Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 6 grudnia 2009

O tym co zagląda do dziecięcych serduszek, zabawkach i lustrze

W noc grudniową księżyc świeci
biały śnieg się skrzy.
Cicho wszędzie, śpią już dzieci
cudne mają sny.
Śpiesz się, śpiesz się Mikołaju,
zejdź z wysokich wzgórz.
Grzeczne dzieci wyczekują
kiedy przyjdziesz już.

Wszystkim blogowiczom, w tym wyjątkowym dniu, w którym upamiętniamy Mikołaja z Miry, życzymy wielu prezentów danych od serca, które będą wyrazem miłości, dobroci i życzliwości osoby, która je nam podrzuci :). Trzeba pamiętać, że Mikołajów, naśladujących Mikołaja z Miry jest wielu, bo w dzisiejszych czasach jest tylu mieszkańców Ziemi, że najszybsze renifery nie dałyby sobie rady z tak dużym terytorium.
Raniuteńko, do naszych drzwi również zapukał Mikołaj! Michalinka wtedy jeszcze spała, ale tuż po przebudzeniu nie mogła uwierzyć, że ma nowe zabawki! Do pieska cymablisty dorwała się jeszcze zanim się udało nam ją przebrać i zjadła śniadanie :) Na krzesełko musiała poczekać, bo było nie złożone w pudełku :P.
 
 
 Michalinko, gdy kiedyś będziesz czytała tego bloga, to dowiesz się o Rodzicach wielu ciekawych rzeczy. Dziś kolejna niespodzianka - Tatuś też był kiedyś Mikołajem - przez 5 lat wędrował przez "świat", wręczając dzieciom prezenty. Nawet jedna z bardziej znanych gazet na Śląsku umieściła zdjęcie z wizerunkiem Tatusia Mikołaja :).
 
 Był to piękny czas, czas radości z dawania prezentów obcym sobie ludziom. Widząc uśmiechnięte buzie tych najmłodszych, nawet deszczowy, zimny 6 grudnia, stawał się najpiękniejszym dniem roku. Bo przyjemnie jest prezenty dostawać, ale o wiele więcej radości daje ich dawanie.
Pewnego 6 grudnia, nie pamiętam roku, podeszła do mnie mała dziewczynka na rynku w Bytomiu. Miała może 9 - 10 lat. Otworzyłem worek i chciałem jej dać prezent, ale ona nie chciała go przyjąć. Powiedziała, że wolałaby, żeby Mikołaj - czyli ja - kupił jej coś do jedzenia, bo jest bardzo głodna. Zapytałem dlaczego jest głodna. Odpowiedziała - że rodzice są pijani. Nie chcę tu opowiadać całej historii, żeby nikt nie mógł zidentyfikować osoby o której piszę, ale gdy tak patrzyłem zza szyby na nią, jak "pochłania" gorący posiłek, to łzy same ciekły mi po policzkach. Nie powinno tak być... Ale niestety były jeszcze inne przypadki.
Kochani rodzice, pamiętacie taką znaną anegdotkę:
"Młode małżeństwo weszło do jednego z piękniejszych sklepów z zabawkami
w ich mieście. Długo się przyglądali półkom pełnych zabawek, tak cudownie poukładanych...niektóre, były uwieszone przy suficie, jeszcze inne nieco rozrzucone
by nadać w ten sposób nieład powodujący chęć oglądania i podziwiania.
Były tam lalki, które płakały i się śmiały, gry elektroniczne, kuchenki miniaturowe,
które potrafią piec różnego rodzaju ciasta i pizze. Ta młoda para nie potrafiła
podjąć odpowiedniej decyzji. Gdy tak się wahali, zbliżyła się do nich bardzo
sympatyczna sprzedawczyni.
- Widzi pani - wyjaśniła kobieta - mamy bardzo małą córeczkę, a my jesteśmy
cały dzień poza domem...często też i wieczorem.
- Jest to dziewczynka, która bardzo rzadko się śmieje - wszedł w słowo mężczyzna.
- Chcemy jej kupić coś co sprawiłoby by była szczęśliwa - dopowiedziała
kobieta - też wówczas kiedy nas nie ma w domu. Chcielibyśmy coś, co jej
przyniesie  radość, kiedy jest sama.
- Przykro mi - z uśmiechem odpowiedziała uprzejma sprzedawczyni - ale my
nie sprzedajemy rodziców!"

