Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

środa, 21 stycznia 2009

Tata od 15 do 17

Katowice, osiedle marzeń
Przychodzimy do Szkoły Rodzenia, gdzie uczymy się jak zajmować się dzieckiem, wspólnie ćwiczymy i przygotowujemy się do porodu. Jednym z zadań, jest wykonanie przez przyszłego tatę śmiesznego rysunku na brzuchu przyszłej mamy oraz zabawa z latarką. Z zajęć wychodzimy zadowoleni i uśmiechnięci. Gdy nadchodzi dzień porodu, jedziemy do szpitala ( który wspólnie wybraliśmy ), gdzie przeżywamy najpiękniejsze chwile w życiu człowieka - narodziny nowej istoty - naszej kruszynki. Później dopłacamy za pokój rodzinny i przez trzy dni jesteśmy razem - Mama, Tata i Dziecko - cała Rodzina. Pomagam żonie w każdej sytuacji - daję Jej chwile odpoczynku zajmując się małym skarbem, pomagam przystawić do piersi i przewijać. Cudowne chwile .... których  nigdy nie będzie. To tylko cudowny...sen.

Katowice, slamsy rzeczywistości.
Przychodzimy do Szkoły Rodzenia. Na dzień dobry pobierają od nas opłatę w wysokości 250 złotych za 4 spotkania ( 7 godzin ). Jako, że uczestników było 20, daje to sumę 5 tysięcy złotych ( zajęcia prowadziły 3 osoby ). Po wysokości opłaty wyobrażaliśmy sobie jak mogą wyglądać takie zajęcia i ile pomocy do zajęć będziemy wykorzystywać. Realia okazały się bardzo smutne. Pierwsze spotkanie skończyło się godzinnym wykładem. Na następny raz mieliśmy przygotować się do ćwiczeń ( przynieść dres, obuwie itp. ). Ucieszyliśmy się z żoną, gdyż widzieliśmy w internecie film z innej Szkoły Rodzenia i bardzo nam się podobały zajęcia praktyczne. Gdy następnym razem osoba prowadząca zajęcia ruchowe poprosiła mężów o wyjście i zaczekanie godzinę za drzwiami, zaniemówiliśmy. Posłusznie wyszedłem, tak jak inni mężczyźni, i siedziałem godzinę za drzwiami, analizując co się przed chwilą stało. Trzecie spotkanie - po raz kolejny po części teoretycznej mężczyźni zostali wyproszeni z sali. Nie wytrzymałem i zadałem pytanie - "Dlaczego nie możemy ćwiczyć z żonami?". Usłyszałem odpowiedź: "Gdyż Panie nie życzą sobie obecności mężczyzn". Zdanie wypowiedziane oczywiście bez konsultacji z naszymi żonami. Postanowiliśmy z moją ukochaną, że wychodzimy razem. Podczas czwartego spotkania zajęcia praktyczne były na początku, przyjechaliśmy więc 45 minut później. Na korytarzu czekało już kilka innych par, które również nie brały udziału w zajęciach. Czyli nie tylko dla nas było dziwne to, że żony miały same ćwiczyć na zajęciach ruchowych. Warunkiem, żeby szpital wyraził zgodę na poród rodzinny, jest udział w Szkole Rodzenia, aby m.in. ojciec wiedział jak powinien się zachowywać podczas porodu, by potrafił pomóc żonie w trudnych chwilach. Jeżeli więc wyprasza się mężczyzn z zajęć, świadczy to o braku logiki u pewnych osób. Nie będę tu opisywał feministycznych stwierdzeń, które padały podczas części teoretycznej, ale na wypadek gdyby czytała niniejszy tekst osoba prowadząca, nadmienię tylko, że "facet" nie jest li tylko potrzebny wtedy, gdy matka nie daje sobie rady lub gdy ma bardziej praktyczne części ciała - czytaj dłoń, która jest większa od kobiecej i dlatego też do kąpieli noworodka bardziej się nadaje. Droga Pani, jako "facet", zapewniam, mam więcej uczuć aniżeli Pani...
Kolejna część przygotowań - wybór szpitala - kolejny szok. Okazuje się bowiem, że w Katowicach nie ma szpitala, w którym moglibyśmy z żoną wspólnie spędzić pierwsze chwile życia naszego dziecka. Poród rodzinny? Tak, jak najbardziej, ale tylko do momentu przyjścia dziecka na świat. Później - ojciec do domu i kolejna wizyta następnego dnia między 15 a 17. Nie ma możliwości ciągłego pobytu z żoną, nawet za opłatą, w prywatnym szpitalu... Jako ojciec nie mam prawa być z najdroższymi memu sercu osobami przez pierwsze dni i noce życia dziecka ( poza wyznaczonymi godzinami ), nie mogę pomóc żonie w ciężkich chwilach poporodowych - przewinąć własne dziecko, podać do karmienia, przytulić, ukołysać, zaśpiewać kołysankę, zająć się maleństwem, dając jednocześnie chwilę odpoczynku żonie. Kali zrobił swoje, Kali może odejść. Nie zgadzam się! Pragnę być z moją rodziną w tych pięknych momentach, pragnę widzieć jak moja żona po raz pierwszy, drugi, trzeci karmi naszą kruszynkę, pragnę wspólnie z żoną po raz pierwszy przewinąć Michalinkę, pragnę czuwać przy dwóch najukochańszych osobach, gdy są osłabione po trudach porodu. Jeżeli moja żona będzie chciała w pierwszą noc odpocząć, dlaczego ja - tata - nie mogę być z dzieckiem i budzić moją żonę do karmienia? Lepiej, aby dziecko leżało w jednej sali z innymi noworodkami pod opieką pielęgniarki? Szpitale mają być przyjazne dziecku. Ciekawe, czy dziecko wolałoby spędzić noc w ramionach ojca, czy na oddziale noworodków, wśród innych płaczących dzieci?
Tata od 15-ej do 17-ej. Przykre
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz