Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 27 września 2009

Zero tolerancji

Po ponad miesięcznym wycofaniu się z życia blogowego pod swoim nickiem, postanowiłem usiąść i pisząc niniejszego posta wtrącić trzy grosze do internetowej rzeczywistości.
Dlaczego zatytułowałem tegoż posta "Zero tolerancji"? Już wyjaśniam. Pomimo tego, że nie pisałem na blogu mojej córeczki, to co jakiś czas przeglądałem blogi naszych znajomych i wczytywałem się w najnowsze posty oraz komentarze. Po przeczytaniu kilkuset postów jestem zniesmaczony, jestem wręcz zawstydzony poziomem dialogu panującym w środowisku blogowiczów. Nasze społeczeństwo jest coraz mniej tolerancyjne w stosunku do tych osób, które odstają od średniej, które są inne w rozumieniu większości. Przykłady? Proszę bardzo.
Jest wśród naszych blogowych znajomych dziewczyna, która już dwukrotnie w swoim internetowym pamiętniku opisywała swój związek z mężczyzną starszym o blisko 20 lat. I co? I zaczęła się nagonka, połączona z ubliżaniem i oczernianiem blogowiczki. Dobrze, że znaleźli się inni internauci, którzy wzięli w obronę autorkę postów o różnicy wieku. Co to kogo obchodzi, jaka różnica wieku dzieli dwojga, dorosłych ludzi? To tylko i wyłącznie ich sprawa i nikt nie powinien tego komentować pod kątem własnych zasad i poglądów.
Kolejną rzeczą, którą poddaję krytyce jest "blogowa matka wszechwiedząca", "rozdająca karty" i decydująca, że ta a ta blogowiczka dobrze zajmuje się dzieckiem, a ta i ta popełnia błędy - a mamy takich "matek wszechwiedzących" kilka. Jedna z blogowiczek ( pozwólcie, że nie będę pisał o kogo chodzi - zresztą tych przykładów jest więcej ), umieściła film na którym widzimy Jej małą córeczkę, którą stoi, a w zasadzie chwieje się trzymana za ręce przez mamę. Oczywiście można się spierać, czy to w tym i tym miesiącu wolno pozwalać czy nie na takie rzeczy. Mnie bardziej interesuje, czy internautom wolno bez ograniczeń krytykować i decydować za rodziców i lekarzy o rozwoju ich dziecka? Skąd w ludziach tyle zjadliwości, braku samokontroli i kultury osobistej? Niektórzy piszą takie komentarze, że wydaje się, że wszystkie rozumy pozjadali i są obecnie niczym alfa i omega!
Co poza tym? Dywagacje na temat palenia przez kobiety będące w towarzystwie swoich dzieci ( też tego nie popieram, ale i nie oceniam ), kompletne bzdury typu: "dziecko najpierw siada, potem zaczyna stać" ( znam osobiście wyjątki od tej reguły ), określanie rodziców ( których dzieci wcześniej od rówieśników zaczynały raczkować, wstawać, jeść pokarm ze słoiczków ) jako nieuważnych i egoistycznych, dążących do przyspieszenia rozwoju dziecka - to niektóre z "rozmów", które można wyczytać na blogach obecnych i przyszłych rodziców. Kłótnie o raczkowanie, spadanie z łóżka, stanie, siadanie itp itd itp itd. A przecież jedno dziecko rozwija się szybciej, inne znów wolniej - każde ma swoje tempo, które jest indywidualne i nie da się ocenić po 10 minutowym nawet filmie, czy rodzice zmuszają dziecko do stania, czy ono samo ma taką potrzebę. A że  niektórzy rodzice nie pozwalają stać na nóżkach swoim "zbyt małym" do tego dzieciom? Przepraszam - mogę się śmiać? W jaki sposób można zabronić dziecku wstać? Przywiązując go do łóżka? Bo my na przykład mamy takiego ruchliwego smyka, że codziennie rano, ok 5 - 6, gdy wchodzimy do Jej pokoju, wita nas szerokim uśmiechem, stojąc pewnie i trzymając się jedną ręką. I tak już jest od 6 miesiąca życia. Mamy ją zmuszać, żeby nie wstawała? Nigdy! Gdy Michalinka miała chyba 3 miesiące umieściliśmy zdjęcie, jak je ze słoiczka. Wtedy też znalazły się osoby, które sugerowały, że to za wcześnie. Dopiero gdy zobaczyły film, jak nasz córcia się zajadała tymi pysznościami, wówczas urwały się komentarze typu "nie uważacie, że to  za wcześnie?". Podobna sytuacja miała miejsce, gdy Misia zaczynała raczkować. Wówczas po tym jak umieściliśmy zdjęcie Michalinki na czworakach, napisano nam w komentarzach, że zmuszamy ją do raczkowania, a wręcz robimy to po to, żeby ustawić ją do zdjęcia! Przykre. Dopiero film pokazał niedowiarkom, że Misia już wtedy była ruchliwa i chciała sama raczkować. Fakt - mogliśmy Jej zabronić, związując na przykład nogi.
Żartowałem.
Reasumując - niektórzy blogowicze stosują zasadę "zero tolerancji" dla odmienności, własnego stylu życia i wychowania. Ja też postanowiłem taki być. Zero tolerancji dla głupoty. Każdy komentarz, który wyczytam na blogach znajomych, będący negowaniem czyjegoś zachowania, a nie wyrażającym w delikatny sposób swojego zdania, będę komentował odpowiednio. Zamiast pisać: "co z Was za rodzice", "to głupota", "nie powinniście", "robicie krzywdę dziecku" lepiej napisać: "może to przemyślicie?", "ja mam inne zdanie co do tej kwestii", "czy jesteście pewni" itp. Wówczas dacie delikatnie do zrozumienia, że macie odmienne zdanie co do spornej kwestii. Taka postawa może przynieść więcej korzyści niż nieeleganckie a czasami wręcz chamskie komentarze.
Wystarczy.
A co u nas?
Kilka dni temu Misia otrzymała elektroniczne organy. Bardzo Jej się spodobały. Ale - czy to nie za wcześnie? Trochę się martwię drodzy blogowicze, czy
"blogowa matka wszechwiedząca" nie skrytykuje nas za przyspieszanie rozwoju naszego dziecka? Jeszcze będzie miało krzywe paluszki...
 A zdjęcie poniżej? Skandal! Jak można 7 miesięczne dziecko prowadzić za dłonie. Przecież można mu rączki wyrwać. Biedny maluch!
:) Napisałem tak na wszelki wypadek, żeby co niektórzy nie musieli klepać w klawiaturę.
Tak w ogóle to przepraszam za dzisiejszego posta. Potraktujcie go poważnie, ale z przymrużeniem oka :). Całuski dla blogowych znajomych. 
Tata Adam

środa, 23 września 2009

Radości i smutki miłością znaczone

Zacznę od tego, że przeszliśmy z Adamem chorobę. Adam zaraził się w pracy, ja od niego i w efekcie chodziliśmy po domu w maskach, żeby nie zarazić Michalinki. I cudem się udało.  Na szczęście jest to już za nami.

Gdy już wyzdrowieliśmy, to wreszcie spotkaliśmy się z naszą wspaniałą koleżanką, która od ponad dwóch lat mieszkała w Irlandii. Ostatni raz widzieliśmy się tuż przed porodem ( pod koniec stycznia ), teraz Natalia przyjechała na stałe do Polski.
Natalia wiele razy mnie zaskoczyła w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mieliśmy kontakt mailowy ze sobą i powiem Wam, że bardzo się cieszę, że nasza znajomość się nie skończyła, tak jak z pozostałymi osobami z dawnego liceum, bo Natalia to moja kumpela, z którą siedziałam w licealnej ławce :) Teraz już ciocia Natalia po raz pierwszy mogła zobaczyć Misię. Co to było za spotkanie! Nie obyło się bez prezentów dla małej królewny. Dostała przepięknego Kłapouchego ( ogromnego :) ) oraz piękne ubranka, za co kochanej cioci bardzo dziękujemy! Jeśli na każde nasze spotkanie Natalia będzie przynosić prezenty to chyba zbankrutuje - nie pozwolimy na to :)
Michalinka
wygląda przepięknie w bluzeczkach i sweterkach od Cioci :* Kiedyś wrzucimy fotki. A jak kruszynka zareagowała na nową osobę? Przyjęła ją wspaniale, oczywiście wpatrywała się z wielką ciekawością...
 Po udanym spotkaniu, mniej więcej dwa dni później Michalince zaczęły wychodzić cztery zęby na raz, górne dwójki są już przebite, a jedynki jeszcze nie, trochę prześwitują. Misia cierpiała cały dzień! Tuliliśmy ją, smarowaliśmy dziąsła, i jedynie podczas zabawy zapominała o bólu, więc był to dzień zabawy. Codziennie się z Misią bawimy, ale jest też czas na odpoczynek na bujaczku. Tego dnia tak nie było, ponieważ od razu wyginała się i płakała, a łzy ciekły jej ciurkiem. Poza tym troszkę mniej jadła i ciężko było ją nakarmić łyżeczką. Ten dzień nie należał dla naszej córci do udanych, ale następnego było już dobrze, a noc spokojna. Mamy cudowną i dzielną córeczkę.
 
 Teraz najlepsze wieści! Michasia mówi MAMA !!!! Wreszcie się doczekałam. Ale cieplutko się na serduszku robi jak to słyszę. Co prawda tego słodkiego TATA nic nie przebije, mówi to tak wyraźnie. A gdy proszę ją żeby powiedziała MAMA, to ona zawsze odpowie TATA i tak się bawimy. MAMA powie dopiero sama od siebie. Przeważnie jest to MAMAMA. Zasób słownictwa naszej perełki szybko się powiększa, co nas bardzo cieszy, zdarza się, że raz dziennie Michalinka powie BABA. Teraz już będzie jej łatwiej, wie jak usteczka ustawić, to piękne! Potrafi także udawać konika, czyli "klaskać językiem". Aaaaa i potrafi robić PAPA. Bo mówić rzadko mówi, ale papa rączką robi pięknie! I w większości gdy robi papa, mówi tata i macha, a to dlatego, że codziennie pokazywaliśmy papa do tatusia jak szedł do pracy, lub jak wychodził z pokoju. Szybko załapała, mała cwaniara. Tyle już potrafi! Bo to nie koniec....
Michasia pięknie raczkuje, już na całego,  wcześniej to była tylko pozycja, bała się raczkować, chciała od razu stawać na stopach, to chyba dzięki piankowym puzzlom się przełamała. Tak bardzo jej się podobały te kolory, stukała rączkami w puzzle i szła do przodu, od tego momentu to dla niej pestka. Jak stoi i złapiemy ją za rączki to normalnie idzie, raz robi duże kroki, a czasem to biegnie malutkimi kroczkami, oczywiście większość na paluszkach, ale to różnie u niej bywa. Dla niej to wszystko jest takie nowe i daje tyle radości.
Co jeszcze? Michalinka przecudnie żuje. Wczoraj jadła banana, w małych ilościach i pięknie je, radzi sobie z dużymi kawałkami, sama gryzie. Spróbowała też batonika, który bardzo jej smakował i lubi twarde jabłuszko.
 Gdy ma coś do zrobienia to daję ją do łóżka i tam  się bawi, nie płacze już kiedy wychodzę.

Michalinka jest naszym najukochańszym aniołkiem na świecie. Jak w każdym domu są u nas chwile radości, które potęguje miłość, są też chwile smutku - tak jak teraz, gdy Misi wychodzą ząbki i ma gorsze dni - w których miłość łagodzi cierpienie. Przytulenie mamy i taty oraz poświęcony czas,  pomaga Michalince zapomnieć chociaż na chwilę o bólu.
Dziękujemy Bogu za dar, który otrzymaliśmy. Kochamy Cię córeczko!
 Wystarczy na dziś. Następnym razem będzie filmik, bo już ich się sporo nazbierało...
Miłego dnia kochani blogowicze i czytelnicy!
 
Mama Żaneta