Właśnie. Nic dziecku nie zastąpi czasu poświęconego przez rodziców. Nawet najpiękniejszy prezent nie uszczęśliwi dziecka tak jak obecność mamy i taty. Dzieci, które mają wszystko, z perspektywy czasu powiedzą Wam to, co powiedziała pewna Magda:

" Mam na imię Magda. Zawsze byłam spokojną, cichą dziewczyną.  Byłam tak cicha, że w szkole, czy w klasie nikt mnie nie zauważał… Uczyłam się dobrze. Rodzice nie mieli ze mną żadnych problemów. Nikt ich nie wzywał do szkoły, nigdy nie musieli się za mnie wstydzić… W ogóle nie wiedzieli, że istnieję, nie musieli tego wiedzieć… Całymi dniami przesiadywałam w pustym domu i czekałam… Ciągle na coś czekałam… A to na deszcz, a to na słońce. Marzyłam, że ktoś mnie polubi… Ale najbardziej czekałam, aż spadnie pierwszy śnieg, bo to oznaczało, że zbliżają się święta. W święta wszyscy byliśmy razem, dostawałam mnóstwo prezentów – rzeczy, których nie mogliby mi odmówić rodzice… Cały czas mówili: czego marudzisz przecież chcesz mieć komputer, przecież chcesz mieć modne ciuchy itd. Tak chciałam tego wszystkiego jak inne dzieciaki, ale najbardziej brakowało mi ich samych!
Nie wiedziałam co to znaczy przytulenie mamy, czy zwyczajne wygłupy z tatą. Za to znałam wartość pieniądza. Wiedziałam, że gdyby miłość była do kupienia w sklepie, to moi rodzice całymi dniami by harowali, żeby mi ją kupić. Pewnego dnia, zdarzyło się coś niesamowitego. W szkole podszedł do mnie Robert. Rozmawiał ze mną, tak zwyczajnie. Od razu wiedziałam, że mnie lubi. Ciągle się do mnie uśmiechał, czułam,  że jest moim przyjacielem. Mówił: nie łam się, mam coś na rozweselenie. Bałam się, ale on był jedyną bliską mi osobą. Następnym razem byłam bardziej zdecydowana. Powiedziałam: dzisiaj ja też mam ochotę się sztachnąć. Ufałam mu. Od tej chwili moje życie się odmieniło, było bardziej kolorowo…Paliłam co wieczór i przestałam mieć jakiekolwiek opory. Potem ktoś zauważył, że zapach dymu może nas zdradzać, więc przerzuciliśmy się na amfę… Zresztą, jest teraz tyle możliwości żeby się kompletnie odurzyć… o to mi właśnie chodziło, chciałam przestać być nieszczęśliwa. I święta były od teraz, po prostu cudowne. Starzy jak zwykle wyceniali swoją miłość do mnie, nie zwracając na mnie uwagi, więc mogłam zupełnie bezpiecznie dać sobie w żyłę…"

Ta historia na szczęście skończyła się dobrze. Ale czy w ogóle musiała się ona zdarzyć? Dlatego, gdy zbliża się czas świąt, zawsze powtarzam, że warto się zastanowić nad sobą, nad swoim życiem i pomyśleć co można zmienić, aby pod koniec ziemskiej drogi, gdy spojrzy się w lustro, nie trzeba będzie spuścić głowy ze wstydu...
Święty Mikołaj nocą wędruje
dzwoneczkami pobrzękuje i cichutko podśpiewuje.
Śpiewa o wszystkich dzieciach na całym świecie,
a jest sporo - sami dobrze wiecie.

O tych, które są wesołe w święta,
i o tych, o których nikt nie pamięta.
Zagląda do dziecięcych serduszek
licząc ile ma przynieść paczuszek.
I prosi tych co radośnie śpiewają :
podziel się z tymi co mniej od Ciebie nie mają.
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz