że przegapili moment ubierania się na zaplanowany autobus :) czas bardzo szybko płynął. Madziu, Olu i Małgosiu, zobaczymy się już niedługo! :) Dziękujemy, było cudownie!
Misia

P.S. I to nie jest słodzenie... - dodał Tatuś :P

poniedziałek, 6 lutego 2012

Matrix na własne życzenie

Ten post jest odpowiedzią na tekst Przemysława Pająka oraz Marka Rabij z Newsweek Polska, opublikowanego również na portalu <LINK>.
Pozwolę sobie na początek zacytować jego fragment:

"Wkrótce z telewizji znikną ramówki. Widz będzie mógł zaprogramować telewizor 
i z setek propozycji różnych stacji ułożyć własny program.
Niedziela, 6 lutego 2022 roku. Jesteś staromodny, więc gdy dochodzi godzina 19, włączasz telewizor, a właściwie mówisz mu, żeby się włączył. Na ulubionej stacji i z dobraną dla ciebie głośnością. Odbiornik rozpoznał cię po głosie, więc już wie, że z nadawanych właśnie TVN-owskich „Faktów” ma wyrzucić informacje polityczne i zastąpić je większą porcją wiadomości gospodarczych i kulturalnych. Od pewnego czasu wiadomości nie transmituje się już z jednego studia i w jednym kawałku. Kilka oddzielnych redakcji tematycznych na bieżąco zbiera newsy z różnych branży i nadaje na żywo w taki sposób, że widz może stworzyć z nich własny tematyczny kolaż. W każdej chwili, nie tylko o godzinie 19. Po wiadomościach TVN katuje widzów tysięczną edycją „Tańca z gwiazdami”. Na szczęście zaraz po zakupie telewizora ustawiłeś w nim filtr na show z celebrytami i dzięki temu odbiornik przełącza cię do serwisu VoD, w którym pojawiła się właśnie najnowsza produkcja z uwielbianym Jamesem Bondem. A gdy skończysz oglądać film, telewizor na życzenie odtworzy na BBC odcinek kulinarnego programu Jamiego Olivera. Tydzień temu zobaczyłeś tam idealny przepis na urodzinową kolację. Kazałeś wtedy odbiornikowi zapamiętać program i wreszcie masz czas, by do niego wrócić.
Na taką telewizję, niestety, jeszcze poczekamy. Może nawet dłużej niż 10 lat, ale zmiany, które doprowadzą do jej narodzin, już się zaczęły. Telewizja, jaką znamy – to pudełko gadające do nas ze stolika lub ściany – musi upodobnić się do internetu albo ustąpić mu miejsca. Komputer z szybkim dostępem do sieci ma przecież wszystkie zalety telewizora, a przy tym brak mu jego podstawowej wady: pozwala nie tylko oglądać, lecz także wysłać coś od siebie do sieci. "


Wkrótce powstaną mapy z naniesionymi, dawno zapomnianymi szlakami górskimi. Turysta będzie mógł wybrać łagodne lub bardziej ostre podejście na szczyt.

Kochani słuchacze. Jest niedziela 7 lutego 2021 roku. Mija czterdziesty siódmy tydzień od wielkiego słonecznego wybuchu klasy X, którego fale materii dotarły do Ziemi, niszcząc satelity, zrywając łączność komórkową, wyłączając telewizję, internet oraz niszcząc cały sprzęt komputerowy znajdujący się na Ziemi. Tego dnia upadły korporacje bankowe, zapanował totalny chaos komunikacyjny i informacyjny. Przestał działać internet, elektroniczne gazety, elektromagnetyczne tramwajki, bankomaty, teleportery i pozostały dorobek pokolenia przełomu XX i XXI wieku. Po pierwszym szoku, ludzie zaczęli zdejmować z oczu okulary 3D, które były ich nieodłączną częścią życia i zaczęli wychodzić na zewnątrz. Zadanie mieli utrudnione, ponieważ światło nie włączało się na sygnały akustyczne, a przełączniki naścienne już dawno odeszły w zapomnienie. Windy nie chciał zjechać w dół, gdyż nie reagowały na komendy głosowe. Ludzie zmuszeni zostali do użycia swoich nóg, które nieużywane prawie w ogóle, nie posiadały mięśni. Schody wypełniły się zszokowanymi niewolnikami internetu, który stał się w roku 2016 jedynym źródłem informacji i rozrywki. W jednej chwili pracę straciły miliony pracowników radia, telewizji, jak również portali internetowych. Wobec zapowiedzi, iż naprawa infrastruktury elektrycznej oraz telewizyjnej zajmie wiele tygodni, ludzie masowo zaczęli wracać do zapomnianych rozrywek, takich jak realna gra w piłkę nożną, spacery po parku, czy też wędrówki w góry.

Na taką wizję przyszłości mam nadzieję jeszcze poczekamy. Może dłużej niż 20 lat, ale zmiany, które do tego prowadzą, już dawno się rozpoczęły. I nie zmusi człowieka do tego bunt maszyn, nie potrzebny będzie Skynet i wojna światów. Wystarczyło dać człowiekowi "palec" i wmówić, że jest to częścią jego życia, że bez nowych technologii nie może w pełni funkcjonować, że będzie tym gorszym, jeżeli nie będzie miał najszybszego neta, Tv z przeglądarką internetową czy telefonu z wszelkimi możliwymi opcjami ( no może bez podcierania czterech liter, choć i na taki niektórzy by się skusili ). Po "zasianiu" przekazu przez zwolenników postępu , człowiek sam, mając "palec" w dłoni, zapragnął mieć całą dłoń. Zaczął więc dążyć do zaspokojenia swoich wszystkich potrzeb, najprostszymi sposobami, najkrótszą drogą. Po drodze "homo sapiens" zatracił poczucie własnej wartości, miłość do przyrody, chęć przeżycia realnych przygód, odczucia powiewu wiatru na szczycie góry czy też łagodnej bryzy nad brzegiem morza. Z każdym rokiem, tygodniem, dniem człowiek zaczął uzależniać się od technologii, wpatrywać godzinami w ekran, by ekscytować się najnowszą grą czy wzruszać się wymyślonymi telewizyjnymi historiami. Ludzie przestali funkcjonować jak istoty myślące, stali się dobrowolnymi elementami informatycznej sieci, oplatającej cały świat.
Powyższy tekst jest oczywiście moją fikcyjną aluzją i powstał, by stać się protestem przeciwko rozbudzaniu niepotrzebnych, przedmiotowych pragnień. I proszę nie zarzucać mi, że gdyby wszyscy tak myśleli jak ja, to człowiek dziś, byłby dalej w epoce kamienia łupanego. We wszystkim należy zachować umiar, bo jak się człowiek w jedzeniu nie opanuje, to później wymiotuje...Komputer i internet mają wiele zalet, mają jednak podstawową wadę: odciągają człowieka od realnego świata. Nie dajmy się ogłupić, nie stańmy się niewolnikami wymyślonych przez siebie technologii.
Przypomnę Wam na koniec słowa Desideraty Maxa Ehrmanna, które pojawiły się już u nas 3 lata temu, ale nie każdy ma czas czytać wszystkie posty:
"Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech
i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.
O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie,
bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie i
 wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych,
oni też mają swoją opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych,
są udręką ducha.
Porównując się z innymi,
możesz stać się próżny lub zgorzkniały,
zawsze bowiem znajdziesz
gorszych i lepszych od siebie.
Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany,
będą dla ciebie źródłem radości.
Wykonuj swą pracę z sercem,
jakkolwiek byłaby skromna; j
ą jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.
Bądź ostrożny w interesach,
na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty.
Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów
i wszędzie życie jest pełne heroizmu.
Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia,
ani też nie podchodź cynicznie do miłości,
albowiem wobec oschłości i rozczarowań
ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają,
z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.
Rozwijaj siłę ducha,
aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
Nie dręcz się tworami wyobraźni.
Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata
nie mniej niż drzewa i gwiazdy,
masz prawo być tutaj.
I czy to dla ciebie jest jasne czy nie,
wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze.
Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem,
czymkolwiek on ci się wydaje.
Czymkolwiek się trudnisz
i jakiekolwiek są twoje pragnienia,
zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności,
znoju i rozwianych marzeniach
jest to piękny świat.
Bądź pogodny.
Dąż do szczęścia."

Więc jeśli masz wybór - telewizja czy net -
wybierz wycieczkę w góry...
Tata Adam

sobota, 4 lutego 2012

Media kreują rzeczywistość

Dzisiejszy post jest wyłącznie dla osób pełnoletnich!


Dziś, pomimo to, że jest to blog rodzinny, postanowiłem się odnieść do tekstu zamieszczonego niedawno na <LINK>.
Jest sobie pewna osóbka, która regularnie odwiedza pewne miejsce. I w drugim zdaniu pana sakramentalne: "takich jak ona jest wielu". Wielu, to znaczy ilu? 100? 1000? a może 10 000? Może jednak 100 000? Powiem Wam tak, nawet jeżeli to byłby milion, to i tak byłaby to 1/24 ludności Polski w wieku produkcyjnym. Ale o takich sumach autor reportażu może sobie pomarzyć, gdyż samych klubów jest zapewne jak na lekarstwo. Ciekawe czy doliczyłbym się 60 klubów w całej Polsce... Kolejne zdanie w krótkim tekście: "Coraz większe zainteresowanie, może świadczyć o rewolucji seksualnej Polaków". Pani lub Panie JS ( bo tak się podpisał autor/ka ), a może świadczy to o zatraceniu wartości części społeczeństwa? Mam 37 lat i nie potrzebuję rewolucji seksualnej - mam wspaniałą żonę i dwójkę cudownych dzieci i nie potrzebowałem do tego pomocy kolegów! A może ma Pan/i problem ze swoim ego?
Z kolei właściciel jednego z takich klubów wypowiada się, że dzięki temu, iż kluby te są coraz częściej odwiedzane, ludzie mogą mówić częściej o swoich pragnieniach. No to Panie właścicielu zdziwiłby się Pan - ja codziennie wieczorkiem rozmawiam z żoną o swoich pragnieniach i mnie to wystarczy. I nie pojawia się tam nikt poza naszą dwójką. Jeżeli najpierw jest miłość, a później seks to seks jest elementem miłości, jeżeli najpierw jest seks, a później miłość, to najpierw był sport, a później ewentualnie uczucie ( czasami na sporcie się kończy, czasami fascynacja ciałem przechodzi w coś głębszego ). Na końcu tekstu pada zdanie: "Seks już dawno przestał być tematem tabu, ale wciąż musimy się wiele nauczyć".
Przepraszam, kto się musi nauczyć? Ja? Nie, ja nie muszę. Ja wiem "jak to się robi". Może autor ma z tym problemy, radzę zatem udać się do seksuologa.
Zobaczcie blogowicze, dochodzimy do sytuacji, gdzie media starają się nam wmówić, że my, normalni jesteśmy nienormalni, że jesteśmy w mniejszości, a tłumy "walą" drzwiami i oknami do domów sportowego seksualnego wyżycia, bo miłością grupową nijak się tego nie da nazwać. Mam nadzieję, że za "x" lat, gdy nasze dzieci przeczytają tego posta, będą tego samego zdania. Inaczej nie będę potrafił spojrzeć w lustro na swoje odbicie, bo co będzie ze mnie za rodzic, który źle wychował swoje dzieci, który nie dał im tego co najważniejsze - zasad moralnych i prawdziwych wartości. Jak dziś zapytacie młodych ludzi, co jest dla nich wartością, to padają takie słowa jak pieniądze, komórkowy telefon, złoto, czasami usłyszę przyjaźń, miłość, zaufanie. Gdzie zatraciliśmy własną tożsamość? Czy media już aż w takim stopniu kreują rzeczywistość, że poza polityką i kulturą, wchodzą z butami do wszystkich dziedzin naszego życia?
W 2008 roku napisałem tekst, który niestety jest coraz bardziej aktualny, a "rewolucja seksualna" kreowana przez niektóre media kontynuowana... Za mało mamy rozwodów, nieślubnych dzieci i nieszczęśliwych, żyjących bez celu ludzi? Ludzie pracujący w mediach - opamiętajcie się! To Wy kreujecie rzeczywistość! To Wasze teksty czytają miliony, to Wasze dzienniki oglądają starzy i młodzi. To Waszych audycji słucha się w domu, pracy, a nierzadko i na ulicy w słuchawkach na uszach ( choć tego nie popieram, ze względu na nieustalony wpływ muzyki dousznej na słuch ). I wiecie czego oczekują ludzie włączając telewizor, radio lub otwierając gazetę? Ucieszycie się - w większości szukają sensacji, tragedii, intryg, wiadomości, które nimi wstrząsną. Ktoś mi zarzuci, że piszę nieprawdę? To pomyślcie, czy jest wydawana codzienna gazeta, w której piszą tylko o dobrych rzeczach - że ktoś komuś pomógł, że ktoś wygrał w jakimś konkursie, że gdzieś, jakiś człowiek wygrał w lotto i co z wygraną zrobił. Nie ma takiej gazety. Dlaczego? Bo wydawcy wiedzą, jakie wiadomości "schodzą", jakie wiadomości są czytane. Autorzy tekstów wiedzą za jakie wiadomości dostaną najwyższą wypłatę. Właściciele mediów wiedzą, jakie dochody dostaną od reklamodawców za największą ilość wejść na dany artykuł ( na onecie najczęściej czytany to ten pierwszy pogrubiony po prawej stronie - dziś o tragedii śp. Madzi z Sosnowca ). Media robią to co chcą, bo wiedzą, że społeczeństwo jest już ustawione, że jest gleba, na którą pada ich często "brudne" słowo.

„Kiedyś”



Kiedyś się śmiałem
Kiedyś
Śmiałem się z tego
Co niektórzy zapowiadali
Cywilizacja śmierci nadchodzi!
        Zepsucie moralne!
        Przesuwanie granic przyzwoitości
        Pieniądz na czele hierarchii wartości


Śmiałem się z tego
Kiedyś
Kiedyś się śmiałem
Dziś uwierzyłem
Zrozumiałem
Złą drogę wybraliśmy
Otwierając drzwi wolności narodu
Nie zabezpieczyliśmy ich przed nieproszonymi gośćmi


Śmiałem się z tego kiedyś
Teraz
Przemoc się śmieje
Zbyt wcześnie rozbudzona seksualność rechoce
Prawdziwa przyjaźń przegrywa wyścig z mamoną
A ja nie wierzę
Że to się naprawdę dzieje…”


                                                              26 listopad 2008, Katowice

Tata Adam

piątek, 3 lutego 2012

Nivea baby dla Rodziców - czyli e-book o pielęgnacji

 
Dzięki współpracy rodziców z firmą Nivea Baby, powstał e-book o pielęgnacji maluszków. Każda z rodzin, która otrzymała kosmetyki do przetestowania, mogła się później podzielić swoimi opiniami oraz spostrzeżeniami. Recenzje kosmetyków podzielono w e-booku na cztery kategorie: kąpiel, masaż,skóra sucha i przewijanie. Nam przypadło testowanie preparatów z kategorii kąpiel. Do wypróbowania otrzymaliśmy:
1. Łagodny szampon i płyn do kąpieli 2 w 1
2. Delikatny szampon nadający połysk
3. Łagodne mydło pielęgnujące.
4. Delikatny żel do mycia ciała i włosów
5. Delikatny szampon odżywczy
Nie będziemy zdradzać szczegółów tego, co zawarte jest w e-booku, żeby nie zepsuć Wam przyjemności czytania. Dlatego zapraszamy do lektury, wystarczy kliknąć jedno ze zdjęć w tym poście i będziecie mogli poznać opinie oraz porady kilkunastu mam ( oraz ojców ), przedstawicieli stron blogowych z dziecięcego, internetowego świata. Życzymy Wam, aby Wasze maleństwa były tak samo uśmiechnięte, jak te poniżej, a ich życie było co najmniej tak lekkie, jak skrzydło motyla.
Mama Żaneta

Komunikacyjne różnice


W drodze do Krakowa na próbę przed nagraniem serialu "Detektywi" ( UNIBUS )
 Niebo nad Krakowem zrobiło się cudne:
 W dzień nagrania Kraków powitał mnie temperaturą -24 st.C i nieśmiało przebijającym się zza chmur słońcem
 Wozy ekipy filmowej:
 Ostatnie zdjęcie to popularna "lodówa" czyli miejsce do przebierania i charakteryzacji :)
Przejdźmy jednak do tematu posta. Dziś wpis o trochę innym zabarwieniu. Podczas ostatniego pobytu w Krakowie, z którego zdjęcia możecie zobaczyć powyżej, postanowiłem uwiecznić na zdjęciach zmiany w komunikacji miejskiej miasta Krakowa, które już od jakiegoś czasu rzucały mi się w oczy. Może nie do końca chodzi mi teraz o zmiany, a bardziej o porównanie tego co jest teraz w Krakowie, do tego co jest w Katowicach.




1. Od  dłuższego czasu w wielu miastach Polski pojawiły się na przystankach tablice elektroniczne informujące o długości oczekiwania na dany środek transportu ( np. Wrocław, Kraków, Warszawa, Kielce, Rybnik, Przemyśl, Szczecin, Mielec, Białystok, Szczecin, Zielona Góra ) a w Katowicach…. KZK GOP informuje w czerwcu 2011r., iż postawi elektroniczne tablice na 72 przystankach do 2012 roku (LINK), a w styczniu 2012 informuje (LINK), iż postawi je do marca … 2013 roku! Już nawet nie komentuję ilości tych planowanych tablic…
 2. W wielu miastach Polski – już nie będę wyliczał w ilu – w środkach komunikacji miejskiej można kupić bilety z automatu. W KZK GOP jeszcze tego nie zauważyłem…
 3. Rzetelna informacja dla pasażera. Poniższe zdjęcia pokazują, jak w Krakowie dba się o podróżujących. Po pierwsze w każdym pojeździe jest mapka ( nikt nie musi mieć Internetu ), z której nawet osoba słabiej zorientowana w mapach, planach itp. odczyta gdzie i na jaką linię musi się przesiąść, aby dotrzeć do celu. W Katowicach trzeba mieć Internet, ewentualnie telefon z aplikacją o kursowaniu komunikacji w KZK GOP lub wykorzystać przysłowie „koniec języka za przewodnika”.  Poza mapkami w pojazdach znajdują się również tablice z wymienionymi wszystkimi przystankami na danej linii ( co w Katowicach nie jest na porządku dziennym ) oraz w większości tramwajów ( jechałem 7, w 6 się znajdowały ) zamontowane są elektroniczne tablice, które informują o numerze linii, kierunku, następnym przystanku oraz dwóch kolejnych! Nawet starsze osoby nie mają problemów w takim wypadku z wyjściem na właściwym przystanku.
 4. Jeżeli są takie udogodnienia, to bilety muszą być tam strasznie drogie! A i tu niespodzianka. Bilety w Krakowie są tańsze niż w KZK GOP. Poza tym na każdym przystanku widnieją cenniki oraz uprawnienia do ulg ( nie jak w KZK GOP tylko w pojeździe lub na stronie internetowej ), co pozwala zwiedzającym Kraków przygotować się do zakupu właściwego biletu, bez wypytywania w kiosku lub kierowcy pojazdu. Cennik oraz opis ulg jest zaprojektowany tak, że z przyjemnością można oddać się lekturze. Nie można niestety tego samego powiedzieć o KZK GOP, który ulgi prezentuje w postaci li tylko opisowej, jako wyciąg z taryfy…
 5. Różnice w cenniku:
- bilet dla 20 osobowej grupy – 28,00 ( 1,40 na osobę) lub 14,00 w przypadku praw do ulg ( 0,70 na osobę ) zniżka 50% – w KZK GOP biletów grupowych brak
- bilety czasowe zaczynają się od 2,00 zł ( ten sam w Katowicach kosztuje 2,80 ) a kończą na 5,20. Jednakże ten ostatni jest 90 minutowy i nie ma go w opcji KZK GOP. 60 minutowy w Katowicach wynosi 4,20 a w Krakowie 3,60.
- bilety rodzinne ważne w sobotę i niedzielę – 12,00 dla całej rodziny na cały weekend! – a w KZK GOP? Bez komentarza


5. Ulgi( najważniejsze różnice ), których nie spotkasz w KZK GOP, a są dostępne w Krakowie:
- dawcy krwi ( mężczyźni powyżej 18 litrów oddanych, kobiety powyżej 15 litrów ) – przejazdy BEZPŁATNE !!!
- uczniowie z rodzin wielodzietnych ( 4 dzieci lub więcej ) – przejazdy BEZPŁATNE
- wychowankowie rodzinnych domów dziecka, osoby prowadzące rodzinne domy dziecka wraz z ich dziećmi, dzieci z wielodzietnych zawodowych rodzin zastępczych – przejazdy BEZPŁATNE
- osoby niepełnosprawne z narządu słuchu – legitymacja wydana przez PZG – przejazdy ULGOWE


Dla porównania - cennik widniejący w autobusach oraz tramwajach kursujących dla KZK GOP:
Niniejszym postem absolutnie nie mam zamiaru nikogo gloryfikować, ani też potępiać. Jednak warto się zastanowić, czy w dużej aglomeracji śląskiej, nie warto schylić się do pasażera i ułatwić większej grupie osób podróżowanie po naszych miastach z tańszym biletem w ręku lub wręcz za darmo, tym bardziej, że nikomu nie ujmując, tłumy wycieczek, chętnych do zwiedzania naszych zabytków nie są aż tak widoczne na ulicach... a ułatwić życie rodzinom wielodzietnym oraz tym osobom, których los nie głaskał, umieszczając w domu dziecka należałoby. To nie będzie chyba wielka strata dla Zarządu KZK GOP.
Tata Adam