Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

wtorek, 30 marca 2010

Choroba trzyma nas w domu

Takim widokiem powitała nas kilka dni temu Michalinka wczesnym rankiem. Uśmialiśmy się do łez :)
 Od kilku dni Michalinka jest chora i jest to jej pierwsza choroba. Ma bardzo zajęty nosek, ciężko oddycha, a z nosa odciągamy z trudem zielonkawą wydzielinę. Gardełko ma troszkę chore, ale bierze syrop. Byliśmy w poniedziałek u lekarza. W sobotę zaczęło się od cieknącego katarku, pogarszało się, więc udaliśmy się do "naszej" lekarki. Kobieta jest wspaniała, z podejściem do rodziców i do dzieci. Misia nas bardzo zaskoczyła, kiedy rozebraliśmy ją by lekarka mogła ją osłuchać. Podczas tej czynności nie drgnęła ani na chwilkę! Spuściła głowę w dół i czekała aż Pani Doktor skończy. Dostała za to naklejkę - medal dla dzielnego pacjenta. Było to bardzo zabawne :) Gorzej było już z otwarciem buzi i zaglądnięciem do gardełka, ale w końcu otworzyła. Mamy bardzo grzeczne dziecko, szczególnie jak gdzieś idziemy, w domu już troszkę łobuzuje :)
A więc choroba trzyma nas w domu, na pewno do piątku, potem zobaczymy  jak pójdziemy do kontroli. Z witaminy C nie zrezygnujemy, trzeba Misi troszkę poprawić odporność. To i tak cud, że nie zaraziła się od nas kiedy przechodziliśmy z Adamem ciężką chorobę gardła, prawdopodobnie anginę. Wiemy, że Misi nie przewiało na dworze, tylko w domu, jak byliśmy u Rodziny. Było otwarte okno, nikt tego nie zauważył, dopiero po jakiś czasie zrobiło nam się zimno, a nie siedzieliśmy blisko okna, a Misia tam chodziła biorąc coś z szafek i musiało ją przewiać. Teraz będziemy bardziej ostrożni.

Żeby rozweselić atmosferę jaką wprowadziłam, dodam kilka fotek ze spacerku zdrowej Misi. Na placu zabaw Michalinka ujeżdżała króliczka, huśtała się na huśtawce i wchodziła gdzie się dało. Bardzo lubi przebywać wśród dzieci, obserwuje i śmieje się do nich.
 
 Gdy pogoda dopisała udaliśmy się  nad małe jeziorko, które znajduje się 10 minut drogi od nas. Były piękne widoki wzlatujących mew na tle rozjaśnionego słońcem jeziora, kaczuszki chodzące po lodzie, który gdzie nie gdzie jeszcze się nie roztopił i łabędzie dokarmiane na brzegu... Było relaksująco.... Uwielbiam takie wspólne spacery, Adam robi piękne zdjęcia i porozmawiać sobie możemy, a Misia w tym czasie zwiedza plener, nasz Katowicki plener. Jako, że nie mamy tak daleko do Parku Chorzowskiego, teraz w wiosnę będziemy tam częstymi gośćmi, trzeba jeszcze zaliczyć ZOO, zjeść kiełbaskę z grilla i się odprężyć. Już widzę jak Miśka biega po trawie... Ach, czekam na ciepłe dni i wolny czas tylko dla nas, naszej trójeczki ( czwóreczki ). Czekam także na wakacje, upragnione wakacje nad morzem....
 
 
 Na koniec nasz mały kochany śmieszek :)
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz