Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 23 września 2009

Radości i smutki miłością znaczone

Zacznę od tego, że przeszliśmy z Adamem chorobę. Adam zaraził się w pracy, ja od niego i w efekcie chodziliśmy po domu w maskach, żeby nie zarazić Michalinki. I cudem się udało.  Na szczęście jest to już za nami.

Gdy już wyzdrowieliśmy, to wreszcie spotkaliśmy się z naszą wspaniałą koleżanką, która od ponad dwóch lat mieszkała w Irlandii. Ostatni raz widzieliśmy się tuż przed porodem ( pod koniec stycznia ), teraz Natalia przyjechała na stałe do Polski.
Natalia wiele razy mnie zaskoczyła w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mieliśmy kontakt mailowy ze sobą i powiem Wam, że bardzo się cieszę, że nasza znajomość się nie skończyła, tak jak z pozostałymi osobami z dawnego liceum, bo Natalia to moja kumpela, z którą siedziałam w licealnej ławce :) Teraz już ciocia Natalia po raz pierwszy mogła zobaczyć Misię. Co to było za spotkanie! Nie obyło się bez prezentów dla małej królewny. Dostała przepięknego Kłapouchego ( ogromnego :) ) oraz piękne ubranka, za co kochanej cioci bardzo dziękujemy! Jeśli na każde nasze spotkanie Natalia będzie przynosić prezenty to chyba zbankrutuje - nie pozwolimy na to :)
Michalinka
wygląda przepięknie w bluzeczkach i sweterkach od Cioci :* Kiedyś wrzucimy fotki. A jak kruszynka zareagowała na nową osobę? Przyjęła ją wspaniale, oczywiście wpatrywała się z wielką ciekawością...
 Po udanym spotkaniu, mniej więcej dwa dni później Michalince zaczęły wychodzić cztery zęby na raz, górne dwójki są już przebite, a jedynki jeszcze nie, trochę prześwitują. Misia cierpiała cały dzień! Tuliliśmy ją, smarowaliśmy dziąsła, i jedynie podczas zabawy zapominała o bólu, więc był to dzień zabawy. Codziennie się z Misią bawimy, ale jest też czas na odpoczynek na bujaczku. Tego dnia tak nie było, ponieważ od razu wyginała się i płakała, a łzy ciekły jej ciurkiem. Poza tym troszkę mniej jadła i ciężko było ją nakarmić łyżeczką. Ten dzień nie należał dla naszej córci do udanych, ale następnego było już dobrze, a noc spokojna. Mamy cudowną i dzielną córeczkę.
 
 Teraz najlepsze wieści! Michasia mówi MAMA !!!! Wreszcie się doczekałam. Ale cieplutko się na serduszku robi jak to słyszę. Co prawda tego słodkiego TATA nic nie przebije, mówi to tak wyraźnie. A gdy proszę ją żeby powiedziała MAMA, to ona zawsze odpowie TATA i tak się bawimy. MAMA powie dopiero sama od siebie. Przeważnie jest to MAMAMA. Zasób słownictwa naszej perełki szybko się powiększa, co nas bardzo cieszy, zdarza się, że raz dziennie Michalinka powie BABA. Teraz już będzie jej łatwiej, wie jak usteczka ustawić, to piękne! Potrafi także udawać konika, czyli "klaskać językiem". Aaaaa i potrafi robić PAPA. Bo mówić rzadko mówi, ale papa rączką robi pięknie! I w większości gdy robi papa, mówi tata i macha, a to dlatego, że codziennie pokazywaliśmy papa do tatusia jak szedł do pracy, lub jak wychodził z pokoju. Szybko załapała, mała cwaniara. Tyle już potrafi! Bo to nie koniec....
Michasia pięknie raczkuje, już na całego,  wcześniej to była tylko pozycja, bała się raczkować, chciała od razu stawać na stopach, to chyba dzięki piankowym puzzlom się przełamała. Tak bardzo jej się podobały te kolory, stukała rączkami w puzzle i szła do przodu, od tego momentu to dla niej pestka. Jak stoi i złapiemy ją za rączki to normalnie idzie, raz robi duże kroki, a czasem to biegnie malutkimi kroczkami, oczywiście większość na paluszkach, ale to różnie u niej bywa. Dla niej to wszystko jest takie nowe i daje tyle radości.
Co jeszcze? Michalinka przecudnie żuje. Wczoraj jadła banana, w małych ilościach i pięknie je, radzi sobie z dużymi kawałkami, sama gryzie. Spróbowała też batonika, który bardzo jej smakował i lubi twarde jabłuszko.
 Gdy ma coś do zrobienia to daję ją do łóżka i tam  się bawi, nie płacze już kiedy wychodzę.

Michalinka jest naszym najukochańszym aniołkiem na świecie. Jak w każdym domu są u nas chwile radości, które potęguje miłość, są też chwile smutku - tak jak teraz, gdy Misi wychodzą ząbki i ma gorsze dni - w których miłość łagodzi cierpienie. Przytulenie mamy i taty oraz poświęcony czas,  pomaga Michalince zapomnieć chociaż na chwilę o bólu.
Dziękujemy Bogu za dar, który otrzymaliśmy. Kochamy Cię córeczko!
 Wystarczy na dziś. Następnym razem będzie filmik, bo już ich się sporo nazbierało...
Miłego dnia kochani blogowicze i czytelnicy!
 
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz