Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

poniedziałek, 19 października 2009

Szok

Przypuszczam, że pod tym postem pojawi się dziesiątki negatywnych komentarzy, że niektórzy nie zostawią na nas przysłowiowej suchej nitki, ale co mi tam. Już kiedyś napisałem, że opinie innych ludzi wysłuchać mogę, lecz nie mają na mnie większego wpływu. Ale przejdźmy do sedna...
Szok.
Tak, szok i to obustronny!
O co chodzi? Już tłumaczę. Wzięliśmy z Żanetą ślub cywilny - dwa lata temu. Nie mamy ślubu kościelnego i nie mam zamiaru się tłumaczyć - po prostu tak wyszło. Kiedyś miałem na to inne zapatrywanie, teraz mam inne. Ale nie o ślub chodzi. Kilka dni temu udaliśmy się do kancelarii, aby poprosić o chrzest dla dziecka. Byliśmy przygotowani na to, że mogą pojawić się problemy - no i się pojawiły. Ksiądz przyjął nas jak zło konieczne, nie uśmiechnął się ani razu, rozmawiał z nami na stojąco i każdą próbę dyskusji odbierał jako atak. Używał przy tym tak dobranych słów, które nie były obraźliwe, ale które miały nam uzmysłowić, jakimi jesteśmy złymi ludźmi. Dowiedzieliśmy się więc, że żyjemy w notorycznym grzechu cudzołóstwa, że żyjemy bez wiary i bez Boga, że nie znamy dnia ani godziny, gdy ktoś z nas może zakończyć życie doczesne. Nie pomogła próba przekonania proboszcza, że wierzymy i że tego samego chcemy dla naszego dziecka, które nie jest winne temu, że nie mamy ślubu kościelnego. Ksiądz stwierdził w odpowiedzi na to, że szatan też jest wierzący... Powiedzieliśmy, że w naszej rodzinie panuje miłość i że w wielu rodzinach, które mają ślub kościelny nie ma takiego "związku dusz", jak u nas. Usłyszeliśmy, że takie wymówki mówią wszyscy. Dziecko ksiądz ochrzci - ale pod jednym warunkiem - gdy przyjdą do niego na rozmowę w cztery oczy rodzice chrzestni z zaświadczeniem od swojego proboszcza, że są wierzący i praktykujący - gdyż to oni będą musieli wychować nasze dziecko w wierze, bo rodzice jak czegoś nie mają, to dziecku tego przekazać nie będą mogli. Zapytałem proboszcza, jak On to widzi - czy co niedzielę mają do nas przyjeżdżać chrzestni, żeby iść z naszą córką do Kościoła, czy też my pójdziemy z dzieckiem i założymy sobie zeszyt na podpisy księdza, że byliśmy w Kościele. Tylko co z modlitwą poranną i wieczorną? Oczywiście ksiądz się obruszył na takie zapytanie, ale ja nie potrafiłem przejść obojętnie obok takich zasad. Zapytałem wprost - tu nie chodzi miłość Bożą, tylko o uspokojenie sumienia księdza? Ksiądz wprost mi odrzekł - "Tak, chodzi głównie o spokój sumienia". A jeżeli nie podobają się nam zasady, to możemy poszukać "innego kościoła" ( czyt. w innej wierze ), gdzie nas przyjmą z "otwartymi ramionami".
W szoku byłem ja i moja żona, w szoku był ksiądz. Punkt widzenia zależy przecież od punktu siedzenia...
Nie rozumiem i nie zrozumiem - Bóg, który jest Miłością, miałby nie zezwolić dziecku wejścia w poczet Dzieci Bożych, bo jego rodzice żyją w niesakramentalnym związku? Ksiądz sam stwierdził w rozmowie, że chrzest to jest walka o dziecko, walka między dobrem i złem. A dziecko ma odpowiadać za nas, bo my prosimy o chrzest dla dziecka i obiecujemy mu zapewnić wychowanie w naszej "żywej wierze", której według proboszcza nie ma? Nonsens! Chciałem wykrzyczeć w tym momencie wiele - o księżach, którzy zeszli na złą drogę i związali się z kobietami ( na co nie pozwala im celibat ), a mimo to, dalej sprawują funkcję kapłana, tylko, że w innej parafii. Chciałem zapytać o fundusz alimentacyjny księży, koperty dzięki którym można wszystko i jeszcze o wiele innych spraw, które gnębią nie tylko mnie, a niszczą obraz Kościoła, który ma być dla nas wzorem i prowadzić do Boga.  Ale nie zrobiłem tego - z dwóch powodów: dla naszego dziecka i ze względu na to, że nie chciałem zniżać
rozmowy do tego poziomu . Według księdza dziecko nie "trzeba" chrzcić, może samo się ochrzcić gdy skończy 18 lat, bo Kościół tylko dopuszcza możliwość chrztu. Być może to i racja, ale nie wiem, czy tak powinno być.

Kończąc, kochamy nasze dziecko bezgranicznie i chcemy dla niego jak najlepiej. Prosimy o chrzest i uważamy, że powinniśmy go otrzymać bez warunków - bo przecież dziecko rodzi się nieświadome naszych grzechów, a My, świadomi naszych grzechów chcemy je wychować w wierze i ustrzec przed popełnieniem błędów, które my popełniliśmy.
I nie zrobią tego za nas rodzice chrzestni ani nikt inny. 
Tata Adam

piątek, 9 października 2009

Podglądałam mamusię :) - zabawa i spacerek ...

Cześć wszystkim!
 Jak wiecie każde dziecko lubi się bawić, i ja oczywiście także to uwielbiam! W łóżku, na dywaniku, na podłodze, u rodziców - nie ma znaczenia gdzie, mnie jest to wszystko jedno :)  W moim łóżeczku najbardziej lubię zabawę na stojąco, podskakuję, tańczę, gryzę ramę łóżka lub wcinam sznurki z pozytywki :) Zawsze się coś znajdzie jak znudzą mi się zabawki  hehehe .  Bawiąc się na podłodze czy dywaniku robię bałagan, bo bez tego nie ma dobrej zabawy :) A sprzątają rodzice...
Mniam...
 
 Po zabawie i zjedzeniu mleczka wybraliśmy się z mamusią na spacer, bo wczoraj było ciepło i słoneczko wyszło zza chmur. W następnych dniach zapowiadali ochłodzenie i deszcz, a ja za oknem widzę znowu słoneczko! Lecz dzisiaj mamy parę spraw do załatwienia i będę podróżować samochodem a nie w wózeczku :), co również mi się bardzo podoba.

Na spacerze mamusi było tak ciepło, że rozebrała kurteczkę, mnie było w sam raz :) Jak zwykle zwiedzałam wszystko dookoła, później jednak zasnęłam na godzinkę, bo była moja pora snu, a wcześniej przecież zmęczyłam się zabawą, należała mi się drzemka na świeżym powietrzu :) A co!

Mamusia wołała mnie paręnaście razy do zdjęcia, ale ja wolałam obserwować chodnik :P
 
 Mamusia usiadła na ławeczce odpocząć nie wiedząc o tym, że ją podglądam, hi hi, dopiero jak się na mnie spojrzała to zauważyła, że jedno oczko mam otwarte i się do mnie uśmiechnęła. Nie mogłam się powstrzymać i także się uśmiechnęłam, a potem wybudziłam.
 
 Dowiedziałam się do czego służy ławka, chciałam też spróbować jak smakuje, ale mamusia mi nie pozwoliła, chyba słusznie...  Brakowało z nami tatusia :/  on zawsze mnie rozśmiesza i zabrałby mnie zapewne na barana, ale  był w pracy. Dziś wybieramy się w trójkę :)
 
 
Pod koniec spotkałyśmy naszą sąsiadkę ( koleżankę mamy ) z córeczką o miesiąc młodszą ode mnie - Hanią. Jak zrobią u nas plac zabaw to będziemy się razem bawić :)

Pozdrawiam moich blogowych kolegów i koleżanki! Mam nadzieję, że moja relacja ze spacerku Was nie nudziła. PA PA ! :*
Misia