Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 28 lutego 2009

Ból narodzin, rozdarcie psychiczne i zmiany na lepsze

Można powiedzieć, że wreszcie znalazłam trochę czasu na napisanie dłuższego posta. Wcześniej stronką zajmował się Tatuś Misi, bo ja jakoś nie miałam do tego głowy. Oczywiście - wchodziłam, czytałam, odwiedzałam blogowych przyjaciół i komentowałam. Lubię, gdy Adam zajmuje się blogiem, ma świetne pomysły i robi przepiękne zdjęcia. Nie oznacza to oczywiście, że ja sobie odpuściłam, po prostu zrobiłam małą przerwę :)
Co u nas słychać? Michalinka daje nam tyle radości, że nie da się tego opisać słowami - to niesamowite uczucie być rodzicem!
 Z każdym wschodem słońca widzę jak nasza córeczka pięknieje, jak mądrze patrzy i wsłuchuje się w nasze głosy. Uwielbiam przypatrywać się jak słodko śpi lub robi przecudne minki przez sen. Z kolei przykro mi gdy płacze i nic Jej nie uspokaja - na szczęście nie jest to częste zjawisko, ale w Jej oczkach można wówczas wyczytać, że coś Ją boli ( kolka, czkawka, wzdęcia ).
Tak bardzo bałam się, czy będę dobrą mamą. Z przewijaniem poszło łatwo - bardzo lubię to robić, uwielbiam dbać o naszą kruszynkę. Pierwsze karmienie było trudne - tego bałam się najbardziej. Mała miała problemy z chwytaniem piersi ( na pewno ze względu na jej wielkość ) i co chwilę musiałam poprawiać i od nowa karmić. Teraz Misia je pięknie z butelki pokarm, który kilka razy dziennie odciągam. Niektórzy uważają, że powinno się karmić piersią, ale jestem przekonana, że w naszym przypadku to się nie sprawdziło. Widząc jak mała męczyła się przy karmieniu piersią wybrałam, a raczej razem zdecydowaliśmy - butelka.
Bałam się również pielęgnacji pępka - czy dobrze to robię? Obawy okazały się niepotrzebne - po 11 dniach kikut pępowiny odpadł. Tyle obaw z mojej strony, nawet nie wiem dlaczego... Myślę, że świetnie sobie radzimy z rodzicielstwem. Z każdym dniem nabieramy doświadczenia. Małą zajmujemy się wspólnie - na zmianę karmimy, przewijamy, utulamy do snu.
Tuż po porodzie, gdy byliśmy już w domu ( z czego ogromnie się cieszyłam ), byłam jakaś dziwna. Często płakałam - wystarczyło, że przypomniałam sobie o porodzie, pobycie w szpitalu, o strachu o Misię. Płakałam bez powodu - choć gdzieś w środku cieszyłam się, że już po wszystkim i że to cud, że wszystko się udało. Poród wspominam dobrze - parłam z całych sił, a Adam bardzo mnie wspierał. Tylko Jego głos słyszałam, nic innego do mnie nie docierało.
Cieszę się, że mogłam doświadczyć bólu narodzin życia i odczuć te wspaniałe, choć trudne chwile. Teraz czuję się o wiele lepiej - nic mnie nie boli, a moje małe "rozdarcie psychiczne" trwało tylko 3 dni po wyjściu ze szpitala. Obecnie łezka kręci mi się w oku, gdy widzę jak Misia zasypia na klatce piersiowej Tatusia i razem tak słodko wyglądają, że serce mocniej zaczyna bić ze szczęścia. Dużo zmieniło się w naszym życiu na lepsze. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa. Pozdrawiam!

P.S. Dzisiaj byliśmy na pierwszym spacerze. Michalinka przez cały czas spała i w ogóle nie płakała. Możemy napisać ( gdyż jesteśmy przekonani o tym ), że Misia uwielbia jeździć w wózku - fajnie trzęsie. Ma to utrwalone dzięki częstym samochodowym wycieczkom w brzuszku Mamy :)
Mama Żaneta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz