Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 30 października 2010

"Dzielić serce na równe kawałki"

Nasza starsza pociecha przez ostatnie dni używała wielu sposobów, by sprawdzić, czy ją jeszcze kochamy. Zaczęło się w dnień przyjazdu "dzidzi" do domu. Gdy już się rozpakowaliśmy i zjedliśmy obiad, nadszedł czas karmienia Michałka, o czym dobitnie nas poinformował. Żaneta udała się więc na bok, by nakarmić maluszka, a Michasia w tym czasie obserwowała co się dzieje i co mama robi ze swoją piersią. W pewnym momencie było to nawet zabawne, gdy Misia patrzyła na pierś, na mamę, znów na pierś i znów na mamę - nie wiedziała co się dzieje. Żaneta od razu więc zaczęła tłumaczyć Michasi, że dzidzia jest głodna i że Ona też tak kiedyś jadła. Michasia po długim namyśle skwitowała to: "dzidzi am am" i pocałowała główkę Michałka. Później nadszedł czas na sesję zdjęciową z Michałkiem. Oczywiście Michalinka także brała w niej udział. Jednakże w chwilach, gdy to nie Ona ustawiała się do zdjęcia, siedziała na podłodze i próbowała zwrócić na siebie uwagę - a to smutną miną, a to wyciąganiem rzeczy z szuflad i wyrzucaniem na podłogę ( czego do tej pory nie robiła ! ). Dlatego też od razu wzięliśmy Michasię na ręce i zaczęliśmy Jej mówić o tym, że Ją kochamy tak samo jak dzidzię, że jest dla nas równie ważna i że nie musi zwracać naszej uwagi w ten sposób. Kilka dni temu pojawił się kolejny przejaw zazdrości, związany z karmieniem - Michalinka chciała także zjeść am am z piersi mamy, my ustaliliśmy jednak z Żanetą, że w przypadku, gdy taka sytuacja nastąpi, nie zgodzimy się na to. I można tu gdybać, co jest lepsze, co nie - wybraliśmy opcję "mleko tylko dla dzidzi". Wytłumaczyliśmy Michasi, że mleko piją małe dzieci, a duże mogą jeść dużo innych dobrych rzeczy, które nie mogą jeść maluszki i że mama i tata też jedzą to co Misia. Uff, pomogło. No i ostatnim elementem, który zauważyliśmy w zmianie zachowania Misi to małe cofnięcie się w "rozwoju" - tzn. Michasia znów momentami chodzi na czworakach, ściąga nosidełko od dzidzi i siada w nim, by się pokołysać, udaje płacz niemowlaka itp. Jednakże i na to mamy radę - dajemy wówczas Michasi zadania, w których pomaga nam przy Michałku,  a czasem wystarczy, że stanie przy nas na krześle i patrzy jak przewijamy dzidzię. Tak w ogóle to Michalinka uwielbia Michałka, głaszcze go, całuje i już kilka razy chciała go wziąć na ręce. Oczywiście nie mogliśmy Jej jeszcze na to pozwolić :).
 Wydaje się nam, że dzięki temu, że poświęcamy czas każdej z naszych pociech, że gdy jedno z nas zajmuje się dzidzią to drugie jest z Michasią i na odwrót, mamy dwoje szczęśliwych maluszków w domu. Michasia rozumie, że pomimo pojawienia się w domu kolejnego członka rodziny, miłość do niej nie zmalała. Na żarty mówimy z Żanetą, że my po prostu potrafimy "dzielić serce na równe kawałki" i rozdawać Michałkowi i Michasi z osobna.
Życie jest piękne.
 
Tata Adam

niedziela, 24 października 2010

Ujastek bis czyli zmęczeni, troszkę zatroskani ale szczęśliwi

Wróćmy na chwilę do początku. Pod naszą nieobecność Michalinką zajęli się dziadkowie. Po zdjęciu poniżej widać, jaka nasza córcia była szczęśliwa podczas wspólnych spacerów. Czy tęskniła za nami? Oczywiście. Na szczęście tylko jednego dnia nie zobaczyła nas w ogóle (w dzień porodu wróciłem do domu po nosidełko) - w sobotę. Ale mieliśmy kontakt video przez telefon, więc Michasia i tak nas w jakiś sposób "czuła" - tym bardziej, że widząc nas w telefonie wołała "mama", "tata" i "dzidzia"!
 A my każdy wolny moment poświęcaliśmy na "delektowaniu się" tą cudowną chwilą narodzin. Tych "chwil" było oczywiście strasznie mało, bo maleństwo już od pierwszych godzin życia narzuciło swój styl, który można by opisać w sloganie "Pij mleko będziesz wielki". Michał w przeciwieństwie do Michalinki uwielbia być karmiony na raty, najlepiej co 45 - 60 minut, przy czym po karmieniu 25 minutowym należy go kołysać 20 minut, tak więc pozostaje 15 minutowa przerwa. Prawie jak w szkole :)
 
 Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Zapewne urośnie chłop jak dąb i będzie wymiatał w jakimś sporcie :) ( żart - my nie będziemy wybierać dzieciom przyszłości. Wskazywać różne drogi - jak najbardziej )
 W sobotę porządnie się wystraszyliśmy, gdyż badanie słuchu naszego smyka wyszło dla lewego ucha niewłaściwie. Na szczęście dziś obawy zostały rozwiane powtórnym badaniem. Niestety, podczas ostatniego porannego badania okazało się, że Michałek ma pęknięty lub złamany lewy obojczyk - jest to jak nazwano uraz okołoporodowy i sam się zrośnie. Teraz już wiemy czemu Michaś nie chciał spać na lewym boku.
 Poza tym dopiero dzisiaj Michaś zaczął dostrzegać zarysy świata. Przez dwa dni miał tak opuchnięte powieki, że ledwie je podnosił.
 
 O 14.50 przyjechaliśmy do Katowic. Michasia zaskoczyła nas swoim powitaniem "dzidzi".
 
 
 
 
 Po chwili okazało się oczywiście, że nasze nadzieje na "zero zazdrości" ( o której mówiliśmy już od dawna ) są ulotne jak obietnice niektórych polskich polityków. Gdy zaczęliśmy Michasiowi pstrykać zdjęcia, nosić na rękach, Misia zrobiła się nieswoja, miała smutną minę i chyba zaczęła rozumieć, że owa dzidzia to nie zabawka, czy gość ale stały członek naszej Rodziny. Zainterweniowaliśmy od razu. Podzieliliśmy się zadaniami tak, aby jeszcze bardziej wzmocnić pozytywne impulsy u Misi.
 Dało to wymierny efekt - Michalinka chwilowo przestała bać się, że nasza miłość do Niej się zmniejszy. Przytulaskom nie było końca...
 
 
 
 Oczywiście Misia jako starsza siostra przejęła "własność" Michałka. Nosidełko i nowa maskotka w rozumieniu naszej kruszynki stały się wspólnym dobrem, zarządzanym przez Nią...
 i to pomimo tego, że Michasia również dostała prezent :)
Kończąc tą przydługawą notkę chcemy zaznaczyć, że jesteśmy pod wielkim wrażeniem pobytu w Ujastku. Pozdrawiamy i dziękujemy za piękne życzenia!
Tata Adam

piątek, 22 października 2010

On Time :)

 Witajcie. Kochani, dziękujemy za wszystkie sms-y, e-maile i telefony! To najpiękniejsza chwila w naszym życiu - po raz kolejny okazało się, że nasz dobry duch/opiekun/anioł/Bóg* ( * niepotrzebne skreślić ) zrealizował kolejne z naszych marzeń. Snuliśmy plany o swoim mieszkaniu - mamy własne M3, pragnęliśmy dwoje dzieci w odstępie roku/dwóch - mamy dwie kruszynki urodzone rok po roku, wymarzyliśmy sobie parkę - mamy Michalinkę i Michała. Cóż więcej chcieć? Nie ma większego szczęścia od tego, gdy ma się osoby, które się kocha nad własne życie i przez które się jest kochanym.

Michał urodził się dzisiaj o godzinie 12.45 - można rzec On Time. Nasze pociechy urodziły się więc dokładnie w dniach wyznaczonych przez naturę :) ( myliły się natomiast komputery, wyliczające datę porodu na podstawie parametrów dziecka ). Jadąc rano do Krakowa śmialiśmy się, że według cyklu Żanety można by regulować zegarki :). A poranek był magiczny... Dla nas dzień rozpoczął się o 3.30, gdy piękny mój sen przerwało zdanie: "Kochanie, chyba jednak nie pójdziesz dziś do pracy". A jakże pójdę. I poszedłem - o 5.30 by przekazać pewne zadania/prośby do współpracowników. O godzinie 6.10 byliśmy już w drodze do Krakowa. Drogę oświetlał nam księżyc, który na tle bezchmurnego nieba był niezwykły...W Krakowie byliśmy po godzinie 8.00, na przyjęcie czekaliśmy około 30 minut. Później wydarzenia potoczyły się bardzo szybko ( biorąc pod uwagę pierwszy poród ). W ciągu 4 godzin przez salę przewijały się  p. Krysia, p. Mariola, p. Monika i lekarz, którego imienia nie pamiętamy. Wszyscy z troską i zrozumieniem opiekowali się nami i pomagali w rodzinnym porodzie. Sam poród był dla nas trudniejszy niż poród Michalinki ze względu na intensywność skurczy, jednakże krótszy czas oraz widok Michałka zrekompensowały wszystko... Michał urodził się z wagą 3750 oraz wzrostem 58 cm. Tak więc udała się nam ta Kinder Niespodzianka :)
P.S. W trakcie oczekiwania na przyjecie do szpitala przeszedł obok nas aktor Tomasz Schimscheiner. Zażartowałem, że Żaneta będzie miała doborowe towarzystwo. Po chwili okazało się, że niedaleko byli także Michał Żebrowski i Danuta Stenka! a wszyscy w jednym celu - w szpitalu na Ujastku rozpoczęły się zdjęcia do filmu "Agata" opowiadającego historię Agaty Mróz.
Gdy zaprowadzono nas do sali przedporodowej, mieliśmy czas na przebranie się i przygotowanie do podłączenia kroplówki oraz KTG. Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi. Była nią osoba odpowiedzialna za plan filmowy - poproszono nas, czy zgodzimy się w szczytnym celu umożliwić nagranie porodu i płaczącego dziecka do wykorzystania w filmie. Oczywiście zgodziliśmy się bez żadnego zastanowienia! Przecież to wspaniałe, że płacz naszego Michasia będzie filmowym głosem Liliany, córeczki, którą urodziła
w 2008 roku ciężko chora Agata Mróz-Olszewska! Chociaż w ten sposób dołożymy cegiełkę do realizacji filmu o tak wspaniałej sportsmence i niesamowitym człowieku.
Tata Adam

Nasza kruszynka w końcu zdecydowała się wyjść!


Kochani, Kochane i inni.
Nie mam dużo czasu, więc w kilku słowach chciałem Was poinformować, że za chwilę wyjeżdżamy na powitanie naszej drugiej kruszynki. To niesamowite, że do końca nie znamy płci naszego drugiego dziecka :)Trzymajcie kciuki! Tata Adam

sobota, 16 października 2010

20 miesięcy czyli Mamusiu i Tatusiu zrobię to za Was

Czas na porządki. Najpierw pościeram kurze :)
 Teraz czas na przetarcie podłóg :)
 Upss, ten mop nie zmieści się między puzzle a dywan
 W międzyczasie zrobię pranie
 Ojej, ta skarpetka nie była do prania. Zaraz ją wyciągnę
 No i na koniec odkurzanie. Mamusiu i Tatusiu, trochę pohałasuję :)
 Trzeba wszystko dokładnie wyczyścić, później chodzimy pod dywanie na bosaka lub na czworakach :)
 Uff, trochę się zmęczyłam
 Następnego dnia dostałam prezent - nową zimową kurteczkę :)
Buziaki! Już nie mogę się doczekać mojego braciszka lub siostrzyczki! Dzisiaj cały dzień całuję Mamusię po brzuszku, żeby dzidzia szybciej wyszła :) 
Misia

środa, 13 października 2010

Małe obsesje i szaleństwa Michasi :)

Michalinka ma ostatnio szalone pomysły i wymyśla sobie nowe miejsca zabaw jak i zajęcia. Relacja zdjęciowa nie oddaje wszystkiego, gdyż były sytuacje tak niebezpieczne, że nie było czasu na myślenie o zdjęciu. Nasza córcia lubi adrenalinę, a my oczywiście jesteśmy bliscy zawału serca :) Pewnie i Wasze dzieciaczki mają takie ciekawe pomysły...

"Siedzi się fajnie, lecz gdy zacznę się huśtać w tej misce, zazwyczaj kończę z głową na podłodze..."
 "Zdarzy mi się prosić rodziców o pomoc, żeby wyjść"
I nie przeszkadzają Misi plastikowe elementy wrzynające się w pupcię :)
 Michasia uwielbia otwierać szuflady - muszą być otwarte wszystkie w jednym rzędzie i najlepiej równo, potem lepiej się je zamyka :)
 Nie zdążyłam uchwycić otwierania - myszka robi to zbyt szybko...
 "Czemu najciekawsze rzeczy znajdują się tak wysoko?"
 I kolejna tym razem obsesja Misi to wspinanie się na wszystko. Uwielbia stać na krześle i ściągać interesujące ją przedmioty. Choćby tylko sobie postać, żeby być wyżej. Na chwilę nie można zostawić małej samej, bo bierze swoje ukochane krzesełko i wstaje na nim np. przy komodzie i wyciąga sobie z szuflady różne ciekawostki, także po to by np zobaczyć co znajduje się w garnku, lub jak myję naczynia. Odkąd Michalinka odkryła, że dzięki krześle jest wyższa, z chęcią je wszędzie ze sobą nosi, mówiąc nam "papa" i jeszcze zamknie za sobą drzwi, żebyśmy jej przypadkiem nie przeszkodzili w planach "wspinaczkowych ".
 
 Mówię " chees"
 To nie wszystkie miejsca, gdzie sobie tak stoi nasza panna. Weszła raz na szafkę nocną, to była jedna z tych niebezpiecznych sytuacji, oraz wchodzi na swój plastikowy stolik, a także krzesło na kółkach. Pomysłów ma mnóstwo... No w końcu trzeba zbadać każdą pozycję i dotknąć wszystkiego... 
 MAGICZNA DATA
10.10.2010 godz. 10.10
 Na koniec rodzinne zdjęcie zrobione parę dni temu
Odliczamy dni ( a być może godziny ) do narodzin drugiej kruszynki :) Nasze drugie maleństwo już zostało poinformowane, że dostanie klapsa (zaraz po zmianie miejsca obecnego pobytu) za:
1) notoryczną zmianę kształtu mojego brzucha w granicach wręcz niewyobrażalnych - czasami wydaje mi się, że dzidzia chce zmienić kierunek ustalony przez naturę i wyjść w okolicach żeber
2) nieujawnienie swojego statusu płciowego ( czyt. płci ) - pięciokrotnie zasłoniło się podczas badania USG
3) za zbyt późne ustawienie się głową w kierunku "wyjścia", czym nas porządnie wystraszyła
4) za inne, mniej istotne przewinienia :)

*Michale, Magdaleno - przygotuj się na spotkanie z przeznaczeniem :P

* - niepotrzebne skreślić

Mama Żaneta