Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

niedziela, 1 marca 2009

Jak światełko w lodówce

Jeszcze na długo przed porodem zastanawiałem się, jakim będę ojcem. Nie bałem się przewijania, karmienia, kąpania, tulenia do snu - wiedziałem podświadomie, że będzie to dla mnie łatwe. Bardziej nurtowały mnie pytania - czy dam radę przez pierwszy rok utrzymać rodzinę, czy nie będzie nam nic brakować, czy nie będziemy musieli wiązać koniec z końcem, czy czas spędzony w pierwszej i drugiej pracy nie oddali mnie w tych najważniejszych chwilach od żony i dziecka? Czy nie zostawię mojej żony jak samotny okręt płynący pod banderą "wychowanie", walczący ze "sztormem życia" i przeciwnymi wiatrami? Pytania pozostają wciąż otwarte. Paradoksalnie, dzięki chorobie, mogłem przez dwa tygodnie być z moimi ukochanymi w domu i wspólnie spędzać każdą chwilę. Jednak od jutra wracam do swoich obowiązków i uzyskam w niedługim czasie odpowiedź przynajmniej na pytania dotyczące kilku/kilkunastu godzin rozłąki.
 Co do finansów - czas i życie pokaże. Zrobię wszystko, aby zagwarantować naszej rodzinie bezpieczną przyszłość. Wiem, że moja ukochana żona martwi się tym, że sama nie pracuje i nie zarabia pieniędzy. Tłumaczyłem mojej "gwiazdce", że to nie Jej wina, że pracując na umowę - zlecenie, nie nabyła prawa do urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. Była to umowa przedłużana co miesiąc, więc o żadnych świadczeniach nie mogło być mowy. Daliśmy radę przez okres ciąży, więc teraz, po porodzie, tym bardziej nie pozwolę Jej pójść do pracy - przynajmniej dopóki Misia nie skończy jednego roku. Damy radę kochanie!
To prawda, że boję się tych codziennych rozstań i jakże krótkich chwil spędzonych z Wami wieczorem. Ale są jeszcze soboty, niedziele i święta. W dodatku odszukałem dzisiaj tekst, który kiedyś znalazłem. Jest on jakby odpowiedzią na moje rozterki związane z rozłąką. Jego autorką jest Erma B.
"Jak światełko w lodówce"
"Kiedy byłam mała, mój ojciec był dla mnie jak światełko w lodówce. Nikt nigdy nie wiedział, co się działo w jej środku. Drzwi do niej były zawsze zamknięte.
Mój ojciec wychodził zawsze z domu o świcie, a każdego wieczora, kiedy powracał, zdawał się być szczęśliwy z powodu tego, że nas widzi.
Jedynie on był w stanie otworzyć słoik z marynatami, podczas gdy nikt z nas tego nie umiał. Jedynie on nie lękał się chodzenia samemu do piwnicy. Zacinał się przy goleniu, ale nikt nie musiał go z tego powodu całować i na nikim nie robiło to żadnego wrażenia. Kiedy lał deszcz, on wychodził na dwór i wprowadzał do garażu samochód. Zakładał łapki na myszy i tak zręcznie zawieszał nad drzwiami suche róże, że nie zdążył się nawet nimi pokłuć. Kiedy podarowano mi mój pierwszy w życiu rower, pedałował wraz ze mną przez wiele kilometrów, aż do momentu, w którym zaczęłam sama sobie dawać radę. Bałam się wszystkich innych ojców, ale nigdy mojego własnego. Pewnego razu zrobiłam mu herbatę. Zdawała się być jedynie posłodzoną wodą, a on popijał ją siedząc na krzesełku i mówił, że była wspaniała.
Każdego razu, kiedy bawiłam się moimi lalkami, moja lalka-mama miała mnóstwo rzeczy do zrobienia. Nie wiedziałam jednak nigdy, czym ma się zajmować mój lalkowy tata. Kazałam mu więc mówić: "No dobrze, teraz wychodzę do pracy" i wrzucałam go pod łóżko.
Pewnego razu, kiedy miałam dziewięć lat, mój ojciec nie wstał z łóżka, aby pójść do pracy. Zawieziono go do szpitala, w którym zmarł następnego dnia. Poszłam wtedy do mojego pokoju, by odszukać pod łóżkiem mojego lalkowego ojca. Wyjęłam go, otrzepałam i posadziłam na samym środku mojego łóżka.
Mój ojciec nie był kimś wielkim.
Nigdy sobie nie wyobrażałam, że jego odejście mogło być dla mnie tak wielkim bólem. Do dzisiejszego dnia nie wiem dlaczego..."

Można wychowywać, będąc nawet bardzo daleko od siebie... Dziecko dostrzeże wszystkie nasze zachowania, nawet te, których my sami nie zauważamy...
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz