Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 29 grudnia 2011

W świąteczny czas

Dawno nie pisaliśmy. Można powiedzieć, że zrobiliśmy sobie przerwę od bloga. Powiem szczerze, że ja to sporadycznie bywam nawet przy komputerze, Adam znacznie częściej, lecz pracuje wtedy, albo czyści zapchany komputer. Nie o tym miało być... do rzeczy.

Wigilia była dla nas bardzo pracowita, gdyż pierwszy raz robiliśmy ją u nas, w naszym mieszkaniu. A nie byliśmy sami, więc troszkę było przygotowań.
 
 Dzieci szczęśliwe, bo dostały nowe zabawki grające, piżamki, słodycze, Misia zestaw lekarski, bo wciąż powtarza, że jak będzie duża to będzie lekarzem, oraz barbie, a od nas grę edukacyjną. Michalinka pyta się często, gdzie jest Mikołaj i co robi, czasami zmyśla różne historie.
 Michaś jeszcze nie rozumiał całego zamieszania, za to cieszył się ogromnie, gdyż wszędzie było jedzonko :) Nie wiedział w co oczy ma " wsadzić ". Michalinka jak to ona, nie wszystko jej odpowiadało, barszczyk zjadła ze smakiem, pieroga nie tknęła, rybkę powąchała i zjadła troszkę, a najbardziej to krokiet Jej smakował - jadła, że aż Jej się uszy trzęsły. I tu podziękowania dla Pani Ani co krokiety robiła własnoręcznie! Były cudne! Bardzo dziękujemy! Kapustę z grzybami mężuś robił - wcisnął się do kuchni i rządził, wyszła bardzo dobra. Dużo pomógł. Ostatnio nie mam czucia w doprawianiu potraw, dlatego Adaś próbuje i mówi czego brak.
Pierwszy dzień Świąt to było leniuchowanie w domku, a drugi to wizyta u rodziców i także obżarstwo...
 Nie ma to jak na rękach u babci i dziadka :)
Nowy rok zaczniemy od odchudzania i to będzie nasze postanowienie noworoczne, muszę się bardzo postarać, mam zamiar podejść do tego na poważnie i z konkretną dietą - trzymajcie kciuki za moją silną wolę. Adamowi to pewnie łatwiej pójdzie, on to ma jakąś kosmiczną przemianę materii i jak chce to schudnie.

Och marzy mi się odpoczynek w górach, zabawy na śniegu z dziećmi... Jestem wyczerpana, a przecież nic nie robię.... :P
Mama Żaneta 

wtorek, 13 grudnia 2011

Jak kto pyta - Bobovita

Stała sobie miseczka, płatkami wypełniona
Było to w pewnym polskim mieście
Nikt Jej nie chciał, czuła się osamotniona,
Aż w końcu doczekała się wreszcie.
Podeszła do Niej Michalinka, mała blondyneczka
Zaglądnęła do środka i płatki zobaczyła
„Kuleczki Bobovita z mleczkiem!", krzyknęła dzieweczka
Szybko miseczkę chwyciła i w drogę trudną ruszyła
Michalinka niosła ostrożnie miseczkę
By nie upuścić skarbu cennego
Dotarła do stołu i spróbowała troszeczkę
I już nie widziała świata całego
Kolejne kuleczki niczym pantera wchłaniała
Bratu swojemu nic nie zostawiła
Później szyderczo się jeszcze śmiała
Że tak łatwo brata „w las” wyprowadziła.
Polecamy 3 smaki płatków BoboVita:
* lekkie kuleczki kakaowe ( ulubiony przysmak Pani Kubusiowej )
* kruche gwiazdeczki bananowe
* chrupkie krążki miodowe

Jakie to płatki? Jak kto pyta - BOBOVITA !!!
Mama Żaneta

czwartek, 8 grudnia 2011

Z wysp ospych

Wszystko zaczęło się 24 listopada w czwartek, kiedy to Michalinka dostała katar, wyszliśmy tego dnia z domu, nie wiedziałam, że już wtedy panoszy się wirus w jej organizmie. W sobotę  ( 26.11 ) zauważyliśmy plamki na ciele. 
 
 Adam od razu usiadł przed komputerem i szukał nazwy choroby. Była to ospa. W poniedziałek lekarz to potwierdził. W ten sam dzień kiedy plamki wyszły, zaczęliśmy smarować je płynnym pudrem.
 Michalinka początkowo była przerażona, ale obracaliśmy to w żart, że jest panterką i bez problemu dała się smarować. Codziennie chciała chodzić do lekarza - tak lubi być badana :) Niestety Michaś zaraził się katarem od Misi i tego dnia kiedy siostrze pojawiły się plamki, Michał chorował razem z Misią, a potem z mamą. Bo i mnie złapało, na szczęście po 3 dniach byłam zdrowa. Jednak Michaś był poważnie przeziębiony i był to długi tydzień chorowania... Na początku katar był cieknący, po kilku dniach przerodził się w bardzo gęsty, przyklejało mu się do gardła to co spływało z noska. Mało spał, kaszlał, dusił go ten katarek. Jednej nocy - najtrudniejszej - spał z nami w pokoju. Budził się w nocy, charczało mu, gdy oddychał. W gardle zalegało mu to świństwo. Zmieniliśmy krople do noska i zaczęło się poprawiać. Poza tym kupiliśmy fridę  - aspirator do odciągania nosa, smarowaliśmy maścią rozgrzewającą, nakładaliśmy maść majerankową pod nosek, a na poduszkę dawaliśmy kilka kropel olejku. Podstawową czynnością było jednak ciągłe odciąganie. Teraz kiedy Michaś wyzdrowiał ( w niedzielę już praktycznie nie było żadnych objawów ) tak dziś rano jak na niego spojrzałam - twarz cała w plamkach - 3 razy więcej od Misi!. Wiedziałam, że kolejne tygodnie siedzimy w domu... i znowu leczymy ospę.
A tak się cieszyłam, że Michalinka ma już strupki, które schodzą i niedługo wyjdziemy na spacer, odbijemy sobie to siedzenie w domu - a tu klops!.  Serce pęka jak dziecko mówi - " mamusiu ja nie chcę być w domku".  A ja doskonale to rozumiem. Kiedy Misi zejdą wszystkie strupki, to wyjdziemy sobie na jakieś dziecięce szaleństwa - koniecznie!
Tak mi żal Michałka, najwięcej plamek ma na twarzy i w okolicach narządów płciowych - pod pępkiem. Dobrze, że ma pieluszkę, to wiem, że tego nie będzie drapał, ale nie
chce się za bardzo dać przebierać. Pamiętam jak Misia płakała, że w tych miejscach ją swędzi i prawie po każdym sikaniu musiałam smarować jej te kropeczki. Nasze bidulki kochane...ale taki już nasz ludzki los :)

Pozdrawiamy z wysp ospych czyli chorobowego domku Misiaków!
Mama Żaneta

poniedziałek, 5 grudnia 2011

6 grudnia - odwiedził nas Mikołaj

Dzisiaj odwiedził nas Mikołaj! Gdy Mamusia z Tatusiem robili obiad w kuchni, nagle zadzwonił telefon. Tatuś odebrał i ktoś w słuchawce powiedział, że mamy otworzyć drzwi, bo widział Mikołaja, który zostawił jakieś paczki pod naszymi drzwiami, wsiadł przed domem do sań i odleciał. Otworzyliśmy drzwi, a na korytarzu stały dwie torby z prezentami dla mnie i Michałka! Wszystko było piękne, ale najbardziej spodobała się nam kolejka elektryczna - i ja i Michałek nie mogliśmy od niej oderwać oczu :). Później przez ponad godzinę bawiliśmy się w ciufcię i nawet obiad się opóźnił :P. Mamusia powiedziała, że Mikołaj zazwyczaj przychodzi 6 grudnia, ale dla nas zrobił wyjątek, ponieważ Tatuś jutro jest dłużej w pracy, a też chciał zobaczyć się z Mikołajem. No, ale i tak Mu się nie udało :P. Przecież Mikołaj jest bardzo szybki i mało kto da radę go zauważyć. A poza tym ma tyle dzieci do odwiedzenia, że nie ma czasu na rozmowy. Rodzice są tacy mądrzy i tego nie wiedzieli? Szkoda, że Mikołaj nie przyszedł do nas na dłużej, bo poczęstowałabym go gorącą czekoladą :)
Po cichu Wam powiem, że prezenty są fajne, ale Mamusia i Tatuś zawsze mówią, że najważniejszym prezentem jesteśmy dla siebie my sami, że należy sobie okazywać szacunek, miłość, dobroć, wdzięczność, że należy sobie pomagać w potrzebie, wspierać w trudnych momentach, bo to są najpiękniejsze prezenty, jakie człowiek może dać drugiemu człowiekowi.

Życzę Wam, aby do wszystkich drzwi dziś w nocy "zapukał" Mikołaj i przyniósł chociaż jeden prezent, który sprawi Wam radość.  Misia

niedziela, 4 grudnia 2011

Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś, nie miał w sobie takiej siły

Wczoraj po raz kolejny odwiedziliśmy nasze ukochane miasto Kraków. Tym razem powodem nie był plan zdjęciowy, lecz wycieczka, na którą zabraliśmy młodzież należącą do koła teatralno-filmowego, które prowadzę. Na początek ruszyliśmy tramwajem linii 50 spod dworcowego tunelu w kierunku Kopca Krakusa. Wysiedliśmy na przystanku Cmentarz Podgórski. Udając się do Kopca Krakusa, po drodze zwiedziliśmy kamieniołom Liban, który wziął swoją nazwę od nazwiska Bernarda Libana - współzałożyciela spółki "Liban &Ehrenpreis", która to w 1873 roku założyła w tym miejscu wapiennik. Około roku 1895 postawiono pod wschodnią ścianą kamieniołomu system pieców pierścieniowych i pieców Rumforda, a na jego środku potężną halę. Spółka"Liban&Ehrenpreis" była firmą o doskonałej renomie, nie tylko w Polsce, a Bernard Liban stał się postacią znaną i zasłużoną dla rozwoju Podgórza. Dziś możemy zobaczyć jedynie resztki stalowych pieców wapienniczych i transporterów.
 Podczas II Wojny Światowej od 15 kwietnia 1942 roku do 22 lipca 1944 roku istniał tu ciężki obóz pracy założony przez Niemców. Przeciętnie przebywało w nim 400 więźniów Polaków i Ukraińców, którzy pracowali w bardzo ciężkich warunkach w kamieniołomach i wapiennikach. Podczas likwidacji obozu z ogólnej liczby 170 więźniów, 146 zdołało uciec; pozostałych Niemcy rozstrzelali na miejscu. Baraki części mieszkalnej postawione zostają na miejscu dwóch istniejących obok siebie żydowskich cmentarzy, które na rozkaz władz obozu zostają zbezczeszczone i zniwelowane. Więźniowie na własnych plecach przenoszą płyty nagrobne i układają z nich chodniki przy wejściu do biur komendantury. W dniach 13-14 marca 1943 roku następuje likwidacja getta w Krakowie. Do obozu zostaje przeprowadzonych około 8.000 Żydów, mężczyzn i kobiet wybranych według kryterium przydatności do pracy. Pozostałych mieszkańców getta spotkał los jeszcze gorszy - wywieziono ich pociągami prosto do komór gazowych lub zamordowano na miejscu. Zwłoki zabitych na ulicach getta zostają pochowane na terenie obozu, w masowym grobie na wzniesieniu za cmentarzem. Po wojnie teren kamieniołomu był eksploatowany przemysłowo, w różny sposób, aż do lat 90-tychubiegłego wieku.
W 1993 roku, Steven Spielberg, ujęty urokiem tego miejsca, wybrał je do stworzenia scenografii Obozu Koncentracyjnego w Płaszowie, mimo iż faktycznie mieścił się on na rozległych polach ponad kamieniołomem. Droga z macew w Libanie to pozostałość scenografii zbudowanej w 1993 r. na potrzeby"Listy Schindlera", odtworzono je tak wiernie, że część turystów uważa dekoracje za autentyczne pozostałości obozu.
 Później dotarliśmy do Kopca Krakusa. Wzgórze wawelskie, kopiec Krakusa i kopiec Wandy tworzą trójkąt równoramienny. Trwają spory, czy takie rozmieszczenie kopców miało znaczenie wyłącznie strategiczne i służyło celom obronnym, czy też raczej było przejawem nieznanego badaczom kultu. Jan Długosz łączy jego usypanie z osobą Kraka, legendarnego założyciela miasta Krakowa.Opisuje, że pogrzebano go zgodnie ze zwyczajem na szczycie wzgórza, zaś dwaj jego synowie, wykonując jego wolę, wznieśli kopiec na wieczną pamiątkę..
 Po zejściu z Kopca, udaliśmy się tramwajem linii 3, w okolice Wawelu. Wawel to wzgórze na Pomoście Krakowskim, w Krakowie, w Dzielnicy I Stare Miasto, na lewym brzegu Wisły, o wysokości 228 m n.p.m. Historyczna dzielnica Krakowa. Na wzgórzu znajdują się dwa zabytkowe zespoły budowlane:Zamek Królewski na Wawelu i bazylika archikatedralna św. Stanisława i św.Wacława. Jak wykazały prowadzone tu badania archeologiczne, najstarsze ślady obecności człowieka na wzgórzu sięgają 100 tysięcy lat p.n.e.
 Zamek Królewski mieszczący się na Wawelu, to rezydencja królewska o charakterze zabytkowym o powierzchni 7040 m² z 71 salami wystawowymi. Zamek Królewski na Wawelu służył ponad 500 lat jako siedziba królów polskich. W odległości mniej więcej 300 metrów od Wawelu, znajduje się pomnik psa o imieniu Dżok. Pomnik autorstwa prof. Bronisława Chromego został odsłonięty 26 maja 2001 roku. Odsłonięcia dokonał pies – owczarek niemiecki o imieniu Kety. Niewielki pomnik przedstawia psa, wyciągającego w kierunku widza lewą łapę. Pies znajduje się wewnątrz rozłożonych ludzkich dłoni. W założeniu symbolizuje psią wierność i ogólniej –więź zwierzęcia z człowiekiem. Prawdziwa historia Dżoka jest przez niektórych uważana wręcz za jedną z legend Krakowa. Opowiada o psie – czarnym mieszańcu, którego właściciel w tragicznych okolicznościach zmarł na atak serca w pobliżu Ronda Grunwaldzkiego. Pies czekał tam na swojego pana. Dokarmiany przez mieszkańców Krakowa, budził zdziwienie i sympatię. Po około roku oczekiwania, pozwolił się przygarnąć nowej właścicielce, Marii Müller, żonie Władysława Müllera. Kobieta zmarła w 1998,zaś zwierzę uciekło i wałęsając się po terenach kolejowych zginęło pod kołami jadącego pociągu. Mimo początkowego braku przychylności władz miasta, do powstania pomnika przyczyniło się wiele organizacji (m.in. Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i ogólnopolskie media mające siedzibę w Krakowie) oraz znanych osób (m.in. Zbigniew Wodecki, Jerzy Połomski, Krzysztof Piasecki czy Krzysztof Cugowski), a także wielu mieszkańców Krakowa. Pomnik został odsłonięty jako trzeci pomnik psa na świecie. Obecnie pomników takich jest więcej, także w Polsce.
 Idąc od strony pomnika w kierunku Smoczej Jamy, przechodzimy "Aleją Gwiazd". Jest tam też gwiazda jednego z najwybitniejszych polskich muzyków - Marka Grechuty, który zaśpiewał wspólnie z Myslovitz:

Kraków jeszcze nigdy tak, jak dziś,
Nie miał w sobie takiej siły i
może to ten deszcz, może przez tę mgłę,
może to mój nastrój
ale w każdej twarzy ciągle widzę cię.
Wśród turystów Rynek tonie znów,
ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz...
Na Gołębiej twój płaszcz zaczepił mnie
w wystawowym oknie,w autobusie , w tłumie gdzieś...

Widzę cię - tak, wiem
nie zrobię więcej zdjęć - tak, wiem
nie będę prosił, lecz... - tak, wiem
to przecież żaden grzech - tak wiem...

Kraków hejnał gra - tak wita mnie,
patrzy na mnie, jakby wiedział, że
wracam po to, by choć na kilka chwil
zamknąć oczy i móc uwierzyć, że

Widzę cię - tak, wiem
nie zrobię więcej zdjęć - tak, wiem
nie będę prosił, lecz... - tak, wiem
to przecież żaden grzech - tak wiem...
 Obok Wawelskiego Smoka, znajduje się Smocza Jama. Z jaskinią wiąże się legenda o smoku wawelskim, upamiętniona w 1972 r. jego pomnikiem autorstwa Bronisława Chromego. Główny ciąg jaskini stanowi trasa turystyczna o długości 81 m. Rozpoczyna się ona na terenie zamku na Wawelu, za pomocą kręconych schodów o długości ok. 21 m zwiedzający dostają się do jaskini. Na trasie znajdują się trzy komory, największa o długości 25 m i wysokości do 10 m. W niektórych miejscach ściany i sklepienie jaskini wzmocnione są ceglanymi murami i filarami, jeden z nich zasłania komin prowadzący do innego otworu jaskini. Wyjście znajduje się poza obrębem murów zamku, w pobliżu koryta Wisły.
 "Płynie Wisła, płynie, po Polskiej krainie..."
 Miłość do zwierząt - tego nie brakuje naszej młodzieży. Łza się kręciła w oku, z jaką radością wszyscy wyciągali chleb, drożdżówki, kanapki, bułki i karmili łabędzie, mewy i kaczki
 Udając się w kierunku ulicy Kanonicznej, "zahaczyliśmy" o krakowskie Planty. To Park Miejski otaczający Stare Miasto, założony w latach 1822–1830. Powierzchnia 21 ha, obwód 4 km. Planty powstały na miejscu fortyfikacji otaczających miasto: murów obronnych oraz położonej na ich przedpolu fosy i wałów ziemnych.
Ulica Kanoniczna. To jedna z najważniejszych i najstarszych ulic miasta, o wyglądzie nieomal nie zmienionym od stuleci, autentyczna, a przy tym żywa. Kanonicza jest przykładem korzystnych zmian zachodzących w Krakowie w ostatnich latach: kompleksowe renowacje i przedsięwzięcia konserwatorskie odsłaniają niejako warstwami prawdziwe piękno.

Tu kręcono sceny z filmu "Majka"! Szukajmy Jej :)
 No i w końcu dotarliśmy na Rynek. Krakowski Rynek to scena wielu ważnych wydarzeń, punkt odniesienia, miejsce spotkań, imprez i początek lub cel spacerów. Historycznie rzecz biorąc, Rynek w podobnym do obecnego kształcie – bliskim kwadratowi o boku 200 m - funkcjonował już w początkach miasta, lokowanego na prawie niemieckim w 1257 roku. Jest największym placem Krakowa, a także, z 4 ha powierzchni, jednym z największych rynków w Europie. Wczoraj odbywał się tam Bożonarodzeniowy Jarmark i nie omieszkaliśmy kupić Langoszy - przepysznej potrawy słowackiej ( choć niektóre źródła podają, że pionierami byli Węgrzy ).
 Tego dnia, w Krakowie odbywała się inscenizacja obrony Twierdzy Kraków 1914. Wzięło w niej udział ok. 200 żołnierzy w historycznych mundurach z Polski, Austrii, Czech i Węgier. Kilkoro z nich udało się nam spotkać przed Sukiennicami.

Było tam też sporo pomocników Mikołaja...
 Na Rynku mieści się Piwnica pod Baranami ( krakowski kabaret, działające od 1956 roku ), a niedaleko niej pomnik jednego z założycieli - Piotra Skrzyneckiego.
 Po 4 godzinach zwiedzania wszyscy zgłodnieli, więc udając się na zasłużony posiłek, przed Bazyliką Mariacką spotkaliśmy "maga", który "unosił" się nad ziemią.
 Ulica Floriańska -ulica wiodąca od Rynku w kierunku Barbakanu. Znajdują się przy niej m.in. Jama Michalika - najsłynniejsza (do dziś istniejąca) krakowska kawiarnia literacka założona została w 1895r. oraz dom Jana Matejki ( Floriańska 41 )
 Brama Floriańska -W XIII i XIV wieku Kraków otoczono murem. Brama Floriańska, o której źródła pisane wspominają od 1307 roku, była jedną z bram w murach obronnych. Przez bramę biegł trakt do Kleparza koło Kościoła św. Floriana. Tutaj też zaczynała się Droga Królewska na Wawel.
 Nocny widok na Sukiennice...
 ... oraz Bazylikę Mariacką. Z jej wieży "od zawsze", co godzinę, w dzień i w nocy,płynie znana wszystkim Polakom melodia hejnału grana na cztery strony świata.We wnętrzu kościoła można podziwiać największy w Europie średniowieczny ołtarz- dzieło Wita Stwosza, któremu poświęcił aż 12 lat swojego życia.
 Barbakan - Stanowi wycinek koła o średnicy wewnętrznej 24,40 m, a grubość murów sięga powyżej 3 m. Jest to gotycka budowla z siedmioma wieżyczkami. Dawniej był połączony z Bramą Floriańską długą szyją i jego głównym zadaniem była jej obrona. Został wzniesiony w latach 1498-1499 za panowania Jana Olbrachta w obawie przed najazdem wołosko-tureckim zagrażającym Krakowowi po klęsce bukowińskiej. Według oceny specjalistów w okresie od XV do XVIII wieku był fortecą nie do zdobycia.
 Ostatnim punktem zwiedzania był Teatr im. Juliusza Słowackiego, otwarty 21 października 1893r. Był to pierwszy budynek w Krakowie, który posiadał oświetlenie elektryczne. Początkowo nosił nazwę"Teatr Miejski", dopiero w 1909 otrzymał imię Juliusza Słowackiego.W1900 roku przed głównym wejściem do gmachu teatru ustawiono pomnik hr.Aleksandra Fredry autorstwa Cypriana Godebskiego. Nie był to przypadek, gdyż to właśnie Fredro przez pierwsze lata "patronował" tej krakowskiej scenie.
 Później ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku Dworca Głównego w Krakowie. Przed dworcem oraz Galerią Krakowską, stanęła przepiękna choinka, więc nie omieszkaliśmy nie skorzystać ze zrobienia jeszcze jednej fotki :)
 Krakowski Dworzec Główny też jest cudem...nowoczesności. Ciekawe kiedy doczekamy się takiego w Katowicach...
Wracaliśmy z wycieczki bardzo zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Zobaczyliśmy o wiele więcej, niż podczas tradycyjnego wypadu na nagranie, a poza tym młodzież, która poznawała uroki tego pięknego miasta, zachowywała się wzorowo, co pokazuje, że nie jest tak źle z naszym krajem, naszą młodzieżą i naszą przyszłością, jak to niektóre media próbują nam wmówić.
Wycieczka się udała, chociaż nie zrealizowaliśmy wszystkich punktów - m.in. nie odwiedziliśmy na planie aktorów podczas nagrywania odcinka serialu "W11". Stało się tak ze względu na dalekie miejsce nagrania oraz długi dojazd do Krakowa - pociąg jechał "tylko" 2 godziny ( 80 km ). Ale co się odwlecze... Już niedługo wrócimy do Krakowa i przeżyjemy wspaniałe chwile. Jednak o tym dopiero po powrocie :)

Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich Przyjaciół i nie tylko :)
Tata Adam