Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 28 lutego 2009

Ból narodzin, rozdarcie psychiczne i zmiany na lepsze

Można powiedzieć, że wreszcie znalazłam trochę czasu na napisanie dłuższego posta. Wcześniej stronką zajmował się Tatuś Misi, bo ja jakoś nie miałam do tego głowy. Oczywiście - wchodziłam, czytałam, odwiedzałam blogowych przyjaciół i komentowałam. Lubię, gdy Adam zajmuje się blogiem, ma świetne pomysły i robi przepiękne zdjęcia. Nie oznacza to oczywiście, że ja sobie odpuściłam, po prostu zrobiłam małą przerwę :)
Co u nas słychać? Michalinka daje nam tyle radości, że nie da się tego opisać słowami - to niesamowite uczucie być rodzicem!
 Z każdym wschodem słońca widzę jak nasza córeczka pięknieje, jak mądrze patrzy i wsłuchuje się w nasze głosy. Uwielbiam przypatrywać się jak słodko śpi lub robi przecudne minki przez sen. Z kolei przykro mi gdy płacze i nic Jej nie uspokaja - na szczęście nie jest to częste zjawisko, ale w Jej oczkach można wówczas wyczytać, że coś Ją boli ( kolka, czkawka, wzdęcia ).
Tak bardzo bałam się, czy będę dobrą mamą. Z przewijaniem poszło łatwo - bardzo lubię to robić, uwielbiam dbać o naszą kruszynkę. Pierwsze karmienie było trudne - tego bałam się najbardziej. Mała miała problemy z chwytaniem piersi ( na pewno ze względu na jej wielkość ) i co chwilę musiałam poprawiać i od nowa karmić. Teraz Misia je pięknie z butelki pokarm, który kilka razy dziennie odciągam. Niektórzy uważają, że powinno się karmić piersią, ale jestem przekonana, że w naszym przypadku to się nie sprawdziło. Widząc jak mała męczyła się przy karmieniu piersią wybrałam, a raczej razem zdecydowaliśmy - butelka.
Bałam się również pielęgnacji pępka - czy dobrze to robię? Obawy okazały się niepotrzebne - po 11 dniach kikut pępowiny odpadł. Tyle obaw z mojej strony, nawet nie wiem dlaczego... Myślę, że świetnie sobie radzimy z rodzicielstwem. Z każdym dniem nabieramy doświadczenia. Małą zajmujemy się wspólnie - na zmianę karmimy, przewijamy, utulamy do snu.
Tuż po porodzie, gdy byliśmy już w domu ( z czego ogromnie się cieszyłam ), byłam jakaś dziwna. Często płakałam - wystarczyło, że przypomniałam sobie o porodzie, pobycie w szpitalu, o strachu o Misię. Płakałam bez powodu - choć gdzieś w środku cieszyłam się, że już po wszystkim i że to cud, że wszystko się udało. Poród wspominam dobrze - parłam z całych sił, a Adam bardzo mnie wspierał. Tylko Jego głos słyszałam, nic innego do mnie nie docierało.
Cieszę się, że mogłam doświadczyć bólu narodzin życia i odczuć te wspaniałe, choć trudne chwile. Teraz czuję się o wiele lepiej - nic mnie nie boli, a moje małe "rozdarcie psychiczne" trwało tylko 3 dni po wyjściu ze szpitala. Obecnie łezka kręci mi się w oku, gdy widzę jak Misia zasypia na klatce piersiowej Tatusia i razem tak słodko wyglądają, że serce mocniej zaczyna bić ze szczęścia. Dużo zmieniło się w naszym życiu na lepsze. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa. Pozdrawiam!

P.S. Dzisiaj byliśmy na pierwszym spacerze. Michalinka przez cały czas spała i w ogóle nie płakała. Możemy napisać ( gdyż jesteśmy przekonani o tym ), że Misia uwielbia jeździć w wózku - fajnie trzęsie. Ma to utrwalone dzięki częstym samochodowym wycieczkom w brzuszku Mamy :)
Mama Żaneta

piątek, 27 lutego 2009

Moja pierwsza paczka!!!

 Dzisiaj, gdy smacznie spałam, zadzwonił listonosz. Powiedział: "Paczka do Michaliny M.". Do mnie? Niemożliwe! Wydawało mi się, że to musi być sen, więc dalej sobie drzemałam.
Gdy tak leniuchowałam, poczułam, że coś się wokół mnie zmieniło! Obok mnie pojawił się zajączek i kartka z życzeniami!
 Kartka z serduszkiem :P
 Gdy Tatuś zaczął na głos czytać tekst z kartki - a było tam napisane "Droga Misiu!" - zaczęłam się budzić. To jednak nie był sen!!!
 Dostałam prezent! Pierwszą paczkę! I to od kogo!? Od Tosia! Nie wierzę...
Mam 14 dni i już mam tak fajnego kolegę? :) :) :)
 Jaki śliczny zajączek :) Jaki ma super szaliczek!
Tosio - dziękuję! Nie spodziewałam się...
 No więc mogę teraz spokojnie spać dalej - w końcu noworodki śpią po kilkanaście godzin dziennie :)
 Będę śniła o zajączku i o ... moim koledze Tosiu
 Tylko niech nikt nie próbuje mi ruszać mojego pluszaka!!!
On jest tylko mój. Od Tosia go dostałam! :)

TOSIU - :* 
Misia

czwartek, 26 lutego 2009

Tosiowo-Michasiowe "przyjastki"

Cóż to za dziwaczny tytuł? Już wyjaśniam. "Przyjastki" od przyjaźni, a Tosiowo-Michasiowe dlatego, gdyż pierwszym ( na razie narzuconym przez rodziców :) ) kolegą Michalinki jest Tosio.
http://tosinkowo.blog.onet.pl
 Tosio jest przewspaniałym, ośmiomiesięcznym chłopcem, synem Marty i Karola. Urodził się 23 czerwca 2008r. o godzinie 15.30. Z rodzicami Tosia poznaliśmy się poprzez internet, czytając wzajemnie posty na swoich blogach ( no i oczywiście komentując :P ).  Przeglądamy wiele stron innych blogowiczów ( czy blogerów - jak kto woli ), jednak po raz pierwszy natrafiliśmy na tak niesamowitych ludzi, mających wspaniałe charaktery. Czytając blog Tosia, wydaje się nam, że sami go piszemy - mamy tak zbieżne podejście do życia, wychowania, do naszych maleństw.
Na blogu Tosia jest wiele pięknych zdjęć, na których maluch pokazany jest w najróżniejszych, nierzadko zabawnych sytuacjach. Dowiecie się między innymi z czym walczy Tosio od kilku miesięcy, kim jest Czesław - z którym Tosio uwielbia chodzić na spacery, dlaczego Tosio wchodzi na parapet czy też w kogo ze znanych piosenkarzy się zamienił.
Czytając posty Marty - mamy Tosia, odczujecie, że Ci wspaniali Rodzice "oszaleli z miłości" na punkcie swojego skarbusia ( tak jak my ). Dla nich minione osiem miesięcy nie było czasem straconym na zmienianiu pieluch, nieprzespanych nocach itp., lecz to osiem miesięcy najpiękniejszych chwil, jakie może przeżyć Tata i Mama. My jesteśmy dopiero na początku tej drogi, więc będziemy się stale przypatrywać "starszym" :) Rodzicom...
Tosio przechodzi obecnie w etap potrzeby ogromnej bliskości Rodziców, gdy nie jest najważniejszy "cysio", tylko przytulenie, potrzymanie za rękę, pogłaskanie. Marta niestety od 2 marca wraca do pracy, podobnie zresztą jak ja. Będzie nam zapewne ciężko rozstać się ze swoimi ukochanymi. Jestem bardzo ciekawy, jak minie ten zbliżający się nieuchronnie pierwszy po przerwie tydzień w pracy, jakie będą nasze odczucia przed następnym weekendem? Dowiecie się tego, czytając nasze blogi, do czego gorąco Was zachęcam.
Pomimo tego, że blogi piszemy dla siebie ( forma pamiętnika ), to jednak jesteśmy szczęśliwi, gdy ktoś coś po przeczytaniu z nich "wyniesie". To chyba wszystko w kolejnym wpisie do internetowego pamiętnika miłości.

Aha, żebym nie zapomniał - Tosiu całuski od Misi , Marto i Karolu - jesteśmy przekonani, że kiedyś się spotkamy!
Tata Adam

wtorek, 24 lutego 2009

Michelle z Katowic :)


Ta piosenka poświęcona innej Michalinie, wyśpiewana przez Beatlesów, bardzo nam się spodobała i dlatego wykorzystaliśmy ją w przygotowaniu filmu. Kochamy Cię skarbie i mamy nadzieję, że kiedyś zrozumiesz ile dla nas znaczysz :) Nasza Michelle :*

Michelle (Lennon/McCartney)

Michelle, ma belle.
These are words that go together well,
My Michelle.

Michelle, ma belle.
Sont les mots qui vont tres bien ensemble,
Tres bien ensemble.

I love you, I love you, I love you.
That's all I want to say.
Until I find a way
I will say the only words I know that
You'll understand.

I need to, I need to, I need to.
I need to make you see,
Oh, what you mean to me.
Until I do I'm hoping you will
Know what I mean.

I love you.

I want you, I want you, I want you.
I think you know by now
I'll get to you somehow.
Until I do I'm telling you so
You'll understand.

I will say the only words I know that
You'll understand, my Michelle.


W wolnym tłumaczeniu ( przepraszamy za błędy ):

Michelle, moja kochana,

To są słowa, które dobrze do siebie pasują,
Moja Michelle.

Michelle, moja kochana,

To są słowa, które dobrze do siebie pasują,
Dobrze do siebie pasują.

Kocham cię,

Kocham cię,
Kocham cię,
To wszystko, co chcę powiedzieć,
Dopóki nie znajdę innej drogi,
Będę mówił tylko te słowa, które znam
I które ty możesz zrozumieć.

Michelle, moja kochana,

To są słowa, które dobrze do siebie pasują,
Dobrze do siebie pasują.

Chcę,

Chcę,
Chcę,
Chcę, żebyś zobaczyła,
Co dla mnie znaczysz,
Ale dopóki co, mam nadzieję, że wiesz,
Co mam na myśli.

Kocham cię...


Pragnę cię,

Pragnę cię,
Pragnę cię,
Myślę, że już teraz to wiesz,
Jakoś do Ciebie dotrę,
Ale dopóki co, mówię do Ciebie tak,
Abyś mnie zrozumiała.

Michelle, moja kochana,

To są słowa, które dobrze do siebie pasują,
Dobrze do siebie pasują.

Będę mówił tylko te słowa
, które znam
I które ty możesz zrozumieć,
Moja Michelle.

Trochę o imieniu Michalina

Michalina — żeńskie imię pochodzenia hebrajskiego, żeński odpowiednik imienia Michał. Oznacza "któż [jest] jak Bóg". Imię to nadawane jest w tej formie w Polsce przynajmniej od 1744 roku, natomiast w już średniowieczu notowano jako żeński odpowiednik Michała formę Michaelis (łac.), zdrobniale — Michałka.
Trochę skryte, trochę nieśmiałe a jednocześnie pełne wdzięku i majestatu. Wrażliwe na porażki lub zdradę, pełne rezerwy wobec innych. Potrafią przezwyciężyć największe życiowe trudności, stąd apodyktyczny stosunek do innych i bezwzględna ocena charakteru otaczających ją ludzi. Ale za to wzorowa żona i matka.

Zdrobnienia: Michalinka, Michasia, Misia


W innych językach:

  • ang. Michelle
  • niem. Michaela
  • franc. Michelle, Michèle
  • hiszp. Miguela

Michalina obchodzi imieniny 24 sierpnia oraz 29 września - czyli nasza Michasia będzie obchodziła imieninki 24 sierpnia :)



Według kalendarza chińskiego:
Osobowość: Ta, co niesie wino życia
Charakter: 86 %
Promieniowanie: 88 %
Rezonans: 83 000 drgań/sek.
Kolor: Czerwony. Główne cechy: Towarzyskość - Uczciwość - Intuicja - Zdrowie
Totem roślinny: Winorośl
Totem zwierzęcy: Renifer
Znak: Waga.

TYP: Uwodzicielskie kobiety pełne majestatu i wdzięku. Są skryte, trochę nieśmiałe. Jak ich totem winorośl, potrzebują oparcia, by w pełni rozkwitnąć. Szczęśliwe małżeństwo albo interesujący zawód będą dla nich motorem działania.

PSYCHIKA: Unikają kontaktu ze światem z tłumem są trochę dzikie, jak ich totem - renifer. Mają arystokratyczne maniery i nie lubią ludowych rozrywek, zabaw, jarmarków.

WOLA:. Robią wszystko, aby nie ujawnić swej woli. Ale ona istnieje i w odpowiednim czasie potrafią ją okazać.

POBUDLIWOŚĆ: Zbyt silna w stosunku do zdolności reakcji. Co dziwne, nadmierna pobudliwość przejawia się pozornym chłodem.

ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Aby nie pokazać po sobie, że dana sytuacja wstrząsa nimi lub je wzrusza, wyhamowują reakcję do tego stopnia, że mogą się wydawać nieczułe i obojętne.

AKTYWNOŚĆ: Nie lubią się uczyć, robią to jedynie z obowiązku. W momencie wyboru zawodu otwierają się przed nimi dwie drogi: albo wybrać ognisko domowe: wówczas będą doskonałymi gospodyniami i idealny­mi matkami, albo zrezygnować w większym czy mniej­szym stopniu z życia rodzinnego i poświęcić się tak absorbującym zawodom, jak zawód adwokata, psy­chiatry, stewardesy itp.

INTUICJA: Posiadają dar przewidywania wielkich etapów w swym życiu.

INTELIGENCJA: Żywa, syntetyczna. Mają doskona­łą pamięć, są średnio ciekawe.

UCZUCIOWOŚĆ: Gdy się do kogoś przywiązują, to na długo, albo nawet na zawsze. Dlatego wykazują wiele ostrożności i rezerwy przy wyborze. Nieraz przez długie lata czekają na księcia z bajki.

MORALNOŚĆ: Nie wygłaszają moralizatorskich mów, nie robią wyrzutów, ich zachowanie cechuje godność, wierność, poszanowanie przyjętych zobo­wiązań. Przywiązują dużą wagę do przyjaźni, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami. Ciężko przeżywają zdradę lub porzucenie, gdyż są wrażliwe na porażki, zwłaszcza uczuciowe.

ZDROWIE: Doskonałe. Nigdy się nie skarżą, są odporne na zmęczenie. Jedyne słabe punkty: układ wydzielania wewnętrznego i krew.

ZMYSŁOWOŚĆ: Są pełne rezerwy, co nie wyklucza porywów zmysłowych, gdy znajdą idealnego partne­ra.

DYNAMIZM: Trzeba wiele taktu i zarazem stanow­czości, aby rozwinąć u tych dziewcząt dynamizm. Uważają, że wszelkie próby narzucenia komuś swego punktu widzenia albo swej osoby są chamstwem. Powinny uświadomić sobie własną wartość.

TOWARZYSKOŚĆ: Potrafią przezwyciężyć najwięk­sze życiowe trudności. Rodzice powinni dbać, by miały jak najbliższy kontakt z życiem społeczeństwa.

PODSUMOWANIE: Trzeba dobrze je poznać, by ich nie zranić, czy nie dotknąć. Nie lubią wyjaśniać zawiłości swego charakteru, pragną by książę z bajki zrozumiał je w pół słowa...
 
 Ciekawe, kim i jaka będziesz córeczko?

poniedziałek, 23 lutego 2009

Okiem Mamy

 Michalinka ma takie chwile, w których wydaje się nam, jakby była ponad swój wiek - to jeden z takich momentów, gdy 9-dniowy noworodek przytrzymuje sobie butelkę. Specjalnie ją puściliśmy, żeby zrobić zdjęcie i udokumentować ten niesamowity wyczyn :)
 Gdy Misia się śmieje, nie czujemy głodu, zmęczenia, senności - jest nam przecudnie.
 Nieodłączni towarzysze Misi - "Pozytywek", "Piszczaczek" i "Kuleczka" - poznali się już w szpitalu
 Po jedzeniu Misia odpoczywa na ramieniu...
 ... lub na kolanach, ale wtedy zamiast odpoczywać, woli zaczepiać :P
 Gdy kładzie swoją malutką dłoń na mojej, to rodzi we mnie niewyobrażalne uczucie, które poczuć może tylko Mama lub Tata
 To nowy znajomy - Irysek, przyjechał z Irlandii od cioci Natalii. Pozdrawiamy!!!
 "I R Y S E K" - to ile to literek? :)
 Tu mój ukochany uchwycił, jak błogiemu odpoczynkowi Misi, przygląda się czujne oko Mamusi :)
No i pobudka - bez komentarza - nawet zdjęcie jestem w stanie przytulić.
Kochamy Cię Michalinko!!!
Mama Żaneta

niedziela, 22 lutego 2009

DESIDERATA

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie. Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to dla ciebie jest jasne czy nie, wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek on ci się wydaje. Czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.

                                                                    Maks Ehrmann

To jeden z piękniejszych tekstów, które napotkaliśmy w internecie wiele lat temu. Każde zdanie Desideraty jest istotne. Nie można więc czytać jej łapczywie, lecz należy delektować się po kawałku... A gdy już dotrze się do końca, trzeba wrócić do początku i jeszcze raz przeczytać, żeby niczego nie przeoczyć. Dążcie do szczęścia!!!
Tata Adam

sobota, 21 lutego 2009

Nie ma to jak w domciu




Blll, nie dałam się nabrać :P

 Dobrze, oddaję smoczek. A gdzie jest prezent dla mnie? :)
 Oooo, jestttt!!! Piesek!!! Jaki śliczny!!! Jak się wabi? Zaszczekaj piesku...
 Nie chcesz szczekać? Smutno mi. Ale to daj się chociaż pogłaskać... Proszę...
Blll, nie dałam się nabrać :P on jest pluszowy :P
Ale i tak jest przecudny, będę się do niego przytulała jak urosnę :)
Goldek - mój pierwszy piesek ( chociaż pluszowy :) )
Misia

piątek, 20 lutego 2009

Moje umiejętności

 14 luty 2009r.
-
utrzymuję przez sekundę podniesioną główkę

15 luty 2009r.
- uśmiecham się przez sen
- marszczę czoło
- robię  minki
- próbuję łapać za sznurki

16 luty 2009r.
- piję z butelki
- po posiłku przestałam systematycznie ulewać

17 luty 2009r. - obserwuję dokładnie to, co się wokół mnie dzieje
- umiem skupić się na jednym punkcie
- otwieram szerzej oczka
- usypiam przy jedzeniu ze smoczkiem w buzi
- zamyślam się na chwilę

20 luty 2009r.
- umiem płakać
( poleciały mi łezki z powodu pierwszej kolki )
- podniosłam główkę na trzy sekundy
- pozwoliłam obciąć sobie paznokcie :P

22 luty 2009r.
- umiem przytrzymać sobie butelkę :P
- leżąc na brzuszku potrafię obrócić główkę z lewej strony na prawą i  
  odwrotnie

24 luty 2009r.
- dzisiaj odpadł mi kikut pępowiny !!!

08 marzec 2009r. - umiem się przytulać :) na razie jedną ręką obejmuję Mamusię i Tatusia, ale zawsze to coś :P
10 marzec 2009r.
- pierwszy raz się świadomie uśmiechnęłam ( do dziadka, bo robił tak śmieszne miny, że nie wytrzymałam )

11 marzec 2009r. - dostrzegam małe przedmioty i wodzę za nimi wzrokiem
12 marzec 2009r. - po raz pierwszy złapałam grzechotkę w dłoń i nią kilka razy poruszałam !
14 marzec 2009r. - po raz pierwszy świadomie uśmiechnęłam się do rodziców :) !!!
28 marzec 2009r. - rozróżniam  pory dnia. Przestałam w nocy jeść, pić i załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne
02 kwiecień 2009r. - świadomie poruszam przedmioty na macie edukacyjnej, wiem która zabawka jaki dźwięk wydaje. Uwielbiam się bawić i rączkami poruszać żyrafę i słonika :)
02 maj 2009r. - obracam się samodzielnie na bok ( przeważnie na prawy )
03 maj 2009r. - zaczęłam się ślinić i swędzą mnie dziąsełka
09 maj 2009r. - obracam się samodzielnie z pleców na brzuszek
23 maj 2009r. - obracam się samodzielnie z brzuszka na plecy
25 maj 2009r. - łapię rękami swoje stopy
29 maj 2009r. - pierwszy raz włożyłam ( na małą chwilę ) stopę do buzi :)- pierwszy raz jadłam deser z łyżeczki ( jabłkowo-marchwiowy ), prawie w ogóle się nie zbrudziłam i po kilku minutach sama otwierałam buzię - zrozumiałam o co chodzi :)
02 czerwiec 2009r. - swobodnie wkładam sobie stopę do buzi :)
04 czerwiec 2009r. - potrafię obracać się za rodzicami, nawet gdy słyszę głos z tyłu głowy
07 czerwiec 2009r. - dostrzegam i podnoszę leżące przedmioty
05 lipca 2009r. - zaczął się wyżynać pierwszy ząbek
16 lipiec 2009r. - cały ząbek prezentuje się okazale :)
17 lipiec 2009r. - sama siedziałam przez dłuższą chwilę, ok. 2 minuty
30 lipiec 2009r. - zaczęłam raczkować oraz mam drugi ząbek!!!
24 listopad 2009r. - mam już 6 ząbków !- potrafię mówić szeptem- robię papa, brawo brawo, tuli tuli- umiem klaskać językiem i parskać językiem :)- sama stoję przez dłuższą chwilę- chodzę trzymana za jedną rękę- mówię 5 słów dwusylabowych: tata, mama, baba, dada, papa- jak jest noc lub jestem sama w pokoju, sama naciągam sobie pozytywkę- robię mostek, próbując stanąć na głowie
10 grudzień 2009r. - podnoszę dużą piłkę gumową jedną ręką,- odpowiadam ruchem głowy "tak" i "nie" - rozumiem te słowa
28 grudzień 2009r. - wypowiadam wyraźnie "r"- mówię: "kwa kwa" i "cześ"
31 grudzień 2009r. - ja chodzę! co prawda na razie po 5, 6 metrów i odpoczynek, ale to już początek dalszych wędrówek

czwartek, 19 lutego 2009

Podejście do porodów rodzinnych w Polsce

Zastanawiałem się czy napisać poniższy tekst - niejako pamiętnik z pobytu w szpitalu -  chcąc pamiętać tylko dobre chwile z porodu - bo było ich sporo. Jednak pragniemy wspólnie z żoną pokazać, że są pewne niedociągnięcia w systemie zdrowotnym, które należy jak najszybciej poprawić...

12 lutego o godz. 5.55 zaczął się odrywać mojej żonie czop śluzowy. Pierwsze objawy to plamienie i pobolewanie u dołu brzucha. O godz. 8.00 byliśmy w samochodzie, a o 10.30 w Krakowie ( po drodze zrobiliśmy niezbędne zakupy ). Już w samochodzie, mniej więcej w połowie drogi, pojawiły się mocniejsze skurcze. Pierwszy kontakt w szpitalu na Ujastku był fatalny. Lekarka, która badała Żanetę, była obojętna i bez podejścia do pacjenta. Jeden przykład: podczas badania usg Żaneta zadała pytanie - "Wszystko w porządku?". Lekarka odpowiedziała - "To zależy, co Pani rozumie pod pojęciem w porządku". Nie dość, że lekarka była opryskliwa, to jeszcze pielęgniarka spisująca dane udawała głuchą, gdy poproszono ją o wpisanie adresu zamieszkania, a nie zameldowania, gdyż tam od dawna moja małżonka nie przebywa. Musieliśmy to później odkręcać. Ale wróćmy do tematu porodu. Po kilkudziesięciu minutach spędzonych na izbie przyjęć, zostaliśmy zaprowadzeni na oddział położniczy, gdzie podłączono Żanetę do ktg, które bada ruchy płodu oraz skurcze. Po przeanalizowaniu wyników, wysłano nas na patologię ciąży, by tam oczekiwać na poród. W sumie dobrze się stało gdyż spotkaliśmy tam wyjątkowo przyjazny personel. Żaneta została zbadana przez ordynatora, który zdziwił się, że przyjechaliśmy tak wcześnie - skurcze nieregularne i za słabe - ale podsumował "w ciągu dwóch dni powinna się urodzić". Zawsze to jakiś promyczek. Później już przydzielono łóżko i byliśmy razem do godz. 19.00. Badanie ginekologiczne wykazało małe rozwarcie, więc postanowiliśmy, że pojadę do domu, gdyż doba hotelowa w szpitalu kosztuje 300 zł. O 20.30 byłem w domu. Zdążyłem się przebrać, zjeść, gdy nagle o 21.15 dzwoni telefon. Okazało się, że Żanecie odeszły wody płodowe. Ubieram się więc i wyruszam w drogę powrotną do Krakowa. Po drodze przetoczyła się potężna śnieżyca, ale w szpitalu byłem już o 22.25. Żaneta była już bardzo wymęczona, a skurcze coraz silniejsze...
Od 23 do 3.30 ból bardzo się nasilił, myśleliśmy, że to już ostatnia faza porodu, a tu nagle przyszła położna, która zbadała Żanetę, zobaczyła wynik z ktg i stwierdziła, że do porodu jest jeszcze sporo czasu ( może być kilka dni ) i mąż może jechać do domu. Zaniemówiłem ( stojąc za drzwiami, gdyż do środka mnie nie wpuszczono ). Mam zostawić żonę w tych trudnych chwilach samą? I to ma być poród rodzinny? Śmiechu warte. Ponadto kobiecina stwierdziła, że Żaneta, nie ma jeszcze skurczy, tylko pobolewania i może iść spać, a nie wędrować po korytarzu. Widziałem te pobolewania... Wyraziłem się głośno, co myślę o położnej - w kulturalny sposób oczywiście - ale też delikatnie postraszyłem "Uwagą" itp. W nocy przez pokój nr 8 przetoczyła się jeszcze jedna pielęgniarka, sprawdzająca czy wszystko ok. Oczywiście nie obyło się bez kąśliwego: "A co wy się tak głaszczecie?" - na widok mojego głaskania Żanety w momencie mocnego skurczu. Odpowiedziałem złośliwie: "A co, żony mi nie wolno głaskać? Może Pani ma ochotę na smyru smyru?" Wyszła z sali szybciej niż weszła....
O dziwo, przed szóstą rano zapadła decyzja o podaniu antybiotyku dożylnie i wstępnej decyzji o przenosinach na oddział położniczy. O godz. 8.00 przeniesiono nas. Gdy już stanęliśmy przed dyżurką, Panie z obydwu oddziałów zaczęły się kłócić, że nie ma już miejsc i kto nas w ogóle przysłał. W końcu doszli do wniosku, że jak nie ma wolnej sali przedporodowej ( z sofą, łóżkiem tv, łazienką ), to wcisną nas do starej sali porodowej, zamienionej częściowo na magazyn - bez sofy, łazienki, kosza itp.
widok który widzi rodząca w tej sali
To i tak dobrze, gdyż druga kobieta - Kasia, która też miała decyzję o przenosinach, czekała na korytarzu ponad dwie godziny, aż zwolni się sala przedporodowa. Nie obyło się oczywiście bez łez i żalu do szpitala. Wracając do nas - oczywiście Żaneta musiała sama się umyć, ledwo stojąc na nogach - a proszę mi wierzyć próg bólu ma wysoki, przy rozwarciu 3 cm i skurczach co 4 minuty. I tu kolejny nonsens - nawet w opcji poród rodzinny, mąż nie może pomóc żonie w czynnościach higienicznych ...Między godziną 9.00 a 14.00 wykonano chyba 4 ktg po pół godziny każda, podano 4 kroplówki po 0,5l i poskakaliśmy na piłce. O 13.30, w związku z zatrzymaniem rozwarcia szyjki macicy i niskim poziomie skurczów ( około 32, aby był poród musi być regularny wykres dochodzący do 110 ) zapadła decyzja o cesarskim cięciu. Wtedy naszą salę odwiedził "anioł nie człowiek" - Pani Mariola ( jeżeli dobrze pamiętam ). Pani Mariola powiedziała, że jeszcze raz za chwilę zbada Żanetę, gdyż według niej badania ktg mogą pokazywać błędne wyniki ze względu na tkankę tłuszczową na brzuchu Żanety. Po kilku minutach okazało się, że rozwarcie jest na ponad 8 cm i główka dziecka jest już bardzo nisko - Pani Mariola pokazała mi wręcz czubek głowy dziecka. Zmieniliśmy wtedy decyzję - poród naturalny, bez cięć. Przeważyły dwie rzeczy:
- po cesarce kobieta leży na intensywnej terapii a dziecko na oddziale noworodków. Mąż nie jest mile widziany - czyli każde z nas byłoby osobno przez jakiś czas - żadna radość
- walczyliśmy 31 godzin do tego momentu i wszystko miało pójść na nic?
Gdy weszła nasza położna z "ekipą", aby podpisać oświadczenie potrzebne do cesarki, Żaneta wypowiedziała przez zaciśnięte gardło  - "Nie, rodzę naturalnie". Kazano nam więc przejść do sali porodowej. Tam, po ok. 40 minutach, a dokładnie o 14.35 urodziła się Michalinka. W dniu narodzin ważyła 4060 g i miała 56 cm wzrostu. Później przyszedł czas na pierwsze mycie, wybór ubranek i nową salę -  nr 119. Tam poznaliśmy Kasię i Łukasza, którzy przebywali w szpitalu już około dwóch tygodni, gdyż jedna z dziewczynek ( Kasia urodziła bliźniaczki jednojajowe ) miała w organizmie tylko 20% krwi i musiała leżeć na OIOM-ie. Bardzo mili ludzie, cieszyliśmy się z takich współtowarzyszy w pokoju dwuosobowym. Tego dnia Misia dostała jeszcze oczywiście pierwsze szczepionki, przeszła badanie ogólne oraz pierwsze karmienie. Tu kolejna uwaga - kobieta leży wymęczona w łóżku, mąż chce zawieźć noworodka do badania - i co? Wypychają go z sali dla noworodków, gdyż to matka ma przyjść z dzieckiem, bo "to matka będzie się nim w przyszłości zajmowała". Pozostawię to bez komentarza. Następnego dnia, 14 lutego, szpitalem wstrząsnęła wiadomość, że w sąsiednim "Żeromskim", jednej z matek ukradziono noworodka. Był to główny temat rozmów w godzinach porannych. Później przyjechała telewizja i poprosiła Żanetę o wypowiedzenie się na temat zdarzenia w pobliskim szpitalu. Żaneta, obyta z kamerą, nie miała z tym najmniejszych problemów. Myśleliśmy, że już nic złego nas nie spotka, jednak tego dnia przeżyliśmy bardzo ciężkie chwile, o których pisałem Wam w poście: "Nie mam sił". Tego dnia Michalinka, pomimo ciężkich przeżyć, utrzymywała przez chwilkę główkę i delikatnie podnosiła ją w pozycji pionowej. Dzień później, 15 lutego, o godzinie 15.15 zostaliśmy "wypuszczeni na wolność". Ale godzinę wcześniej wzięto Michalinkę na badania i pobrano Jej krew z głowy, nawet nas o tym nie informując. Ok. 17.00 byliśmy w naszym mieszkaniu, płacząc ze szczęścia, że już jesteśmy razem "u siebie"... Tego dnia Michalinka zaczęła się uśmiechać przez sen, marszczyć czoło, robić minki, przewracać oczami. Gdy puściliśmy jej pozytywkę, próbowała łapać za sznurki, a przy zmienianiu pieluszki zrobiła się bardzo spokojna.

Zapewne wielu z czytelników powie, że jechaliśmy tak daleko, a przecież w Katowicach są na pewno dobre szpitale. Tak, są. Ale my mieliśmy ten czas spędzić razem, a nie osobno. Na Raciborskiej poród rodzinny kończy się kilkadziesiąt minut po narodzinach i przez następne trzy dni ojciec dziecka może odwiedzać żonę tylko przez dwie, maksymalnie trzy godziny. A teraz jest okres grypowy - więc odwiedziny zostały wstrzymane. My w dalszym ciągu tego nie rozumiemy, jak ojciec dziecka może nie mieć zagwarantowanego, bezpłatnego prawa do pobytu z żoną i dzieckiem? Żaneta powiedziała, że moja obecność pomogła Jej urodzić - nie dałaby rady, nie wyzwoliłaby z siebie tyle energii, gdyby nie moje słowa i wsparcie. Bardzo ważna była też dla Niej moja obecność po porodzie. Cieszę się z tego, ale dlaczego musieliśmy jechać aż do Krakowa? Mogliśmy oczywiście objechać wszystkie szpitale na Śląsku, w każdym zadać kilkanaście pytań i wybrać. My jednak oparliśmy się na opiniach internautek, które rodziły w szpitalach i dlatego wybór padł na Ujastek w Krakowie. Czy jesteśmy zadowoleni? Odpowiem następująco: szpital sam w sobie jest nowoczesny, sale są w większości odnowione, w każdej jest TV plazmowy, na korytarzu jest laptop - za czystość i wystrój należą się więc słowa uznania. Natomiast w każdym szpitalu zdarzają się też mniejsze lub większe "usterki". Tu są nimi ci mniej sympatyczni pracownicy. Dodatkowo w Ujastku chce rodzić bardzo wiele kobiet ( 12 lutego na przykład -  w Ujastku dokonano 16 cesarskich cięć, a w jednej chwili 9 kobiet na raz rodziło siłami natury, w samym styczniu wykonano ponad 300 porodów ), co niestety urzeczywistnia myśl - ten szpital jest tak dobry, że aż zły ( wszyscy tam chcą rodzić - w niektórych dniach robi się masówka ).  Ale na dzień dzisiejszy, nie znamy w promieniu 100 km lepszego. Więc zadowoleni jesteśmy - i to nawet bardzo. Najważniejsze, że mamy zdrową córeczkę, na którą czekaliśmy tak długo.
 Podejrzewamy, że w każdym innym szpitalu, poród Michalinki zakończyłby się cesarskim cięciem, chyba, że napotkalibyśmy inną "Panią Mariolę".

Stawiamy pytania:
- dlaczego opieka medyczna tak bardzo różni się w poszczególnych województwach, mało tego różni się w sąsiednich szpitalach!?
- dlaczego wśród wykwalifikowanego personelu znajdują się osoby, nie mające podejścia do pacjenta? Przecież wiadomym jest, że inaczej do porodu podchodzi kobieta rodząca po raz n-ty, a inaczej ta, która nie miała jeszcze takiej "przyjemności"
- dlaczego w Polsce tak wyglądają porody rodzinne? Czy ojciec dziecka ma być tylko dawcą nasienia oraz karcącą reką w późniejszym wieku dziecka?
- dlaczego jeżeli szpital jest przepełniony, to wciska się rodzące kobiety do sal nie przypominajacych wyglądem tych ze zdjęć, którymi szczycą się szpitalne "władze"?
- dlaczego poród rodzinny nie trwa od początku do końca pobytu w szpitalu rodzącej?
- dlaczego podczas porodu rodzinnego, mąż nie może pomagać żonie w czynnościach higienicznych? Czy pomyślał ktoś, co czuje kobieta, która nosi w sobie 3 - 5 kg dziecko, ma bóle porodowe i ma prikaz umycia się pod prysznicem?
- dlaczego robi się dzieciom badania, nie infromując rodziców o rodzaju badań i miejscu pobierania krwi?
- dlaczego wiele szpitali jest w tak złych warunkach sanitarnych? ( proszę poczytać fora internetowe )
- czy ktoś kontroluje ile biorą szpitale, by wyrazić zgodę na cesarskie cięcie?
- dlaczego tylko za pieniądze można sobie kupić prawo do godnego porodu?
Jeszcze raz pragniemy podkreślić - ogólnie ze szpitala na Ujastku w Krakowie jesteśmy BARDZO zadowoleni. Nie podoba się nam: stan prawny dla porodów rodzinnych ( czytaj- wyciąganie kasy za pobyt osoby towarzyszącej przez całą dobę w szpitalu ) oraz pojedyncze osoby, nie mające podejścia do pacjenta.

Dziękujemy wszystkim, za ciepłe komentarze i e-maile. To miłe wrócić do domu i zobaczyć, że są osoby, które nam dobrze życzą. Pozdrawiamy!
Aha. Tosiu - całuski od Misi :P
Tata Adam

środa, 18 lutego 2009

Pierwsze dni

 Adam wyprawy do Krakowa ( 5 razy tam i z powrotem ) przepłacił zakrzepowym zapaleniem żył. Wczoraj dostał pierwszą dawkę antybiotyku i zastrzyki do brzucha. Stopa jest dwa razy większa niż normalnie.
 Michalinka jest szczęśliwa, słodko śpi i zaczyna się uśmiechać po przebudzeniu widząc nas
 Najbardziej lubi jak ją nosimy i utulamy do snu
 Do wczoraj spała tylko na boku ( ze względu na ulewania ). Od dzisiaj nasz aniołek śpi też na wznak ( pije z butelki odciągany pokarm i w ogóle nie ulewa ).
Bardzo baliśmy się pierwszej kąpieli w domku, widząc to, co przeżywała Misia w szpitalu. Wszyscy wiedzą, jak noworodki są myte w szpitalach - ręka pod brzuch, noworodek pod kran z zimną wodą, mycie i powrót do mamy z zimnymi rączkami i nóżkami. Michalinka była kąpana dwa razy w Ujastku i za każdym razem kontakt z wodą kończył się histerycznym płaczem.
Dlatego bardzo się ucieszyliśmy, że pierwsza kąpiel dla Misi w domku była bardzo przyjemna i prawie w ogóle nie płakała.   
Mama Żaneta

poniedziałek, 16 lutego 2009

Cześć wszystkim !!! A jednak zmieniłam mieszkanko :)

 To jest pokój do którego przyjechałam z Mamusią i Tatusiem 12 lutego - z telewizorem plazmowym 32 cale!!! - tak mówił Tatuś, choć ja nie wiem o co chodzi
 Na korytarzu był laptop i internet za darmo
 A to ja w brzuszku Mamusi :)
 Myślałem, że Mamusia jest chora, bo dowiedziałam się, że to miejsce w którym jesteśmy to szpital...
 ... ale okazało się, że moi Rodzice przyjechali tu, bo ja zdecydowałam się dzień później wyjść na świat ( nie wiem skąd wiedzieli !) - Tatuś się śmiał, że urodziłam się "on time"
 Jak już mnie umyto, to zawinięto mnie w sto tysięcy ubrań, kocyków itp. - było ciasno i cieplutko
 Następnego dnia, zadrapałam sobie buzię. Rodzice zakładali mi rękawiczki, ale ja mam na nie sposób :)
 Później miałam ciężką przeprawę, bo o mało co i przestałabym oddychać, ale na szczęście nic złego się nie stało. Tatuś przywiózł mi z domu moje maskotki, które słyszałam już w poprzednim mieszkanku
 Mamusia - uwielbiam Jej cycusia :)
 W ramionach Tatusia momentalnie zasypiam
 To jedna z moich ulubionych pozycji
 A tą minkę też lubię ... pokazywać :P
 Z profilu też jestem niczego sobie :)
 W prezencie do nowego mieszkanka ( które jest ogromne ), dostałam bujaczek - suuuper
 Jak chcę jeść, to daję znak Mamusi, ssąc mały paluszek - zawsze skutkuje :)
 Śpię jak aniołek - tak mówi Mamusia...
... i lubię poznawać nowe rzeczy - nawet staram się niektóre chwytać.
To do jutra, papa !!!
Misia