Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 27 maja 2010

Prawda jest prosta - Kocham Cię !

Zapewne zapytasz skarbie - dlaczego dziś? dlaczego ten film? dlaczego o nas? - bez powodu kochanie. Czy musi być powód, by wyrazić miłość i wdzięczność za chwile, których nie da się nigdy zapomnieć? Nie musi :). Wiesz, że każdy dzień jest w naszym związku cudowny, a prawda jest bardzo prosta - Kocham Cię. Zdjęcia w tym filmie to nasza historia, aż do momentu narodzin Michalinki. Proszę gwiazdko, abyś oglądając film - nie patrzyła na to jak wyglądasz, na którym zdjęciu się sobie podobasz, a na którym nie. Ważne, że mnie się podobasz :) zawsze!

Oglądając film szukaj Miłości - ukryta jest w każdym zdjęciu :)*



Tata Adam

Chorzowskie ZOO - to miejsce należy odwiedzić

 Jak już wiecie, byliśmy w niedzielę w WPKiW w Chorzowie. Był to jeden z pierwszych dni po owych nieszczęsnych ulewach, tak więc musieliśmy wykorzystać okazję i "złapać" trochę słońca.
 W drodze do parku kupiliśmy Michalince kolorowy wiatraczek, który mieliśmy na oku już dosyć dawno, ale zawsze jakoś ociągaliśmy się z zakupem.
 Tuż przed wejściem do ZOO zrobiło się tak ciepło, że postanowiliśmy zmienić Misi kurteczkę na bardziej przewiewną. Mała strojnisia :)
 Misia na nogach, to oczywiście rzucenie rękawicy naszym rodzicielskim zdolnościom fizycznym :) Chodzenia a wręcz biegania za naszym skarbem tego dnia mieliśmy pod dostatkiem :)
 Oglądając kolejne zwierzęta, Misia za każdym razem pytała: "co to", zaglądając ciekawskim wzrokiem za ogrodzenie.

Poniżej mała sesja, Adam uwielbia fotografować. I choć nasz aparat nie jest jakiś rewelacyjny, to nawet zwykłym sprzętem można zrobić ładne, ciekawe, prywatne zdjęcia.
 
 
 
 Misia powoli zaczyna przejawiać bunt dwulatka :P Jak coś jest nie po Jej myśli, to pokazuje ciekawe minki :) Szczegóły w kolejnej notce. Tu na przykład nie chciała być podtrzymywana...
 Słonie wywarły na Misi ogromne wrażenie. Znając Jej odwagę, nie zdziwiłabym się, gdyby weszła na wybieg pobawić się z dużą maskotką...
 Na zdjęciu poniżej Misia stoi z "koleżanką" spotkaną w ZOO, która jest młodsza od Niej o 2 tygodnie.
 "Piciu, bo jest ciepło!"
 "Co to leci? Samolot?"
 W połowie zwiedzania, Misia zaczęła nam opadać z sił. Ale to nic dziwnego - wstała o 7 rano, a w tym momencie była 15
 Udało się nam jeszcze pstryknąć fotkę z dwoma nowymi kolegami Michalinki :P  ...
 ... i po chwili Misia zapadła w długi sen. Nawet paw się zdziwił, że można tak mocno zasnąć :P
 Po powrocie do domu Misia rozłożyła ręce i rzekła: "No i dlaczego mnie nie obudziliście?"
 "Przytuliłabym tego pawia..."
 "No dobrze, nic się nie stało...Ale mogę jeszcze na trochę wyjść na podwórko?"
 "Hej kolego, szukasz tej piłki?"
 "Po całodziennym wysiłku trochę relaksu. W parku fontanny nie działały, więc trzeba samemu się postarać :)"
Mama Żaneta

niedziela, 23 maja 2010

Ja Wam pokażę !

Dzisiaj jest wreszcie ładna pogoda i idziemy do ZOO! Jak wrócimy to mamusia napisze co się działo :) A poniżej możecie zobaczyć film z minionego tygodnia. Mam już 15 miesięcy :) Ja Wam pokażę...

niedziela, 16 maja 2010

Z życia taty - czyli jak nasycić wilka i uchronić owcę

 Taki widok chciałbym oglądać codziennie - śpiące spokojnie i bezpiecznie dziecko. Niestety, nie jest mi to dane ze względu na obowiązki zawodowe, które zmuszają mnie do wychodzenia z domu w dniach roboczych o godzinie 6.30, kiedy wszyscy śpią. Wychodzę więc cichutko, tak, żeby nie budzić moich dwóch skarbów i udaję się do pracy. Wracam zazwyczaj około 19.00 - 20.00, choć zdarzają się dni w których wracam na godzinny odpoczynek do domu w godzinach południowych. Żeby nadrobić stracony czas, staramy się, aby weekendy spędzać większość czasu tylko w rodzinnym gronie - potrzebujemy tych dwóch dni jak powietrza czy wody. Zdarza się, że tak jak dziś leniuchujemy w łóżku nie robiąc nic pożytecznego, odpoczywając i ładując akumulatory na kolejny tydzień. Najczęściej jednak wychodzimy z domu, idziemy na spacer, robimy zakupy, spotykamy się z przyjaciółmi, rodziną. Gdy w tygodniu jestem poza domem, wszystkie domowe obowiązki spoczywają na Żanecie. Rzadko Jej mówię, jak jestem Jej wdzięczny za wszystko, co robi dla mnie, dla nas, dla Michalinki. Gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie, noszenie Misi, przewijanie, zabawy, uczenie nowych słów, czytanie oraz wiele innych czynności - i to wszystko przy obciążeniu ciążą i nieustających bólach w podbrzuszu. Wydaje mi się, że wie o tym, jak bardzo Ją podziwiam - ja nie dałbym sobie rady z tyloma obowiązkami. Często gdy wracam po pracy do domu, mimo, że ja nie mam sił na zabawę z Misią, moja cudowna żona z uśmiechem na twarzy poświęca czas naszej córeczce. Ale ostatnio, pomimo uśmiechu, dostrzegam w Jej oczach zmęczenie. Wpływ na to ma zapewne też pogoda, która nie nastraja optymizmem - od ponad tygodnia albo pada, albo niebo jest zachmurzone i zanosi się na deszcz. Głównym powodem jednak jest natłok obowiązków i włożony wysiłek. Tylko człowiek, który nie miał dzieci może sobie myśleć, że kobieta, która nie pracuje i zajmuje się małym dzieckiem/dziećmi nic nie robi. Taka kobieta daje z siebie więcej niż można sobie wyobrazić... Jako mężczyzna staram się być dobrym ojcem i mężem, ale moje wysiłki są niczym przy "ofierze" Żanety, która jest najwspanialszą mamą na świecie.
 Kupiliśmy niedawno Michalince namiot. Uwielbia w nim przebywać, chować się przed nami, leżakować. Najzabawniejsze są momenty, gdy Michasia chowa się w środku, a my udając, że o tym nie wiemy, wołamy "gdzie jest Misia?". Nasza córcia wyskakuje po chwili z namiotu i śmieje się z tego, że nie potrafiliśmy Jej znaleźć. W namiocie swój "domek" znalazły wszystkie maskotki. Gdy Michalinka przychodzi do naszego pokoju, wchodzi na łóżko i "bawi się" lampką nocną wiszącą nad nim. Ostatnio nauczyła się włączać i wyłączać światło przełącznikiem. Poza tym uwielbia biegać po łóżku, wywołując u nas palpitacje serca, gdy zatrzymuje się prawie na brzegu łóżka. Próbujemy Ją tego oduczyć, ale są z tym problemy :)
 Michalinka w ogóle polubiła "prace na wysokościach" :) Od czasu gdy kupiliśmy mały stoliczek i krzesełko, próby zdobycia wierzchołka stołu są na porządku dziennym :)
 Michasia uwielbia "robić porządki" w szufladach. Ciekawe skąd takie zamiłowania? Bo my raczej nie jesteśmy pedantami :)
Jestem tatą, to moja kariera - chciałoby się zaśpiewać, ale to nie ta bajka. Jestem tatą i muszę tak żyć by wilk był syty i owca cała. Zapewne wiele rodzin przeżywa podobne dylematy. Wilk ( konto bankowe ) musi być syty, bo pieniądze choć szczęścia nie dają, są potrzebne na opłaty, z kolei owca ( więzi rodzinne, wspólny czas ) także musi pozostać nienaruszona. Nie jest łatwo, ale patrzymy z optymizmem w przyszłość. Wspólnie spędzane dni powodują, że choć na chwilę, choć w małej części zapominamy o problemach i cieszymy się samymi sobą. Jutro poniedziałek, niestety...

Kochanie moje, dziękuję za to, że jesteś. Kocham Cię Żanetko

środa, 12 maja 2010

Drugi raz będę mamą...niby to samo a jakoś inaczej

Mam do siebie małe wyrzuty sumienia. Dlaczego? Za rzadko myślę o kruszynce w brzuszku! Jestem tym przerażona - myślę, że to natłok obowiązków, ale tak nie powinno być i nie ma na to usprawiedliwienia. Gdy odpoczywam i leżę, wtedy jest czas przemyśleń, głaskania brzucha i mówienia do maleństwa. Od niedawna czuję delikatne ruchy ( jak leżę w odpowiedniej pozycji ), nawet Adam poczuł... A wczoraj i dziś cicho... Mam nadzieję, że to po prostu zmiana położenia dziecka. Myślę, że jak dzidzia da czadu z porządnym kopaniem to wtedy na pewno da o sobie znać, a ja będę mogła wreszcie nawiązać tą więź. Gdy jest się przy tak ruchliwym i wesołym dziecku jak Michalinka, nie ma kiedy pomyśleć o ciąży. Staram się relaksować nie tylko leżąc, ale także spacerując, świeże powietrze dobrze na mnie wpływa, a i Misia korzysta :)

Czuję się nadzwyczaj normalnie, jedyne co mi dokucza to ból pleców, który zaczął się dużo szybciej niż w poprzedniej ciąży. No tak, nosiłam 4 kg pod sercem to kręgosłup troszkę osłabiony mam :) ciekawe ile druga kruszynka będzie ważyć?... Jak na razie to ja spadam z wagi, a jem normalnie, wręcz mam apetyt...   więc nic z tego nie rozumiem... Nie ukrywam ucieszyłabym się, gdyby maleństwo zabrałoby co nie co ze mnie dla siebie :)
Staram się nie wybiegać zbyt w przyszłość i żyć dniem dzisiejszym  ( ewentualnie wakacjami ), wiadomo, że człowiek mimo wszystko myśli i planuje...
Co poza tym? Jesteśmy zdrowi i korzystamy z ładnej pogody. Wirusy za nami i oby na dobre. Niestety w tygodniu mamy mało tatusia ( o czym zapewne sam napisze ), ale odbijamy sobie w weekendy. Wizytę u ginekologa mam na 18 maja - jesteśmy dobrej myśli jak zawsze. Miewam czasami dokuczliwe bóle w dole brzucha, co może być spowodowane noszeniem Misi lub złym schylaniem się, zobaczymy na badaniu.
Jak już pisałam wcześniej czekamy na kopniaki bobaska, w końcu trzeba się jakoś porozumiewać :P
Pozdrawiam!

"Idziemy wreszcie na ten spacerek?"
Mama Żaneta

niedziela, 2 maja 2010

A życie toczy się ruchem przyspieszonym

 Są chwile kiedy nie wierzę w to co widzę. Nasza córeczka dorasta w zastraszającym tempie. Im dłużej z nią przebywam, tym częściej mnie zaskakuje. Jestem na L4 od miesiąca i mogę teraz dużo czasu poświecić Michalince, oprócz zajmowania się domem i bardzo się z tego powodu cieszę. Myślę, że jak myszka zacznie mówić ( po polsku )  to dopiero będzie ciekawie. Na chwilę obecną Misia rozumie polecenia, lecz sama jeszcze nie potrafi powiedzieć tego co chce, dlatego pokazuje nam gestami. Jest bardzo wszystkiego ciekawa - to oczywiste , ale poza tym jest mądra, spostrzegawcza i kontaktowa.
 Ostatnio byliśmy w trójkę u ginekologa, bo babcia była chora, więc zabraliśmy Misię ze sobą - przy okazji poznała ją nasza Pani doktor, która prowadziła także pierwszą ciążę. Czekaliśmy jakieś pół godzinki przed gabinetem, byliśmy pierwsi, następnie zaczęli schodzić się inni, wtedy Miśka oczywiście dawała popis. Uśmiechała się, ale nie podeszła sama do nikogo, tatuś lub mamusia musieli iść z nią za rączkę. Zaczepiała wzrokiem, chowała się i chciała bawić się w „a ku ku” z najbliżej siedzącą panią. W poczekalni stał wieszak z ubraniami, który w ocenie naszej córeczki był fascynujący, ale gdy już zainteresowanie Misi przenosiło się na ubrania na nim zawieszone, wówczas grzeczna córcia słuchała nas, kiedy mówiliśmy, że to nie od niej, więc nie wolno dotykać.
 Kiedy przyszła pani ginekolog Misia pierwsza znalazła się w jej gabinecie. Rozgadała się  wtedy na całego, więc trzeba było dać dziecku chrupka, żeby spokojnie porozmawiać. Pod koniec sama już chciała wyjść, gdyż znudził się jej gabinet. Michalinka ogólnie jak gdzieś wychodzimy jest  grzeczna, łobuzuje najczęściej w domu. Nie jest dzieckiem, które pójdzie z obcą osobą za rękę – musi znać daną osobę. W sklepie na zakupach puściliśmy Misię z wózka, obleciała cały sklep, poczuła wolność - i tak jej się podobało, było tyle przestrzeni do biegania, że rozłożyła ręce w bok i biegła niczym ptak wznoszący się do lotu… Spacerując po sklepie obserwowała ludzi, aż pewna kobieta zatrzymała się, wyciągnęła rękę i zapytała się Michasi czy z nią pójdzie, na to Myszka  pokiwała, że nie i obróciła się w przeciwnym kierunku, zerkając na nas. Nawet dobrze, że nie ufa obcym, a może tak mocno nas kocha?  
A więc nasz skarb jest teraz na etapie – uwielbiam biegać i spacerować!
 Długo można byłoby opisywać umiejętności Misi. Szybko się uczy takich rzeczy jak wchodzenie i schodzenie z naszego łóżka - ma to opanowane do perfekcji, także budowanie klocków idzie jej bardzo dobrze ( to chyba lubi robić najbardziej ) i burzenie oczywiście, lubi także samochodziki a niedawno nauczyła się sama odpychać nogami na jeździku.  Michalinka uwielbia wspinać się na wszystko i po wszystkim, rzucać się na łóżko ( czym przyprawia nas o zawał serca ), a także poskakać po rodzicach. Chciałam napisać osobną notkę na ten temat, ale co tu dużo pisać? Misia to mała sadystka! Gdy tylko się położymy na chwilkę by odpocząć Misia nas atakuje, siada nam na głowę, nogi, brzuch itp., a gdy powiemy „ała” zaczyna po nas skakać, co sprawia jej wiele radości i chyba dlatego jej na to pozwalamy, tak słodko się wtedy śmieje, oczywiście są granice. Mamusi brzuszek zawsze pod ochroną. Miśka lubi także wciskać palce w pępek, naciskać na nos, a my wtedy mamy udawać jakieś dźwięki.
Bardzo nam się dziecko zmienia, jest taka radosna, żywa i samodzielna. Jak nigdy zrobiła się czuła, lubi się przytulać, uwielbia rozdawać buziaczki, słodkie jak miód! Kochamy nad  życie naszą wspaniałą córeczkę!
Dwa powyższe zdjęcia pochodzą z dzisiejszego spaceru. Choć nie było słońca, to jednak temperatura była całkiem przyjemna, ok. 14 stopni. Mimo wszystko  ubraliśmy Misi kurteczkę, bo jest po przebytej niedawno chorobie. Michalinka była zafascynowana kwiatkami, gołębiami, lodami waniliowymi, których nie potrafili sobie odmówić Rodzice :) oraz kałużami :). Spacerując, zauważyliśmy, że bardzo mało osób wywiesiło w dniu dzisiejszym flagi  narodowe...

Kończąc - mam obawy jak mała zareaguje na nowego członka rodziny, ale o to będziemy martwić się później, do tego czasu Michalinka pewnie jeszcze bardziej wydorośleje i się zmieni…
Pozdrawiamy! Mama Żaneta