Wszystkie posty oraz zdjęcia w postach na tym blogu są naszą własnością! Nie wyrażamy zgody na kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez naszej zgody. W wypadku naruszenia praw autorskich, na podstawie art. 78, art.81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631, sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

sobota, 17 stycznia 2009

Mamo, Tato, potrzebuję Cię!

Bruno Ferrero pisał: „W żadnej innej epoce nie potrzebowano tak bardzo rodziców jak obecnie.” W każdym momencie historii dzieci potrzebują ogromu opieki i czułości swoich najbliższych, jednakże czasy dzisiejsze po stokroć bardziej uwidaczniają rozpad rodziny, a co jest z tym związane, osłabienie relacji pomiędzy mamą i tatą a dzieckiem.
Dzieci, zwłaszcza te starsze, będące w okresie dojrzewania, są bezbronne, narażone na wpływ otoczenia, które wysyła pozytywne i negatywne fale, w zależności od „stacji nadawczej”. Młody człowiek jest wówczas w stanie zawieszenia pomiędzy dorosłością a dziecięctwem. Nierzadko uważa, że wolność to robienie tego, co mu się podoba i neguje pojęcie wolności jako odpowiedzialności za samego siebie i za innych. Stan dojrzewania można porównać do dramatu homara, który w momencie zmiany swej skorupy, przed wytworzeniem nowej, jest całkowicie bezbronny. I tylko od uśmiechu losu zależy, czy mu się powiedzie, czy też nie.
Dziecko ma na szczęście rodziców, którzy w prawidłowo funkcjonującej rodzinie, poprzez rozmowę, spacery, „towarzyszenie” w drodze dorastania, mogą ochronić je przed negatywnymi wpływami i wykształcić swego rodzaju parasol ochronny. Przecież lepiej zapobiegać, niż później leczyć stan chorobowy. Gdyby opisać to bardziej obrazowo, rzec by można, że łatwiej jest razem z dzieckiem ominąć drzwi do świata, w którym wszystko stacza się w dół, niż później te drzwi wyważać i szukać swej pociechy po omacku, wśród poplątanych losów innych młodych ludzi.
Należy przy tym pamiętać, że wychowywać dziecko, to tłumaczyć Mu i zachęcać Go do takich, a nie innych działań. Dziecka nie można przywłaszczyć, nie można Mu wyłącznie i wciąż zakazywać, zabraniać. Trzeba dać Mu swobodę dorastania, tłumacząc co dobre a co złe, a z boku trzymać przygotowaną do pomocy rękę. Samo zabranianie jeszcze nigdy nikogo nie wychowało – jego efektem finalnym, będzie jedynie zniewolone posłuszeństwo, zbudowane na emocjonalnym strachu. A im dziecku bardziej się zakazuje, tym bardziej chce dosięgnąć „zakazanego owocu”.
Inną sprawą jest fakt, że trzeba od dziecka wymagać, żeby mogło się rozwijać i doskonalić. Wymagania muszą być dostosowane do możliwości intelektualnych oraz sprawności ruchowej pociechy. Nie należy się przy tym bać pomyłek. Nie istnieje człowiek, który się nie myli. A gorszą rzeczą jest siedzieć z założonymi rękoma i pozostawić dziecko samemu sobie. Dzieci obserwują dorosłych, a zwłaszcza swoich rodziców. Patrzą na nich, kiedy mówią o wodzie pijąc wódkę. Patrzą na nich, kiedy opowiadają się za światem pokoju, a po chwili obrzucają się wyzwiskami przez błahostkę. Dzieci patrzą na nas, kiedy mówimy jedno, a robimy drugie. Dlatego tak istotne jest wychowanie przez przykład. Jeżeli będziemy co innego mówić, a co innego robić, dziecko zakoduje w sobie ten przekaz i w pewnym momencie zacznie go również stosować. Nie bądźmy obłudni! Nie oczekujmy, że dzieci będą idealne przy nieidealnych dorosłych i jeszcze mniej doskonałym świecie. To tylko nieliczne jednostki potrafią wznieść się ponad otoczenie i mieć silne „ego”. Zdecydowana większość czerpie przykłady z otoczenia, wręcz jest przesiąknięta „obcymi” wzorcami.
Dlatego rodzice powinni zastosować całą gamę uczuć, które można zawrzeć w jednym słowie – Miłość. Pomiędzy Miłością, a całą grupą innych wyrazów w skład której wchodzą m.in. czułość, cierpliwość, szacunek, uśmiech, przebaczenie, możemy wstawić znak równości, gdyż Miłość, zwiera w sobie wiele wyrazów, które nie mogłyby istnieć samodzielnie. Dzieci „otoczone” takimi uczuciami, będą miały łatwiejszą drogę do szczęśliwego życia w dorosłym życiu. Jednak nic nie jest tylko biało-czarne. Zawsze są wyjątki i od wielu czynników zależy przyszłość poszczególnych jednostek.
Spójrzcie na ulicę, rozglądnijcie się. Pomiędzy radosnymi spojrzeniami, uśmiechniętymi buźkami, oczami pełnymi życia i pogody, dostrzeżcie tych, których życie nie cieszy, tych, którzy niosą ciężki bagaż, uważając, że każdy następny dzień jest gorszy od poprzedniego. Jest tak wiele osób, które cierpią na „oziębłość psychiczną”, której nauczyły się w swoich zimnych, nieogrzanych Miłością domach.
Mamo, Tato, Twoje dziecko Cię potrzebuje!
Tata Adam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz