Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 14 września 2011

Piękne chwile w Tosinkowie


 Pod koniec sierpnia wybraliśmy się pociągiem do Piotrkowa Trybunalskiego. Jechałam sama z dziećmi, gdyż Adam nie mógł, bo pracował. Byłam zestresowana podróżą, podekscytowana spotkaniem i stęskniona za mężem - to była nasza pierwsza rozłąka na tak długi czas. 
Podróż minęła mi szybko, dwie godziny były do wytrzymania, myślę , że dłużej bym już nie dała rady! Kiedy dotarliśmy na miejsce, wiedziałam, że to będzie mile spędzony czas i się nie myliłam.

Przegadałam z Martą całą drogę do ich domu. A potem to już tylko były szaleństwa i zabawa na całego. Byłam w szoku jak Michaś z Michalinką dobrze spali i byli grzeczni. Bałam się, że Misia będzie się kłócić o zabawki ( wiadomo, że interesowała się wszystkim ), lecz cieszyłam się gdy zachowywała się tak jak powinna. Przyjemnością było dla mnie nosić każdego na barana i bawić się z chłopcami. Są naprawdę cudni! Każda chwila była tak naprawdę jedyna w swoim rodzaju. Jedyne czego żałuję to brak wspólnego zdjęci z chłopcami, Martą i Karolem - tak dla uwiecznienia tych pięknych dni.

Nie ukrywam, że tam jest taki inny świat. Jednak własne podwórko, to własne, obok las, świerszcze wieczorami i gwiazdy na całym niebie... Ta cisza i spokój.... Przepiękny zalew i klasztor - to co udało nam się zwiedzić.  Miejsce gdzie można się zrelaksować. Nie ma strachu, że dziecko wyleci na ulicę, bo ma swój mały świat, swoje miejsce zabaw, gdzie lubi być, gdzie czuje się bezpieczne - to mnie urzekło!
Mam ogromną nadzieję, że to powtórzymy!
Dziękuję z całego serca za wspaniałą gościnę! A także dziękuję Marty mamie za pomoc przy dzieciach, a szczególnie przy Michałku. Dzięki takim wizytom można dużo się nauczyć. Podpatrywałam jak Marta szybko i sprawnie robi obiad - pomysłów nigdy jej na to nie brakuje. A dzieci były szczęśliwe, że mają towarzystwo inne niż rodzeństwo :) Tosiek nazywał się simbą i tak wszyscy musieliśmy się do niego zwracać, a Franuś nawijał po swojemu, najczęściej wołał "tam" i pokazywał paluszkiem, gdzie chce iść. Miło jest spędzać czas w dobrym towarzystwie, wśród przyjaciół. Jednych mamy tu miejscu,  a drugich troszkę dalej. Cieszę się, że ich mam :)

Zdjęć było bardzo dużo i trudno było wybrać te najładniejsze, tym bardziej, że wyprzedziła mnie w tym Marta :) Więcej o naszej wizycie w Tosinkowym domu na tym blogu - http://tosinkowo.blog.onet.pl
 cześć kolego! wreszcie nie jestem najmłodszy!
 kto wyżej skoczy?
 Tosio dopiero się odbija...
 nie przejmuj się, następnym razem Ty wygrasz!
 zaraz zjem tą łyżeczkę...
 uuuu
 uśmiech :D
 były szaleństwa
 a po nich odpoczynek...
 a uśmiechnę się do cioci, co mi szkodzi...
 wybieramy się na spacer - Czesio nie chciał nam towarzyszyć
 mały miss foto :)
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz