Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 21 stycznia 2010

W labiryncie życia

Kochani, przepraszamy, że ostatnio nic nie piszemy i nie komentujemy Waszych postów tak często jak kiedyś. Mamy nawał obowiązków w pracy i ostatnie dni wyglądają tak, że po powrocie do domu od razu kładziemy się spać. Dodatkowo miałem wypadek samochodowy, spowodowany przez grupę młodych ludzi, którzy wbiegli na przejście dla pieszych na czerwonym świetle i uciekli zobaczywszy wypadek. Od tego momentu w ogóle nie mam nastroju na pisanie postów. 
Cóż, rok 2010 zaczęliśmy nieszczególnie, ale mamy nadzieję, że niedługo szczęście powróci i nie mówię o szczęściu w miłości, bo tego mamy pod dostatkiem. W końcu co nas nie zabije to nas wzmocni. W labiryncie życia wjechaliśmy na drogę pełną niebezpieczeństw i musimy ostrożnie minąć pułapki i dotrzeć do najbliższego skrzyżowania. Tam czekać będzie na nas autostrada pomyślności. Mocno w to wierzymy............. Wszystkiego dobrego kochani blogowicze.
Tata Adam

piątek, 15 stycznia 2010

FRANIO


KOCHANI! 
DZISIAJ O GODZINIE 16.50 URODZIŁ SIĘ NASZ NOWY KOLEGA - FRANEK!
WAGA 3550 g, WZROST 51 cm. PORÓD TRWAŁ 20 MINUT.

TYM SAMYM MARTUSIA MA 3 SYNA, TOSIO BRACISZKA, A JA KOLEJNEGO SUPEROWEGO KOLEGĘ!!!
WITAMY CIĘ FRANUSIU! ŻYJ CO NAJMNIEJ 100 LAT!
MISIA

wtorek, 12 stycznia 2010

Cieszyć się z jednej pomarańczy

Kochana córeczko. Piszę do Ciebie, choć przyznam, że w ostatnim czasie zbyt szybko upływały sekundy i nie potrafiłem znaleźć chwili, żeby znów szepnąć Ci coś "na uszko". Teraz mam kilkanaście minut, ponieważ Ty jesteś w swoim ślicznym pokoiku z babcią i mierzysz długość pokoju chodząc od okna do drzwi, tam i z powrotem. Chyba mylisz się w liczeniu kroków, bo chodzisz tam i z powrotem a babcia już nie nadąża :). Mamusia jest niestety w pracy - tak jak wczoraj Tatuś  - i wróci bardzo późno, ale mam nadzieję, że się zobaczycie.
Zapewne zastanawiasz się, dlaczego taki tytuł postu? Pomysł wpadł mi do głowy, gdy wracałem dziś z pracy. Wiele się ostatnio dzieje, niestety nie zawsze po naszej myśli. Bo rzeczywistość w Polsce w czasach gdy to piszę nie jest zbyt wesoła. Wszystko niestety wiąże się z poziomem życia, czyli z pieniędzmi. Jest wiele rodzin, które tak jak my muszą wiązać koniec z końcem i tak planować wydatki, aby pieniędzy starczało od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca. Zastanawialiśmy się jakiś czas temu, czy nie wyjechać za granicę, gdzie zarabia się kilka razy więcej niż tutaj, gdzie ludzi traktuje się z szacunkiem. Mógłbym Ci tu opisać, w jakich krajach żyłoby się nam lepiej, w których pomoc Rodzinie jest kilkakrotnie wyższa niż w Polsce, ale to nie ma znaczenia, ponieważ gdy czytasz te słowa, zapewne jest całkiem inna sytuacja. Tak więc myśleliśmy nad wyjazdem, ale doszliśmy do wniosku, że nie dalibyśmy rady psychicznie, tęsknilibyśmy za Polską i naszą Rodziną. Zostaliśmy i mamy nadzieję, że nie będziesz miała nam tego za złe.
W trudnych chwilach, gdy jest mi już bardzo ciężko na serduchu - tak jak teraz - przypominam sobie pobyt w Egipcie, gdzie byliśmy dwa miesiące przed Twoim poczęciem. To były magiczne chwile, bajeczne miejsca, do których mamy z mamą i z Tobą zamiar powrócić...
 Późną nocą, drugiego lub trzeciego dnia, gdy plaża opustoszała, zostaliśmy z mamą sami . Nagle w tafli Morza Czerwonego zaczął wyłaniać się księżyc. Zdjęcie, ani żadne słowa, nie oddadzą tego, co w tym momencie czuliśmy. Łzy same płynęły nam po policzkach . Czuliśmy się tacy szczęśliwi, a jednocześnie bogaci, siedząc w pierwszym rzędzie spektaklu życia.
Pobyt w Menaville był jak zamieszkanie na tydzień na wyspie, odciętej od świata, na której działał co prawda telewizor, ale był tak nieciekawy w porównaniu z otaczającą nas przyrodą, że był włączony chyba ze dwa razy na 5 minut, aby posłuchać wiadomości z kraju. Pewnego dnia pojechaliśmy na Safari, gdzie zwiedziliśmy między innymi wioskę Beduinów. Ci ludzie nie mają praktycznie niczego, żyją tak z wyboru - są biedni, a zarówno bogaci. Podziwialiśmy małe dzieci, biegające boso po ostrych kamieniach, skaczące w dal po skałach, cieszące się z wszystkiego co mają wokół. Gdy zachodziło słońce, wszyscy stali i żegnali je tak, jakby już nigdy nie miało wzejść. Cienie ich postaci na tle gór i ostatnich promieni słońca były niczym nuty na pięciolinii najpiękniejszej piosenki. Gdy jedno z dzieci dostało pomarańczę, zaraz dzieliło się z rodzeństwem lub kolegami. Cieszyło się z tak małego prezentu, który u nas byłby dla wielu śmieszny. Te widoki są nie do zapomnienia...
nie trzeba mieć pieniędzy, szafy pełnej ubrań, modnych ciuchów, najnowszego sprzętu RTV by być szczęśliwym.
 
 
 
Wracając do tych momentów, zapominam o naszych problemach, a jednocześnie przypominam sobie, że są inni ludzie, którzy nie mają nawet tego co my. Córeczko, jesteśmy bogaci, bo mamy Ciebie, bo Bóg dał nam tak wspaniałe Dziecko. Jesteśmy bogaci, bo mamy siebie, choć znalazłoby się kilka osób, którym nasza miłość siedzi w oku niczym drzazga ( mam nadzieję,że rozumiesz już te słowa, gdy to czytasz ). Jesteśmy bogaci, bo mamy pracę, bo mamy co jeść i dokąd wracać po trudach dnia codziennego.To wszystko dodaje nam sił i wiary w lepsze jutro.

P.S. 1 Pamiętaj, że bawiąc się w szkole z koleżankami i kolegami, nie dziel ich na biednych i bogatych. Baw się ze wszystkimi, których lubisz, a tych których odtrącają inni Ty nie odtrącaj!

P.S. 2 Kochanie, gdy kiedyś nie będzie nas stać na kupno zabawki, która Ci się spodoba, spróbuj nas zrozumieć. Pamiętaj, że cieszyć się można nawet z jednej pomarańczy...
Tata Adam

wtorek, 5 stycznia 2010

Pamiętam jak pachniałaś...

Kochana Mamusiu! Dawno się nie odzywałam, ale wiesz, że jestem mała i mogę pisać tylko rączkami Tatusia :) W przerwach pomiędzy spacerkami, jedzonkiem i spaniem przypominałam sobie chwile z mojego krótkiego, ale pięknego życia. Chciałam Ci dzisiaj podziękować ( tak bez okazji bo przecież nie trzeba zawsze mieć okazji by okazywać sobie miłość ) za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Pamiętam, jak byłam u Ciebie w brzuszku, jak mnie głaskałaś, śpiewałaś, opowiadałaś bajki, jak puszczałaś mi bobasową muzykę, jak mówiłaś mi "kocham Cię kruszynko". Muzyka bobasa podoba mi się do dzisiaj, jest dla mnie jak smoczek i jak huśtawka, uspokaja i pobudza do skakania w zależności od piosenki. Mamusiu, pamiętam ile czasu poświęciłaś na pomoc w mojej przeprowadzce, jak wtedy szybko biło Ci serduszko, pamiętam ból, który przeżywałaś, pamiętam wreszcie jak pachniałaś gdy wreszcie zobaczyłam inny świat i przytuliłam się do Ciebie po raz pierwszy. Dziękuję Ci Mamusiu. Dziękuję za każdą minutę spędzoną z Tobą - z najlepszą Mamą na świecie. Wiesz, że tego dnia urodziło się w Polsce około 1500 dzieci, a na świecie ponad 30000! A ja miałam szczęście trafić na Ciebie :* Twój dotyk jest jak promyk słońca, uwielbiam się w Ciebie wtulać, robić te wszystkie śmieszne miny, opowiadać co mi się śniło ( choć wiem, że mnie nie rozumiesz ), spacerować z Tobą, gonić się, bawić w "a kuku" i robić wiele innych rzeczy. Zastanawiałaś się ostatnio z Tatusiem, czemu od 2 miesiąca życia nie potrzebuję smoczka, czemu gdy kładziecie mnie spać pokazuję rączką na swoje łóżeczko i dlaczego gdy rano wstanę, to Was nie wołam płaczem. To proste Mamusiu - od poczęcia czułam się przy Tobie bezpieczna. Wiem, że gdy idę spać to jesteś za ścianą, podobnie gdy się obudzę. Wiem, że jak wychodzisz do pracy, to niedługo wrócisz. Wiem, że nigdy mnie nie opuścisz. Bardzo Cię kocham Mamusiu! A teraz przypomnij sobie najpiękniejsze nasze chwile...




niedziela, 3 stycznia 2010

Pierwszy wypad na sanki

Wczoraj Misia była po raz pierwszy na sankach. Trochę się obawialiśmy tego wyjścia, ponieważ kruszynka jeszcze nigdy nie była na dłuższym, zimowym spacerze. Jesteśmy jednak zadowoleni z podjętej decyzji. Michalince się podobało, choć wydawało się nam, że była zszokowana tym, że jedzie w czymś innym niż samochód i że odczuwa zimno na nosku i policzkach. Pod koniec spaceru zawiał kilka razy wiatr ( w twarze ) i nasza córcia spanikowała. Wyglądało to tak, jakby próbowała wziąć oddech, ale nie umiała albo się bała wziąć oddech. Nie wiemy czy to nadmiar powietrza tak działa, czy złe oddychanie u Misi, a może małe dzieci tak mają?




Myśleliśmy, że po powrocie Misia uśnie. Ale gdzież tam! Zaczęła chodzić jak nakręcony samochodzik :)
Wieczorem uczyliśmy Michalinkę, jak się odpowiada, gdy się chce coś jeść, a jak się odpowiada, gdy się nie chce. Do tej pory kruszynka potrafiła zazwyczaj powiedzieć "nie", ze słowem "tak" to różnie bywało. A więc Żaneta podawała mi jabłko, a ja najpierw mówiłem "nie" i kręciłem przecząco głową, a po chwili Żaneta ponownie pytała mnie czy chcę jabłko, a ja odpowiadałem "tak", potwierdzając skinięciem głowy. Później zamieniliśmy się rolami i to Żaneta była królikiem doświadczalnym :) Szkoda, że nie widzieliście miny Michalinki! Jej i tak duże oczy powiększyły się chyba o połowę, zrobiła zdziwioną minę w iście aktorskim stylu i powiedziała coś niby "a cilo sity gowe?" Miało to chyba znaczyć "a co wy robicie?" albo "co się wam stało w głowę" :P. Było cudownie!

piątek, 1 stycznia 2010

Pierwsze kroczki, roczek i przepis na wyjątkowych rodziców

Wczoraj otrzymaliśmy jeden z najważniejszych prezentów w naszym życiu - Michalinka zaczęła chodzić! I to nie raz, nie dwa, ale przez bite dwie godziny robiła kilkanaście kroków, przerwa, znowu kilka kroków, przerwa itd. Misia potrafi już przejść wzdłuż cały swój pokój, który ma prawie 4 metry długości! Poniżej jedno zdjęcie i krótki filmik, który zdążyliśmy zrobić po nocy sylwestrowej :)
Ważnym wydarzeniem w dniu dzisiejszym jest pierwsza rocznica naszego bloga. Równo rok temu "narodziliśmy" się w wirtualnym świecie. Oczywiście celem założenia bloga było, jest i będzie pisanie wirtualnego pamiętnika, do którego w przyszłości zajrzy nasza córeczka. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym zrozumieliśmy, że w internecie również mogą narodzić się przyjaźnie pomiędzy ludźmi. To piękne, ile w naszym otoczeniu jest wartościowych osób, którzy mają podobne ideały, wartości i "pomysły na życie" jak my. Buziaczki dla Was wszystkich!
Na koniec, nawiązując do artykułu, który pojawił się na tvn24, dotyczącego rodzicielskiego coachingu i kursów na superrodziców, chcielibyśmy napisać krótko swoje zdanie na ten temat. Według nas nie trzeba płacić 1060 zł za weekendowy kurs "Wyjątkowi rodzice, wspaniałe dzieciństwo", żeby być dobrym rodzicem. Wystarczy krótki przepis, a jest on następujący:
1. Weź szczyptę chęci na "bycie" rodzicem

2. Dodaj łyżkę poczucia odpowiedzialności za drugie istnienie
3. Wsyp maksymalną ilość miłości
4. Całość wymieszaj z czasem, który poświęcisz dziecku
Jeżeli nawet w trakcie tworzenia masy wychowawczej popełnisz błąd, to będziesz wiedzieć kiedy ( poznasz po sobie lub zauważysz to po swoim dziecku ), zrozumiesz jego istotę i sam wyciągniesz wnioski. Gdy zastosujesz powyższy przepis, w niedługim czasie staniesz się wyjątkowym rodzicem. W razie gdyby przepis nie zadziałał, gwarantowana osobista pomoc pomysłodawców - czyli nasza.
A tak dzisiejszego poranka Misia witała Nowy 2010 Rok: