Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 21 kwietnia 2010

Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki

Może i nie da się wejść do tej samej rzeki dwa razy jak twierdził Heraklit, jednak my wracamy do tej strony, gdyż mamy do niej wielki sentyment, a po drugie dostawaliśmy e-maile, że ten blog bardziej się podobał. Powrót oddziela od ostatniego posta tragiczna data 10 kwietnia i tak naprawdę nic już nie jest takie same...ale życie toczy się dalej i trzeba jakoś wrócić do rzeczywistości. Mamy nadzieję jednakże, że prawda ujrzy światło dzienne!
Powracając do tematu bloga - a więc drodzy czytelnicy zostajemy tu na stałe ( dopisek: jednak nie na stałe, 20.04.2012r. zamknęliśmy rozdział pt. "onet" ), z czego ogromnie się cieszę. Adam włożył wiele pracy w tamtą stronkę Misi, poświęcił noce, a było to spowodowane przede wszystkim kłopotami z wrzucaniem zdjęć. Z tego powodu musieliśmy się poważnie zastanowić nad tym wszystkim, dlatego tak długo nie pisaliśmy. Nie ukrywam brakowało mi tego bloga, tym bardziej, że ja tu także mogę pisać, bo na poprzednim było to
dla mnie zbyt skomplikowane, a poza tym tam nie było tak prostej opcji komentowania . Jednak żal mi jak już pisałam wyżej tego wysiłku i pracy Adama. Na tamtej stronie podobało mi się to, że można było dodawać muzykę, pliki do pobrania itp. Ale decyzja zapadła. Mamy nadzieję, że będziecie nas nadal odwiedzać, czytać i komentować.
Może jeszcze dzisiaj uda nam się wrzucić jakiś filmik z udziałem naszej gwiazdeczki ( obecnie chorej ). Ostatnio u nas chorobowo, oczywiście "zawirusowana" mamusia zaraża wszystkich dookoła :(. 

Po ostatnich wydarzeniach takie choroby wydają się jednak błahostkami. Przez kilka dni "wypłakiwaliśmy oczy", mimo, że nie zginął nikt z naszych bliskich. Wobec takiej tragedii nie da się przejść obojętnie. Trzeba było by mieć serce z żelaza.
Nawiasem mówiąc Misia nie wiedziała jak zareagować, widząc coś, co spływa po naszych twarzach. Dzieci wyczuwają, gdy coś jest nie tak...
  Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz