Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 24 października 2010

Ujastek bis czyli zmęczeni, troszkę zatroskani ale szczęśliwi

Wróćmy na chwilę do początku. Pod naszą nieobecność Michalinką zajęli się dziadkowie. Po zdjęciu poniżej widać, jaka nasza córcia była szczęśliwa podczas wspólnych spacerów. Czy tęskniła za nami? Oczywiście. Na szczęście tylko jednego dnia nie zobaczyła nas w ogóle (w dzień porodu wróciłem do domu po nosidełko) - w sobotę. Ale mieliśmy kontakt video przez telefon, więc Michasia i tak nas w jakiś sposób "czuła" - tym bardziej, że widząc nas w telefonie wołała "mama", "tata" i "dzidzia"!
 A my każdy wolny moment poświęcaliśmy na "delektowaniu się" tą cudowną chwilą narodzin. Tych "chwil" było oczywiście strasznie mało, bo maleństwo już od pierwszych godzin życia narzuciło swój styl, który można by opisać w sloganie "Pij mleko będziesz wielki". Michał w przeciwieństwie do Michalinki uwielbia być karmiony na raty, najlepiej co 45 - 60 minut, przy czym po karmieniu 25 minutowym należy go kołysać 20 minut, tak więc pozostaje 15 minutowa przerwa. Prawie jak w szkole :)
 
 Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Zapewne urośnie chłop jak dąb i będzie wymiatał w jakimś sporcie :) ( żart - my nie będziemy wybierać dzieciom przyszłości. Wskazywać różne drogi - jak najbardziej )
 W sobotę porządnie się wystraszyliśmy, gdyż badanie słuchu naszego smyka wyszło dla lewego ucha niewłaściwie. Na szczęście dziś obawy zostały rozwiane powtórnym badaniem. Niestety, podczas ostatniego porannego badania okazało się, że Michałek ma pęknięty lub złamany lewy obojczyk - jest to jak nazwano uraz okołoporodowy i sam się zrośnie. Teraz już wiemy czemu Michaś nie chciał spać na lewym boku.
 Poza tym dopiero dzisiaj Michaś zaczął dostrzegać zarysy świata. Przez dwa dni miał tak opuchnięte powieki, że ledwie je podnosił.
 
 O 14.50 przyjechaliśmy do Katowic. Michasia zaskoczyła nas swoim powitaniem "dzidzi".
 
 
 
 
 Po chwili okazało się oczywiście, że nasze nadzieje na "zero zazdrości" ( o której mówiliśmy już od dawna ) są ulotne jak obietnice niektórych polskich polityków. Gdy zaczęliśmy Michasiowi pstrykać zdjęcia, nosić na rękach, Misia zrobiła się nieswoja, miała smutną minę i chyba zaczęła rozumieć, że owa dzidzia to nie zabawka, czy gość ale stały członek naszej Rodziny. Zainterweniowaliśmy od razu. Podzieliliśmy się zadaniami tak, aby jeszcze bardziej wzmocnić pozytywne impulsy u Misi.
 Dało to wymierny efekt - Michalinka chwilowo przestała bać się, że nasza miłość do Niej się zmniejszy. Przytulaskom nie było końca...
 
 
 
 Oczywiście Misia jako starsza siostra przejęła "własność" Michałka. Nosidełko i nowa maskotka w rozumieniu naszej kruszynki stały się wspólnym dobrem, zarządzanym przez Nią...
 i to pomimo tego, że Michasia również dostała prezent :)
Kończąc tą przydługawą notkę chcemy zaznaczyć, że jesteśmy pod wielkim wrażeniem pobytu w Ujastku. Pozdrawiamy i dziękujemy za piękne życzenia!
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz