Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 8 grudnia 2011

Z wysp ospych

Wszystko zaczęło się 24 listopada w czwartek, kiedy to Michalinka dostała katar, wyszliśmy tego dnia z domu, nie wiedziałam, że już wtedy panoszy się wirus w jej organizmie. W sobotę  ( 26.11 ) zauważyliśmy plamki na ciele. 
 
 Adam od razu usiadł przed komputerem i szukał nazwy choroby. Była to ospa. W poniedziałek lekarz to potwierdził. W ten sam dzień kiedy plamki wyszły, zaczęliśmy smarować je płynnym pudrem.
 Michalinka początkowo była przerażona, ale obracaliśmy to w żart, że jest panterką i bez problemu dała się smarować. Codziennie chciała chodzić do lekarza - tak lubi być badana :) Niestety Michaś zaraził się katarem od Misi i tego dnia kiedy siostrze pojawiły się plamki, Michał chorował razem z Misią, a potem z mamą. Bo i mnie złapało, na szczęście po 3 dniach byłam zdrowa. Jednak Michaś był poważnie przeziębiony i był to długi tydzień chorowania... Na początku katar był cieknący, po kilku dniach przerodził się w bardzo gęsty, przyklejało mu się do gardła to co spływało z noska. Mało spał, kaszlał, dusił go ten katarek. Jednej nocy - najtrudniejszej - spał z nami w pokoju. Budził się w nocy, charczało mu, gdy oddychał. W gardle zalegało mu to świństwo. Zmieniliśmy krople do noska i zaczęło się poprawiać. Poza tym kupiliśmy fridę  - aspirator do odciągania nosa, smarowaliśmy maścią rozgrzewającą, nakładaliśmy maść majerankową pod nosek, a na poduszkę dawaliśmy kilka kropel olejku. Podstawową czynnością było jednak ciągłe odciąganie. Teraz kiedy Michaś wyzdrowiał ( w niedzielę już praktycznie nie było żadnych objawów ) tak dziś rano jak na niego spojrzałam - twarz cała w plamkach - 3 razy więcej od Misi!. Wiedziałam, że kolejne tygodnie siedzimy w domu... i znowu leczymy ospę.
A tak się cieszyłam, że Michalinka ma już strupki, które schodzą i niedługo wyjdziemy na spacer, odbijemy sobie to siedzenie w domu - a tu klops!.  Serce pęka jak dziecko mówi - " mamusiu ja nie chcę być w domku".  A ja doskonale to rozumiem. Kiedy Misi zejdą wszystkie strupki, to wyjdziemy sobie na jakieś dziecięce szaleństwa - koniecznie!
Tak mi żal Michałka, najwięcej plamek ma na twarzy i w okolicach narządów płciowych - pod pępkiem. Dobrze, że ma pieluszkę, to wiem, że tego nie będzie drapał, ale nie
chce się za bardzo dać przebierać. Pamiętam jak Misia płakała, że w tych miejscach ją swędzi i prawie po każdym sikaniu musiałam smarować jej te kropeczki. Nasze bidulki kochane...ale taki już nasz ludzki los :)

Pozdrawiamy z wysp ospych czyli chorobowego domku Misiaków!
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz