Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 20 listopada 2011

Opadły mgły, górą czmycha już noc

POWRÓT
Witaj drogi internetowy pamiętniku. Od czasu kiedy pisałem ostatniego posta ( pomijając temat urodzin Michałka ), minęło sporo czasu - ponad 5 miesięcy. Nie pisałem w tym czasie niczego na twoich "kartach", gdyż były to jedne z najbardziej trudnych dni w moim życiu. Wyjście ze szpitala miało stać się zakończeniem zdrowotnych problemów, jednak życie jak zwykle nie lubi zaplanowanych z góry scenariuszy. Wychodząc ze szpitala z ciśnieniem 170/110 i nakazem zażywania tabletek na nadciśnienie, byłem przekonany, że wszystko zacznie się normalizować. Nie było najgorzej - rano Tritace 10mg, Iporel, Metoprorol, Furosemid, w południe Iporel, wieczorem Amlopin 10mg, Iporel, Metoprorol i Furosemid. Pięć różnych typów medykamentów, ale przecież mogłem być w domu, chodzić do pracy itp.!

ATAKI
Kilka dni po powrocie było w porządku. Pierwszego ataku nie zapomnę nigdy - drżenie żyły w głowie, uczucie jakby gorąca krew zalewała mi głowę, zawroty głowy i mroczki przed oczami. Do tego wyrzut wody ( nie wiem jak to opisać - w ciągu 30 - 60 minut wydalanie około 3 litrów moczu ), zimne stopy i dłonie. Kolejne napady nasilały się i dochodziły nowe objawy, m.in. duszność, nacisk w klatce piersiowej, szumy uszne i chwilowe zamazywanie obrazu w lewym oku ( jakby rysa z kryształów, która rozchodziła się na boki ). Wizyty u lekarza rejonowego skończyły się po 2 miesiącach, gdyż diagnoza brzmiała - "to są objawy nerwicy". Nie jestem lekarzem, więc prawie uwierzyłem... Męczyłem się do 5 listopada, a napady powtarzały się co 5 - 10 dni.

LEKARZU, LECZ SIĘ SAM
Kulminacyjnym momentem był początek października, gdy w drodze z pracy do domu nogi i ręce odmówiły mi posłuszeństwa. Nie potrafiłem oddychać - czułem, że na klatce mam kilka cegieł uniemożliwiających mi nabieranie powietrza. Przypadkowy przechodzień doprowadził mnie do przychodni na Mickiewicza, gdzie podano mi leki obniżające ciśnienie i uspokajające. W ciągu 30 minut pobytu znowu musiałem czterokrotnie skorzystać z toalety. Lekarka zaproponowała mi pobyt w szpitalu, jednak odmówiłem. Leżąc na kozetce na izbie przyjęć - ciągle brzmiała mi w uszach opinia mojej ukochanej Żanety - "to na pewno wina leków". Po ponad godzinie wszystko wróciło do normy. Podjąłem decyzję - po powrocie do domu usiadłem po raz kolejny do studiowania ulotek. Czy rzeczywiście mogło dojść do przedawkowania?
Tritace - dawka maksymalna 10 mg na dobę - zażywam 10 mg rano
Amlopin - dawka maksymalna 10 mg na dobę - zażywam 10 mg wieczorem.
Metoprorol... Zaraz - jeżeli dawkę max 10 mg na dobę ma każdy z tych leków obniżających ciśnienie, to ja przyjmuję 20 mg łącznie plus pozostałe tabletki. Odstawiłem połowę leków. Po trzech tygodniach ograniczyłem dawkę do 1/4 tego co na początku. Ciśnienie ustabilizowało się na wartości 150/90, a ja od 5 listopada do dziś nie miałem żadnego napadu, ba, nie miałem żadnych opisanych wyżej objawów!

OPADŁY MGŁY, GÓRĄ CZMYCHA JUŻ NOC
Dziś jestem szczęśliwy, że budząc się rano, mogę spojrzeć w lustro z uśmiechem, nie bojąc się tego, co przyniesie mi dzień, że nie muszę się bać kolejnych kilku minut egzystencji. Ten, kto tego nie przeżył, zapewne mnie nie zrozumie. Najgorsze były te momenty, gdy w jednej chwili "schodziły" ze mnie niepojęte ilości wody. To były momenty, gdy nie umiałem nawet zapanować nad utrzymaniem moczu - tak jakby wszystkie "zawory" odmówiły mi posłuszeństwa. A zaczynało się od dziwnego mrowienia w głowie i zimnych, wręcz lodowatych stóp oraz dłoni. Gdy kiedyś zważyłem się po południu po takim "ataku", to w porównaniu do poranka, ważyłem 3,5 kg mniej. W ciągu minionych 3 miesięcy ( jedząc tyle co zwykle, a czasami nawet więcej ), "zrzuciłem" niedobrowolnie 18 kg masy ciała. Były ciągi dni, że każdego poranka ważyłem o kilogram mniej. Na szczęście od tygodnia waga się ustabilizowała i drga już tylko nieznacznie. Tak więc pomimo zbliżającej się zimy, na moim niebie słońce świeci o wiele mocniej :)

NASZE SKARBUSIE MAJĄ GDZIE SIĘ BAWIĆ
Z małych nowinek - na osiedlu gdzie mieszkamy postawiono nowy plac zabaw, więc od wiosny nasze "Michałki" będą miały, gdzie szaleć :) Poniżej klika zdjęć zrobionych tuż po "oddaniu do użytku" owego miejsca zabawy.
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz