Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

czwartek, 31 grudnia 2009

Happy New Year! Szczęśliwego Nowego Roku!

Daj ludziom miłości,
przychodź Nowy Roku -
tak mówi Rok Stary
i znika z łzą w oku.
Z ostatnią kartką kalendarza
zerwijcie wszystkie złe chwile,
zapomnijcie o dniach nieudanych,
zachowajcie tylko te miłe.
Wejdźcie w Rok Nowy jak w nowej sukni
wchodzi się na najwspanialszy bal świata.
Życzymy Wam wszystkiego co najlepsze  
na następne dni, miesiące i lata.
                                                     życzą Żaneta, Adam i Michalinka
Szczęśliwego Nowego 2010 Roku całemu światu!
( przepraszamy za ewentualne błędy )

Happy New Year
Shtastliva Nova Godina
Šťastný Nový rok
Bonan Novjaron
Head uut aastat
Próspero Año Nuevo
Laimingu Nauju metu
Schéint Néi Joer
Laimi'gu Jauno Gadu!
Glückliches Neues Jahr!
Szczęśliwego Nowego Roku.
Feliz Ano Novo
Vesela Nova Godine
Stastny novy rok
Bliadhna mhath ur
Shchastlyvoho Novoho Roku!
Felice Anno Nuovo
سنة ميلادية مباركة
Bon any nou
Bonne année
שנה טובה
Onnellista Uutta Vuotta
Gott nytt år
Eydnurikt nyggjár
新年快乐
明けましておめでとうございます
Urte berri on
Boldog Újévet
счастливого Нового года
نيا سال مبارک
새해 복 많이 받으세요
Gelukkig nieuwjaar
SreČno Novo Leto
สวัสดีปีใหม่

środa, 30 grudnia 2009

Z erką na ustach i czołem po ścianie

Michalinka od dłuższego czasu, w chwilach wyjątkowej koncentracji, patrzyła nam na usta jak wypowiadamy poszczególne wyrazy. Dało się to odczuć, bo widać, że dziecko nie patrzy w oczy, tylko na wargi. Po takim "lustrowaniu"ruchu warg, wyciągała palec i wkładała nam do buzi, czekając, aż zaczniemy mówić. Była tak zafascynowana tym czymś co mamy w buzi, że nie mieliśmy nawet ochoty Jej odmówić. Efektem Jej "badań" było"klaskanie" językiem, a od poniedziałku jest wypowiadanie wyraźnej litery "r". Mówi to na okrągło - albo sama erka, albo w połączeniu z literą "g" i wtedy sobie grucha jak gołąbek. Brzmi przecudnie :) Michalinka polubiła też zabawy z lustrem - albo tańczy sobie kucając i wstając na przemian, albo chowa się i wychyla, bawiąc w a kuku z samą sobą :). Jednak najbardziej uradowaliśmy się tym, że wczoraj, gdy była z Adamem, zrobiła sama 5 kroczków! Szkoda, że mnie przy tym nie było -pracowałam do późna :(. Ale udało się Adamowi nagrać końcówkę Jej tuptania i kilka innych nabytych umiejętności ( mówienie "r", zabawę w"a kuku", siadanie na krzesełku i tupanie nóżkami )
Tosio, ten filmik dedykuję Tobie :)
Wczoraj miały też miejsce trzy niedobre zdarzenia. Jedno z nich dotyczy Misi -koło 16.30 nasza córcia ma drzemkę, zazwyczaj godzinę, półtorej. Około 17.00 nasi sąsiedzi z góry zaczęli się głośno zachowywać, ale Misia się nie obudziła. Około 17.15 Adam znów usłyszał dudnienie, ale tym razem zza ściany, jakby od sąsiadów z boku. Gdy poszedł po cichu do pokoju Misi, zobaczył jak ta bije czołem w ścianę. Oczywiście odsunął łóżko, powiedział, że "nie wolno" ( Misia już to polecenie rozumie ), ale pytanie dlaczego tak robiła pozostało. Z internetowej lektury wynika, że może to być po prostu zabawa ( dopóki dziecko nie płacze przez to ), rozładowanie emocji lub pierwszy z objawów choroby autystycznej ( o czym nawet nie myślę ). Tak więc dopóki się to nie powtórzy, nie będziemy się tym martwić. Dwa pozostałe zdarzenia to niedoszłe na szczęście wypadki samochodowe. Najpierw rano, gdy Adam jechał do pracy ( niepotrzebnie, bo osoba, która miała coś przygotować do podpisu tego nie zrobiła ) wpadł w poślizg, jadąc 30 km/h. Na drodze była typowa szklanka i samochodem obróciło dwa razy. Dobrze, że nikogo nie było na drugim pasie. Po południu z kolei, gdy Adam wracał z Misią ze sklepu (zawoził mnie do pracy ), jadąc swoim pasem, zauważył pędzący z przeciwka w swoją stronę jeep. Samochody jadące w przeciwną stronę stały w korku, więc kierowca jeepa chciał zapewne skrócić sobie czas i przez dwie ciągłe zaczął wyprzedzać. Adam widząc co się dzieje zatrzymał powoli samochód, tak, żeby z tyłu osoby miały czas na wyhamowanie. Kierowca jeepa zjechał na ... chodnik i dalej kontynuował jazdę.  Czasami żegnamy się z kimś na chwilę, a życie ( czy też nieodpowiedzialny drugi człowiek ) może napisać inny scenariusz...  
Na koniec dwie fotki z zabaw tatusiowo-córeczkowych :)
 ( okulary były tylko na sekundę, więc wzroku Misi nie zepsuliśmy )
( widok pokoju po całym dniu zabaw tatusiowo-córeczkowych :) )
Mama Żaneta

sobota, 26 grudnia 2009

Rozmowy bobasa w 10 miesiącu


Jeszcze 10 miesięcy temu nie przypuszczaliśmy, że podczas Świąt Bożego Narodzenia w 2009r. nasze maleństwo będzie na takim etapie rozwoju psychoruchowego, który dzisiaj obserwujemy. Michalinka wręcz rwie się do mówienia i chodzenia. Dzień dla Niej jest udany wtedy, gdy może przespacerować się trzymana za jedną rączkę tam i z powrotem kilkaset razy, opowiadając przy tym głośno, co mija po drodze, jak się czuje, co by dzisiaj zjadła i jaka jest pogoda na dworze :) (oczywiście żartuję - jeszcze nie rozumiemy większości Jej monologu, ale pracujemy nad tym ). Myśleliśmy, że do roku poza tradycyjnymi słowami jak mama, tata, baba, dada, nasza córeńka nie będzie się spieszyła z rozwojem swojego słownika, ale gdzież tam! Nie tylko mówi coraz trudniejsze wyrazy takie jak "cześ" ( bez "ć" ), "co to?", ale zaczyna melodyjnie powtarzać to co my mówimy, stawiając również na końcu znaki zapytania ( słychać to na filmie ) i co najpiękniejsze - potrafi już od kilkunastu dni odpowiadać na pytania "tak" lub "nie" ruszając głową lub pokazywać paluszkiem czego chce. Na początku myśleliśmy, że to przypadkowe ruchy, ale z czasem zrozumieliśmy, że nasza córeczka sama chce już decydować czy chce coś zjeść czy nie i czy np. mamy ją utulać do snu na rękach czy od razu położyć do łóżeczka. Pierwszy raz widziałem zdumienie w oczach Żanety, gdy po minucie wróciła z pokoju Misi i stwierdziła, że nasza córcia pokazała palcem na łóżeczko i  gdy się Jej zapytała czy chce do łóżeczka, Misia pokiwała twierdząco głową. Wczoraj Ja poszedłem utulać Michalinkę i ... zrobiła to samo. Nie wiemy czy się cieszyć z tego, że Ona tak szybko się zmienia. Przyznam się nawet, że gdy dłużej pracuję, to nie nadążam za Jej postępami... Dzisiaj puściliśmy film nagrany dwa tygodnie po porodzie. Łzy zaczęły płynąć same ...
Co do minionych świąt - to pierwsze święta spędzone przez nas na  "swoim". To także pierwsze święta przeżyte tak spokojnie, radośnie i rodzinnie. Wypoczęliśmy. Jesteśmy pełni sił i pozytywnych emocji. Jeszcze w Wigilię mieliśmy sporo obowiązków, Żaneta kończyła pracę o 16.30, ja opiekowałem się Michalinką, a jednocześnie zrobiłem kilka rzeczy w domu - do kolacji wigilijnej zasiedliśmy po godz. 17.00. Drugiego dnia świąt przyjechała do nas Rodzina. I mimo tego, że sami byliśmy tylko w Boże Narodzenie, to był to spokojny, świąteczny czas, w którym można było odpocząć i wsłuchać się w głos serca np. przy dźwiękach kolęd. Bo przecież święta to nie tylko zakupy, gotowanie, prezenty i choinka. Święta to czas, w którym mamy stawać się lepsi i ładować "akumulatory dobroci" na kolejne dni, w których nie będzie już takiej atmosfery, a będą za to obowiązki, praca itp.
Na koniec kilka zdjęć Misi z mijających już Świąt Bożego Narodzenia. 
 
 
 
 
 Tata Adam

wtorek, 22 grudnia 2009

Bóg się rodzi

To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.

To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna jest Miłość,
gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.
                                                   Emilia Waśniowska

Kochany Mikołaju, wiem, że to niełatwo,
lecz przynieś niewidomym dzieciom takie światło,
co pozwoli im ujrzeć wszystkie dary boskie:
drzewa w czapach śniegu,obraz Częstochowskiej,
lustro lodowiska kreślone łyżwami,
które skrzy się, błyska gdy tańczymy na nim.
Przynieś dzieciom głuchym piosenkę anioła,
by zagrała cisza, która trwa dokoła.
By szept usłyszały i dzwoneczków trele,
głos mamy, kolędę w grudniowym kościele.
Pożycz anielskie skrzydła Mikołaju drogi
dla dzieci, które mają chore nogi.
Na skrzydłach wnet wylecą ze smutnych szpitali
i dotrą do swych domów hen w błękitnej dali…
Ależ by to była radość Mikołaju święty,
ależ by to były wspaniałe prezenty.
                                                      Emilia Waśniowska


Nie mogliśmy na początku naszych życzeń, nie zacytować wierszy Pani Emilii Waśniowskiej, gdyż są po prostu wspaniałe - poruszają serca i uchylają skrawek nieba ...

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, życzymy Wam spokojnej, rodzinnej atmosfery oraz szczęścia i miłości w każdym kolejnym dniu życia. Oby poplątane supły się rozwiązały, a drogowskazy prowadziły do obranego celu, chroniąc Was i Wasze rodziny przed "ślepymi" drogami. Niech Boża Miłość obdarza Was zdrowiem i potrzebnymi łaskami, pomagając pokonać ostre zakręty, których nie lubimy, a które często pojawiają się na naszej drodze.
Wesołych Świąt !!! 
Żaneta i Adam oraz Michalinka

niedziela, 20 grudnia 2009

SIŁA MIŁOŚCI



Marchew 1,80
Mleko 2,29
Chleb 2,40
Obiadek Gerbera 3,70
Ser 11,00
Szynka 19,00
Pampersy 46,00
Choinka 180,00
Prezenty 400,00
Minuta spędzona z Mamą i Tatą - bezcenna

Szczęśliwego dzieciństwa nie da się kupić, chyba, że płaci się Miłością...
( tak mówi mój Tatuś )
Misia

niedziela, 13 grudnia 2009

Wzór

Dzisiaj mija 10 miesięcy, a dokładnie 303 dni od chwili, gdy Michalinka pierwszy raz zapłakała - czyli od momentu narodzin naszej iskierki :). Gdy wracamy do tamtych momentów, to wierzyć się nie chce, że czas tak szybko płynie. Ale  podobno zawsze zaczyna się dostrzegać prędkość upływających chwili, gdy ma się dziecko...
Piękne były te 303 dni, piękne były też chwile ciąży, gdy nosiłam w sobie nowe życie. To wielki dar, a zarazem wielka odpowiedzialność - być naczyniem Stwórcy, a później Rodzicem malutkiej, delikatnej, bezbronnej i ciekawej świata Istoty. Tak sobie myślę, że dzieci mają nieograniczoną ufność, są przepełnione miłością i nie są skażone brudem kłamstwa. To my - dorośli - uczymy ich, że prawda nie zawsze jest na miejscu ( bo np. "nie powiesz cioci, że Ci nie smakowało bo to niegrzeczne i niekulturalne" ), uczymy ich nienawiści - kłócąc się, przeklinając, obgadując. Wreszcie to my, nie potrafiąc z nimi rozmawiać, powodujemy, że zamykają się przed nami. Dziecko patrzy, od chwili narodzin patrzy i obserwuje. Widzi, jak ojciec traktuje matkę, jak matka "uwielbia" wizyty "drugiej" babci ( czyt. teściowej ), jak tata pomaga w domu i wspólnie z żoną sprząta, gotuje lub jak tata przychodzi z pracy zmęczony, otwiera puszkę piwa, włącza telewizor i nic go już nie interesuje. Piszę oczywiście ogólnie, podając przykłady z życia wzięte ( nie swojego na szczęście ), ale chodzi mi o konkretną rzecz - o WZÓR. Dziecko uczy się naszych zachowań, zachowań koleżanek i kolegów z przedszkola, szkoły, ludzi na przystanku itp. Widzi, analizuje i zapamiętuje. Oczywiście nie oznacza to, że będzie tak samo się zachowywało. Ale ryzyko, że dziecko które było wychowywane w takich, a nie innych warunkach będzie powielało te zachowania jest duże. Oczywiście, że osoba ( czy też grupa osób ) od której dziecko się "uczy" będzie się zmieniała. Na początku będzie to rodzic, przedszkolanka, nauczycielka, później kolega lub koleżanka. Wiele więc zależy od nas - Rodziców - aby już w początkowym okresie życia dać dziecku mocne podstawy, fundamenty miłości, na których będzie dalej funkcjonować. Później dziecko samo będzie wiedziało co jest dobre, a co złe, a do nas należeć będzie ochrona naszego maluszka przed wpływem złych wzorców, które mogą się pojawić wraz z Jego dorastaniem i poszerzaniem kręgu znajomych. Dzieci wychowywane w atmosferze miłości są szczęśliwsze nie tylko w rodzinnym domu ale i w następnych latach życia. Piszę to na podstawie wielu przykładów, które znam.

Na koniec umieszczam zdjęcie zrobione trzy godziny temu. Właśnie dzisiaj spadł pierwszy w życiu Michalinki śnieg. Patrzyła przez okno zafascynowana ( wręcz przyklejona do szyby ) :)
Mama Żaneta

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Pierwszy raz spotkałam Mikołaja!

Wiecie, co się wczoraj stało?! Po raz pierwszy widziałam Mikołaja! Rano, gdy jeszcze spałam, Pan Mikołaj przyniósł mi prezenty - piękne krzesełko, które mówi i śpiewa, pieska z cymbałkami na grzbiecie i nowy kubusiowy dres. Prezenty były śliczne. Nie mogłam mu nie podziękować, więc wsiadłam do samochodu i pojechałam na spotkanie z Mikołajem do sklepu, w którym się na chwilę miał zatrzymać. Dobrze, że Mamusia i Tatuś zobaczyli ulotkę, bo nie spotkałabym Mikołaja w tym roku i byłoby mi smutno! W kolejce czekaliśmy chyba 40 minut, ale tak się to przeciągało, bo moje niektóre koleżanki bały się tego starszego Pana w czerwonym ubranku i trochę płakały. Tylko nie wiem dlaczego? To taki miły Mikołaj -  rozdawał cukierki i pozwalał sobie z Nim zrobić zdjęcia :)
 
 Po powrocie do domu ustroiliśmy choinkę - to takie zielone drzewko, które teraz będzie stało w naszym domu na środku pokoju przez kilka tygodni. Żeby nie świecić dużo światła, można na tym drzewku powiesić takie małe lampeczki, wtedy jak to mówi Mamusia "jest przytulnie". Rzeczywiście, jak palą się tylko te kolorowe światełka, jest tak miło - nie mogę od tych różnych barw oderwać wzroku...
A jak u Was koleżanki i koledzy? Stroiliście już choinkę? Podobno niektórzy stroją drzewka dopiero w Wigilię. Zapytałam Tatusia co to Wigilia, ale powiedział, że opowie mi o tym za dwa tygodnie, kiedy będzie już blisko do tego dnia. Nie mogę się doczekać!
 
Misia

niedziela, 6 grudnia 2009

O tym co zagląda do dziecięcych serduszek, zabawkach i lustrze

W noc grudniową księżyc świeci
biały śnieg się skrzy.
Cicho wszędzie, śpią już dzieci
cudne mają sny.
Śpiesz się, śpiesz się Mikołaju,
zejdź z wysokich wzgórz.
Grzeczne dzieci wyczekują
kiedy przyjdziesz już.

Wszystkim blogowiczom, w tym wyjątkowym dniu, w którym upamiętniamy Mikołaja z Miry, życzymy wielu prezentów danych od serca, które będą wyrazem miłości, dobroci i życzliwości osoby, która je nam podrzuci :). Trzeba pamiętać, że Mikołajów, naśladujących Mikołaja z Miry jest wielu, bo w dzisiejszych czasach jest tylu mieszkańców Ziemi, że najszybsze renifery nie dałyby sobie rady z tak dużym terytorium.
Raniuteńko, do naszych drzwi również zapukał Mikołaj! Michalinka wtedy jeszcze spała, ale tuż po przebudzeniu nie mogła uwierzyć, że ma nowe zabawki! Do pieska cymablisty dorwała się jeszcze zanim się udało nam ją przebrać i zjadła śniadanie :) Na krzesełko musiała poczekać, bo było nie złożone w pudełku :P.
 
 
 Michalinko, gdy kiedyś będziesz czytała tego bloga, to dowiesz się o Rodzicach wielu ciekawych rzeczy. Dziś kolejna niespodzianka - Tatuś też był kiedyś Mikołajem - przez 5 lat wędrował przez "świat", wręczając dzieciom prezenty. Nawet jedna z bardziej znanych gazet na Śląsku umieściła zdjęcie z wizerunkiem Tatusia Mikołaja :).
 
 Był to piękny czas, czas radości z dawania prezentów obcym sobie ludziom. Widząc uśmiechnięte buzie tych najmłodszych, nawet deszczowy, zimny 6 grudnia, stawał się najpiękniejszym dniem roku. Bo przyjemnie jest prezenty dostawać, ale o wiele więcej radości daje ich dawanie.
Pewnego 6 grudnia, nie pamiętam roku, podeszła do mnie mała dziewczynka na rynku w Bytomiu. Miała może 9 - 10 lat. Otworzyłem worek i chciałem jej dać prezent, ale ona nie chciała go przyjąć. Powiedziała, że wolałaby, żeby Mikołaj - czyli ja - kupił jej coś do jedzenia, bo jest bardzo głodna. Zapytałem dlaczego jest głodna. Odpowiedziała - że rodzice są pijani. Nie chcę tu opowiadać całej historii, żeby nikt nie mógł zidentyfikować osoby o której piszę, ale gdy tak patrzyłem zza szyby na nią, jak "pochłania" gorący posiłek, to łzy same ciekły mi po policzkach. Nie powinno tak być... Ale niestety były jeszcze inne przypadki.
Kochani rodzice, pamiętacie taką znaną anegdotkę:
"Młode małżeństwo weszło do jednego z piękniejszych sklepów z zabawkami
w ich mieście. Długo się przyglądali półkom pełnych zabawek, tak cudownie poukładanych...niektóre, były uwieszone przy suficie, jeszcze inne nieco rozrzucone
by nadać w ten sposób nieład powodujący chęć oglądania i podziwiania.
Były tam lalki, które płakały i się śmiały, gry elektroniczne, kuchenki miniaturowe,
które potrafią piec różnego rodzaju ciasta i pizze. Ta młoda para nie potrafiła
podjąć odpowiedniej decyzji. Gdy tak się wahali, zbliżyła się do nich bardzo
sympatyczna sprzedawczyni.
- Widzi pani - wyjaśniła kobieta - mamy bardzo małą córeczkę, a my jesteśmy
cały dzień poza domem...często też i wieczorem.
- Jest to dziewczynka, która bardzo rzadko się śmieje - wszedł w słowo mężczyzna.
- Chcemy jej kupić coś co sprawiłoby by była szczęśliwa - dopowiedziała
kobieta - też wówczas kiedy nas nie ma w domu. Chcielibyśmy coś, co jej
przyniesie  radość, kiedy jest sama.
- Przykro mi - z uśmiechem odpowiedziała uprzejma sprzedawczyni - ale my
nie sprzedajemy rodziców!"

Właśnie. Nic dziecku nie zastąpi czasu poświęconego przez rodziców. Nawet najpiękniejszy prezent nie uszczęśliwi dziecka tak jak obecność mamy i taty. Dzieci, które mają wszystko, z perspektywy czasu powiedzą Wam to, co powiedziała pewna Magda:

" Mam na imię Magda. Zawsze byłam spokojną, cichą dziewczyną.  Byłam tak cicha, że w szkole, czy w klasie nikt mnie nie zauważał… Uczyłam się dobrze. Rodzice nie mieli ze mną żadnych problemów. Nikt ich nie wzywał do szkoły, nigdy nie musieli się za mnie wstydzić… W ogóle nie wiedzieli, że istnieję, nie musieli tego wiedzieć… Całymi dniami przesiadywałam w pustym domu i czekałam… Ciągle na coś czekałam… A to na deszcz, a to na słońce. Marzyłam, że ktoś mnie polubi… Ale najbardziej czekałam, aż spadnie pierwszy śnieg, bo to oznaczało, że zbliżają się święta. W święta wszyscy byliśmy razem, dostawałam mnóstwo prezentów – rzeczy, których nie mogliby mi odmówić rodzice… Cały czas mówili: czego marudzisz przecież chcesz mieć komputer, przecież chcesz mieć modne ciuchy itd. Tak chciałam tego wszystkiego jak inne dzieciaki, ale najbardziej brakowało mi ich samych!
Nie wiedziałam co to znaczy przytulenie mamy, czy zwyczajne wygłupy z tatą. Za to znałam wartość pieniądza. Wiedziałam, że gdyby miłość była do kupienia w sklepie, to moi rodzice całymi dniami by harowali, żeby mi ją kupić. Pewnego dnia, zdarzyło się coś niesamowitego. W szkole podszedł do mnie Robert. Rozmawiał ze mną, tak zwyczajnie. Od razu wiedziałam, że mnie lubi. Ciągle się do mnie uśmiechał, czułam,  że jest moim przyjacielem. Mówił: nie łam się, mam coś na rozweselenie. Bałam się, ale on był jedyną bliską mi osobą. Następnym razem byłam bardziej zdecydowana. Powiedziałam: dzisiaj ja też mam ochotę się sztachnąć. Ufałam mu. Od tej chwili moje życie się odmieniło, było bardziej kolorowo…Paliłam co wieczór i przestałam mieć jakiekolwiek opory. Potem ktoś zauważył, że zapach dymu może nas zdradzać, więc przerzuciliśmy się na amfę… Zresztą, jest teraz tyle możliwości żeby się kompletnie odurzyć… o to mi właśnie chodziło, chciałam przestać być nieszczęśliwa. I święta były od teraz, po prostu cudowne. Starzy jak zwykle wyceniali swoją miłość do mnie, nie zwracając na mnie uwagi, więc mogłam zupełnie bezpiecznie dać sobie w żyłę…"

Ta historia na szczęście skończyła się dobrze. Ale czy w ogóle musiała się ona zdarzyć? Dlatego, gdy zbliża się czas świąt, zawsze powtarzam, że warto się zastanowić nad sobą, nad swoim życiem i pomyśleć co można zmienić, aby pod koniec ziemskiej drogi, gdy spojrzy się w lustro, nie trzeba będzie spuścić głowy ze wstydu...
Święty Mikołaj nocą wędruje
dzwoneczkami pobrzękuje i cichutko podśpiewuje.
Śpiewa o wszystkich dzieciach na całym świecie,
a jest sporo - sami dobrze wiecie.

O tych, które są wesołe w święta,
i o tych, o których nikt nie pamięta.
Zagląda do dziecięcych serduszek
licząc ile ma przynieść paczuszek.
I prosi tych co radośnie śpiewają :
podziel się z tymi co mniej od Ciebie nie mają.
Tata Adam

czwartek, 3 grudnia 2009

Halo! Jestem mała strojnisia

Moi rodzice często ze sobą rozmawiają przez takie pudełko ( wiem już, że to telefon ) , więc podglądnęłam ich i sama też potrafię :)
Zadzwonię do taty! 
 Halo? Cześć tata! Czekaj przełożę telefon do drugiego ucha...
 No! Teraz możemy rozmawiać. Co słychać tatku? 
 Ooo! Coś nas rozłączyło... Trudno...
 Sprawdzę jak smakuje...
 Powiem Wam kochani,  że dużo już rozumiem. Na przykład, gdy rodzice mówią HALO ja przykładam telefon lub swoją rączkę do ucha. Jak mówią ZATAŃCZ, TAŃCZ to ja tańczę ( czasami ), mówią DAJ ( jakąś rzecz ) - to daję, BRAWO, MASZ, NIE WOLNO itp.
Do mówienia mi się tak bardzo nie spieszy jak do chodzenia. Kroczek sama zrobię, a potem bęc.

A teraz pokażę Wam co rodzice kupili mi na allegro i zawartość paczki z Niemiec :)
W Bengusiowych ubrankach :

Posyłam Wam oczko ;)
 Fajny ten dżins!
 Elegancka bluzeczka co nie?
 Wszystkiego muszę spróbować :) :P
 Dziękuję za gratisy! :*
A to moje piękne ubranka i misio, które dostałam paczką z Niemiec od mojej Cioci Oli, Wujka Marka i Kuzynów - starszego Tima i bliźniaków Adriana i Patricka.
Już nie umiem się doczekać kiedy założę te śliczne spodenki i bluzki, ale muszę poczekać aż troszkę podrosnę ( parę centymetrów ).
Bardzo Dziękuję !
Posyłam Wam tysiące buziaków! :*:*:*
Moje Puchatkowe ubranka!

P.S. Mój tatuś wystąpi dziś w odcinku W11 pt. "HANIA" ( jak coś to mama dopisała ). Zapraszam przed telewizory o 20.45 na TVN :) Pa, Misia