Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 14 lutego 2009

Nie mam sił

Wróciłem do domu. Żanetka jest jeszcze w szpitalu, a ja jutro rano do niej jadę. Miałem dzisiaj napisać kilka słów o porodzie, ale zrobię to dopiero jutro wieczorem, gdyż nie mam sił. Dzisiejszy dzień był koszmarem. Dwa razy ratowaliśmy życie naszej córeczki. Za pierwszym razem ( w nocy ), gdy Żaneta była sama, Michalinka zaczęła się krztusić, zrobiła się purpurowa i nie mogła złapać oddechu. Pielęgniarki z oddziału dla noworodków przybiegły od razu i przywróciły oddech Misi. Stwierdziły, że to zapewne problemy z krtanią, że jeszcze nie pracuje dobrze, ale to się już nie powtórzy. Myliły się. Do Żanetki przyjechałem o 8.00 i do 10.00 nic złego się nie działo. Po godzinie 10.00 do sąsiedniej pacjentki, przyszła położna - Pani Jadwiga - wspaniały człowiek. My w tym czasie przygotowywaliśmy się do podania pokarmu. Gdy ułożyliśmy małą na plecach, żeby sprawdzić pampersa, w ciągu kilku chwil zrobiła się purpurowa. Widzieliśmy, że nie potrafi wziąć powietrza. Nasza córeczka była przerażona. Mimo, że ma jeden dzień, widzieliśmy jak prosiła o pomoc swoimi malutkimi, na wpół otwartymi oczkami. Podniosłem ją do góry i usłyszeliśmy, że ciężko wzięła jeden wdech, który zabrzmiał jak charczenie osoby chorej na drogi oddechowe. Na kolejny nie miała już sił. Zrobiła się jasnofioletowa. Przeszło mi przed oczami całe ostatnie 9 miesięcy i wszystkie przyszłe wydarzenia z życia Misi, które każdy rodzic sobie wyobraża. Łzy same leciały mi po twarzy. Na pomoc przyszła nam położna, która była w pokoju ( to cud ), szybko wzięła małą na swoją dłoń i zaczęła mocno oklepywać. Michalince zaczęła się sączyć z ust i nosa wydzielina. Wypłynęło dobre pół szklanki płynów. Po chwili wrócił Jej spokojny oddech. Okazało się, że nasza córeczka miała w brzuszku jeszcze bardzo dużo wód płodowych - taką diagnozę postawiła położna. Pani Jadwiga, wzięła Misię na odciągnięcie płynu. Po 5 minutach wróciły i do wieczora na szczęście nie było niebezpieczeństwa. Nie wiem czy to, że w brzuszku Misi były wody płodowe to niedopatrzenie personelu czy też codzienność poporodowa. Wiem, że ta chwila, mogła zmienić całe nasze poukładane w głowie życie. Dlatego płakaliśmy później razem z Żanetą, ciesząc się, że nic złego się nie stało. Nie wiem jak będzie tej nocy, ale wierzę, że nasza miłość ją ochroni. Teraz pisząc ten post, też nie mogę powstrzymać się od płaczu - zamazują mi się litery. Bo dla świata to tylko jedna "istota", a dla nas ta jedna "istota" jest całym światem.
Pani Jadwigo - dziękuję za bezinteresowną pomoc. Takich ludzi nie spotyka się już wielu. 
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz