Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

piątek, 24 kwietnia 2009

Wsłuchiwać się w "mowę" dziecka

Wprawdzie moja ukochana żona napisała już post o "wyczynach" naszej córeczki, jednakże i ja postanowiłem dorzucić swoje pięć groszy.
Kochani Rodzice - jak każda mama i każdy tata, którzy po raz pierwszy stają się rodzicami, zastanawialiśmy się nad wszystkim co nas czeka - nad pielęgnacją kikuta pępowiny i pępuszka, sposobami karmienia, przewijaniem, kąpaniem etc. Gdyby ktoś powiedział nam, że będzie to wyglądało tak, jak teraz wygląda, w życiu nie uwierzylibyśmy w ani jedno słowo.
 Czujemy się najszczęśliwszymi rodzicami na Ziemi. "Po drodze" były oczywiście problemy - głównie z pępuszkiem i jego "otwarciem się", ale to wszystko odeszło w niepamięć.
Jakieś 4 tygodnie temu, gdy jak co noc oczekiwaliśmy "pobudki" na jedzenie i przewijanie ( Misia budziła się średnio dwa razy każdej nocy ), nasza córeczka spała, spała i spała. Jako, że karmimy Ją na żądanie ( wbrew infantylnej kobiety ze szkoły rodzenia oraz wbrew przekonanym o swoich najwyższych umiejętnościach i wiedzy pielęgniarkom ze szpitala w Ujastku ), postanowiliśmy zaczekać do momentu, aż Michalinka nas "zawoła".
 Trochę się baliśmy, gdyż ciągle tłoczono nam do głowy, że trzeba regularnie, że co trzy godziny, bo się odwodni, bo zachoruje itp. Minęło 9 godzin. Misia obudziła nas cmokaniem i ssaniem rączki. Sprawdziliśmy pampersa - sucho! Zdziwiliśmy się i pomyśleliśmy - jakby to było pięknie, gdyby Michalinka nauczyła się takiego rytmu nocy i dnia. Nasze życzenie się spełniło. Od tego dnia Misia przesypia całe noce, kładzie się ok. 20.00 - 20.30 i budzi się ok. 5.30 - 6.00. Regularnie! W nocy nie je, nie pije, nie załatwia potrzeb fizjologicznych. Natomiast słodko śpi. To niesamowite, że po ukończeniu 45 dnia życia, nasza córeczka zaczęła rozróżniać dzień od nocy i dostosowała organizm do tego. Teraz w dzień "woła" o jedzenie co 2 godziny, czasami częściej, systematycznie przybiera na wadze i jest uśmiechnięta, ciągle uśmiechnięta. Czasami czegoś się wystraszy - wówczas płacze przeraźliwie i płyną Jej łezki - ale takie sytuacje są rzadkością -na przykład wtedy, gdy sąsiad za ścianą puści na full muzykę i w pokoju Misi dudnią same basy...Misia pochlipuje też żałośnie, gdy jest już bardzo zmęczona - wówczas kładziemy Ją do łóżeczka, a Ona prawie natychmiast zasypia.
Pragniemy polecić wszystkim rodzicom metodę karmienia "na żądanie". Wystarczy sobie wyobrazić, jak czuje się dziecko, które słodko śpi, a nagle "ktoś" ( mama, tata... ) je wybudza, rozbiera, przewija, karmi na siłę - nie dziwne, że wtedy płacze i jest rozdrażniona. Ja, osoba dorosła, nie chciałbym, aby mnie tak traktowano, a co dopiero małe dziecko! Ono też czuje i rozumie - takie jest moje zdanie.
Nie przypuszczamy, że nasza córka jest jakimś wyjątkiem - takie efekty daje właśnie karmienie na żądanie i wieczorne rytuały - kąpiel, jedzonko, "odbicie" i spanko :)
 Jeżeli już wspomniałem o kąpieli - Michalinka jeszcze nigdy podczas kąpania nie zapłakała. Ostatnio nawet zaczęła radośnie pluskać nóżkami w wodzie. Popłakiwać zaczyna tylko wtedy, gdy wyjmujemy ją z wody - jest to zapewne związane ze zmianą temperatury, gdyż po chwili w ręczniku się uspokaja.
Michalinka ma jeszcze jedną wspaniałą cechę - szybko się uczy. Od tygodnia poznaje matę edukacyjną i wiedzę na temat, która zabawka wydaje jakie dźwięki ma opanowaną już do perfekcji :)
Życzymy wszystkim Rodzicom jak najmniejszych "problemów" z dziećmi, a jeżeli już się pojawią, to aby były to tylko "szczęśliwe problemy". I radzimy Wam - karmcie na żądanie - przynajmniej spróbujcie. To nic nie kosztuje, a może być właściwym rozwiązaniem także dla Waszego maleństwa.
I jeszcze mała myśl - żadna szkoła rodzenia nie nauczy Was tego, czego się nauczycie obserwując własne dziecko, wsłuchując się w Jego "mowę". Ono samo wie najlepiej czego potrzebuje. I chociaż na początku trzeba znaleźć "wspólny język", to nawet nieudolne próby ( mowa ciała ) przekazania przez dziecko czego potrzebuje, można zrozumieć. Pozdrawiamy.
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz