Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 16 maja 2010

Z życia taty - czyli jak nasycić wilka i uchronić owcę

 Taki widok chciałbym oglądać codziennie - śpiące spokojnie i bezpiecznie dziecko. Niestety, nie jest mi to dane ze względu na obowiązki zawodowe, które zmuszają mnie do wychodzenia z domu w dniach roboczych o godzinie 6.30, kiedy wszyscy śpią. Wychodzę więc cichutko, tak, żeby nie budzić moich dwóch skarbów i udaję się do pracy. Wracam zazwyczaj około 19.00 - 20.00, choć zdarzają się dni w których wracam na godzinny odpoczynek do domu w godzinach południowych. Żeby nadrobić stracony czas, staramy się, aby weekendy spędzać większość czasu tylko w rodzinnym gronie - potrzebujemy tych dwóch dni jak powietrza czy wody. Zdarza się, że tak jak dziś leniuchujemy w łóżku nie robiąc nic pożytecznego, odpoczywając i ładując akumulatory na kolejny tydzień. Najczęściej jednak wychodzimy z domu, idziemy na spacer, robimy zakupy, spotykamy się z przyjaciółmi, rodziną. Gdy w tygodniu jestem poza domem, wszystkie domowe obowiązki spoczywają na Żanecie. Rzadko Jej mówię, jak jestem Jej wdzięczny za wszystko, co robi dla mnie, dla nas, dla Michalinki. Gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie, noszenie Misi, przewijanie, zabawy, uczenie nowych słów, czytanie oraz wiele innych czynności - i to wszystko przy obciążeniu ciążą i nieustających bólach w podbrzuszu. Wydaje mi się, że wie o tym, jak bardzo Ją podziwiam - ja nie dałbym sobie rady z tyloma obowiązkami. Często gdy wracam po pracy do domu, mimo, że ja nie mam sił na zabawę z Misią, moja cudowna żona z uśmiechem na twarzy poświęca czas naszej córeczce. Ale ostatnio, pomimo uśmiechu, dostrzegam w Jej oczach zmęczenie. Wpływ na to ma zapewne też pogoda, która nie nastraja optymizmem - od ponad tygodnia albo pada, albo niebo jest zachmurzone i zanosi się na deszcz. Głównym powodem jednak jest natłok obowiązków i włożony wysiłek. Tylko człowiek, który nie miał dzieci może sobie myśleć, że kobieta, która nie pracuje i zajmuje się małym dzieckiem/dziećmi nic nie robi. Taka kobieta daje z siebie więcej niż można sobie wyobrazić... Jako mężczyzna staram się być dobrym ojcem i mężem, ale moje wysiłki są niczym przy "ofierze" Żanety, która jest najwspanialszą mamą na świecie.
 Kupiliśmy niedawno Michalince namiot. Uwielbia w nim przebywać, chować się przed nami, leżakować. Najzabawniejsze są momenty, gdy Michasia chowa się w środku, a my udając, że o tym nie wiemy, wołamy "gdzie jest Misia?". Nasza córcia wyskakuje po chwili z namiotu i śmieje się z tego, że nie potrafiliśmy Jej znaleźć. W namiocie swój "domek" znalazły wszystkie maskotki. Gdy Michalinka przychodzi do naszego pokoju, wchodzi na łóżko i "bawi się" lampką nocną wiszącą nad nim. Ostatnio nauczyła się włączać i wyłączać światło przełącznikiem. Poza tym uwielbia biegać po łóżku, wywołując u nas palpitacje serca, gdy zatrzymuje się prawie na brzegu łóżka. Próbujemy Ją tego oduczyć, ale są z tym problemy :)
 Michalinka w ogóle polubiła "prace na wysokościach" :) Od czasu gdy kupiliśmy mały stoliczek i krzesełko, próby zdobycia wierzchołka stołu są na porządku dziennym :)
 Michasia uwielbia "robić porządki" w szufladach. Ciekawe skąd takie zamiłowania? Bo my raczej nie jesteśmy pedantami :)
Jestem tatą, to moja kariera - chciałoby się zaśpiewać, ale to nie ta bajka. Jestem tatą i muszę tak żyć by wilk był syty i owca cała. Zapewne wiele rodzin przeżywa podobne dylematy. Wilk ( konto bankowe ) musi być syty, bo pieniądze choć szczęścia nie dają, są potrzebne na opłaty, z kolei owca ( więzi rodzinne, wspólny czas ) także musi pozostać nienaruszona. Nie jest łatwo, ale patrzymy z optymizmem w przyszłość. Wspólnie spędzane dni powodują, że choć na chwilę, choć w małej części zapominamy o problemach i cieszymy się samymi sobą. Jutro poniedziałek, niestety...

Kochanie moje, dziękuję za to, że jesteś. Kocham Cię Żanetko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz