Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 2 maja 2010

A życie toczy się ruchem przyspieszonym

 Są chwile kiedy nie wierzę w to co widzę. Nasza córeczka dorasta w zastraszającym tempie. Im dłużej z nią przebywam, tym częściej mnie zaskakuje. Jestem na L4 od miesiąca i mogę teraz dużo czasu poświecić Michalince, oprócz zajmowania się domem i bardzo się z tego powodu cieszę. Myślę, że jak myszka zacznie mówić ( po polsku )  to dopiero będzie ciekawie. Na chwilę obecną Misia rozumie polecenia, lecz sama jeszcze nie potrafi powiedzieć tego co chce, dlatego pokazuje nam gestami. Jest bardzo wszystkiego ciekawa - to oczywiste , ale poza tym jest mądra, spostrzegawcza i kontaktowa.
 Ostatnio byliśmy w trójkę u ginekologa, bo babcia była chora, więc zabraliśmy Misię ze sobą - przy okazji poznała ją nasza Pani doktor, która prowadziła także pierwszą ciążę. Czekaliśmy jakieś pół godzinki przed gabinetem, byliśmy pierwsi, następnie zaczęli schodzić się inni, wtedy Miśka oczywiście dawała popis. Uśmiechała się, ale nie podeszła sama do nikogo, tatuś lub mamusia musieli iść z nią za rączkę. Zaczepiała wzrokiem, chowała się i chciała bawić się w „a ku ku” z najbliżej siedzącą panią. W poczekalni stał wieszak z ubraniami, który w ocenie naszej córeczki był fascynujący, ale gdy już zainteresowanie Misi przenosiło się na ubrania na nim zawieszone, wówczas grzeczna córcia słuchała nas, kiedy mówiliśmy, że to nie od niej, więc nie wolno dotykać.
 Kiedy przyszła pani ginekolog Misia pierwsza znalazła się w jej gabinecie. Rozgadała się  wtedy na całego, więc trzeba było dać dziecku chrupka, żeby spokojnie porozmawiać. Pod koniec sama już chciała wyjść, gdyż znudził się jej gabinet. Michalinka ogólnie jak gdzieś wychodzimy jest  grzeczna, łobuzuje najczęściej w domu. Nie jest dzieckiem, które pójdzie z obcą osobą za rękę – musi znać daną osobę. W sklepie na zakupach puściliśmy Misię z wózka, obleciała cały sklep, poczuła wolność - i tak jej się podobało, było tyle przestrzeni do biegania, że rozłożyła ręce w bok i biegła niczym ptak wznoszący się do lotu… Spacerując po sklepie obserwowała ludzi, aż pewna kobieta zatrzymała się, wyciągnęła rękę i zapytała się Michasi czy z nią pójdzie, na to Myszka  pokiwała, że nie i obróciła się w przeciwnym kierunku, zerkając na nas. Nawet dobrze, że nie ufa obcym, a może tak mocno nas kocha?  
A więc nasz skarb jest teraz na etapie – uwielbiam biegać i spacerować!
 Długo można byłoby opisywać umiejętności Misi. Szybko się uczy takich rzeczy jak wchodzenie i schodzenie z naszego łóżka - ma to opanowane do perfekcji, także budowanie klocków idzie jej bardzo dobrze ( to chyba lubi robić najbardziej ) i burzenie oczywiście, lubi także samochodziki a niedawno nauczyła się sama odpychać nogami na jeździku.  Michalinka uwielbia wspinać się na wszystko i po wszystkim, rzucać się na łóżko ( czym przyprawia nas o zawał serca ), a także poskakać po rodzicach. Chciałam napisać osobną notkę na ten temat, ale co tu dużo pisać? Misia to mała sadystka! Gdy tylko się położymy na chwilkę by odpocząć Misia nas atakuje, siada nam na głowę, nogi, brzuch itp., a gdy powiemy „ała” zaczyna po nas skakać, co sprawia jej wiele radości i chyba dlatego jej na to pozwalamy, tak słodko się wtedy śmieje, oczywiście są granice. Mamusi brzuszek zawsze pod ochroną. Miśka lubi także wciskać palce w pępek, naciskać na nos, a my wtedy mamy udawać jakieś dźwięki.
Bardzo nam się dziecko zmienia, jest taka radosna, żywa i samodzielna. Jak nigdy zrobiła się czuła, lubi się przytulać, uwielbia rozdawać buziaczki, słodkie jak miód! Kochamy nad  życie naszą wspaniałą córeczkę!
Dwa powyższe zdjęcia pochodzą z dzisiejszego spaceru. Choć nie było słońca, to jednak temperatura była całkiem przyjemna, ok. 14 stopni. Mimo wszystko  ubraliśmy Misi kurteczkę, bo jest po przebytej niedawno chorobie. Michalinka była zafascynowana kwiatkami, gołębiami, lodami waniliowymi, których nie potrafili sobie odmówić Rodzice :) oraz kałużami :). Spacerując, zauważyliśmy, że bardzo mało osób wywiesiło w dniu dzisiejszym flagi  narodowe...

Kończąc - mam obawy jak mała zareaguje na nowego członka rodziny, ale o to będziemy martwić się później, do tego czasu Michalinka pewnie jeszcze bardziej wydorośleje i się zmieni…
Pozdrawiamy! Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz